Szczupieńczyk Playfaira (Pachypanchax playfairii). Chów i rozród

Szczupieńczyk Playfaira (ang. Golden Punchax, Playfair’s Panchax) należy do rodziny szczupieńczykowatych (Aplocheilidae). Jego odkrycia na Zanzibarze (Tanzania) dokonał w 1863 r. Robert Lambert Playfair (1828-1899) – ówczesny brytyjski konsul wyspy, a ponadto żołnierz, dyplomata, pisarz i przyrodnik amator. Na jego cześć została zatem nadana nazwa tytułowego bohatera. Jego endemiczne występowanie badacze potwierdzali jeszcze w latach 50 i 60-tych ub. w. Niestety, badania przeprowadzone pod koniec lat 90-tych i na początku XXI w. wykazały, że wymarł on bezpowrotnie, najpewniej wyjedzony doszczętnie przez gatunki inwazyjne, tj. tilapie. Obecnie, w warunkach naturalnych szczupieńczyk Playfaira zasiedla w naturze głównie wody (zarówno niewielkie, ale zarośnięte i nasłonecznione, leniwie płynące cieki wodne, w tym słonawe, jak i stawy) wysp granitowych Seszeli.

Choć w naturze ryba może dorastać nawet do 10 cm, to w akwariach mierzy zwykle o 2-3 cm mniej. Dymorfizm płciowy jest bardzo dobrze zaznaczony, szczególnie u dorosłych osobników. Samiec jest nieco większy i smuklejszy, ma wyraźnie dłuższe płetwy nieparzyste oraz znacznie jaskrawiej ubarwiony (zielono-żółto-złote ubarwienie ciała i płetw nieparzystych jest mniej lub bardziej stonowane domieszką brązu i mieni się rzędami pomarańczowych lub pomarańczowo-czerwonych cętek). Te ostatnie, u szaro-brązowej samicy są o wiele mniej liczne, nieobecne na płetwach i zazwyczaj żółte, względnie lekko pomarańczowe. Ma ona za to unikalną, charakterystyczną, niewielką czarną plamkę na płetwie grzbietowej. Wyrośnięte, gotowe do odbycia tarła osobniki (zwłaszcza samce) mają charakterystycznie odstające, szorstkie łuski na grzbiecie (ich układ i kształt przypomina tarkę do warzyw). Niewtajemniczonym w zagadnienie akwarystom mogą wydawać się one złowrogim objawem jakiejś choroby. Nic bardziej mylnego – to całkowicie normalne zjawisko u omawianego gatunku.  

W akwarium zespołowym, grupa 6-8 szczupieńczyków Playfaira może prezentować się bardzo dekoracyjnie. Wszystko bowiem zależy od jego wielkości i urządzenia (czytaj poniżej) oraz obsady (współmieszkańcy zbliżeni wielkością). Generalnie jest to ryba dość spokojna, ale oczywiście nie powinno się jej łączyć z gatunkami małymi i bardzo małymi (drobniczki, drobnotki, małe kąsaczowate, małe razbory itp.), gdyż mogą być niepokojone, a nawet zjadane (podobnie jak wszelki narybek). Jeśli chodzi o agresję wewnątrzgatunkową, to także uważam omawiane ryby za dość spokojne. Nawet w niedużym zbiorniku grupa tarlaków nie przejawia wobec siebie aktów otwartej agresji. Oczywiście między dorosłymi samcami zdarzają się niesnaski, ale są one zwykle niegroźne dla zdrowia i życia słabszych ryb, o ile akwarium jest odpowiednio duże i prawidłowo urządzone. Co do samców, to zdecydowanie w chowie grupowym zawsze lepiej jest utrzymywać 3-4, aniżeli tylko dwa. Wzajemna niechęć i przepędzanie się nie są obce także samicom, zwłaszcza dojrzałym. Także i tu słabszy osobniki nie ucierpi, o ile ma się gdzie schronić.  

Generalnie szczupieńczyki Playfaira należą do ryb odpornych i mających dużą tolerancję wobec różnorodnych czynników środowiskowych, poza oczywiście skrajnymi. Jestem zwolennikiem chowania ich w grupach z przewagą samic, np. 6×3-4, 8×4-5 w akwarium jednogatunkowym. Oczywiście, biorąc pod uwagę wielkość do jakiej finalnie dorastają nasi podopieczni należy zapewnić im odpowiednio obszerny zbiornik (dla 9-10 dorosłych osobników jego pojemność to min. 130 l), najlepiej długi i niezbyt głęboki (do 30 cm), zawsze szczelnie przykryty (ryba skoczna). Jako podłoże najlepiej sprawdza się drobny żwirek o ciemnej barwie. Z elementów jego wystroju można użyć korzeni, zatopionych gałęzi, kawałków drewna i kamieni, ale podstawę dobrostanu ryb stanowi bogata szata roślinna. Szczególne znaczenie mają tu taksony pływające i/lub uprawiane w charakterze luźno unoszących się po lustrze wody (paprocie, wąkroty, najas, rogatek, moczarka, wywłócznik i inne). Z jednej strony zapewniają one ostoje i miejsca odpoczynku, a z drugiej rozpraszają silne zazwyczaj oświetlenie zbiornika. Niemniej, należy regularnie usuwać nadmiar rozrastających się roślin.

Do chowu omawianego gatunku w zupełności wystarcza zwykła woda wodociągowa w przedziale twardości 6-16ºn, o odczynie umiarkowanie kwaśnym do lekko zasadowego (pH 6-8). Nie ma potrzeby dodawać do niej soli kuchennej niejodowanej lub morskiej (co najwyżej w zbiorniku kwarantannowym można zastosować płaską łyżkę stołową na 20-25 l wody). Wskazana jest natomiast dobra jej filtracja. Pamiętać jednak należy, aby wylot z filtra był tak ustawiony, aby nie powodował zbyt intensywnego ruchu wody (najlepszy jest lekki, subtelny). Ryby, które zmuszone są stale pokonywać silny prąd wody czują się, w mojej opinii, źle i często próbują wyskakiwać z akwarium. Szczupieńczyki to dzieci słońca, stąd jego dostęp przez 2-3 godziny dziennie dobrze wpływa na ich samopoczucie i wybarwienie. Kiedyś sądzono, że najodpowiedniejsza jest dla nich woda stara i odświeżana raz w tygodniu w ilości nieznacznej – do 10%, a maksymalnie do 15%. Ja jednak dokonywałem dwukrotnie większych objętościowo podmian i nie stwierdziłem żadnych negatywnych tego efektów. Wręcz przeciwnie – ryby były żywsze, miały lepszy apetyt i z większą ochotą się tarły. Moje poglądy odnośnie temperatury wody także po latach uległy zmianie. Oczywiście ta optymalna, w okresie spoczynku płciowego, to dalej przedział 23-25ºC, ale odpowiednio przyzwyczajone szczupieńczyki można w ciepłej porze roku z powodzeniem utrzymywać w zbiorniku nieogrzewanym (nie szkodzą im nawet dłużej trwające spadki ciepłoty wody do około 17ºC).

P. playfairii to żarłoczne drapieżniki. Bezwzględnie najlepszym dla nich pokarmem są larwy owadów (ochotek, wodzienia, komarów), żywe i/lub mrożone. Także postacie dorosłe owadów, podane zmoczone na powierzchnię wody są bardzo chętnie przez nie zjadane (muszki owocowe, komary, muchówki itp.). Młodsze osobniki nie pogardzą grubszym zooplanktonem, gridalem i rurecznikiem. Można je także przyzwyczaić do pobierania pokarmu suchego o wysokiej zawartości białka (zwłaszcza płatkowego), ale trzeba być tu cierpliwym i konsekwentnym. Generalnie jednak ten rodzaj karmy podajemy jedynie jako uzupełnienie diety. Niektórzy hodowcy podają wyrośniętym egzemplarzom także ryby karmowe (głównie gupiki, dania), kawałkowane dżdżownice, kawałki filetu rybnego, bądź najmniejsze owady karmowe przeznaczone dla gadów („przyuczone” ryby potrafią pobierać pokarm bezpośrednio z pęsety).

Tarło u szczupieńczyków Playfaira ma charakter wieloporcyjny i jest rozciągnięte w czasie. Oznacza to, że jaja są składane i zapładniane w wielu porcjach (mniejszych lub większych) sukcesywnie przez kilka, kilkanaście zwykle dni (do czasu wyczerpania się zapasu dojrzałych komórek jajowych w jajnikach samicy). Taki cykl, w zależności od warunków środowiskowych, może powtarzać się kilkukrotnie w ciągu roku. Jest to gatunek tzw. otwartego substratu (brak opieki nad jajami i potomstwem, które pozostawione są same sobie – tu na substracie), u którego nierzadki jest kanibaizm. Tarło można przeprowadzać parami lub trójkami, bądź w grupach z niewielką przewagą samców (np. 1×2, 2×3, 3×4). Dobrą praktyką jest wcześniejsze rozdzielenie osobników rodzicielskich na okres 7-8 dni i obfitym karmieniu ich w tym czasie larwami komarów i owadami. Po połączeniu ryby zwykle od razu przystępują do tarła, które ma przebieg znacznie żywiołowszy, a samice szybciej pozbywają się zapasu dojrzałej ikry. Niemniej, trzeba tu uważać, bowiem omawiane ryby są fizjologicznie przystosowane do rozmnażania w sposób niemalże ciągły (zależy to od warunków środowiskowych, w tym intensywności i jakości żywienia) i dłuższe ich rozdzielenie mogłoby skutkować „zapieczeniem” ikry w jajnikach u niektórych samic.

Dla pary lub trójki ryb wystarcza 20-25 l zbiornik hodowlany, pozbawiony podłoża (ewentualnie można zastosować pojedynczą warstwę grubego żwiru lub szklanych kulek o średnicy ok. 0,5-1 cm) i wypełniony wodą od kilku do 15ºn (szczupieńczyki nie mają tu specjalnych wymagań). Ważne jest natomiast, aby woda była odstana, klarowna, o odczynie najlepiej lekko kwaśnym do lekko zasadowego (pH 6,5-7,5) i temperaturze 25-27ºC. Kiedyś zalecałem, aby akwarium tarliskowe stało w miejscu ocienionym, a jeśli to niemożliwe, było przysłonięte szarym papierem lub tekturą. Dziś sądzę, że niekoniecznie i wystarczy jedynie przytłumienie oświetlenia przez roślinność pływającą. W zbiorniku warto umieścić ze dwa średniej wielkości korzenie (kryjówki polepszają dobrostan tarlaków). Najważniejszym jednak jego elementem jest substrat dla ikry. W tym celu wykorzystywane są żywe rośliny miękkolistne (kępy mchu jawajskiego, pęczki wywłócznika, najasu, paproci, np. z rodzaju Ceratopteris, przy czym może to być także plątanina różnych gatunków) lub tzw. mopy (dwa na parę ryb) z przędzy/włóczki syntetycznej, przymocowanej do kawałka korka, styropianu albo pustej plastikowej buteleczki po lekach. Zwykle wystarcza 50–100 włókien/kosmków o długości 8-12 cm, na których zostanie złożona ikra. Rośliny powinny być wcześniej odkażone (nadmanganian potasu) i dobrze wypłukane, a najlepiej pochodzić ze zbiornika, w którym nie żyją ryby. Mopy zaś najprościej jest odkazić zalewając na minutę gorącą wodą w chwilę po jej zagotowaniu się.

Do tarła dochodzi zwykle w górnej warstwie wody. Oczywiście, jeśli substrat jest zawieszony w toni wodnej, a nawet gdy leży na dnie, to ikra składana jest również na nim. W czasie zalotów samiec stara się przybliżyć do samicy i zepchnąć ją w stronę substratu. Tam przyciska się do niej w ten sposób, że obydwie ryby drżąc tworzą literę „S”. Codziennie ikrzyca składa od zaledwie kilku do kilkunastu przezroczystych, kleistych jaj, które są dość duże, bo mają średnicę około 2 mm. Bywa, że w niektóre dni nie obserwuje się żadnych aktów płciowych (wówczas dobrze jest podmienić 30-40% wody na świeżą, odstaną i dobrze natlenioną). Osobniki, które przed tarłem były skąpo karmione żywym pokarmem i dodatkowo zostały umieszczone w zbyt małym oraz ubogim w substrat zbiorniku pożerają znaczną liczbę jaj. Pokarm podawany rybom na tarlisku powinien być od razu przez nie zjadany. Według mnie, odłowienie tarlaków powinno nastąpić po 6-7 dniach od chwili ich wpuszczenia. Czasami jednak tarło znacznie się wydłuża w czasie i bywa, że trwa nawet ponad dwa tygodnie. Trzeba zatem bacznie obserwować jego intensywność i na bieżąco wyciągać właściwe wnioski.

Niektórzy, bardziej doświadczeni hobbyści stosują bardziej intensywną metodę rozrodu szczupieńczyków. Mianowicie przenoszą oni tarlaki co 2-3 dni do nowego, podobnie urządzonego zbiornika tarliskowego, w którym pozostawiają je na kolejne 2-3 dni. Postępowanie takie powtarza się zwykle 2-3 razy. Jest to metoda dość kłopotliwa i pracochłonna, ale straty ikry są przy niej relatywnie najmniejsze. Kolejnym sposobem jest codzienne lub najdalej co drugi dzień wyjmowanie substratu z przyklejoną do niego ikrą i przenoszenie go w całości do oddzielnego małego zbiornika – inkubatora, wypełnionego wodą o identycznych parametrach fizyko-chemicznych. Na miejsce wyjętych roślin lub mopów wkładamy oczywiście nowe. Inni znowu wolą codziennie wyjmować same jaja, które odsysają za pomocą szklanej pipety (lub wyłuskują delikatnie opuszkami palców) i umieszczają je w małych słoikach, miseczkach itp. Następnie naczynia te zanurzane są do połowy w wodzie w ogrzewanym akwarium. Dobrze jest zabezpieczyć je przed utonięciem i zbyt jaskrawym światłem, a do wody dodać odmierzoną precyzyjnie ilość środka przeciwko pleśnieniu ikry. Tej ostatniej trzeba także zapewnić tlen w postaci drobno bąbelkowego strumienia powietrza, np. z użyciem kostek z drewna lipowego. Ikrę przeglądamy 2-3 razy dziennie i usuwamy ewentualnie zapleśniałe i/lub obumarłe ziarna.

W temperaturze ok. 26ºC larwy wylęgają po upływie 12-14 dni, sukcesywnie w miarę jak była składana ikra. Mają one długość 4-5 mm i dość spory otwór gębowy. Stadium larwalne trwa bardzo krótko i praktycznie od pierwszych chwil po wydostaniu się z osłonek jajowych można rozpocząć podawanie pokarmu. Narybek jest bardzo żarłoczny. Jako pierwszy dla niego pokarm najlepiej, moim zdaniem, sprawdzają się larwy oczlików i wrotki, a po 2-3 dniach najdrobniejsze larwy solowca. W drugim tygodniu życia łapczywie pożerane są nicienie „mikro” i bananowe, a pod koniec trzeciego do diety młodych można wprowadzać bardzo drobno siekanego lub miażdżonego (np. pomiędzy dwoma szklanymi płytkami): rurecznika, auloforusa lub larw owadów. Chętnie zjadany jest także najdrobniejszy zooplankton. Stosowane mogą być tu także mrożonki (bosmina, moina itp.) oraz wysokobiałkowa, rozdrobniona karma sucha, głównie płatkowa (ta ostatnia raczej jako dodatek do diety).

W początkowej fazie odchowu zaleca się obniżenie poziomu wody do 10-12 cm, który stopniowo można podnosić, w miarę wzrostu narybku. Co jakiś czas segregujemy go według wzrostu, co zapobiega ewentualnym stratom z powodu możliwego kanibalizmu. Dobremu wzrostowi młodych rybek sprzyja odpowiednia ciepłota wody, regularne jej podmiany (połączone z usuwaniem z dna wszelkich zalegających na nim resztek organicznych) i filtracja (wystarcza wewnętrzny gąbkowy filtr powietrzny) oraz dość obfite karmienie urozmaiconym, żywym pokarmem. W takich warunkach środowiskowych, pod koniec trzeciego tygodnia życia, powinny mierzyć bez mała 1,5 cm (zwykle jednak mniej). Wskazane jest także rozgęszczanie obsady i przenoszenie części zbliżonych wzrostem osobników do większego zbiornika z gęstą szatą roślinną (zapewnia dobrostan i kryjówki słabszym z nich). Otrzymanie z trwającego kilka dni tarła dobrze uprzednio przygotowanej pary hodowlanej kilkudziesięciu sztuk potomstwa należy uważać za sukces.

O innym, pokrewnym gatunku szczupieńczyka – Pachypanchax sakaramyi można przeczytać tu: