Mewka japońska (Lonchura striata f. domestica) – a.d. 2023

O tych jedynych w swoim rodzaju ptakach pisałem na blogu już wielokrotnie. We wcześniejszych wpisach wspominałem m.in. o tym, że dzisiejsze mewki są zgoła odmienne od tych sprzed jeszcze 10-15 lat. Różnią się one wieloma cechami, niestety negatywnymi i dotyczy to szczególnie osobników przekrzyżowanych z chimerycznymi i znacznie bardziej wymagającymi odmianami wystawowymi. Kiedyś 6-7 młodych w gnieździe u danej pary nie było niczym nadzwyczajnym. Dziś to już niestety nieczęsty widok. Trudno powiedzieć, co oprócz złych kojarzeń (np. w bliskim pokrewieństwie) wpłynęło na taki stan rzeczy, ale proszę przeanalizować moje wcześniejsze wpisy. Być może w wyniku wielopokoleniowej hodowli ptaki te po prostu nabywają z czasem cech mniejszego lub większego wyradzania się (spadek płodności i troskliwości wobec potomstwa, wzrost agresywności, mniejsza żywotność i odporność na choroby i inne). Być może jest to proces niejako naturalny, ale jak wiadomo gatunek ten nie występuje w stanie wolnym w naturze i jest produktem sztucznym, wytworzonym w niewoli przez człowieka. Może przeto podlegać nieco innym prawom aniżeli protoplsaści gatunków żyjących w środowisku naturalnym (np. amadyn wspaniałych, zeberek, srebrnodziobków itp.).

Na początku sezonu, wiosną, nigdy nie planuję chowu w swoich wolierkach i klatkach mewek japońskich. Mimo to, bywa jednak, że do nich wracam z nostalgią, gdy tylko trafię na ptaki, które mi się po prostu spodobają. Tak było podczas minionego sezonu 2023, gdy u pewnego pseudohodowcy zobaczyłem 26 osobników siedzących w kupie w jednej, średniej wielkości klatce. Żal było patrzeć jak się męczą, więc pouczywszy właściciela (obiecał kupiłem od niego parkę. Co ciekawe, płeć określaliśmy starym sposobem zawieszania osobnika pomiędzy palcami, głową do góry i sposób ten mnie tutaj nie zawiódł.

Po wpuszczeniu pary do niedużej wolierki oczom moim ukazał się niecodzienny widok. Oto bowiem, zakupione ptaki nie umiały przeskoczyć z żerdki na żerdkę. Fruwały tylko nerwowo i przysiadały to na dachu budki, to znowu czepiały się siatki. Takie bowiem niekorzystne warunki miały u poprzedniego właściciela – nie było w klatce żerdek (zgroza!), tylko dwie budki wewnątrz, zawieszone  na bocznych, przeciwległych sobie bokach. Ruchliwe z natury mewki lądowały to na jednym, to na drugim daszku nie używając prawie wcale palców w pozycji chwytnej (chyba, że akurat, ale z rzadka obejmowały pręty klatki). Minęły dobre 3 tygodnie zanim zakupione osobniki nauczyły się u mnie normalnie siadać na żerdkach i utrzymywać na nich równowagę.

Zakupiona przeze mnie para mewek zagniazdowała z sukcesem dopiero w drugiej połowie lipca. Wcześniej samica wprawdzie zniosła 3 jaja, ale dwa były niezapłodnione, a z trzeciego wykluło się pisklę, które jednak nie było karmione i szybko padło. Drugi lęg miał jednak przebieg zgoła wzorcowy. Ptaki sumiennie wysiadywały jaja a potem karmiły trzy młode. Co ciekawe, bardzo chętnie zjadały wszelką zielonkę, a zwłaszcza liście mniszka lekarskiego, podczas gdy zupełnie ignorowały warzywa i owoce. Na szczęście dobrze pobierały mieszankę jajeczną – tradycyjną i suchą.

Kiedy chwalę się znajomym kolegom hodowcom, że uchowałem młode mewki japońskie, ci zwykle śmieją się żartobliwie żeby nie powiedzieć szyderczo. Traktują bowiem ten gatunek jako mało ambitny cel hodowlany, bez wyzwań, dobry dla dzieci i młodzieży 🙂 Być może tak jest, ale mewki to, moim zdaniem, osobliwe ptaki. Te w starym typie na szczęście trafiają się jeszcze w sprzedaży, zwłaszcza u zaawansowanych stażem hobbystów amatorów. I to u nich właśnie należy przede wszystkim szukać materiału hodowlanego. Odmiany zaś w typie czysto wystawowym to wyzwanie dla niejednego, doświadczonego nawet hodowcy. Miałem okazję doświadczyć tego osobiście przy innych okolicznościach i napisze krótko: Nie było łatwo.

Wcześniej o mewkach japońskich pisałem tu: