Barwniak Thomasa (Anomalochromis thomasi). Chów i rozród

Ta należąca do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae) barwna ryba pochodzi z Afryki Zachodniej (od Gwinei, poprzez Sierra Leone do Liberii). Jej nazwa w jęz. angielskim brzmi: African Butterfly Cichlid. Zamieszkuje głównie silnie zarośnięte, mało przezroczyste leśne cieki wodne, choć spotykana jest także w płytkich, mulistych rozlewiskach sawannowych. Z pozoru, swym wyglądem i ubarwieniem przypomina popularną pielęgniczkę Ramireza, stąd hodowcy często potocznie określają ten gatunek mianem „afrykańskiej ramirezki”. Barwniak Thomasa ma bardzo łagodne (często wręcz nieśmiałe) i przyjazne usposobienie względem innych gatunków ryb, jednakże agresja wobec współplemieńców może być niekiedy silna. Szczególnie samce okazywać mogą wobec siebie umiarkowaną wrogość, która polega głównie na przeganianiu się z zajętych rewirów. Także mleczak może niekiedy zajadle gnębić niedojrzałą do tarła samicę. Wrogie interakcje nierzadkie można również obserwować pomiędzy tarlakami Mimo to chów w grupie, w odpowiednich warunkach jest jak najbardziej możliwy.

Barwniak Thomasa doskonale chowa się w wodzie o temperaturze 23-25°C (można je wszakże przyzwyczaić do chłodniejszej – około 20°C), o odczynie zarówno kwaśnym, jak i lekko zasadowym (pH 6-7,7) i twardości ogólnej najlepiej do 15°n (niemniej do chowu twardość wody praktycznie jest bez znaczenia). Jako podłoża używamy drobnego żwirku o ciemnym odcieniu. Bardzo wskazane są kawałki drewna, korzenie, zatopione gałęzie, łupiny kokosu, liście, płaskie kamienie itp. Najpiękniej barwniaki Thomasa prezentują się na tle soczystej zieleni roślin, której absolutnie nie niszczą (mogą co najwyżej lekko ją podkopywać w okresie tarła, ale raczej dzieje się to rzadko). Wskazane są gatunki pływające, które tonowałyby nieco oświetlenie zbiornika. Woda powinna być ponadto dobrze natleniona i filtrowana, regularnie raz w tygodniu podmieniana (do 15% objętości), co najlepiej jest połączyć ze starannym oczyszczaniem dna z resztek organicznych, innych niż elementy dekoracyjne (np. zatopione liście).

Jak wiele innych gatunków tak i ten najlepiej chowa się w akwarium jednogatunkowym. Jednakże utrzymywanie go wespół z innymi, spokojnymi i starannie dobranymi taksonami jest jak najbardziej możliwe (np. świeciki, małe, ławicowe kąsaczowate, kiryski, zbrojniki, otoski, małe karpiowate i/lub guramiowate, drobnoustki, ukośniki, smuklenie, aterynki itp.). Nie zalecam chowu z żyworódkami, które mają zbyt szybką przemianę materii oraz z innymi pielęgnicowatymi, w tym szczególnie taksonami bardziej agresywnymi i terytorialnymi (barwniaki są wówczas płochliwe, zwykle przegrywają rywalizację o dogodne rewiry w zbiorniku i wyraźnie źle się czują). Żywienie nie przedstawia żadnego problemu – ryby te jedzą każdy rodzaj pokarmu, choć na żywym ich ubarwienie jest żywsze, a chęć do tarła zdecydowanie większa.

Moim zdaniem, w litrażu 60-80 l najkorzystniej jest utrzymywać jedną, dobraną parę barwniaków (plus ewentualne, nieliczne ryby towarzyszące). W odpowiednio dużym akwarium przy zapewnieniu licznych kryjówek i roślinności omawiany gatunek można chować w grupie złożonej z 6-8, zwłaszcza młodych osobników. Ewentualne niesnaski między współplemieńcami nie są zwykle groźne. Jeśli dobiorą się dwie pary to w krótkim czasie podzielą zbiornik na strefy wpływów. Do ewentualnej agresji (głównie, jak wspomniałem przeganiania) będzie dochodziło wówczas, gdy obcy osobnik wpłynie do rewiru podlegającego innej parze. Im więcej par, tym poziom agresji jest mniejszy i być może fakt ten najbardziej przemawia za grupowym chowem omawianego gatunku.

Samiec jest nieco większy (także wyższy) i dorasta w akwarium do około 6 cm (czasami zdarza się, że i więcej). Ma także bardziej zaostrzone płetwy nieparzyste, a u starszych, wyrośniętych osobników może występować nieduży garb tłuszczowy z przodu głowy. Samica, co nieczęste u ryb, jest jaskrawiej i bardziej kontrastowo ubarwiona (ma na ciele więcej, m.in. czarnych rysunków), co mam nadzieję dobrze odzwierciedlają załączone zdjęcia. Ikrzyca dojrzała do tarła ma też bardziej wypukłą partię brzuszną, choć w porównaniu z samcem jej ciało jest ogólnie smuklejsze (nie zawsze to dobrze widać). Trzeba tu dodać, że u młodych osobników precyzyjne ustalenie płci jest częstokroć kłopotliwe. Najlepiej jeśli para hodowlana wyłoni się spontanicznie spośród grupy w pełni już dojrzałych rozpłodowo, niespokrewnionych ze sobą ryb. Takie osobniki trzymają się razem i bronią wspólnie obranego terytorium (wokół jakiejś kryjówki). Są także najwartościowsze pod względem hodowlanym, gdyż stwarzają największe szanse na uzyskanie od nich przychówku.

Rozmnażanie barwniaków Thomasa jest z reguły nietrudne, ale często bywa zawodne. Jednak po kolei – akwarium tarliskowe. Powinno mieć ono pojemność około 60 l, być wypełnione miękką wodą (do 7°n) o temperaturze 26-27°C. Udane tarła obserwowałem także i w chłodniejszej wodzie (23-24°C) oraz odczynie umiarkowanie zasadowym – tak naprawdę u tego gatunku liczy się przede wszystkim jak najlepsze dobranie się osobników rodzicielskich. Oczywiście w zbiorniku nie może zabraknąć kryjówek obieranych na gniazdo (np. rurki, mufki, przewrócone na bok doniczki, płaskie kamienie, itp.). Aby ryby czuły się dobrze i nie przejawiały zbytniej bojaźliwości można umieścić pojemnik z kępą roślin, np. zwartek a na powierzchni umieścić luzem nieco rogatka, wąkrotki, salwinii itp.

Niestety nie zawsze dysponowanie spontanicznie dobraną parą tarlaków gwarantuje sukces hodowlany. Oto bowiem zdarza się, że zapewniając jej dogodne do odbycia tarła warunki środowiskowe można wprawdzie obserwować intensywne zaloty pięknie wybarwionych ryb (ich ciała mocno wówczas ciemnieją, a miejscami stają się smoliście czarne), ale do złożenia ikry niejednokrotnie nie dochodzi. Bywa nawet tak, że samica znika na 2-5 dni w kryjówce, lecz potem wypływa z niej sama, bez młodych, jak gdyby nigdy nic. Oczywiście mogło dojść w międzyczasie do zjedzenia przez nią ikry lub larw, co hodowca nie zawsze może zaobserwować. Innym znowu razem, na pozór zgrane osobniki rodzicielskie zaczynają nagle (często po przeniesieniu do nowego zbiornika tarliskowego) toczyć między sobą walki. Z reguły stroną gnębioną jest samica, ale bywa że i ona po złożeniu ikry zajadle odgania i prześladuje samca, gdy tylko zbliży się on w okolicę gniazda. Obserwuje się wówczas paniczne gonitwy ryb po całym akwarium i desperackie poszukiwanie bezpiecznej kryjówki przez prześladowanego osobnika. Według moich obserwacji im młodsze tarlaki, tym więcej niekorzystnych zdarzeń behawioralnych ma miejsce. Co ciekawe, czasami takie kłótliwe i wydawałoby się źle dobrane ryby po przeniesieniu do dużego, dobrze zarośniętego zbiornika (nawet z innymi współmieszkańcami) potrafią niejednokrotnie pozytywnie zaskoczyć – po jakimś czasie, ni stąd, ni zowąd, oczom akwarysty ukazuje się drobniutki narybek wodzony przez osobniki rodzicielskie.

Gdy wszystko układa się pomyślnie, na terytorium zajętym przez partnera samica (zwykle sama) zaczyna czyścić miejsce przeznaczone na gniazdo (bywa, że zupełnie odkryte, jak np. kamień lub szeroki liść rośliny, ale według moich obserwacji częściej jest nim przewrócona na bok doniczka, mufka, kokos itp.). Liczba złożonych jaj zależy oczywiście od kondycji i wieku samicy, ale z reguły rzadko składa ona powyżej 300 ziaren. Jest to gatunek całkiem płodny, jak na małą pielęgnicę, ale u młodych par bywa, że jaja jest zaledwie kilkadziesiąt, a z nich odchowuje się raptem kilkanaście sztuk narybku. Podobnie jak u wielu innych pielęgnicowatych także tu opieką nad ikrą zajmuje się głównie samica, niemniej wcale nierzadko dzielą się nią oboje rodzice. Larwy pojawiają się po 2-3 dobach. Są następnie przenoszone (bywa, że kilkakrotnie) przez rodziców do wykopanych uprzednio płytkich zagłębień, o ile w zbiorniku jest podłoże. Po dalszych zwykle 3 dniach młode zaczynają żerować i swobodnie pływać (pod czujnym okiem dorosłych).

Jako pierwszy pokarm najlepiej sprawdza się tzw. pył (larwy oczlików, wrotki i pierwotniaki), ale można stosować same tylko wrotki (do kupienia w zgrzewanych torebkach w dobrych zoologach). Można oczywiście próbować skarmiać narybek karmą pylistą, typu fluid, miażdżonymi lub drobniutko posiekanymi żyletką rurecznikami i/lub doniczkowcami itp. Po 3-4 dniach nie ma już przeszkód, aby zacząć podawać mu najdrobniejsze larwy solowca (te nierzadko skarmiane są od pierwszego dnia, co jest dopuszczalne pod warunkiem, że rzeczywiście ich sort jest najmniejszy), nicienie (szczególnie początkowo bananowe), mrożonki (moina, oczlik). Wzrost młodych jest dość powolny. Opieka rodziców trwa zwykle 3-4 tygodnie. Są one w tym czasie bardzo opiekuńczy i z impetem atakują każdego intruza – nawet zbliżającą się do szyby dłoń opiekuna lub obiektyw aparatu. Moje obserwacje potwierdzają, że samica wkłada w to nieco więcej poświęcenia i energii. Podchowany narybek jest bardzo żarłoczny. Należy zapewnić mu przestronny zbiornik z dobrze filtrowaną i regularnie odświeżaną wodą.

Więcej można przeczytać w „Magazynie Akwarium”, 2021, 5 (189), s. 22-31 w artykule autora pt. Barwniak Thomasa (Anomalochromis thomasi), czyli afrykańska „ramirezka” w akwarium, www.magazynakwarium.pl

Sturisoma złocista (Sturisomatichthys aureum). Rozród

Dymorfizm płciowy jest widoczny u dojrzałych osobników. Partie brzuszne samicy są wówczas wyraźnie bardziej powiększone. Samiec po bokach głowy i pyska (rostrum), wzdłuż dolnej ich krawędzi rzędy licznych, gęstych, szczeciniastych wyrostków. Może się jednak zdarzyć, że jakiś mleczak, o zwykle gorszej jakości hodowlanej, ma je słabo widoczne lub wręcz jest ich całkowicie pozbawiony. Przed tarłem można obserwować zaloty samca, czyli gonitwy za samicą (i na odwrót), niby walki między tarlakami, obopólne dokazywania itp. Ciało ryb może tu i ówdzie przybrać wówczas bardziej żółty, niekiedy wręcz złocisty odcień przez co ogólna kolorystyka staje się bardziej wyrazista.

Rozmnażanie struisom może przysporzyć hodowcy wielu problemów. O ile bowiem, przy właściwej pielęgnacji ryb, doprowadzenie ich do tarła i złożenia ikry nie jest specjalnie trudne, to wykarmienie chimerycznego narybku jest już dużo bardziej problematyczne. Najlepszą wszakże gwarancją sukcesu hodowlanego jest posiadanie sprawdzonych i dobrze dobranych tarlaków – najlepiej spontanicznie – z grupy młodych, ale już dorosłych i co bardzo ważne – niespokrewnionych ze sobą osobników (właściwie można by to nazwać przypadnięciem sobie tarlaków do gustu, bo poligamia u tego gatunku jest wcale nierzadka). Do tarła wielokrotnie dochodzi w zbiorniku ogólnym, najczęściej w nocy. Ryby najbardziej stymuluje klasyczna imitacja dużego opadu deszczu, a więc podmiana co najmniej 20% (lepiej 30-40%) wody na świeżą, ale odstaną o temperaturze niższej o 3-4°C od panującej zwykle w akwarium. Następnie ciepłotę wody podnosimy do 26-27°C, ale nie gwałtownie, lecz stopniowo – w przeciągu 3-4 dni. Niejednokrotnie, nawet i bez tych działań dochodzi do tarła. Niektórzy autorzy twierdzą, że dodatek w diecie pokarmów pochodzenia zwierzęcego wzmaga popęd płciowy u ryb. Z moich jednak obserwacji wynika, że karma ta nie odgrywa tu większej roli i liczy się przede wszystkim dobre dobranie się pary hodowlanej.

Miejscem wybranym na tarło i złożenie jaj jest najczęściej szyba, ale może nim być także szeroki liść rośliny, płaska powierzchnia kamienia lub korzenia, obudowa filtra, itp. Zazwyczaj jest ono położone w bezpośredniej bliskości powierzchni obmywanej przez prąd wody, np. na drodze jej wylotu z filtra. Samica składa ikrę partiami (widać u niej wówczas powiększone pokładełko), w płaskich gronach (poszczególne ziarna nie zachodzą jednak jedno na drugie, lecz są deponowane równomiernie, obok siebie). Tarło trwa zwykle 1-1,5 godziny. W sumie złożonych zostaje około kilkudziesięciu (zwykle 30-50, rzadko powyżej 100) wysoce kleistych, półprzezroczystych, lekko bursztynowej barwy jaj.

Po tarle ikrzyca jest przez samca przepędzana lub odpływa sama. Zupełnie też nie interesuje się złożoną ikrą, nawet w charakterze ewentualnej przekąski. Zwykle też osobniki rodzicielskie nie wchodzą sobie w paradę, ale bywa, choć rzadko, że najlepszym wyjściem, zwłaszcza w przypadku mniejszego akwarium jest wyłowienie samicy lub przeniesienie ikry do inkubatora – lęgnika. Generalnie jednak opiekę nad ikrą sprawuje samiec, który przewietrza wodę wokół niej wachlując intensywnie płetwami piersiowymi i brzusznymi, wyjada ziarna niezapłodnione, z martwymi zarodkami i pleśniejące, chroni przed intruzami, a potem pomaga larwom uwolnić się z osłonek jajowych. Nigdy nie zauważyłem, aby kiedykolwiek pożarł on jaja lub aby któryś z dorosłych osobników przejawiała zachowania kanibalistyczne wobec larw lub samodzielnie pływającego już narybku. W literaturze za to opisywany jest także chów haremowy sturisom, kiedy to samiec odbywa tarło z więcej niż jedną partnerką (jednocześnie lub w odstępach co 1-3 dni). Obserwowano także przypadki aktywnej pomocy w opiece nad ikrą zarówno samicy, jak i młodocianych podrostków z poprzednich tareł. W przypadku tych ostatnich miało to miejsce w sytuacji, gdy z akwarium wyłowiono wszystkie ryby osobniki.

Pozostawienie samca z ikrą w zbiorniku jednogatunkowym jest metodą rozrodu bardzo ekstensywną, ale także mało pracochłonną i w warunkach amatorskich często zadowalającą. W temperaturze wody 26-27°C wylęg larw następuje zwykle po 7-8 dniach (proces ten może trwać jeszcze 2-3 dni zanim ostatnia larwa opuści osłonki jajowe). Kolejne 2-3 doby zajmuje im resorbowanie zawartości (składniki odżywcze) woreczków żółtkowych. Po tym czasie narybek zaczyna „żerować”. Ująłem to w cudzysłów bowiem początkowo pobieranie przez niego pokarmu przebiega bardzo ospale, wręcz niechętnie – młode cechuje istna bierność konsumpcyjna. Dodatkowy problem stanowi duża ich wybredność co do rodzaju przyjmowanego pokarmu oraz wysoka wrażliwość na zmienne parametry fizyko-chemiczne wody (np. znaczne wahania jej temperatury lub odczynu). Jest to krytyczny okres w odchowie przychówku.

Samiec zupełnie nie interesuje się losem swego potomstwa, jednak nie stanowi dla niego żadnego zagrożenia. Bywa nawet tak, że przez kilka dni po wylęgu larw przypływa jeszcze do opuszczonego gniazda, zanim instynkt opieki nad ikrą na dobre u niego wygaśnie. Młode „sturisomki” chętnie ustawiają się w nurcie przepływającej wody. W gęsto zarośniętym, długo już działającym zbiorniku można liczyć na odchowanie się kilku najsilniejszych osobników. Jednakże konieczne jest tu dokarmianie młodych różnorodnymi pokarmami roślinnymi (podawane były m.in. rozdrobnione, markowe płatki i tabletki spirulinowe, pierwotniaki, gotowany groszek, zeskrobane z szyb glony, pochodzące z innego zbiornika, dębowe liście oraz sporadycznie i w niewielkich ilościach karma pochodzenia zwierzęcego, np. mrożony oczlik). Bez dożywiania większość narybku pada z głodu w ciągu tygodnia, góra 10 dni. Należy przy tym eksperymentować i wnikliwie obserwować ryby, aby móc stwierdzić jaki rodzaj karmy jest przez nie najchętniej zjadany.

Znakomitym dodatkiem jest tzw. zielona woda, będąca „zakwitem”, czyli silnym namnożeniem się w niej mikroskopijnych organizmów roślinnych (jednokomórkowe zielenice, okrzemki), przedstawicieli królestwa protistów (eugleniny, pierwotniaki) oraz bakterii (sinice). Otrzymujemy ją stawiając napełniony świeżą wodą 3-5-litrowy słój w miejscu silnie nasłonecznionym (zimą trzeba dodatkowo zastosować intensywne doświetlanie światłem sztucznym). Już po około tygodniu woda przybiera coraz bardziej intensywny ciemnozielony kolor, a ścianki pokrywają się cieniutkimi, watowatymi, zielonymi niteczkami.

Niektórzy hodowcy dodatkowo wzbogacają całość, dodając (bardzo ostrożnie i w niewielkich ilościach) organiczne pożywki dla pierwotniaków. Po zmieszaniu jest to dobre, dodatkowe źródło pokarmu roślinnego dla narybku (choć tylko niektóre składniki będą tu zjadane). Tym sposobem, w dużym zbiorniku z niską obsadą ryb można odchować kilka osobników z tarła (często zaledwie dwa lub trzy). Bywa jednak, że mimo usilnych prób uzyskanie jakiegokolwiek przychówku jest niemożliwe.

Drugi sposób rozrodu sturisom jest bardziej intensywny i pracochłonny, ale utrzymanie przeżywalności potomstwa na poziomie 100% jest bardzo trudne i stanowi prawdziwe wyzwanie dla hodowcy (w warunkach amatorskich, w najlepszym razie odsetek ten wynosi zwykle grubo poniżej 80%). Po mniej więcej tygodniu (przeniesienie ikry wcześniej spowoduje jej masowe pleśnienie; z kolei zbyt późne umieszczenie jaj w lęgniku może doprowadzić do wylęgu larw już w chwili próby oddzielenia ich od substratu) po tarle ikrę zeskrobujemy z powierzchni, np. przy pomocy plastikowej karty i przenosimy ją w siatce do łapania ryb do oddzielnego lęgnika – inkubatora, np. pojemnika typu faunabox, wykonanego własnoręcznie z cienkiej pleksi lub zakupionego (w sieci dostępne są amatorskie rozwiązania). Nie musi być on wysoki i najważniejsze jest, aby miał liczne otwory w ściankach, które zapewnią cyrkulację wody. Pojemnik powinien być zanurzony w akwarium ogólnym do głębokości około 1 cm od górnej jego krawędzi. Dodatkowo silnie napowietrzamy w nim wodę, a jej parametry fizyko-chemiczne powinny być następujące: odczyn nieznacznie lekko kwaśny (pH 6,8), twardość ogólna (10°n), twardość węglanowa (4°n) oraz temperatura 26°C. Jak już wspomniano, w początkowym okresie życia młode nie wykazują zbytniego zainteresowania pokarmem. Dlatego hodowca musi niejako zmusić ryby do podjęcia żerowania poprzez m.in. ograniczenie im przestrzeni życiowej. W tym celu zanurzenie lęgnika w akwarium ogólnym należy podnieść tak, aby głębokość w nim wody nie przekraczała poziomu 5 cm. Młode karmimy głównie rozdrobnionymi płatkami z wysoką zawartością spiruliny. Co jakiś czas można im podać parzoną pokrzywę, szpinak, itp. Pokarm podajemy obficie tylko raz (przed zgaszeniem światła) lub dwa razy dziennie. Każdego dnia niezjedzone jego resztki starannie zbieramy wężykiem przed podaniem kolejnej porcji. Ryby muszą mieć zapewniony wygodny, niczym nieskrępowany dostęp do karmy, która powinna je zewsząd otaczać – narybek musi w niej „stać”. Dlatego też pojedyncza jej porcja powinna być na tyle obfita, aby przykrywać większość powierzchni dna lęgnika. Taki schemat postępowania utrzymujemy do chwili, gdy młode osiągną długość 3-4 cm. Teraz najgorsze mamy już za sobą, gdyż tej wielkości rybki bez problemu radzą już sobie poza lęgnikiem – można je przenieść do większego akwarium i zacząć karmić pokarmami przeznaczonymi dla osobników dorosłych.

Sturisoma złocista (Sturisomatichthys aureum). Chów

Więcej o tym gatunku można przeczytać w artykule autorstwa Huberta Zientka i Konrada Maciągiewicza, pt. „Sturisoma złocista (Sturisomatichthys aureum) – chów i rozród w akwarium”, Magazyn Akwarium: 2020, 2 (180), s. 24-36, https://magazynakwarium.pl/

Sturisoma złocista (Sturisomatichthys aureum). Chów

Ryba ta należy do rodziny zbrojnikowatych (Loricariidae, ang. Whiptail Catfish lub Royal Whiptail). Jej ojczyzną są rzeki Kolumbii (Rio Magdalena, Rio San Jorge oraz Rio Cesar wraz z pomniejszymi dopływami). W akwarium ryba dorasta zwykle do kilkunastu cm (rzadko powyżej 20 cm). Charakterystycznymi cechami jej budowy morfologicznej są: smukłe, bardzo wydłużone ciało (szczególnie biczowaty, cienki ogon, którego skrajne promienie płetwy ogonowej są mniej lub bardziej wydłużone w cienkie, kilkucentymetrowej długości filamenty), duże płetwy piersiowe i grzbietowa, mające kształt trójkąta (ta ostatnia wręcz żagla), wąska głowa, ostro zakończony pysk z dolnie położonym otworem gębowym, mającym postać okrągłej przyssawki z tarczkami rogowymi. Ubarwienie ciała zaś to mozaika różnej tonacji brązów i beży oraz kremowych, niekiedy żółtawych, bądź oliwkowych odcieni.

Sturisoma złocista to ryba nadzwyczaj łagodna, spokojna i towarzyska, a niekiedy także lękliwa. Jedynie strzegący ikry samiec może okazywać agresję współmieszkańcom zbiornika, ale nie wykracza ona poza obręb gniazda i polega głównie na ich odstraszaniu, gdy zbytnio zbliżą się do gniazda. Także dorosłe mleczaki mogą przepędzać się nawzajem, nie robiąc sobie jednak żadnej krzywdy. Największą aktywność ryba przejawia wieczorem i nocą – pływa w sposób przypominający lot ślizgowy i często podpiera się na rozstawionych płetwach piersiowych, a nawet zabawnie na nich „kroczy” (także do tyłu). Dodatkowo, w prawidłowo urządzonym zbiorniku, jest z reguły (bywają bowiem wyjątki) mało płochliwa. Nierzadko akwarysta może do woli obserwować przebywających (a właściwie przyssanych) na przedniej szybkie podopiecznych, którzy nic sobie nie robią z zamieszania po drugiej jej stronie.

Sturisomy mogą być utrzymywane w zbiorniku zespołowym, nawet z bardzo małymi kąsaczowatymi lub krewetkami. Należy wszakże unikać łączenia ich z rybami nader ruchliwymi, mającymi szybką przemianę materii oraz z natury agresywnymi. W przeciwnym bowiem razie ich dobrostan ulegnie obniżeniu, co może zakończyć się chorobą, a nawet śmiercią osobnika. Także zbyt liczne, ruchliwe gatunki denne (kiryski, kiryśniki, bocje) są niepożądanym dla nich towarzystwem. Jako bowiem bardziej przebojowe, śmiałe i wszędobylskie łatwo odbierają sturisomom pokarm, co sprawia że te głodują i oczywiście nie rozmnażają się. Jednak nawet wówczas, będąc skądinąd roślinożercami, nie niszczą zupełnie roślin, ani nie przesuwają elementów dekoracyjnych w akwarium, co niewątpliwie jest ich dużą zaletą.

Do chowu najlepsze są duże zbiorniki (250-300 l, długości co najmniej 90 cm, dla kilku osobników) z licznymi kryjówkami w postaci różnorodnych korzeni, zatopionych gałęzi, lignitów i ewentualnie kilku kamieni. Obfita szata roślinna również jest bardzo pożądana. Z uwagi na jej potrzeby oświetlenie akwarium powinno być intensywne, ale częściowo stonowane przez roślinność pływającą (rybom najbardziej odpowiada lekki półcień). Miłośnicy przedstawicieli rodzajów Sturisomatichthys, Farlowella czy Loricardia zwykle urządzają swoim podopiecznym zbiornik w typie potoku lub rzeki o nieznacznym, umiarkowanym lub gdzieniegdzie tylko silniejszym nurcie. Wykorzystuje się tu zwłaszcza turbiny typu Powerhead, przelewowe filtry kaskadowe itp.

Optymalne parametry fizyko-chemiczne wody to: twardość ogólna (4-15°n), a zatem woda miękka do średnio twardej, odczyn umiarkowanie kwaśny do obojętnego (pH 6,0-7,0) i temperatura 21-25°C. Nie należy chować sturisom w zbyt ciepłej wodzie (powyżej 27°C), gdyż jest to dla nich niekorzystne – samice zbytnio się eksploatują, a w przypadku braku napowietrzacza lub słabego działania filtra może dojść do spadku stężenia rozpuszczonego w wodzie tlenu (zwłaszcza w czasie letnich upałów). Jest to duży dla nich stres, który może prowadzić nawet do upadków najsłabszych osobników. Przy prawidłowej pielęgnacji omawiane ryby są generalnie odporne na choroby i dobrze adaptują się do innych niż przytoczone wyżej warunków środowiskowych, np. bez problemu znoszą także nieco niższą temperaturę wody i lekko zasadowy jej odczyn. Z drugiej jednak strony są wysoce wrażliwe na zbyt wysokie stężenie w niej związków azotu (!) Stąd też konieczna jest wydajna filtracja wody i regularne jej podmiany (np. raz w tygodniu do 20% objętości). Kolejny warunek zachowania dobrego zdrowia ryb to doskonałe natlenienie wody, zwłaszcza podczas wspomnianych wyżej upałów. Powinna ona także znajdować się w lekkim ruchu – takson prądolubny, czyli reofilny. Jego ulubionym miejscem odpoczynku są miejsca położone na drodze wylotu wody z filtra. Jako podłoże najlepiej sprawdza się piasek (może być o różnej granulacji). Niewskazany jest natomiast grubszy żwir o ostrych krawędziach, o które zbrojniki mogą kaleczyć delikatniejsze elementy aparatu gębowego.

Żywienie sturisom powinno być jak najbardziej urozmaicone i opierać się przede wszystkim na pokarmach pochodzenia roślinnego. Te ostatnie można podzielić na naturalne (rozmaite glony, parzone liście szpinaku, sałaty, mniszka lekarskiego, pokrzywy zwyczajnej oraz płatki owsiane, a ponadto cukinia, ogórek, siekana natka pietruszki, gotowana marchewka, groszek, kalafior, brokuły, jarmuż, kapusta oraz lane kluseczki) i gotowe, suche, wyprodukowane głównie na bazie spiruliny. Oczywiście podawane rybom warzywa nigdy nie powinny pochodzić z miejsc położonych w bezpośredniej bliskości ruchliwych dróg, być poddawane opryskom środkami ochrony roślin i/lub pochodzić z miejsc intensywnie nawożonych nawozami sztucznymi. Ponadto chętnie zjadane są zespoły drobnych organizmów, które zamieszkują różnorodne podłoża stałe w wodzie (np. części roślin, kamienie, muszle ślimaków, korzenie, obudowę filtra wewnętrznego, szyby, itp.) – tzw. peryfiton akwariowy [glony, w tym jednokomórkowe (np. okrzemki), różne bakterie, pierwotniaki, a czasami także wrotki i nicienie]. Choć nie jest to konieczne można, od czasu do czasu, podawać także karmę pochodzenia zwierzęcego, np. mrożony zooplankton, kryl, solowiec, itp. Nigdy natomiast nie wolno zakładać, że sturisomy wyżywią się same, zeskrobując glony i zjadając niedojedzone przez inne ryby resztki karmy. Dość szybko prowadzi to do rozwinięcia się chorób, a o rozmnażaniu ryb można wówczas tylko pomarzyć.

Nigdy nie można liczyć na to, że sturisomy wyżywią się same, nawet w przestronnym, dobrze zarośniętym zbiorniku.

Więcej o tym gatunku można przeczytać w artykule autorstwa Huberta Zientka i Konrada Maciągiewicza, pt. „Sturisoma złocista (Sturisomatichthys aureum) – chów i rozród w akwarium”, Magazyn Akwarium: 2020, 2 (180), s. 24-36, https://magazynakwarium.pl/

Cyprinella lutrensis – chów i rozród

Ten pochodzący z Ameryki Północnej (w naturze zamieszkuje. głównie cieki wodne, rzadziej jeziora czy rozlewiska w środkowej i południowej części Równin Centralnych USA) zimnolubny gatunek należy do rodziny karpiowatych (Cyprinidae). W ofertach sklepów zoologicznych bywa rzadko, często figurując pod handlową nazwą – srebrzyk fiołkowy (ang. Red shiner lub Red-horse minnow) lub „jelczyk”.

Dorasta do ponad 7 cm długości (w akwarium zwykle mierzy mniej) i zachwyca swymi kolorami (szczególnie dojrzałe do rozrodu samce). Gatunek ten znakomicie adaptuje się do niesprzyjających warunków środowiskowych, np. umiarkowanych skażeń, małej przejrzystości (mętność) wody, silnego zamulenia, itp. W naturze unika wręcz cieków, w których woda jest przez cały czas jednakowo zimna i przejrzysta. Jest to ryba bardzo ruchliwa, łagodna i stadna. Pod tym względem można by ją porównać do pospolitych danio tęczowych (Brachydanio albolineatus).

Gatunek zimnolubny nadający się doskonale do zbiornika zimnowodnego. Jeśli zakupione ryby wpuścimy od razu do zbiornika ogrzewanego (lub nawet nieogrzewanego, ale takiego, w którym temperatura wody w ciepłej porze roku przekracza ponad 26-27ºC), szybko je stracimy. Nie zaaklimatyzowane do wyższej ciepłoty szybko bowiem zapadają na choroby grzybicze i pierwotniacze. Sam tego raz doświadczyłem, gdy przywiezione z łódzkiej giełdy srebrzyki wpuściłem do akwarium z nagrzaną letnim upałem wodą. Natychmiast ich ciała pokryły się płatami śluzu, ujawnił się kulorzęsek. Część osobników przeleczyłem FMC, ale bez rezultatu. Natomiast te, które mimo choroby przewiozłem do zbiornika na działce, w którym temperatura wody wynosiła 17-18ºC, szybko odzyskały zdrowie i piękne kolory. Od tej pory srebrzyki przebywały w nim do końca września. Po przeniesieniu do zimnowodnego akwarium w domu ryby nadal cieszą się dobrym zdrowiem. Odbyło się to jednak powoli i stopniowo. We wrześniu ogrzewanie w mieszkaniach nie jest jeszcze włączane, a akwarium stało blisko stale uchylonego okna. Srebrzyki stopniowo przyzwyczajane znoszą bez szkody dla zdrowia okresowy wzrost temperatury wody do nawet 30ºC latem i jej spadek do 12ºC zimą.

Dla grupy złożonej z 10-12 osobników wystarcza około 70-80 l zbiornik. Powinien on stać w miejscu zapewniającym kilkugodzinna w ciągu dnia operację promieni słonecznych (choć nie bezpośrednią). Woda powinna być średnio twarda, o odczynie obojętnym do umiarkowanie zasadowego (pH 7,0-8) i temperaturze 20-21ºC. Dno pokrywamy warstwą drobnego żwirku. Kilka niedużych kamieni powinno tworzyć nie tyle zadaszone kryjówki, co ustronne ostoje, np. pomiędzy ścianą kamienia a szybą lub drugim kamieniem, względnie rozłożystym korzeniem. Woda musi być intensywnie filtrowana i napowietrzana. Wskazany jest jej lekki, subtelny ruch. Czystość chemiczna i fizyczna wody ma podstawowe znaczenie dla zdrowia i dobrego samopoczucia ryb. Konieczne są zatem regularne (co najmniej, raz w tygodniu) jej podmiany na świeżą, zawsze odstaną – srebrzyki reagują na nie zwiększoną aktywnością. Rośliny sadzimy w kępach z tyłu i po bokach zbiornika pozostawiając rybom sporo wolnego miejsca do swobodnego pływania. Oświetlenie powinno być silne, ale nieco stonowane przez roślinność pływającą. Ryby wszystkożerne. Chętnie zjadają płatkowe lub granulowane pokarmy gotowe, mrożonki, jak i żywe (rureczniki, szklarki, larwy ochotki i komarów, zooplankton, itp.).

W naturze Cyprinella lutrensis osiąga dojrzałość płciową z reguły w drugim roku życia przy długości ciała 2,5-3 cm. Do tarła dochodzi wielokrotnie w ciągu sezonu rozrodczego (wiosna-lato). Ma ono miejsce w spokojnych, o co najwyżej leniwym nurcie, zatoczkach, nad czystym żwirem, piaskiem, wśród  podwodnych korzeni drzew, pni i roślin podwodnych, a także w szczelinach pomiędzy kamieniami (zachowania typowe dla speleofili). Nierzadko do rozrodu wykorzystywane są także gniazda basów z rodzaju Lepomis. Jaja są kleiste i przywierają do podłoża. Samiec przez jakiś czas broni terytorium lęgowego, ale nie opiekuje się bezpośrednio ikrą, ani wylęgiem. Miejsce i sposób składania jaj oraz zachowanie samca po tarle łudząco przypomina mi biologię rozrodu obcego i inwazyjnego w naszych wodach gatunku, a mianowicie czebaczka amurskiego (Pseudorasbora parva). W okresie godowym boki mleczaka stają się niebieskawo-różowe, a płetwy (z wyjątkiem grzbietowej) oraz głowa -pomarańczowo-czerwone. Szczególnie górna część głowy, pokrywy skrzelowe, a także promienie płetw piersiowych pokrywają się kaszkowatą wysypką tarłową. Według badaczy amerykańskich ikrzyca składa jaja do szczeliny, ale nad substratem tak, że opadają one jeszcze 4-5 cm zanim do niego przylgną. W temperaturze wody 25ºC larwy wylęgają się po około 100 godzinach. Dziennie samica może złożyć do 16 partii jaj z czego każda zawiera ich do maksymalnie 70 szt. Średnio podczas jednego pełnego tarła składanych jest ponad 550 ziaren ikry. Tarlaki mogą trzeć się 5-19 razy w ciągu całego sezonu reprodukcyjnego. W akwarium często dochodzi do tarła, ale odchów drobniutkiego wylęgu napotyka na szereg problemów.

Proporczykowce z rodzaju Aphyosemion

W niniejszym wpisie chciałem zainteresować Państwa dwoma afrykańskimi gatunkami proporczykowców z rodzaju Aphyosemion. Jeden to A. splendopleure (ang. Splendid Killifish), a drugi A. ogoense (dawniej pyrophore, ang. Komono Yellow). Pierwszy w naturze zamieszkuje wody południowo-wschodniej Nigerii, zachodni Kamerun, Gwineę Równikową po północno-zachodni Gabon. Drugi zaś pochodzi z Gabonu i Kongo. Ci przedstawiciele rodziny Notobranchiidae są pięknie ubarwieni.

Są to ryby mało wymagające. Preferują zbiorniki jednogatunkowe, gęsto zarośnięte roślinnością, w tym szczególnie miękkolistną (mchy, paprocie, itp.), z ciemnym podłożem i przytłumionym oświetleniem (roślinność pływająca). Elementami wystroju mogą być korzenie, gałęzie, liście, lignity, skorupy kokosu, itp. Optymalne parametry fizyko-chemiczne wody to: twardość do 14°n, odczyn lekko kwaśny (pH 6,5) i temperatura do 24°C. W wyższej ciepłocie ryby są za nadto pobudzone i szybko się „wypalają”, żyjąc znacznie krócej. Wskazana jest filtracja wody (zwykły gąbkowy filtr wewnętrzny) oraz regularne jej podmiany, np. raz w tygodniu około 15%.

Rozród nie jest trudny. Są to gatunki niesezonowe – brak w ich rozwoju zjawiska diapauzy. Ikrę składają zarówno na częściach roślin, mopach z wełny/włóczki, jak i w lub na podłożu (najlepszym substratem jest tu torf włóknisty). Osobniki rodzicielskie dobrze jest rozdzielić przed tarłem na 6-7 dni i karmić obficie żywym pokarmem. Dalsze postępowanie z nimi, sposoby przeprowadzania rozrodu oraz zasady wychowu narybku są podobne, jak u proporczykowca Gardnera, zwanego nigeryjskim – patrz linki poniżej:

Głowaczyk barwny (Tateurndina ocellicauda) raz jeszcze

W niniejszym wpisie chciałem przypomnieć ten piękny, niewielki gatunek (6-7 cm) ryby rodem z Papui – Nowej Gwinei i rodziny śpioszkowatych (eleotrowatych) (Eleotridae). Na końcu podaję linki do wpisów, w których opisałem już ten gatunek w kwestiach chowu i rozmnażania w akwarium. Teraz skupię się na zdjęciach pary, którą ostatnio nabyłem w jednym z podwarszawskich sklepów zoologicznych. Ryby wykazywały sobą duże zainteresowanie i oczywiście nie mogłem się powstrzymać przed ich kupnem. Takie spontanicznie dobrane pary są bowiem najlepsze do rozrodu, o czym miałem się okazję przekonać.

Dorodny, pięknie wybarwiony samiec z dobrze widocznym „garbem” na głowie. Wobec samic, które nie są gotowe do tarła samce bywają często agresywne.

Głowaczyk barwny (Tateurndina ocellicauda). Chów
Głowaczyk barwny (Tateurndina ocellicauda). Rozmnażanie
Głowaczyk barwny (Tateurndina ocellicauda). Narybek

Zagrzebiec długopłetwy (Pterolebias longipinnis). Chów

Ta piękna ryba z rodziny strumieniakowatych (Rivulidae) zwana jest w języku angielskim Longfin killie. W naturze zasiedla rozmaite zbiorniki astatyczne, często okresowo wysychające w Ameryce Południowej (dorzecza rzek Amazonka i Paragwaj oraz rozległa równina aluwialna – Pantanal). Ze względu na rozległy obszar występowania ubarwienie ryb może się różnić w poszczególnych rejonach. Naturalna długość życia wynosi zazwyczaj około roku, podczas gdy w akwarium może wydłużyć się do około 1,5 roku, rzadko dłużej. Zagrzebiec dorasta do 12 cm (samiec), choć w akwarium jest zwykle o 2-3 cm mniejsza.

Dymorfizm płciowy jest bardzo dobrze zaznaczony. Samiec jest większy, jaskrawiej ubarwiony i ma znacznie wydłużone płetwy nieparzyste, ale także brzuszne. Szczególnie imponująca jest płetwa ogonowa tworząca w chwili napięcia postrzępiony na końcach wachlarz. Samica jest pod każdym względem skromniejsza. Jedynie jej partie brzuszne mogą być bardziej uwypuklone.

Generalnie zagrzebce długopłetwe to ryby mało wymagające i łatwe w pielęgnacji. Ich wymagania środowiskowe są skromne. Moim zdaniem jednak utrzymywanie ich w typowym zbiorniku zespołowym, z żyworódkami, karpiowatymi, większymi pielęgnicowatymi nie powinno mieć miejsca. Owszem, można starannie dobrać obsadę uwzględniając spokojne, nieduże gatunki, ale ze względu na specyfikę rozrodu nie będziemy tu raczej mogli obserwować prawdziwego behawioru i biologii omawianego gatunku. A zatem najlepszy dla nich jest zbiornik gatunkowy. Ryby te można utrzymywać parami, systemem haremowym (np. 2-3 samice x samiec) lub w niewielkich grupach z przewagą samic. Dla pary wystarcza akwarium o pojemności 30-40 l.

Najlepsze jest ciemne podłoże złożone np. z drobnego żwirku, który można zmieszać z torfem włóknistym lub zastosować tylko sam torf. Obfita roślinność, najlepiej miękkolistna jest nieodzowna – szczególnie sprawdzają się tu wszelkie mchy, paprocie, rotale, rogatek, wywłócznik itp. Wskazane są rozmaite korzenie, kawałki drewna, lignity, łupiny kokosu, zatopione gałęzie i liście drzew (dębowe i/lub bukowe). Twardość wody nie powinna przekraczać 14°n, a jej temperatura 23-24°C. W wyższej życie ryb ulega skróceniu, a one same szybko się „wypalają”, jako że pobudzone intensywnie godują. W normalnie ogrzewanym lokalu grzałka jest, moim zdaniem, całkowicie zbędna. Zagrzebce bez szkody dla zdrowia wytrzymują spadek ciepłoty wody do 16-17°C. Przy temperaturze wody 19-22°C normalnie funkcjonują i jest to dla nich optimum termiczne. Odczyn wody raczej nie ma znaczenia, ale najlepiej jeśli oscyluje od lekko kwaśnego do lekko zasadowego (pH 6,5-7,5). Oświetlenie zbiornika powinno być znacznie przytłumione przez liczną roślinność pływającą. On sam zaś szczelnie przykryty.

Podobnie jak inne strumieniakowate zagrzebce długopłetwe są drapieżnikami preferującymi żywy pokarm. Oczywiście może być on w postaci mrożonej. Moi podopieczni najchętniej zjadały rurecznik, doniczkowce, gruby zooplankton, wszelkie larwy owadów itp. Granulowany, wysokobiałkowy pokarm suchy przeznaczony dla mięsożerców można próbować im podawać, ale ryby dość długo mają opory przed jego pobieraniem. Trzeba więc uzbroić się w cierpliwość, niemniej nigdy karma ta nie może stanowić podstawy ich diety (niedożywienie, karłowatość, zapadanie na choroby, słabe wyniki w rozrodzie itp.). Regularnie podawany pokarm żywy wpływa najlepiej na wzrost, wybarwienie i chęć ryb do rozrodu.

A tu zamieszczam link do filmiku na moim kanale YT:

I

Babka szklista (Gobiopterus chuno). Chów i „rozród”

Ta mała, osobliwie wyglądająca babka należy do rodziny babkowatych (Gobiidae). Dorasta do około 2,5 cm. W naturze zamieszkuje rozległe tereny Azji – od Indii i Bangladeszu poprzez Półwysep Malajski po Indonezję (Sumatra), gdzie spotykana jest w wodach zarówno słodkich (rozlewiska, starorzecza, bagniska itp.), jak i słonawych (estuaria). Nazwa w języku angielskim to Glass goby.

Jest to nietypowa babkowata. Przede wszystkim jest to gatunek stadny – minimum należy utrzymywać w zbiorniku 6 osobników, a najlepiej kilkanaście. Dla takiego zestawu wystarcza 30-40 l zbiornik. Babka ta pływa swobodnie głównie w przydennej i środkowej warstwie wody, wyraźnie stroniąc od bezpośredniego kontaktu z dnem (rzadko kiedy na nim osiada). Co i raz ryby jakby zastygają w toni wodnej, strzygą płetwami, po czym przemieszczają się w grupie. Nie chowają się nagminnie w kryjówkach, które nie są konieczne dla ich dobrostanu, niemniej kilka kamieni i korzeni możemy w akwarium umieścić.

Do wody można dodać soli kuchennej niejodowanej w ilości płaska łyżeczka od herbaty na 10-15 l, ale nie jest to bezwzględnie konieczne. Optymalne jej parametry fizyko-chemiczne to: twardość do 13°n, odczyn lekko kwaśny do obojętnego (pH 6,5-7,0) oraz temperatura 23-25°C. Zaobserwowałem jednak, że w normalnie ogrzewanym lokalu grzałka w zbiorniku jest zbędna. Wystarcza mały gąbkowy filtr wewnętrzny, np. napędzany brzęczykiem. Nie powinien on powodować zbyt silnego ruchu wody, a co najwyżej lekki, bardzo subtelny. Rośliny są oczywiście wskazane, ale trzeba je tak posadzić, aby zapewnić rybom sporo wolnego miejsca do swobodnego pływania. Oświetlenie musi być koniecznie stonowane, np. przez rośliny pływające. Jako podłoże najlepiej sprawdza się drobny piasek o ciemnym jednak odcieniu. Inaczej babki będą mało widoczne. Można także zastosować drobny, ciemny żwirek, szczególnie gdy zamierzamy fotografować naszych podopiecznych. Wystarcza podmiana około 10% objętości wody na świeżą, dokonywana raz w tygodniu. Ważne jest utrzymywanie dna w jak najlepszej czystości, aby nie zalegały na nim resztki organiczne (spadek zawartości tlenu w wodzie i wzrost stężenia związków azotu).

Żywienie babek szklistych – mikro drapieżców jest cokolwiek uciążliwe. Niestety nie zauważyłem, aby pobierały karmę suchą, ale zapewne jakieś drobne jej cząstki są zjadane, o ile jest ona wysokobiałkowa, przeznaczona dla mięsożerców. Idealnym dla nich pokarmem są grube larwy solowca i drobny zooplankton. Jedzą także drobno siekane rureczniki, miażdżone larwy owadów oraz mrożonki, dostosowane do otworu gębowego. 

Babka szklista to gatunek bardzo łagodny i wielce towarzyski. Niestety wiele gatunków nie nadaje się na ich współtowarzyszy w akwarium. Obsada musi być bowiem starannie dobrana i składać się z przedstawicieli małych, spokojnych ryb, odpowiednich do nano zbiorników (kardynałek chiński, skrzeczyk karłowaty, ukośniki, małe razbory i drobnoustki, filigranowe kąsaczowate, karłowate krewetki itp.). Chcąc jednak dogłębnie obserwować ciekawą biologię omawianego gatunku należy przeznaczyć dla niego zbiornik gatunkowy. Moim zdaniem, jest to najlepsze rozwiązanie.

Rozróżnienie płci u omawianego gatunku jest trudne. Dojrzałe samice mają bardziej pękate partie brzuszne i widoczne komórki jajowe przez powłoki ciała. Inna jest także budowa brodawek moczopłciowych u obu płci, ale detale anatomiczne można stwierdzić jedynie używając powiększającej lupy. Rozmnażanie omawianego gatunku w akwarium nadal jest niejasne. Ryby trą się ponoć przy dnie, rozrzucając ikrę i nie przejawiając nad nią żadnej opieki. Gdy tylko uda mi się poczynić w tej dziedzinie jakieś postępy, to natychmiast Państwa poinformuję 😊

Skalar (Pterophyllum scalare) – opieka nad potomstwem, cz. II

Skalary zaczynają dobierać się w pary zwykle po osiągnięciu wieku około 10 miesięcy. Niekiedy jednak ma to miejsce już po ukończeniu 8 miesiąca życia, a czasami obserwuje się brak jakichkolwiek aktywności w tych zakresie u ryb starszych niż rok. Wszystko bowiem zależy od warunków środowiskowych, w tym żywienia. Obfitsze karmienie (szczególnie żywym pokarmem) przed tarłem osobników rodzicielskich ma u skalarów mniejsze znaczenie. Często bowiem pary i bez tego odbywają regularne tarła, nawet co 10-15 dni. W zbiorniku hodowlanym tarlaków nie karmimy, chyba że tarło znacząco się opóźnia. Wówczas podajemy niewielkie ilości bardzo starannie przepłukanego rurecznika, szklarki, ewentualnie ochotki zwracając szczególną uwagę na to, aby całość została od razu zjedzona lub niedojedzone resztki zostały szybko usunięte.

Akwarium tarliskowe powinno mieć pojemność 80-100 l, ale udane tarła obserwowane są także w mniejszych, rzędu 50-60 l. Jego wyposażenie to filtr (najlepiej gąbkowy, bez obudowy lub napędzany brzęczykiem), grzałka oraz standardowe, umiarkowanie silne oświetlenie. Konieczny jest przedmiot służący za substrat dla ikry w postaci, np. szklanej, plastikowej bądź ceramicznej płytki ustawionej pod kątem około 30-40º lub też glinianego stożka, który ja osobiście preferuję najbardziej. Nie polecam używania żywych roślin (ewentualnie można użyć odkażonych sztucznych), gdyż nawet po zdezynfekowaniu stanowią potencjalne źródło drobnoustrojów pogarszających jakość mikrobiologiczną wody. Ta zaś powinna być miękka (optymalnie do 3ºn), najlepiej pochodząca z filtra RO i mieć temperaturę 26-28ºC. Co ciekawe, z moich obserwacji wynika, że paradoksalnie wyższa ciepłota wody (np. 29ºC i więcej) powoduje większy odsetek jaj pokrywających się pleśnią bez względu na to, czy wlejemy preparat grzybobójczy, czy też nie. Kluczem do tego, aby ikra nie pleśniała jest bowiem jej kwaśny odczyn (pH 6,2-6,3). Gwarantuje on czystość mikrobiologiczną wody i niweluje konieczność profilaktycznego jej odkażania po zdeponowaniu. Po tarle zapewniamy rybom absolutny spokój. Przednią szybę przyciemniamy (np. szarym papierem, tekturą). Nocą także należy stosować oświetlenie zbiornika przy pomocy niewielkiej mocy żarówki (15 W) lub 3-4 choinkowymi, połączonymi szeregowo.

Larwy skalara wylęgają się po mniej więcej 48 godzinach od złożenia ikry na substracie. Początkowo wiszą przyczepione do niego za pomocą cieniutkich włókienek śluzu, a następnie sukcesywnie opadają na dno zbijając się w wibrujące kupki. Czasami rodzice mogą przenosić larwy, np. na szerszy liść rośliny, korzeń, itp. Substrat należy usunąć z akwarium z chwilą, gdy larwy go opuszczą, gdyż pozostała na nim mniejsza lub większa liczba zapleśniałych jaj może ujemnie wpływać na stan jakości wody. Zużywanie zapasów substancji odżywczych zgromadzonych w woreczkach żółtkowych trwa 5-6 dni. Po tym czasie wylęg zaczyna swobodnie pływać, a pierwszy dla nich pokarm powinien być już gotowy. Po paru dniach od tego momentu do zbiornika można wpuścić kilka niewielkich (1-1,5 cm) glonojadów, otosków lub ślimaków (ampularie).

Odchów narybku skalara nie jest trudny, o ile zapewnione jest prawidłowe jego żywienie (kluczowe są pierwsze 1-3 dni po rozpoczęciu żerowania) i zachowana dobra jakość wody w zbiorniku. Codziennie lub najdalej co drugi dzień trzeba zatem podmieniać 10-20% objętości wody na świeżą, uprzednio odstaną przez 24 godziny. Czynność tę najkorzystniej jest połączyć ze starannym czyszczeniem dna ze wszelkich resztek i nieczystości oraz przepłukaniu gąbki filtra. Na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń uważam, że obecnie (kto dziś jeszcze odsiewa mikroplankton celem otrzymania tzw. pyłu?) najlepszym pokarmem na pierwsze 2-3 dni życia narybku są żywe wrotki (można je kupić w zgrzewanych torebkach) i najdrobniejsze larwy solowca. Podajemy je kilkakrotnie w ciągu dnia, ale w niewielkich ilościach. Zamiast tych pierwszych lub naprzemiennie z nimi można podawać kultury pierwotniaków (wyhodowanych wcześniej na pożywkach organicznych lub z preparatów handlowych), a wymiennie z tymi drugimi – nicienie bananowe. Powyższe karmy można też dowolnie mieszać ze sobą. Większość jednak akwarystów wykarmia narybek skalara na samych tylko larwach solowca lub nicieniach (także „mikro”), bądź też na obydwu tych pokarmach razem. Są i tacy hodowcy, którzy podają zmielony na pył granulat dla ryb łososiowatych z dodatkiem innych karm pyłowych lub też stosują mrożonki, w tym serce wołowe lub indycze. Tych ostatnich pokarmów nie polecam, gdyż wzrost młodych jest wtedy bardzo nierównomierny. Dla kilkudniowych rybek z powodzeniem można wykorzystać inne mrożonki, np. moina, wrotka lub oczlik, a także żywy zooplankton (rozwielitka, oczlik) oraz bardzo drobno siekany, starannie wcześniej przepłukany (i odpowiednio przechowywany!) rurecznik (pokarm bardzo dobry i chętnie zjadany). Zwykle w trzecim tygodniu życia młode można stopniowo przyzwyczajać do markowych pokarmów granulowanych i płatkowych. Początkowo rybki jedzą je niechętnie, ale dość szybko się do nich przyzwyczajają. Tu jednak zalecam codziennie wieczorem zbierać z dna niedojedzone resztki, gdyż zwykle ślimaki, bądź glonojady sobie przez noc z nimi nie poradzą i zagrożona będzie jakość wody.

Początkowo młoda i niedoświadczona para może zupełnie nie sprawiać wrażenia, że potrafi opiekować się potomstwem. Często bowiem zdarza się, że ikra lub świeżo wyklute larwy zostają zjedzone i zachowanie to powtarza się przez 4-6 kolejnych tareł z rzędu. Te ostatnie mogą być nawet przenoszone z miejsca na miejsce, ale pewnego dnia znikają lub też codziennie zmniejsza się ich liczba. Nie należy się tym jednak przejmować, gdyż w rzeczywistości rzadko kiedy młoda para już na samym początku wie, jak opiekować się potomstwem, choć oczywiście zdarzają się tu wyjątki. To samo dotyczy pary przeniesionej w nowe miejsce, co często rodzi niesnaski między sprzedającym a kupującym. Tymczasem w nowych warunkach środowiskowych ryby niejednokrotnie reagują silnym stresem, który sprawia, że pożerają ikrę. Stres może mieć różne podłoże, ale najczęściej jego powodem jest obecności innych współmieszkańców w zbiorniku, ustawiczne niepokojenie, nieodpowiednie warunki środowiskowe, złe dobranie się pary rozpłodowej, itp. Choć determinacja rodziców chroniących ikrę bywa niekiedy naprawdę duża, to jednak stres doprowadza do powstania niekorzystnego scenariusza – lepiej teraz zjeść jaja/larwy i mieć energię na przystąpienie do ponownego tarła, niż dać pożreć je innym. I tak oto koło się zamyka. W hodowli skalara jest to zachowanie najzupełniej normalne i po kilku tarłach para rodzicielska niejako „wskakuje” na właściwy tor i zaczyna opiekować się potomstwem (o ile ma do tego predyspozycje, a osobniki ją tworzące były odpowiednio od małego przygotowywane, rzecz jasna). Niestety nie zawsze tak jest i w przypadku dłużej trwających niepowodzeń tarlaki sprawiające problemy należy rozdzielić i pozwolić im na połączenie się z innymi partnerami. Nierzadko zdarza się również, iż domniemana para okazuje się być dwoma samicami.

Prawidłowo wychowane i przygotowane, dobrze dobrane i zgrane osobniki rodzicielskie bardzo pieczołowicie opiekuje się złożoną ikrą, wylęgłymi larwami, a potem narybkiem. Bronią ich zawzięcie i z impetem atakują każdego intruza, np. zanurzoną do wody rękę hodowcy lub pęsetę z karmą. Rodzicom należy zapewnić bezwzględny spokój oraz brak jakiejkolwiek ingerencji ze strony hodowcy (szczególnie podczas przenoszenia larw). Zalecam przesłonienie przedniej szyby i słabe oświetlenie nocne zbiornika o czym pisałem powyżej. Najgorsze są tępe stuki lub roznoszące się hałasy. Miałem raz parę skalarów w akwarium stojącym na górnej półce regału. Na dole zbiornik zajmowała para dorosłych wężogłowów karłowatych, które nagle zaczęły ze sobą walczyć (to normalne u tego gatunku). W wyniku przepychanek gliniane rurki oraz większe kamienie na dnie były przesuwane (nie było podłoża) i powstawał krótkotrwały, ale roznoszący się hurgot. Powodował on paniczną wprost reakcję pary skalarów z młodymi, znajdujących się w akwarium powyżej. Ryby dosłownie uderzały głowami w szyby, płynęły gwałtownymi zrywami na oślep i ze stresu kładły się bokami na podłożu. Tylko szybka reakcja uratowała je przed ich okaleczeniem lub nawet utratą. Do podobnych sytuacji może dojść także w momencie, gdy w niedużym zbiorniku para ma już dość opieki nad młodymi i stara się od nich uwolnić, co jest oczywiście niemożliwe. Może nawet dojść do sytuacji, że tarlaki będą bezwładnie pokładały się na boki a potomstwo będzie okazyjnie obskubywało ich powłoki ciała niczym …. młode paletki. Wówczas parę należy wyłowić, bo jej dalsze utrzymywanie z potomstwem nie ma już sensu.

Warto przeczytać także te wpisy:

Skalar (Pterophyllum scalare) – opieka nad potomstwem, cz. I

Para przy złożu ikry

W niniejszym wpisie chciałbym Przedstawić Państwu parę skalarów, które samodzielnie opiekowały się u mnie potomstwem. Ryby nabyłem okazyjnie od hodowcy z Łomży. Jak wiadomo, panuje utarte przekonanie, że w wyniku wielopokoleniowej hodowli w niewoli skalary niemal całkowicie zatraciły swój pierwotny instynkt opieki nad potomstwem. W przeciwieństwie bowiem do wielu innych pielęgnicowatych nie mogły go prawidłowo rozwijać z powodu ogromnego na nie popytu. Ten zaś wymuszał na hodowcach globalny proceder odbierania zaraz po tarle substratu z ikrą i prowadzenia dalej sztucznej jej inkubacji oraz wychowu młodych.

Swoje obserwacje nad skalarami opiekującymi się potomstwem (przede wszystkim mieszańcami) rozpocząłem wiele lat temu. Robiłem wywiady hodowlane z wieloma akwarystami, a także z bardziej doświadczonymi sprzedawcami w wybranych sklepach zoologicznych. Niemało hodowców odwiedzałem osobiście. O pomoc prosiłem także moderatorów niektórych forów internetowych. Wyniki moich długoletnich „badań” można by w zasadzie streścić następująco: O ile na 100 par skalarów (głównie mieszańców) ikrą (przez pierwsze 1-3 dni) opiekuje się 25-30, o tyle larwami może 5-6, a narybkiem mniej niż 2% par. Słowo „badania” piszę celowo w cudzysłowie, gdyż nie były to ściśle naukowe, skrupulatne wyliczenia oparte o wybraną losowo grupę ryb, wariancję, odchylenie standardowe i inne tego typu parametry przyjęte w nauce. Ot, są to moje luźne dywagacje i przemyślenia jako wieloletniego hodowcy tych pięknych ryb, częstokroć, jak wspomniałem, podparte także obserwacjami innych akwarystów.  Od powyższych reguł zdarzają się jednak wyjątki.

Zdaniem bowiem niektórych hodowców poprzez modyfikację warunków środowiskowych można niejako na nowo wzbudzić instynkt opieki nad potomstwem u większego odsetka par. Przed laty na łamach miesięcznika „Nasze Akwarium” pisałem o systemie hodowli skalarów amerykańskiego hodowcy Davida Lassa, który utrzymywał, że w rzeczywistości bardzo duży procent osobników rodzicielskich potrafi opiekować się swoim potomstwem, a twierdzenia o rzekomym zatraceniu przez ten gatunek instynktu rodzicielskiego w wyniku wielopokoleniowej, sztucznej hodowli w niewoli uważał za mocno przesadzone. Przypomnę zatem pokrótce o co wówczas chodziło. Otóż Lass utrzymywał, iż kluczem do sukcesu, czyli posiadania pary skalarów opiekujących się młodymi są określone warunki środowiskowe, jakie należy stworzyć rybom od wczesnego etapu ich życia. Mają one bowiem priorytetowe znaczenie później – podczas rozrodu i bezpośrednio wpływają na behawioryzm tego okresu. I tak, hodowca ten zalecał utrzymywać młode osobniki wyłącznie w akwariach jednogatunkowych, dopuszczając jedynie obecność kilku kirysków, otosków, zbrojników itp.

Woda w zbiorniku powinna być niezbyt twarda (najlepiej do 12ºn) i zawsze lekko kwaśna (pH 6,5-6,8), o temperaturze 26-27ºC. Kolejnym warunkiem, jaki zdaniem Davida Lass’ea należy spełnić, aby skalary wykazywały instynkt opieki nad potomstwem jest utrzymywanie dobranych par osobno. Każdej zatem parze należy zapewnić oddzielny zbiornik i od tej pory utrzymywać w ścisłej izolacji od innych ryb, zwłaszcza tego samego gatunku (to bardzo ważne!). Oczywiście rybom zapewniamy jak najlepszy dobrostan.

Wszystko nie jest jednak takie proste. Otóż mając na uwadze zdrowie potomstwa, zgrupowane osobniki nie powinny być ze sobą spokrewnione (czyli muszą pochodzić od różnych genetycznie par). Inbred, czyli hodowla w pokrewieństwie wydatnie bowiem zmniejsza żywotność potomstwa, powoduje ujawnienie się u niego wad genetycznych i wielu niepożądanych cech. Najłatwiej jest osiągnąć to w przypadku posiadania kilku linii utrzymywanych ryb i z takiego materiału dobierać pary rodzicielskie, którym następnie zapewniamy oddzielne zbiorniki. Wymaga to dużo miejsca na akwaria, niemałych nakładów finansowych i mnóstwa czasu. Można wprawdzie zakupić osobniki do pary z innych hodowli, ale najczęściej nie ma się pewności, jak ryby były utrzymywane od małego. Co zatem zostaje akwaryście amatorowi? Na pewno zawsze można liczyć na łut szczęścia, że wreszcie natrafi się na parę skalarów opiekującą się młodymi 😊

Warto przeczytać także ten wpis:

oraz filmiki na moim kanale na You Tube:

Wężogłów karłowaty (Channa gachua). Chów

Ten drapieżny gatunek należy do rodziny żmijogłowowatych (Channidae). Jego nazwa w jęz. angielskim brzmi: Dwarf snakehead. W naturze zasiedla rozległy obszar Azji – od wschodniej części Afganistanu poprzez Azję Środkową i Południowo-Wschodnią po Indonezję. W akwarium maksymalna długość ryby zwykle nie przekraczają 20 cm. Zbiornik musi być zawsze szczelnie przykryty, gdyż wężogłowy są mistrzami ucieczek. Ich ciało jest charakterystycznie wydłużone, walcowate, płetwy grzbietowa i odbytowa są znacznie wydłużone, ale niewysokie, spłaszczona głowa przypomina wzorem łusek głowę węża, płetwy piersiowe są duże, podobnie jak pokaźny otwór gębowy otoczony mięsistymi wargami. Na górnej, zewnętrznej części pyska widoczne są dwa krótkie wąsiki. Ryby te co jakiś czas zaczerpują powietrze atmosferyczne. Umożliwia im to tzw. narząd nadskrzelowy, składający się z jamy i niezwykle bogato unaczynionych wyrostków. Są zdolne do przemieszczania się na krótkie dystanse poza wodą, np. nocą w czasie lub po deszczu, bądź podczas rosy.

Dymorfizm płciowy najlepiej widać u osobników dorosłych. Płetwy grzbietowa i odbytowa są u samca nieco większe, a głowa szersza (patrząc z góry). Ich barwy stają się wyraziste w okresie godowym. Samiec jest ponadto mniejszy i drobniejszej budowy niż masywna samica, której walcowate ciało jest bardziej wypukłe w części brzusznej. Niemniej, są to moje obserwacje u tego gatunku, bo wg. niektórych autorów jest dokładnie na odwrót 😊W niewoli wyhodowano wiele odmian barwnych tego gatunku.

Młode ryby można trzymać w grupach, ale po dorośnięciu lepiej jest oddzielić dobraną parę (zapewniamy jej zbiornik min. 180-200 l) lub trzymać pojedynczo, względnie z innymi spokojnymi rybami o podobnych rozmiarach ciała (np. niektórymi pielęgnicowatymi). Bezwzględnie dla zachowania właściwego dobrostanu wężogłowów zbiornik należy wyposażyć w różnorodne kryjówki (rurki, tuby korkowe, groty, kamienne jazy, korzenie, doniczki, opadłe liście dębowe lub bukowe, lignity itp.). Trzeba dodać, że pożądane są ze dwie rurki unoszące się na powierzchni wody – ryby często w nich odpoczywają (mój samiec często z nich korzystał). Rośliny nie są przez nie niszczone, ale najlepiej sadzić je w pojemnikach (zwłaszcza żabienice) lub zwartych kępach (szczególnie zwartki). Także egzemplarze pływające są bardzo wskazane – od typowych (pistia rozetkowa, limnobium gąbczaste, wąkrotka, itp.) po luźno unoszące się w toni wodnej kłęby wywłócznika lub rogatka. Jako podłoża używamy drobnego żwirku, względnie grubszego piachu. Wystarcza zwykła woda wodociągowa o pH 6-7 i temperaturze w granicach 22-28°C. Niektórzy hodowcy utrzymują ten gatunek całorocznie w akwarium nieogrzewanym (oczywiście w normalnie ogrzewanym zimą lokalu), co niejako w sposób zbliżony do naturalnego zapewnia sezonową obniżkę temperatury (zimą 17-20°C nie czyni rybom żadnej szkody). Wężogłowy preferują przytłumione oświetlenie. Największą aktywność przejawiają po zmroku i nocą. Do filtracji wystarcza dobry filtr wewnętrzny lub też zewnętrzny, kubełkowy, zapewniający lekki, subtelny ruch wody. Podmiany wody należy łączyć z odmulaniem dna z resztek organicznych (nie musi być bardzo dokładne), gdyż ryby te preferują raczej starą wodę (ewentualna podmiana powinna obejmować nie więcej niż 10% objętości akwarium, najlepiej co 2-3 tygodnie).

Agresja i terytorializm leżą w naturze omawianego gatunku. Ta wewnątrzgatunkowa potrafi być czasami bardzo silna, zwłaszcza pomiędzy dorosłymi samcami. Jednakże nawet dobrana para może okresowo toczyć ze sobą boje, których wynikiem są zwykle ubytki w płetwach lub nawet zranienia, które jednak goją się bardzo szybko. Niekiedy jednak walki kończą się śmiercią jednego z partnerów, zwłaszcza w zbyt małym i pozbawionym dogodnych kryjówek zbiorniku. Dlatego też, aby złagodzić jej ewentualne skutki do akwarium z parą wężogłowów można wprowadzić tzw. dither fish, czyli gatunki ryb towarzyszących o odmiennych zachowaniach i biologii, zamieszkujące inne strefy w zbiorniku, które celowo łączy się z danym taksonem głównym, aby zmniejszyć u niego płochliwość, bądź agresję [wykorzystuje się tu zdolność oceny swego bezpieczeństwa w danym środowisku (tu akwarium) na podstawie zachowania innych gatunków]. Osoba, od której nabyłem dorosłą parę wężogłowów karłowatych miała w charakterze gatunku rozpraszającego parę dorosłych gurami dwuplamych. Wężogłowy nie zwracały na nie uwagi, a agresja samicy wobec partnera wyraźnie wówczas zmalała. Ja również, za radą sprzedającego, użyłem tych ryb, choć potem zrezygnowałem z nich na rzecz wielu, rozmaitych kryjówek i obfitej roślinności pływającej.

Małe gatunki ryb będą w akwarium z wężogłowami stale zagrożone pożarciem lub okaleczeniem. Omawiane ryby są bardzo żarłoczne i łapczywie rzucają się na pokarm. Młode osobniki jedzą wszelkie mrożonki (serce wołowe, ochotka, kryl) i karmę żywą (rurecznik, larwy owadów itp.), dorosłe zaś: czerwone robaki, świerszcze i karaczany, larwy mącznika, drewnojady, krewetki, kiełże, małe ryby karmowe, filety rybne itp. Przyzwyczajone pobierają także karmę suchą, głównie wysokobiałkową. Osobniki dorosłe można karmić co drugi dzień, a nawet rzadziej.

Wężogłów karłowaty to jeden z najpopularniejszych i najłatwiejszych w chowie przedstawicieli z rodzaju Channa

Świecik kongijski (Phenacogrammus interruptus). Rozród

Choć ryby tego gatunku z ochotą trą się i w akwariach zespołowych, to głównym problemem jest jednak zapewnienie zarodkom w jajach odpowiednich warunków do rozwoju oraz wykarmienie drobnego narybku. Liczy się także posiadanie dobrej jakości, sympatyzujących ze sobą tarlaków. Dymorfizm płciowy jest bardzo dobrze zaznaczony – samiec jest większy, znacznie barwniejszy, ma dłuższe płetwy nieparzyste (szczególnie wydłużone środkowe promienie płetwy ogonowej).

Dwa dorosłe, pięknie wybarwione samce

W zbiorniku zespołowym można obserwować sympatyzujące ze sobą tarlaki, gdy odbywają spontaniczne tarła. Wówczas samiec, w momencie podniecenia, ugania się za swoją wybranką, z impetem (ale zupełnie nie robiąc im krzywdy) odgania rywali i trzyma ich na bezpieczny dystans, nie dopuszczając do samicy. Ryby starają się pływać razem, trzymają się na uboczu itp. Jednakże więzy między tarlakami są dość luźne – wystarczy przed tarłem zabrać jednego z nich, a jego miejsce szybko zajmuje kolejny w hierarchii grupy osobnik, zwłaszcza samiec.

Para tarlaków – samica po prawej

Rozród świecików w zbiorniku jednogatunkowym ma swoje zalety. Zbliżenie tarlaków następuje spontanicznie, najczęściej po obfitej, gruntownej podmianie wody w akwarium. Choć najlepsze wyniki hodowlane uzyskuje się z tarlakami, które wyraźnie ze sobą sympatyzują w akwarium ogólnym, to w tym wypadku wskazane jest wpuszczenie na tarło grupy ryb, np. 2-3 samic i 4-5 samców.

Mimo to nigdy nie widziałem, aby w tym samym czasie również inne pary przystępowały do tarła (pozornie może być to przesłanka przeciwko tarłu grupowemu). Co najwyżej samce z grupy mogą przez chwilę i co jakiś czas brać udział w gonitwach z trącym się współplemieńcem. Wydaje mi się, że u świecików obecność współplemieńców na tarlisku ma duży wpływ na poczucie bezpieczeństwa godującej pary tarlaków, stwarza możliwość rywalizacji między rywalami i co ważne – wzajemnie stymuluje.

Sympatyzująca ze sobą para trzyma się razem

Przy wyborze tarlaków należy zwracać szczególną uwagę na to, czy nie wykazują one cech degeneracyjnych. Osobników obarczonych takimi wadami nie należy oczywiście rozmnażać. Mleczaki powinny zatem odznaczać się dobrym temperamentem, pełnym wyrośnięciem i wybarwieniem oraz mocno wydłużonymi płetwami nieparzystymi. Odpowiedni wzrost, aktywność płciowa i zaokrąglony brzuch to z kolei cechy dobrej ikrzycy.

Pierwsze kilka godzin tarła jest najbardziej intensywne. W rozrodzie grupowym nie warto pozwalać na dłuższy jego czas, bowiem ryby z ochotą zjadają ikrę (wychwytywane są tu głównie ziarna opadające, a nie te, które już dotarły na podłoże). Jest to sposób dość dobry, jeśli chodzi o samo tarło, ale trudno jest tu utrzymać wysoką czystość mikrobiologiczną wody, co szybko prowadzi do zamarcia zarodków w jajach. Dlatego też wyniki hodowlane uzyskiwane przy tej metodzie są z reguły dużo gorsze, a czasami wręcz mizerne.

Gonitwa, rywalizacja i wzajemne stymulowanie się to domeny tarła grupowego

Wydajniejszy jest rozród świecików z użyciem oddzielnego zbiornika tarliskowego, w którym umieszczamy parę ryb wyraźnie ze sobą sympatyzujących („dobranych”) w akwarium ogólnym. Jego pojemność powinna wynosić 80-100 l. Powinno ono stać w miejscu spokojnym, nie narażonym na wstrząsy. Dno wykładamy warstwą drobnego, uprzednio wyparzonego żwirku (najlepiej otoczaków) lub szklanych kulek o średnicy około 1 cm. Na nie kładziemy następnie ruszt ikrowy (raczej nie na całej powierzchni – można zasłaniać nim tylko określone części dna).

Samiec „przysiada” na krawędzi doniczki zapraszając samicę do tarła

Zamiast rusztu można użyć mchów, bądź kłębów wywłócznika przyciśniętego kamykami, które rozkładamy równomiernie po powierzchni dna. Dobre są także warstwy włóczki syntetycznej. Substrat musi być odkażony (nadmanganianu potasu lub rivanol, a w przypadku włóczki – wyparzony). Rośliny najlepiej jeśli pochodzą z oddzielnego akwarium, w którym nie ma jakichkolwiek zwierząt wodnych. Do zbiornika wstawiamy co najmniej dwa pojemniki z krzaczastą żabienicą lub dużymi zwartkami. Można użyć tu także sztucznych roślin. Jeden lub dwa nieduże, wyparzone korzenie i/lub łupiny kokosu także są wskazane. Podczas tarła stosujemy normalne oświetlenie zbiornika. Bardzo wskazane są tu egzemplarze roślin pływających, tonujące jego zbytnią intensywność.

Tuż przed zbliżeniem

Oprócz posiadania sympatyzującej ze sobą osobników rodzicielskich prawdziwym kluczem do sukcesu w rozmnażaniu świecików jest doskonałej jakości woda. Musi być ona w miarę świeża, ale koniecznie dobrze odstana (po nalaniu przez trzy kolejne dni zbieramy wieczorem wszelki osad z dna i dolewamy świeżą partię), krystalicznie czysta zarówno pod względem chemicznym, jak i mikrobiologicznym (naświetlona promieniami UV), bez jakichkolwiek zawiesin, bardzo miękka (twardość ogólna 2-3°n, a węglanowa najlepiej równa zeru), o temperaturze 26-27°C (w akwarium zespołowym obserwowałem tarło omawianych ryb nawet przy ciepłocie 21-22°C), lekko kwaśna (pH 6,5) – może być przefiltrowana przez torf. Wskazany jest dodatek garbników (np. liście ketapangu, szyszki olszy itp.).

Zbliżenie tarlaków trwa 1-3 sekund

Przed tarłem osobniki rodzicielskie należy obficie karmić żywym pokarmem (owady, larwy komarów, rureczniki, doniczkowce). Można też na dwa tygodnie rozdzielić je według płci. Odpowiednio żywione będą regularnie przystępować do tarła – w zbiorniku ogólnym nawet co kilka dni, o ile warunki środowiskowe będą dla nich korzystne.

Tarło często nie następuje od razu i bywa, że dopiero po kilku dniach ryby uspakajają się na tyle, że zainteresowane są prokreacją. Pomóc tu może także kolejna, obfitsza podmiana wody. Gody rozpoczynają się rano (ale nie bladym świtem – u mnie zawsze z chwilą zapalenia się światła, czyli około godziny siódmej), przebiegają miejscami burzliwie i trwają wiele godzin. Niemniej tarło często ciągnie się przez kolejne 2-4 dni. Tarlaki wycierają się w bliskości roślin, ale raczej nie bezpośrednio w gąszczu ich liści chyba że dużych, twardych (gatunki miękkolistne służą tu raczej do ochrony jaj przez ich pożarciem). Zauważyłem, że najbardziej preferowane są rozwidlenia kłączy, łodygi i krawędzie skórzastych, dużych liści oraz zanurzonych w wodzie korzeni. U mnie ryby szczególnie preferowały pojemniki z dużymi żabienicami, wypełnione drobnym żwirkiem. Samiec osiadał wówczas na jego krawędzi i falując płetwami wabił samicę, zapraszając ją do aktu płciowego. Ta ostatnia przypływa do niego, lecz nie od razu i nie za każdym razem (wiele czynników rozprasza ryby, np. jakieś ruchy za szybą lub lampa błyskowa 😊). W pewnym momencie, gdy dobrostan jest zapewniony, tarlaki na moment przywierają do siebie bokami i następnie, po szybkim wydaleniu gamet, gwałtownie się rozdzielają – obłoczek ziaren ikry pryska wówczas na boki. Takie akty płciowe powtarzają się wielokrotnie. Niekiedy daje się zaobserwować, jak w ferworze podniecenia dwa samce skłaniają się do aktu. Tarlaki odławiamy raczej pierwszego dnia, bowiem jak już wspomniałem, łapczywie zjadają one ikrę. Jeśli zaś jaja są dobrze chronione (warstwa miękkolistnych roślin na dnie, ruszt ikrowy itp.), wówczas możemy zostawić je na 2-3 dni.

Samiec w asyście rywali sprawdza miejsce do odbycia aktu płciowego

Lekko brązowawa i stosunkowo duża (średnica około 2 mm) ikra nie jest lepka i opada na dno. Podczas jednego tarła samica może złożyć ponad 300 ziaren (jest to wariant bardzo optymistyczny, zwykle bowiem liczba jaj nie przekracza setki). Zbyt jaskrawe oświetlenie szkodzi zarodkom, dlatego rezygnujemy z niego podczas inkubacji ikry, a zbiornik dodatkowo zaciemniamy (np. oklejając go czarnym, względnie szarym papierem lub nakładając nań odpowiednio duży karton z wyciętym u góry okienkiem około 10×10 cm).

Kolejne ujęcie pokazujące tarlaki tuż przed zbliżeniem

Po 5-6 dniach wylęgają się larwy z prawie całkowicie wchłoniętym woreczkiem żółtkowym. Niemal od razu normalnie pływają i pobierają pokarm. Wtedy też częściowo odsłaniamy zbiornik. Na początku podajemy im najdrobniejsze larwy solowca lub oczlików, a także wrotki (żywe, z torebek). Te ostatnie stosowałem niekiedy same z równie dobrym skutkiem. Także kultury pierwotniaków wyhodowanych na pożywkach organicznych lub z preparatów handlowych są dobrym pokarmem przez pierwsze 3-4 dni życia. Stopniowo przyzwyczajamy narybek do pobierania również niewielkich ilości markowych karm suchych, przeznaczonych dla tej grupy wiekowej. Do zbiornika dolewamy też (np. co drugi dzień) tzw. zakwitłą wodę, o intensywnie zielonym kolorze (obfite namnożenie się zielenic, euglenin, okrzemek, pierwotniaków itp.). Młode są żarłoczne i dlatego należy karmić je często, ale w małych ilościach. Wodę intensywnie filtrujemy i napowietrzamy oraz regularnie podmieniamy na świeżą, uprzednio odstaną i poddaną przez jakiś czas bezpośredniemu działaniu promieni słonecznych (to sytuacja idealna). Konieczne jest także częste (początkowo codziennie) czyszczenie dna zbiornika ze wszelkich resztek organicznych. W żadnym bowiem wypadku nie można dopuścić do nagromadzenia się w wodzie związków azotu. W miarę jak rybki podrastają przenosimy je do obszerniejszych zbiorników – odchowalni. Należy liczyć się z faktem, iż z pierwszych tareł uda nam się odchować nie więcej jak kilka młodych i to już należy uważać za duży sukces.

Niestety tarlaki z ochotą zjadają ikrę

O chowie świecika kongijskiego pisałem wcześniej tu: „Świecik kongijski. Chów”

Więcej informacji można przeczytać w moim artykule pt. „Świecik kongijski (Phenacogrammus interruptus) – łatwy chów, trudny rozród”, Magazyn Akwarium: 2020, 6 (184), s. 50-60.

Buszowiec ostropyski (Ctenopoma acutirostre), zwany lamparcim. Chów i rozród

Samica – widoczne piękne, panterkowate ubarwienie ciała i płetw

W budowie zewnętrznej ryby zwracają uwagę, m.in.: duże, wyłupiaste oczy, wydłużony, ostro zakończony pysk, mięsiste wargi, mała płetwa ogonowa z czarną plamą u nasady, wrzecionowato wygrzbiecone ciało oraz „lamparci” wzór ubarwienia. Buszowiec ostropyski wykazuje znacznego stopnia płochliwość, zwłaszcza w nowym akwarium. Wówczas jego barwy bledną, płetwy są złożone, a same stają się apatyczne. Wystrój zbiornika musi uwzględniać zatem wiele kryjówek w postaci korzeni, kamieni, zatopionych gałęzi i liści, obfitej roślinności, w tym także pływającej. Także jego oświetlenie powinno być przytłumione. Jednakże nawet wtedy ryby zachowują jeszcze długo dystans do obserwatora. Ich dobrostan polepsza się, jeśli utrzymujemy grupę kilku osobników w dużym, kilkusetlitrowym zbiorniku. Gdy się zaaklimatyzują stają się bardziej ciekawskie i coraz rzadziej chronią się w kryjówkach.

Samiec po lewej

Choć ryba ta ma drapieżną naturę (trochę ciężko w to uwierzyć), to nigdy nie zauważyłem, aby buszowce okazywały jakąkolwiek agresję wobec innych współmieszkańców, choć oczywiście młody narybek (np. żyworódek) długo się z nimi nie ostanie. Raczej nie polują aktywnie, lecz chwytanie ofiary odbywa się głównie z zasadzki. Ulubionym pokarmem moich podopiecznych jest żywa szklarka i larwy komarów.

Płochliwość ryb jest największa w nowym akwarium

Omawiany gatunek zadowala się zwykłą wodą wodociągową. Nie powinna ona być jednak zbyt twarda (do 15°n), najlepiej o odczynie lekko kwaśnym do lekko zasadowego (pH 6,5-7,5) i temperaturze 22-26°C. Reszta wymagań jest taka sama, jak u innego afrykańskiego gatunku z rodzaju Ctenopoma, a mianowicie buszowca senegalskiego (Ctenopoma kingsleyae), zwanego niekiedy buszowcem Kingsley’a. Pisałem o nim wcześniej i odsyłam Państwa do wpisu pod linkiem:

„Buszowiec senegalski”

Także rozmnażanie buszowca ostropyskiego jest podobne, ale w warunkach amatorskich trudne i rzadko się udaje. Do rozrodu nadają się dopiero 5-cioletnie okazy. Dymorfizm płciowy nie jest u tego gatunku dobrze zaznaczony, a w przypadku młodych ryb wręcz nie istnieje. Dorosły samiec ma więcej wyrostków kolczystych na pokrywach skrzelowych oraz przypominający tarkę obszar u nasady płetwy ogonowej.

W zbiorniku nie może zabraknąć kamieni, korzeni i roślin

Najlepsze wyniki uzyskuje się z parą tarlaków, spontanicznie dobraną spośród grupy kilkuletnich ryb. Takie ryby pływają razem (nawet, gdy „stoją” nieruchomo wśród roślin, to obok lub niedaleko od siebie. Czasem się lekko szturchają i przepychają, bądź odganiają, ale robią to bardzo delikatnie, wręcz z gracją i taktem. 

W gęstwinie roślin buszowce czują się najpewniej
Wyłupiaste oczu i wąska głowa i wydłużony pysk to cechy charakterystyczne dla omawianego gatunku

Aphyosemion splendopleure – chów i rozród

Ten przepiękny proporczykowiec należy do rodziny Nothobranchiidae i pochodzi z zachodniej części (państwa graniczące z Zatoką Gwinejską) środkowej Afryki (Kamerun, Gabon, Gwinea Równikowa). Jego nazwa w języku angielskim brzmi: Splendid Killifish. Dorasta do około 5 cm. Samiec jest jaskrawo ubarwiony i ma dłuższe płetwy nieparzyste (na pierwszym zdjęciu dwie samice).

Para tarlaków – samica powyżej

Chów i rozród nie różnią się zasadniczo od przedstawionych w opisie proporczykowca Gardnera, zwanego też nigeryjskim (Fundulopanchax gardneri). Tu znajdziesz linki dotyczące jego chowu i rozmnażania: Proporczykowiec Gardnera. Chów, Proporczykowiec Gardnera. Rozród, cz. I, Proporczykowiec Gardnera. Rozród, cz. II

Samiec w pełni swych pięknych barw

Generalnie gatunek ten nadaje się przede wszystkim do zbiornika jednogatunkowego, dobrze przykrytego (ryba skoczna), z bujną szatą roślinną, ciemnym podłożem (może nim być warstwa torfu włóknistego), przytłumionym światłem i mnóstwem kryjówek w postaci korzeni, kamieni, zatopionych gałęzi i liści, łupin kokosu itp.  Najlepiej jest hodować samca i 2-4 samic.

Samica jest skromniej ubarwiona i ma dwie, podłużne, ciemne pręgi

Najlepsza dla omawianego proporczykowca jest woda lekko kwaśna (pH 6,5), miękka do umiarkowanie twardej (5-12°n), delikatnie filtrowana przez wewnętrzny filtr gąbkowy, np. napędzany brzęczykiem oraz dieta oparta na pokarmach żywych (kawałkowane rureczniki, zooplankton, szklarka, larwy komarów i ochotek itp.).

Trójka tarlaków złożona z samca i dwóch samic

Ikra składana jest zarówno na miękkolistnej roślinności (szczególnie polecane są mchy) i/lub mopach z włóczki/przędzy syntetycznej, jak i na oraz w torfie włóknistym. Inkubacja trwa 2-3 tygodnie – zwykle 17-18 dni. Tarło ma wydłużony charakter i może trwać 1-2 tygodnie, ja jednak rozdzielone wcześniej i dobrze odkarmione tarlaki łączę na 2-4 dni. Codziennie składanych jest kilka do kilkunastu jaj. Można je także wybierać i inkubować w szalkach, niewielkich pojemnikach z drobnoperlistym napowietrzaniem i dodatkiem 1-2 kropli środka przeciwko grzybom.   

Ryby podczas aklimatyzacji w worku transportowym

Zasady wychowu narybku są takie same jak u proporczykowca Gardnera – patrz linki powyżej.

Właściwy wystrój akwarium zapewnia wysoki dobrostan proporczykowcom
Bogata roślinność znakomicie wpływa na dobre samopoczucie ryb i stanowi doskonały substrat dla ikry

Świecik kongijski (Phenacogrammus interruptus). Chów

Ta piękna ryba należy do rodziny alestesowatych (Alestidae), dorasta do 8-9 cm (samiec) i w naturze zamieszkuje dorzecze rzeki Kongo w Afryce. Jest ozdobą każdego, urządzonego z finezją i smakiem akwarium, zwłaszcza tupu roślinnego. Jej nazwa w jęz. angielskim to: Congo tetra. Kiedyś były zwane świecikami kongolańskimi, ale nazwa ta jest nieprawidłowa.

Ryby najlepiej czują się w większej grupie osobników (co najmniej 6) lub stadzie. Są nader ruchliwe i pełne temperamentu, ale jednocześnie bywają płochliwe (szczególnie w nowym zbiorniku). Mają łagodne i towarzyskie usposobienie. Jedynie samce prowadzą między sobą niegroźne utarczki, gonitwy i przepędzają się nawzajem z określonych rewirów.

Samce – ich barwy zachwycają

Po kilku jednak dniach aklimatyzacji wszystko jednak wraca do normy, o ile parametry fizyko-chemiczne wody nie są skrajnie dla ryb niekorzystne. Generalnie świeciki dają się znakomicie obserwować, choć robienie im dobrych zdjęć nie jest łatwe. Ze względu na swoje rozmiary wymagają przestronnych akwariów (co najmniej 250 l). Szczególnie źle znoszą ciasnotę i przerybienie. Ich płochliwość znacznie wzrasta, gdy hodujemy je po 3-4  osobniki lub, co gorsza, tzw. parkami.

Z przodu samica

Szczególną uwagę należy zatem zwrócić na miejsce ustawienia akwarium, które zawsze powinno zapewniać rybom maksymalny spokój. Także dobór obsady jest ważny. Świeciki doskonale chowają się wespół ze zbrojnikami, kiryskami, kąsaczowatymi lub pielęgniczkami z AP. Nie lubią zaś towarzystwa karpiowatych (chyba, że małe gatunki), żyworódek, agresywniejszych i większych pielęgnic itp.

Dwa samce w towarzystwie samicy (z lewej u góry)

Ryby te lubią akwaria częściowo zarośnięte (tylna ściana i boki) z pozostawieniem sporo wolnej przestrzeni do swobodnego pływania. Ich piękne barwy najokazalej prezentują się właśnie na tle roślinności (bardzo wskazane są także rozłożyste egzemplarze pływające, np. pistia rozetkowa) oraz przy ciemnym podłożu. Oświetlenie najlepiej niezbyt jaskrawe, chociaż bezpośrednio padające przez kilka godzin dziennie promienie słoneczne wpływają na ryby bardzo korzystnie na samopoczucie ryb.

Ponadto tylko przy optymalnym świetle naturalnym można podziwiać pełną głębię i piękno ich barw. Niezwykle ważna jest jakość wody, która przede wszystkim musi być dobrze filtrowana i raz w tygodniu podmieniana (ok. 15%). Ryby akceptują praktycznie każdy rodzaj wody, ale najbardziej odpowiada im miękka do średnio twardej (do ok. 15 º n), lekko kwaśna (pH 6,3-6,8) z dodatkiem garbników i temperaturze rzędu 23-25ºC.

Grupa świecików kongijskich to ozdoba każdego akwarium

Do wystroju zbiornika używamy różnorodnych korzeni, zatopionych gałęzi, kawałków drewna, lignitów, łupin kokosu oraz dębowych lub bukowych liści. Samiec jest większy, barwniejszy, ma dłuższe płetwy nieparzyste (środkowe promienie płetwy ogonowej są u niego szczególnie wydłużone).

Ciemne podłoże, liście, korzenie itp. podkreślają barwy świecików

Kluczowe dla dobrostanu świecików jest regularne czyszczenie dna zbiornika z wszelkich resztek organicznych, zwłaszcza niezjedzonej karmy. Ryby najchętniej żerują w powierzchniowej i środkowej warstwie wody i raczej niechętnie podejmują pokarm z dna. Ich przysmakiem są wszelkiego rodzaju unoszące się na wodzie owady (komary, muszki owocowe, wszelkie muchówki). Preferują także larwy komarów, ochotki, rureczniki, doniczkowce oraz rozmaite pokarmy suche, w tym z komponentą roślinną.

Jakoś wody ma dla świecików duże znaczenie

Młodych ryb nie należy jednak przekarmiać, gdyż rosnąc wolniej lepiej wówczas wyrastają. Gatunek ten ma predyspozycje do wyradzania się i stopniowej degeneracji. Ryby są wtedy skarlałe, o wyblakłym ubarwieniu, krótszych płetwach i raczej nie nadają się do rozrodu. Jest to spowodowane głównie wadliwymi warunkami środowiskowymi, do których należy zaliczyć: zagęszczenie ryb w zbiorniku, przesycenie wody związkami azotowymi oraz skrajnie nieprawidłowe jej parametry fizyko-chemiczne.

Poniżej odsyłam Państwa do dwóch filmików ze świecikami kongijskimi na moim kanale na YT:

Więcej informacji można przeczytać w moim artykule pt. „Świecik kongijski (Phenacogrammus interruptus) – łatwy chów, trudny rozród”, Magazyn Akwarium: 2020, 6 (184), s. 50-60.

Pielęgniczka kratkowana (Dicrossus filamentosus). Chów

Młoda samica – ubarwienie ciała jest bardzo charakterystyczne i przypomina szachownicę

Ta delikatna, niewielka ryba należy do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae) i dorasta do około 8 cm (samiec). W naturze zamieszkuje czarne wody dorzecza górnego biegu Rio Negro i Rio Orinoko (Brazylia, Kolumbia, Wenezuela). Są to zwykle leśne cieki, odnogi i rozlewiska. Jej ciało jest mocno wydłużone, a ubarwienie bardzo charakterystyczne, przypominające szachownicę. Stąd też wywodzi się nazwa gatunku w języku angielskim: Checkerboard Cichlid, Checkerboard Lyretail Dwarf Cichlid lub Chessboard Cichlid.

 

Spotkanie samca (po prawej) z samicą (po lewej)

Usposobienie ryby jest zazwyczaj łagodne. Zajmują one głównie strefę przydenną i środkową zbiornika. Dobrymi dla nich współmieszkańcami są przede wszystkim gatunki nieduże (zwinniki, bystrzyki, neony, razbory, drobnoustki, kiryski, taksony strefy przypowierzchniowej itp.). Chowane wespół z rybami zbyt dużymi, agresywnymi, o szybkiej przemianie materii lub przekopującymi intensywnie dno, czują się źle i łatwo zapadają na choroby.

 

Para ryb – samiec u dołu

Chów najlepiej jest prowadzić systemem haremowym, np. samiec i 2-4 samice. Dla takiego zestawu wystarcza zbiornik o pojemności około 100 l. Optymalnie woda powinna być miękka do lekko średnio twardej (5-14°n), o odczynie kwaśnym do lekko kwaśnego (pH 5-6,5) i temperaturze 24-25°C, regularnie (raz w tygodniu) podmieniana w ilości 10-15%.

 

Pielęgniczki kratkowane najlepiej jest utrzymywać systemem haremowym

Woda może, ale nie musi znajdować się w lekkim, subtelnym ruchu. Ryby dobrze przyzwyczajone bez problemu zwykle znoszą obojętny, a nawet lekko zasadowy jej odczyn. Chowanie ich w wyższych temperaturach (pow. 27°C) jest dla nich niekorzystne z uwagi na silną eksploatację rozrodczą, wydelikacenie i skrócenie życia.

 

Młoda para ryb – samiec u góry

Podłoże powinien stanowić drobny żwirek. Z elementów dekoracyjnych stosujemy, m.in.: korzenie, gałęzie, lignity, liście (dębowe, bukowe lub migdałecznika), łupiny kokosu, kawałki drewna itp. Za kryjówki posłużyć mogą także małe, gliniane doniczki, kawałki rurek, groty, mufki itp. Akwarium powinno być dobrze zarośnięte roślinnością, a lustro wody przykryte w około 50% taksonami pływającymi (ryby preferują przytłumione punktowo oświetlenie).

 

Młody samczyk

Nieodzowna jest bardzo dobra filtracja wody (można rozważyć wkład z torfu), utrzymująca związki azotu na zerowym poziomie. Także dno powinno być regularnie odmulane, celem usunięcia jakichkolwiek resztek organicznych. Ich rozkład bowiem pogarsza jakość wody i pochłania cenny tlen.

 

 

W zbiorniku z „dicrossusami” niezbędne są wszelkie organiczne dodatki: liście, gałęzie, korzenie, lignity itp.

Żywienie powinno być oparte przede wszystkim na karmie pochodzenia zwierzęcego, niemniej niewielki udział w diecie komponenty roślinnej jest wskazany. Liczy się tu przede wszystkim wysoka jakość pokarmów, w tym także suchych. Ryby żerują najchętniej przy dnie. Mają niewielkie otwory gębowe, stąd należy mieć na uwadze wielkość cząstek karmy.

Pielęgnica miodowa (Archocentrus multispinosus) – opieka nad potomstwem

Para tarlaków – samiec z przodu

W zeszłym roku  opisywałem już pewną parę pielęgnic miodowych, gdzie samiec pożerał larwy. Teraz ten sam mleczak stworzył z drugą, młodszą i znacznie od niego mniejszą ikrzycą bardzo zgraną i niezwykle troskliwą parę. Mam nadzieję, że seria zdjęć i zawierających praktyczne porady podpisów do nich się Państwu spodobają.

 

Zestawiona w parze samica była o wiele młodsza i mniejsza od swego partnera

Samica w pełnej krasie swych pięknych żółto-złotych barw

Samica złożyła ponad 300 ziaren ikry na płaskim kamieniu i doskonale się nią opiekowała

Narybek pielęgnic miodowych nie pływa zbity w kupę, lecz rozpływa się po całym zbiorniku. Jedynie na noc gromadzony jest w jednym miejscu

Choć w poprzednim związku samiec zjadał ikrę i bił samicę, tu stworzył z drugą idealną parę i był wzorowym ojcem

O pielęgnicy miodowej pisałem wcześniej tu:
„Pielęgnica miodowa – ikra i larwy”

Podaję także link do filmiku na moim kanale YT, obrazującym opiekę pary rodzicielskiej nad potomstwem

Prystelka barwna (Pristella maxillaris). Chów i rozród

Para prystelek barwnych – samiec z prawej

Ta dorastająca do około 4,5 cm ryba należy do rodziny kąsaczowatych (Characidae) i w naturze zasiedla dorzecza rzek w Brazylii, Wenezueli oraz Gujany Francuskiej, Surinamu i Gujany. Ma łagodne, spokojne, towarzystkie usposobienie i jest wszystkożerna. Gatunek stadny – należy utrzymywać co najmniej 6 osobników. Nazwa w jęz. angielskim brzmi: X-ray tetra.

 

 

Płetwa ogonowa nierzadko jest pięknie czerwona lub czerwono-pomarańczowa

Dymorfizm płciowy jest słabo u prystelki zaznaczony – samica ma jedynie pełniejsze partie brzuszne i jest nieco większa. Zasady chowu oraz rozmnażania są podobne jak u bystrzyka ozdobnego, o którym pisałem wcześniej tu:

„Bystrzyk ozdobny. Chów i rozród”

 

 

 

Płetwa grzbietowa i odbytowa mają czarny i żółtawy rysunek

 

Do rozrodu najlepiej używać sympatyzujących ze sobą par

 

Gatunek wszystkożerny i łatwy w chowie

 

Prystelki to gatunek stadny

 

Rozmnażanie prystelek nie jest trudne, ale wyzwaniem może być prawidłowe przeprowadzenie inkubacji ikry i wychów drobnego narybku

 

 

 

 

 

 

 

 

Więcej o omawianym gatunku można przeczytać w moim artykule pt. Akwarysta na domowej kwarantannie, czyli o podtrzymywaniu hobby w czasach zarazy, opublikowanym w Magazynie Akwarium: 2020, 3 (181), s. 16-30.

 

Bystryk ozdobny (Hyphessobrycon bentosi) – chów i rozród

Para dorosłych osobników – samica u góry

Ten przedstawiciel rodziny kąsaczowatych (Characidae) w naturze zamieszkuje tzw. czarne wody dorzecza Amazonki. Dorasta do około 4,5 cm. Jego nazwa w jęz. angielskim brzmi: Ornate tetra. Ryba należy do spokojnych i towarzyskich (zdarza się, choć rzadko, że wyrośnięte lub chowane samotnie osobniki atakują płetwy innych ryb, np. skalarów), stadnych (min. 6 osobników) i wszystkożernych.

 

Dorodny samiec

Różowoczerwona barwa ciała i czerwień płetw, szczególnie z białymi znaczeniami na płetwach grzbietowej, odbytowej i brzusznych (odmiana „White Fin”) nadaje omawianym rybom bardzo atrakcyjny wygląd.Bystrzyk ozdobny przejawia mniejszą lub większą ruchliwość, choć ryby często „zastygają” w minimalnym ruchu wśród roślin, korzeni czy liści dębu.

 

 

Bystrzyki ozdobne to ryby stadne, wszystkożerne, spokojne, towarzyskie i często mniej lub bardziej płochliwe

Warunki chowu są podobne jak u wielu innych, popularnych i mało wymagających kąsaczowatych. Optymalnie jednak woda powinna być miękka do średnio twardej (6-18°n), o odczynie kwaśnym do obojętnego (pH 5,7-7,0), o temperaturze 20-25°C, regularnie (co 1-2 tygodnie) podmieniana (10-15%), w lekkim, subtelnym ruchu. Nieodzowna jest jej dobra filtracja (można rozważyć wkład z torfu), utrzymująca związki azotu na bezpiecznym poziomie i dno wolne od wszelkich resztek organicznych.

 

Trzy dorodne samce

Podłoże powinno mieć ciemny odcień (grubszy piasek lub drobny żwirek). Z elementów wystroju zbiornika stosujemy, m.in.: korzenie, gałęzie, lignity, gałęzie, liście, łupiny kokosu itp. Akwarium powinno być dobrze zarośnięte roślinnością (ryba ta bywa często mniej lub bardziej płochliwa), ale koniecznie z pozostawieniem 2-3 miejsce wolnych, do swobodnego pływania. 30-40% powierzchni powinno być przykryte roślinnością pływającą, zapewniającą punktowy półcień.

 

Tu akurat samice (z prawej u góry) mają czarne znaczenia na płetwach grzbietowych

Samiec jest przede wszystkim barwniejszy, nieco smuklejszy i większy, ma dłuższą, ostro zakończoną płetwę grzbietową i często także odbytową (wydłużone niektóre promienie). Samica ma płetwę grzbietową krótszą, łagodnie zaokrągloną. Płetwa grzbietowa obok białych znaczeń może mieć też czarne, zwłaszcza u samic. Samce okazale stroszą swe płetwy (szczególnie grzbietowe) tak przed sobą, jak i samicami.

 

 

Dwa rywalizujące ze sobą samce

Bystrzyki ozdobne w czasie tarła rozrzucają bezładnie ikrę, którą chętnie zjadają. Bywa, że w dużym, gęsto zarośniętym zbiorniku gatunkowym z małą obsadą ryb kilka młodych odchowa się samoistnie. Przed tarłem dobrze jest tarlaki rozdzielić według płci, trzymać w wodzie o temperaturze 21-22°C i karmić obficiej żywym pokarmem. Samice szybko „nabierają” wówczas ikry.

 

Żywy pokarm najlepiej stymuluje ryby do tarła

Do rozrodu konieczny jest oddzielny zbiornik tarliskowy, dobrze osłonięty, np. szarym papierem (ikra i larwy są wrażliwe na światło), z dnem przykrytym miękkolistnymi roślinami (mchy), szklanymi kulkami lub rusztem ikrowym, o pojemności 30-50 l. Woda powinna być dobrze przefiltrowana przez dojrzały filtr, napowietrzona i miękka (do 5°n), o temperaturze 26-27°C i kwaśnym odczynie (pH 5,5-6).

 

 

Bystrzyki można wycierać parami, trójkami lub grupowo – po lewej samica

Ryby można wycierać parami, trójkami (najczęściej) lub piątkami z przewagą samców, a także gromadnie. Tarło ma burzliwy przebieg. Po jego zakończeniu tarlaki natychmiast odławiamy. Samica składa zwykle kilkaset jaj. Larwy wylęgają się po 1-2 dobach, a po dalszych 3-4 narybek zaczyna żerować. Karmimy go początkowo larwami oczlika, pierwotniakami, wrotkami, a po 3-4 dniach najdrobniejszymi larwami solowca. Można stosować także dedykowane pokarmy suche oraz dolewki tzw. zielonej wody (zakwit euglenin i zielenic). Przy wychowie młodych kluczowe są częste podmiany wody połączone ze starannym czyszczeniem dna z wszelkich resztek.

 

Dorodna samica

Bystrzyk ozdobny jest często mylony z bystrzykiem różowym (Hyphessobrycon rosaceus, ang. Rosy tetra). Ten ostatnim był kiedyś uważany za podgatunek tego pierwszego. W obecnych czasach, gdy ryby uległy przekrzyżowaniu bardzo trudno jest odróżnić od siebie obydwa gatunki. Nawet osławiona ciemna, niewielka plamka za wieczkiem skrzelowym u bystrzyka ozdobnego nie zawsze występuje, a wręcz jest rzadko widoczna. Przyjęło się zatem mówić raczej o grupie ryb w typie bystrzyka ozdobnego.

 

Z elementów wystroju zbiornika stosujemy, m.in.: korzenie, gałęzie, lignity, gałęzie, liście, łupiny kokosu itp.

Proponuję Państwu dowiedzieć się więcej o chowie i rozrodzie innych gatunków z rodziny kąsaczowatych klikając na poniższe linki:

„Zwinnik ogonopręgi. Chów i rozród”
„Neon Innesa. Chów”
„Żałobniczka. Chów i rozród”
„Żwawik czerwieniak. Chów i rozród”

 

 

 

Poniżej link do filmiku na moim kanale YT:

Proporczykowiec Amieta (Fundulopanchax amieti). Chów i rozmnażanie

Samiec – generalnie w ubarwieniu dominują czerwień i żółć

Ryba ta należy do rodziny Nothobranchiidae. Jego ojczyzną jest Afryka – dolny bieg i dorzecze rzeki Sanaga w południowo – zachodnim Kamerunie (zamieszkuje głównie strumienie lasów deszczowych, rozlewiska i obszary bagienne). Dorasta do około 6 cm (samiec). Nazwa gatunku w jęz. angielskim to Amiet’s Lyretail lub Amiet’s Lyretail Killifish.

 

 

Para – samica poniżej

Omawiany gatunek należy do dość spokojnych, ale także płochliwych. Dlatego też obsada zbiornika zespołowego musi być starannie dobrana. U mnie np. proporczykowce z impetem atakowały badisy bengalskie (Dario dario), a także świeciki żółte (Alestopetersius caudalis). Najlepiej jest chować je w grupach z przewagą samic w dobrze zarośniętych akwariach jednogatunkowych (najlepiej)

 

 

Para – samiec poniżej

Nie należy w akwarium używać jasnego podłoża, gdyż barwy ryb mogą, zwłaszcza przy niedoborze roślinności, stać się mniej atrakcyjne. Zawsze zatem stosujmy ciemny, drobny żwirek. Wszelka roślinność, zwłaszcza miękkolistna jest niezbędna. Z elementów wystroju zbiornika dobre są dębowe lub bukowe liście, korzenie, kawałki lignitów, łupiny kokosu, gałęzie itp.

 

 

 

Samica – skromniejsze ubarwienie, krótsze płetwy i ciało

Dymorfizm płciowy jest bardzo wyraźny. Piękne ubarwienie samca najlepiej oddają załączone zdjęcia. Samica jest nieco mniejsza, skromniej ubarwiona, ma krótsze płetwy nieparzyste. Zasady chowu są bardzo podobne, jak w przypadku proporczykowca Gardnera (nigeryjskiego) – patrz link poniżej:

„Proporczykowiec Gardnera. Chów”

 

 

Najprościej jest rozmnażać omawiane ryby z udziałem miękkolistnej roślinności

Proporczykowiec Amieta należy do gatunków niesezonowych (brak tu diapauzy, czyli przerwy/zawieszenia w rozwoju zarodka). Jego rozród można przeprowadzić podobnie jak u proporczykowca Gardnera – patrz linki poniżej:

„Proporczykowiec Gardnera. Rozród cz. I”
„Proporczykowiec Gardnera. Rozród cz. II”

 

 

 

Tarło w gąszczu mchu

Proporczykowiec Amieta składa jaja na substracie dennym (miękkolistnych roślinach, mopie, torfie lub włóknie kokosowym). Mop może być wykonany z włóczki lub przędzy syntetycznej, przymocowanej do kawałka korka, styropianu albo pustej plastikowej buteleczki po lekarstwach. Inkubacja ikry trwa co najmniej miesiąc, do nawet ponad 6 tygodni. Jaja złożone w torfie lub włóknie kokos. należy „leżakować” przez 7-8 tygodni.

 

 

Świecik żółty (Alestopetersius caudalis) – chów i rozród

Dorosły samiec o pięknych barwach

Ta piękna ryba należy do rodziny alestesowatych (Alestidae), a jej nazwa w jęz. angielskim brzmi: Yellow-Tailed Congo Tetra, Yellow tail (finned) tetra lub Yellow-tailed African Tetra. Dorasta do około 6 cm (samiec). W naturze zasiedla dorzecze rzeki Kongo w Demokratycznej Republice Kongo (Afryka Równikowa).

 

 

 

Dorosła samica

W nieodpowiednich warunkach świeciki nigdy nie ujawnią swych pięknych barw (patrz zdjęcia). Przede wszystkim podłoże w akwarium powinno być ciemne (drobny żwirek). Bogata szata roślinna z pozostawieniem jednak sporo wolnej przestrzeni do swobodnego pływania, korzenie, lignity, zatopione gałęzie oraz nieco dębowych lub bukowych liści znacząco polepszają dobrostan ryb.

 

 

Oświetlenie zbiornika powinno być silne, ale nieco stłumione przez roślinność pływającą

Oświetlenie powinno być dość silne, ale przytłumione przez liczną roślinność pływającą. Świeciki są wszystkożerne i choć w ich diecie nie powinno zabraknąć komponenty roślinnej, to nie obgryzają miękkich części roślin, a przynajmniej ja tego nigdy nie zaobserwowałem.

 

 

 

 

Świeciki należy utrzymywać w grupach, co najmniej 6 osobników

Świeciki to ryby spokojne i towarzyskie oraz dość płochliwe. Im lepsze mają warunki do życia, tym ich lękliwość jest mniejsza. Należy chować je w większej grupie – min. 6, a najlepiej kilkanaście osobników (z przewagą samic). Wówczas lepiej przeznaczyć dla nich większy zbiornik – min. 120 l, urządzony podobnie jak dla wielu gatunków kąsaczowatych.

 

 

 

Para ryb – samiec u góry

W małym akwarium ryby są bardziej lękliwe, a potyczki między samcami mogą okazać się dotkliwsze dla słabszych osobników. Wymagana jest dobra filtracja (gatunek wrażliwy na zawarte w niej związki azotu)  i natlenienie wody. Jej twardość ogólna może oscylować w przedziale 4-15°n, odczyn pH 5,8-7,5 a temperatura 22-25°C. Woda powinna znajdować się w lekkim, subtelnym ruchu.

 

 

Przy jasnym podłożu barwy ryb są wyblakłe

Konieczna są regularne podmiany wody na świeżą, ale zawsze dobrze odstaną (15-20% raz w tygodniu) oraz czyszczenie dna z ewentualnie zalegającej na nim materii organicznej (jej rozkład zwiększa stężenie związków azotu w wodzie i zubaża ją w tlen). Ryby te są skoczne, stąd zbiornik musi być zawsze dobrze przykryty.

 

 

 

Para przygotowująca się do tarła

Samiec jest nieco większy, znacznie barwniejszy (świetlisty, szeroki niebieski pas w górnej części grzbietu i cienki, żółtawy, biegnący wzdłuż linii nabocznej) i ma wydłużone płetwy: brzuszne, grzbietową i odbytową, które mają białe krawędzie. Ryby chętnie przystępują do tarła nawet w akwarium zespołowym, co raz zauważyłem w pewnym zoologu i pd razu je zakupiłem 😊

 

 

Gąszcz odkażonych, miękkolistnych roślin to najlepszy substrat, a właściwie ochrona dla niekleistej ikry

Zbiornik tarliskowy (pojemność min. 40 l) musi być bardzo starannie przygotowany. Kluczową sprawą jest jego sterylność i jakość wody. Musi być ona odstana, krystalicznie czysta zarówno pod względem chemicznym, jak i mikrobiologicznym (można naświetlić ją promieniami UV), bez jakichkolwiek zawiesin, miękka (twardość ogólna 2-3°n ), o temperaturze 26-27°C, lekko kwaśna o pH 6,5-6,7 (może być przefiltrowana przez torf).

 

 

Para hodowlana na tarlisku – wybieramy zawsze najładniej ubarwionego mleczaka i ikrzycę z ładnie zaokrągloną partią brzuszną

Najlepiej jest użyć wody z filtra RO zmieszanej do pożądanej twardości z odstaną wodociągową. Akwarium częściowo (np. do połowy lub ¾) zacieniamy, np. szarym papierem lub wstawiamy w odpowiednio duże pudło kartonowe z wyciętymi 1-2 okienkami, a wodę napowietrzamy lub filtrujemy przez wewnętrzny filtr gąbkowy, bez obudowy.

 

 

 

Samiec u góry – widać białe znaczenia na płetwach

Tarlaki (najlepiej sympatyzująca ze sobą para lub samiec i 2 samice) powinny być wcześniej dobrze odkarmione żywym pokarmem (larwy owadów, rurecznik itp.). Jako substrat dla ikry stosujemy miękkolistną, odkażoną lub, lepiej, pochodzącą z bezrybnego zbiornika (inaczej jest duże ryzyko wprowadzenia szkodliwych drobnoustrojów) lub włókna sztuczne. Substrat można rozkładać na grubszym, wyparzonym wcześniej żwirku, szklanych kulkach lub ruszcie ikrowym.

 

Świeciki wespół z bystrzykami ozdobnymi i prystelkami

Tarło przebiega dość gwałtownie, a niekleista ikra opada dno. Samica składa zwykle od stu kilkudziesięciu do dwustu kilkudziesięciu jaj, lecz często mniej niż 100. Oczywiście tarlaki z rozkoszą je zjadają. Po tarle należy je odłowić a zbiornik dalej zaciemniać (zbyt jaskrawe oświetlenie szkodzi zarodkom) i oczywiście dobrze napowietrzać wodę. Mimo to zwykle duży procent jaj i tak pleśnieje. Po 6-7 dniach następuje wylęg drobnych larw, które niemal od razu żerują.

 

Tarlaki chętnie pożerają ikrę

Teraz odsłaniamy zbiornik. Narybek karmimy początkowo najdrobniejszym „pyłem” (larwy oczlików, pierwotniaki i wrotki), a po kilku dniach przechodzimy na larwy solowca. Wodę regularnie podmieniamy na świeżą, uprzednio odstaną i poddaną przez jakiś czas bezpośredniemu działaniu promieni słonecznych. W żadnym bowiem wypadku nie można dopuścić do nagromadzenia się w niej związków azotowych.

 

Samiec na tle zieleni roślin

W miarę jak rybki podrastają przenosimy je do obszerniejszych zbiorników. Bliskim krewniakiem omawianego gatunku jest świecik kongolański (Phenacogrammus interruptus, ang. Congo tetra). Samice obydwu taksonów są bardzo do siebie podobne, przy czym u świecika żółtego są bardziej żółte.

Danio tinwini – chów i rozród

Dobre zarośnięcie zbiornika roślinami z pozostawieniem miejsc do pływania to podstawa dobrostanu danio

Ta mała, karpiowata (Cyprinidae), ruchliwa, stadna i towarzyska ryba pochodzi z wód północnej części Myanmaru (strumień Mogaung w dorzeczu rzeki Irawadi – najdłuższej w Birmie). Naukowy opis gatunku został dokonany dopiero w 2009 r. (Kullander i Fang). Po bokach biało-szarego, gdzieniegdzie żółtawego ciała widnieją rzędy ciemnogranatowych kropek. Nazwa w jęz. angielskim to: Gold Ring Danio, Spotted Danio, Danio sp TW02.

 

Dorastające, młode osobniki – u dołu samczyk

Są to ryby odporne i bezproblemowe w chowie. Zadowalają się nawet niedużymi zbiornikami (30-60 l), ale dobrze zarośniętymi (moim zdaniem, najlepiej roślinnością miękkolistną), że sporą jednak przestrzenią do swobodnego pływania. Optymalna jest woda miękka do lekko twardej (5-13°n), o pH 6,5-7,5 i temperaturze 19-25°C.

 

 

Samica

Woda powinna być dobrze natleniona i regularnie podmieniana (do 20%). Może też znajdować się w lekkim, subtelnym ruchu (filtr wewnętrzny). Z elementów dekoracyjnych najlepsze są korzenie, zatopione gałęzie, kilka liści i kamieni itp. Najwłaściwsze zaś podłoże stanowi drobny żwirek o ciemnym odcieniu (co wraz z przytłumionym światłem eksponuje barwy ryb).

 

 

Danio tinwinni (w tym jeden osobnik bez oka) w towarzystwie Limia vittata

Samica jest większa i dorasta do około 2,5 cm (samiec do około 2 cm). Ma też bardziej wydatną partię brzuszną, podczas gdy samiec jest wyraźnie szczuplejszy. Ryba niewybredna, wszystkożerna. Pokarm musi być jednak dostosowany wielkością do małego otworu gębowego. Danio w żadnym razie nie należy przekarmiać, co może skończyć się niedomaganiem pęcherza pławnego – ryba pływa wtedy z uniesioną ku górze tylną częścią ciała.

 

Dwa samce

Akwarium powinno być szczelnie przykryte, gdyż dania mogą z niego łatwo wyskakiwać. Ryby te  najlepiej czują się w grupie pobratymców złożonej z co najmniej 6, a optymalnie z kilkunastu osobników. Rozród jest łatwy, ale gatunek ten jest mało płodny. Przygotowanie zbiornika tarliskowego i odchów narybku są takie samo jak w przypadku danio pręgowanego (patrz linki poniżej).

 

 

Tarło przebiega w gąszczu miękkolistnej roślinności

Woda do tarła powinna być jak najmiększa – nie więcej niż 4°n (filtr RO). Ikra jest niekleista, rozrzucana nad substratem (idealnie sprawdzają się w tej roli mchy) i drobna. Tarlaki chętnie ją pożerają. Tarło prowokuje podmiana wody na świeżą i chłodniejszą o 2-3°C. Wówczas już następnego dnia samiec zaczyna gonitwę za samicą (ryby można rozmnażać parami lub w grupach z przewagą mleczaków).

 

 

Danio tinwini to gatunek stadny

Więcej o małych gatunkach z rodzaju Danio można przeczytać tu:

„Danio pręgowany. Chów”
„Danio pręgowany. Rozród”
„Danio perłowe. Chów”
„Danio perłowe. Rozród”
„O danio pręgowanym inaczej”
„Danio pręgowany. Ogólnie”

Kiryśnik czarnoplamy (Megalechis thoracata). Rozród, cz. II

Para tarlaków – samiec z lewej

Budowa gniazda przez samca trwa zwykle kilka godzin. Po jej ukończeniu mleczak zaczyna wabić samicę – niekiedy widać, jak pręży ciało i drży. Z chwilą, gdy partnerka zaakceptuje jego wysiłki następuje tarło. W tym czasie u mleczaka wynicowuje się długie na około 1 cm pokładełko. Gdy obie ryby znajdują się pod gniazdem ikrzyca bierze je do pyska, a samiec wypuszcza mlecz, zaraz potem drętwieje i bezwładnie opada na dno. Samica przyjąwszy mleczko także osiada na dnie i do kieszeni utworzonej z płetw brzusznych składa kilka ziarenek dość dużej, lepkiej, bursztynowej ikry.

 

Obfite żywienie żywym pokarmem wzmaga popęd płciowy u ryb i przyczynia się do szybkiego wypełnienia jajników komórkami jajowymi

Ocknąwszy się z miłosnego letargu samiec natychmiast podpływa pod gniazdo i zajmuje się pieczołowitym jego umacnianiem. Przypływa także samica, która ustawiając się brzuchem do góry, po znalezieniu odpowiedniego miejsca, przykleja jajeczka do „piany”. Podczas tej czynności produkuje podobnie jak jej partner pęcherzyki powietrza, które wypuszcza przez szpary skrzelowe wraz z wcześniej pobraną spermą.

 

 

Między aktami płciowymi samiec nerwowo pływa po zbiorniku tarliskowym

Akty tarła powtarzają się wielokrotnie do czasu wyczerpania się zapasu dojrzałej ikry w jajnikach samicy, co następuje zwykle po kilku godzinach. W pełni dojrzała, dobrze wyrośnięta i odpowiednio karmiona ikrzyca może złożyć do 1000 jaj. Im starsze tarlaki, tym mniej ikry zostaje złożone. Najczęściej jej liczba waha się między 300 a 600 sztuk, ale nierzadko mniej niż 200 (jako skutek złego żywienia, zaawansowanego wieku, źle dobranej pary itp.). Zdarza się, iż za którymś razem samica po pobraniu od partnera nasienia nie opada na dno, lecz od razu (bez ikry) płynie pod gniazdo, gdzie zapładnia wciśnięte wcześniej jaja.

 

Stosowany przez autora plastikowy talerzyk, jako konstrukcja pod gniazdo, oparty na pływających zwojach moczarki i rogatka

Niektórzy obserwatorzy są zdania, że samica nie bierze do pyska spermy (niekiedy pokładełko mleczaka jest ledwie widoczne), lecz po złożeniu jaj do kieszonki umieszcza je następnie w gnieździe. Samiec zaś płynie za nią i odszukawszy ikrę w „pianie” zapładnia ją przyjmując na moment podobną pozycję co partnerka, czyli brzuchem do góry. Inni znowu akwaryści doszukują się obydwu opisanych powyżej elementów behawioru rozrodczego, twierdząc że samiec nie zawsze oddaje samicy mlecz, lecz także sam aktywnie uczestniczy w zapładnianiu ikry w gnieździe.

 

Ikra przyklejona od wewnętrznej strony talerzyka – gniazda

Po zakończonym tarle można przyklejoną do płytki/talerzyka ikrę przenieść ostrożnie do oddzielnego, wypełnionego identyczną i odstaną wodą oraz częściowo zaciemnionego lęgnika. Jest to szczególnie korzystne w przypadku, gdy samiec oddał zbyt dużą ilość spermy, co prowadzi do szybkiego zepsucia się wody i straty całego lęgu. Jeśli nie dysponujemy osobnym zbiornikiem, a zaistnieje powyższa sytuacja, należy po tarle spuścić w akwarium tarliskowym około 50% wody i uzupełnić świeżą, odstaną, o identycznych parametrach.

 

Młodziutki narybek kiryśnika czarnoplamego

Zaleca się delikatne przewietrzanie lub filtrowanie, aby zbyt silny strumień powietrza lub wody nie zniszczył pienistej konstrukcji gniazda. Larwy wykluwają się z reguły po 4 dobach. Początkowo wiszą pod gniazdem lub opadają na dno. Mają około 6 mm długości, widoczne płetwy i malutkie wąsiki. Szybko resorbują woreczek żółtkowy i w 48 godzin po wylęgu przyjmują wrotki, larwy solowca i oczlików, a także nicienie „mikro”. Chętnie jedzą także roztarty na pył i rozbełtany w wodzie granulat pstrągowy oraz rozmaite suche karmy z dużą zawartością białka.

 

Początkowo narybek jest płochliwy i chowa się w zakamarkach zbiornika

Po około tygodniu młodym można zacząć podawać (początkowo niewielkie ilości, potem coraz większe) siekane drobno żyletką i miażdżone pomiędzy szklanymi płytkami rureczniki, larwy ochotek, grindal i doniczkowce, a także drobny zooplankton. Pokarm podajemy często, lecz w małych ilościach. Początkowo narybek unika światła, jest plochliwy i kryje się we wszelkich, dostępnych zakamarkach. Należy zatem pozostawić częściowe zacienienie zbiornika.

 

Młode kiryśniki rosną bardzo szybko, zwłaszcza karmione żywym pokarmem

W miarę wzrostu przenosimy przychówek do większego, odsłoniętego, ale wyposażonego w liczne kryjówki zbiornika. Rybki są wrażliwe na zanieczyszczenie dna, stąd nie dopuszczamy do nagromadzenia w nim resztek organicznych, zwłaszcza niedojedzonej karmy, co kończy się zazwyczaj masowym ich śnięciem.

 

 

 

Młody osobnik odmiany melanistycznej

Woda powinna być dobrze filtrowana i natleniona. Przy okazji sprzątania dna co 1-2 dni, dolewamy także świeżej wody. Dobrze karmione kiryśniki rosną bardzo szybko. O chowie kiryśnika czarnoplamego pisałem tu:  „Kiryśnik. Chów” a o rozrodzie. cz. I tu: „Kiryśnik. Rozród, cz. I”

Kiryśnik czarnoplamy (Megalechis thoracata). Rozród, cz. I

Kiryśniki są rzadko rozmnażane, a w głębokich zwykle akwariach dekoracyjnych nie przystępują latami do tarła, co potem rodzi określone problemy

Problemem w rozrodzie kiryśników jest to, że rzadko kto rozmnaża je amatorsko. Ryby rosną do pokaźnych rozmiarów, latami nie podchodzą do tarła, a gdy nagle hodowca zdecyduje się na ich rozród, wówczas zaczynają się problemy. U samic nieodbywających przez lata tarła może bowiem dochodzić do zapieczenia ikry i, moim zdaniem, powstawania także następczych zwyrodnień w obrębie układu rozrodczego, co czyni je zupełnie lub mało przydatnymi do rozmnażania.

 

Para tarlaków w trakcie przenoszenia do zbiornika tarliskowego – samica u góry – odmiana melanistyczna

Dlatego też najlepsze wyniki uzyskuje się z młodymi osobnikami (1,5-2,5 lat). Idealnie, jeśli tarlaki jakoś sympatyzowały ze sobą w akwarium ogólnym (często trudno to zaobserwować), ale u kiryśników z reguły nie ma problemu z akceptacją partnera płciowego. Jeśli jednak takowy wystąpi, to należy wymieniać jednego z tarlaków aż do pożądanego efektu.

 

 

 

Samiec – widać pogrubiony, rdzawy i ząbkowany pierwszy promień płetwy piersiowej

Wydaje się jednak, że szczególnie ważny jest dobór odpowiedniego samca. Ryby wycieramy zawsze parami. Bardzo dobre rezultaty daje obfitsze karmienie ich żywym pokarmem przez około 2 tyg. przed planowanym tarłem. Jajniki samicy wypełniają się wówczas dużą ilością dojrzałych komórek jajowych, a samiec zyskuje właściwy temperament.

 

 

Samica przekopująca podłoże w poszukiwaniu pokarmu

Dla średnio wyrośniętych tarlaków wystarcza 60-80 l zbiornik tarliskowy. Ustawiamy go w spokojnym, nieco zacienionym miejscu. Można zrezygnować z umieszczania w nim roślin, ale ja kładę plastikowy talerzyk na zwojach moczarki argentyńskiej i rogatka, względnie różdżycy rutewkowej. Dno można wyłożyć cienką warstwę wyparzonego we wrzątku grubszego żwiru. Konieczna jest kryjówka dla samicy (np. w postaci glinianej rurki drenarskiej).

 

Do tarła kiryśniki preferują wodę miękką, dobrze natlenioną i odstaną

Woda do tarła powinna być wcześniej odstana przez kilka dni i najlepiej miękka (2-4ºn, ale najważniejsze, aby miała twardość poniżej 10ºn). Jej poziom nie powinien przekraczać 20 cm, a temperatura 27ºC. Ważne jednak, aby była dobrze natleniona (może pracować mały, wewnętrzny filtr gąbkowy napędzany brzęczykiem). Do wody można zapobiegawczo dodać kilka kropli środka zapobiegającego pleśnieniu ikry. Akwarium powinno być nakryte, gdyż samiec jest częstokroć nadpobudliwy i skoczny.

 

Gniazdo z plastikowej pokrywki – ta jednak nie powinna być przezroczysta

Tarlaki wpuszczamy na tarło wieczorem. Następuje ono często dopiero po kilku dniach, zwykle w godzinach wieczornych (kiryśniki lubią najpierw poznać nowe środowisko), ale nierzadko samiec rozpoczyna budowę gniazda już na drugi dzień. Jeśli tarło nie następuje, wówczas należy codziennie oczyszczać dno zbiornika z odchodów i wymieniać przy tym około 10% objętości wody. Lepiej nie karmić ryb na tarlisku, chyba że zjadanymi od razu, małymi porcjami żywego pokarmu.

 

Gniazdo w postaci plastikowego pudełka wraz z ikrą

W naturze samiec kiryśnika przejawia instynkt opieki nad potomstwem i opiekuje się złożoną ikrą, larwami, a nawet narybkiem. Najpierw jednak buduje gniazdo chwytając pyskiem powietrze atmosferyczne, otaczając je śluzowatą wydzieliną jamy gębowej i wypuszczając następnie (także przez szpary skrzelowe) w postaci mniej lub bardziej trwałych, pienistych pęcherzyków, zwykle pod dużym, leżącym na powierzchni wody liściem rośliny wodnej (np. lilii wodnej). Ma to z jednej strony chronić młode przed intruzami z powietrza, a z drugiej izolować je od zagrożeń w wodzie.

 

Plastikowa platforma pod gniazdo wzmocniona plastikowymi pudełkami

„Piana”, którą wytwarza samiec bez wątpienia ma właściwości bakteriobójcze lub bakteriostatyczne. Dlatego też nie brakuje zwolenników bardziej naturalnego rozrodu kiryśników, gdzie samiec pozostawiany jest z ikrą do czasu wylęgu larw (rzadko dłużej). Trzeba jednak pamiętać o zapewnieniu mu w tym czasie bezwzględnego spokoju. Niepokojony może bowiem szybko zniszczyć gniazdo i pożreć ikrę lub larwy. Mleczaki obdarzone dobrze rozwiniętym instynktem opieki nad potomstwem nie trafiają się jednak często.

 

Dobrze przygotowana do tarła samica – widać nabrzmiałe partie brzuszne – jajniki wypełnione mnóstwem komórek jajowych

Zwykle jednak hodowcy zamiast wykorzystywania roślin wodnych o pływających na powierzchni wody liściach, umieszczają tam płytkę styropianową o średnicy około 15-20 cm, taflę z tworzywa sztucznego lub też plastikowy talerzyk (odwrócony do góry dnem). Każdy z wymienionych przedmiotów powinien być dodatkowo unieruchomiony poprzez jakiś łącznik (np. kawałek tektury, plastiku lub drutu) z pokrywą lub szybą nakrywkową. Czasem wystarczy jednak dobre osadzenie go wśród powierzchniowej roślinności.

 

Lamprologus caudopunctatus – chów i rozród

Lamprologus caudopunctatus to muszlowiec fakultatywny

W naturze ten piękny muszlowiec spotykany jest w południowej części jeziora Tanganika – od wsi Kapampa w DRK przez całe wybrzeże zambijskie. Żyje w koloniach zwykle na głębokościach rzędu kilku metrów, ale bywa spotykany zarówno na płytkiej (1-2 m), jak i głębokiej wodzie (poniżej 25 m). Muszlowiec fakultatywny, czyli taki któremu muszle nie są konieczne do odbywania tarła i wychowu potomstwa.

 

 

Żółto-złota płetwa grzbietowa to znak rozpoznawczy omawianego gatunku i największa jego barwna ozdoba

Dymorfizm płciowy jest subtelny. Samica jest mniejsza (dorasta do 6,5 cm) i ma delikatniejszą budowę. Płetwa grzbietowa większego samca (dorasta do 9 cm) może być jaskrawsza a promienie jego płetw piersiowych być dłuższe (czasem górna, zewnętrzna krawędź jest zabarwiona na czerwono). Moim zdaniem muszlowce te bardzo preferują w akwarium muszle ślimaków (inaczej niż w naturze, gdzie kopią jamy pod kamieniami lub zajmują szczeliny skalne).

 

Samica przy kryjówce – muszli ślimaka winniczka

Wiosną 2018 r. zakupiłem 6 osobników, gdyż ryby te po prostu mnie urzekły. Piękna żółto-złota płetwa grzbietowa i kremowo-perłowe ciało na tle, którego niekiedy widoczne są poprzeczne, ciemnobrązowe pasy. Dodatkowo niebieskie połyski na płetwach brzusznych i tęczówce oczu oraz rzędy drobniutkich kropeczek w tym kolorze na płetwach nieparzystych są bardzo dekoracyjne.

 

 

W akwarium „kałdopunktatusy” bardzo preferują muszle ślimaków za swe kryjówki

Dla dobranej pary wystarcza 60-80 l zbiornik. W moim dno pokryte jest warstwą piasku, na którym leżą tu i ówdzie muszle winniczka i ślimaków morskich. Tu i ówdzie sterczą kamienie, dwie groty z ceramiki, a także kilka glinianych mufek. Ryby te przebudowują podłoże, ale niezbyt intensywnie. Nie niszczą roślin, ale mogą je podkopywać, stąd powinny one rosnąć w pojemnikach. Pływający luzem po powierzchni rogatek, Najas sp. lub wywłócznik, bądź inne gatunki typowo pływające nie są przedmiotem zainteresowania ryb.

 

Samica w kryjówce

Agresja wewnątrzgatunkowa jest słaba, a jedynie w czasie tarła ryby stają się bardziej terytorialne. Zdecydowanie bardziej energicznie dana para odgania innych współmieszkańców – u mnie „kungweensisy”. Parametry fizyko-chemiczne wody to: twardość 15-25°n, odczyn lekko zasadowy do zasadowego (pH 7,5-9,0) i temperatura około 25°C. Przyzwyczajone ryby znoszą niższą ciepłotę. U mnie grzałka używana jest tylko w miesiącach jesienno-zimowych.

 

Para tarlaków – samiec z przodu

Ryby te wymagają dobrej filtracji wody i regularnych jej podmian. (raz w tygodniu około 20%). Są niewybredne pod względem podawanego pokarmu i praktycznie zjadają każdy pochodzenia zwierzęcego w rozmaitej formie, w tym żywy (rurecznik, szklarka, ochotki, zooplankton).

 

 

 

„Kałdopunktatusy” to gatunek monogamiczny

„Kałdopunktatusy” to gatunek monogamiczny. Para zajmuje kryjówkę i mniej lub bardziej rozległy obszar wokół niej. Z chwilą pojawienia się młodych rodzice stają się bardziej nerwowi, odganiają z impetem wszystkich intruzów. Potem, stopniowo stają się mniej agresywni. W obliczu zagrożenia samica w mgnieniu oka chroni się w muszli, gdzie doszło do tarła.

 

 

 

Opiekę nad ikrą i potomstwem to zadanie samicy

Samica składa (zwykle na dachu kryjówki) do około 50 jaj, ale u mnie nie było ich nigdy więcej niż 20 kilka. To ona zajmuje się opieką nad ikrą i potomstwem. Jest bardzo opiekuńcza, choć zarazem płochliwa – zaniepokojona w mgnieniu oka chowa się do muszli. Po tarle samiec może zostać na dobre przepędzony lub być co jakiś czas dopuszczany w pobliże gniazda. U mnie jednak tarlaki zawsze pozostawały w pobliżu siebie i dochodziło między nimi do żadnych niesnasek. Razem broniły swego terytorium.

 

Grupa wyrośniętych osobników w zarośniętym twardolistną roślinnością zbiorniku

U mnie dobrały się akurat trzy pary z czego dwie miały młode. W zbiorniku była jeszcze para Lamprologus kungweensis, ale trzymała się na uboczu, w rogu zbiornika i nie miała młodych. Pary mające potomstwo z największą siłą odganiały odpowiednio: L. kungweensis, parę niemającą młodych i innych rodziców.

 

 

 

Młode można odchowywać z lub bez udziału rodziców

Larwy wykluwają się po około 72 godz. Po 5-6 dniach narybek zaczyna pływać i żerować. Mierzy wtedy ok. 4 mm. Jego wzrost jest dość powolny. Młode zjadają najdrobniejsze, pyłowe karmy suche, a także larwy oczlików i solowca, mrożonki typu moina itp. Można wyłowić rodziców i odchowywać je ich udziału, a zwłaszcza bez samicy.

 

 

 

Para z podrośniętym już młodym

Przy grupowej hodowli „kałdopunktatusów” można zauważyć osobniki nieaktywne płciowo. W naturze pełnią one rolę obronno-ostrzegawczą. W języku angielskim omawiane pielęgnice czasem zwane są Yellow finned blue-eyed cichlids.

 

 

 

 

Para z młodymi

Omawiane muszlowce należą do jednych z moich ulubionych. Drugim gatunkiem, który uważam za bardzo ciekawy pod względem ubarwienia i zachowania jest Lamprologus kungweensis. Polecam je każdemu akwaryście! Więcej o tym ostatnim pisałem tu:

„Lamprologus kungweensis. Chów i rozród”

 

 

Poniżej link do filmiku na moim kanale YT, obrazującego tarlaki wraz z potomstwem.

 

Kiryśnik czarnoplamy (Megalechis thoracata). Chów

Para dorosłych osobników – samiec poniżej

Ryba ta należy do rodziny kiryskowatych (Callichthyidae) i dorasta w akwarium do nawet ponad 15 cm. W naturze zamieszkuje rozległe obszary północnej części Ameryki Południowej – dorzecza rzek: Amazonka, Orinoko i Paragwaj, a także przybrzeżne rzeki Gujany, Surinamu i Gujany Francuskiej oraz północnej Brazylii. Gatunek o dużej zmienności pod względem ubarwienia, a nawet kształtu w zależności od miejsca występowania.

 

Samiec – widoczny zgrubiały promień płetwy piersiowej

Dymorfizm płciowy jest widoczny u dorosłych ryb. U samców pierwszy promień płetwy piersiowej jest wyraźnie zgrubiały i pokryty drobniutkimi ząbkami, o ciemno rdzawej lub pomarańczowej barwie. U samic jest on znacznie słabiej rozwinięty i zwykle ciemno zabarwiony. Mleczaki są ponadto nieco smuklejsze (ikrzyce mają bardziej zaokrąglone partie brzuszne), a ich ogólna budowa jest mocniejsza.

 

Samica odmiany melanistycznej

W akwarium kiryśniki szczególnie lubią miejsca ocienione i różnorodne kryjówki w postaci np. rurek z PCW, glinianych lub ceramicznych, korzeni i kamiennych grot. Są to ryby towarzyskie, spokojne i pozbawione agresji wobec współmieszkańców, a ponadto wdzięczne do obserwacji, dekoracyjne, ruchliwe, odporne na choroby, łatwe w pielęgnacji i długowieczne (dożywają kilkunastu lat).

 

Kiryśniki, zwłaszcza młode osobniki doskonale nadają się do zbiornika zespołowego

Doskonale nadają się do zbiorników zespołowych. Jednak ze względu na szybki wzrost i znaczne rozmiary ciała rybom tym należy zapewnić duży zbiornik (dla dorosłej pary, co najmniej 140 l). Często nieświadomi akwaryści umieszczają je w zbyt małych akwariach. Po wyrośnięciu „sumy” niszczą rośliny podkopując je w podłożu, a przez ciągłe jego przekopywanie, przy niedostatecznej filtracji, doprowadzają do permanentnego zmętnienia wody.

 

Różnorodne kryjówki w zbiorniku z kiryśnikami są niezbędne

Jako podłoża należy używać dobrze przemytego, grubego żwiru o zaokrąglonych krawędziach (aby nie kaleczył pyska). Rośliny najlepiej jest sadzić w zwartych kępach obłożonych kamieniami lub w doniczkach. Kiryśniki preferują roślinność twardolistną, zanurzoną, o szerokich liściach (żabienice, anubiasy, kryptokoryny), a także o liściach pływających po powierzchni wody (tropikalne lilie wodne – „lotosy”) lub wystających ponad nią (paludaryjne gatunki błotne).

 

Młode osobniki zaleca się utrzymywać w grupach, starsze można nawet pojedynczo

W przypadku braku tych drugich i trzecich dobrze jest na powierzchni wody umieścić kilka egzemplarzy taksonów pływających (pistia, różdżyca, limnobium, hiacynt itp.), które tonowałyby zbyt jaskrawe oświetlenie zbiornika. Lekkie zacienienie znacząco bowiem polepsza dobrostan omawianych ryb.

 

 

 

Samica odmiany melanistycznej

Kiryśniki to ryby bardzo odporne i niezwykle plastyczne, potrafiące przystosować się zarówno do wody twardej, jak i miękkiej (optymalna: 9-12ºn), o temperaturze od 16 do 28ºC (optymalna: 23-24ºC) i odczynie tak kwaśnym, jak i zasadowym (optymalnie: pH 6,7-7,5). Bardzo ważna przy chowie tego gatunku jest dobra jakość wody – brak związków azotu.

 

Wokół pyska kiryśniki mają dwie pary wąsów

Dlatego też nieodzowna w akwarium jest wydajna filtracja mechaniczna (zmętnienia wywołane przekopywaniem dna) oraz biologiczna (neutralizacja związków azotu), która zapewniałby dobrą jakość wody. Cotygodniowe podmiany niewielkiej jej partii (10-15%) na świeżą, ale odstaną powinna być połączone ze starannym czyszczeniem dna z wszelkich resztek organicznych. (niedojedzona karma, muł, odchody), które wpływają negatywnie na samopoczucie zwłaszcza młodych ryb.

 

Kiryśniki co jakiś czas podpływają pod powierzchnię wody, aby zaczerpnąć powietrza atmosferycznego

Młode osobniki zaleca się utrzymywać w grupach, starsze można nawet pojedynczo. Ze względu na fakt, iż w naturze zamieszkują przede wszystkim wody mętne i zarośnięte, a przez to niezbyt bogate w tlen, ryby te wykształciły w toku ewolucji specyficzny sposób dodatkowego oddychania powietrzem atmosferycznym – co jakiś czas podpływają pod powierzchnię wody, aby go zaczerpnąć i połknąć. Następnie dzięki silnie unaczynionej błonie śluzowej jelita tlen przechodzi na drodze dyfuzji do krwiobiegu.

 

Kiryśniki są wszystkożerne i żarłoczne

Żywienie kiryśników nie przedstawia problemu. Są to ryby wszystkożerne (z przewagą pokarmu pochodzenia zwierzęcego) i bardzo żarłoczne. Chętnie pobierają wszelkie karmy suche, w tym również pływające oraz mrożone Najlepiej jednak rosną i dojrzewają płciowo przy karmieniu żywym pokarmem (rureczniki, doniczkowce, ochotki, kawałkowane dżdżownice, duże rozwielitki, itp.).

 

 

Macropodus opercularis odmiana czerwona

Piękne barwy ryb sprawiają, że są one atrakcyjnymi mieszkańcami akwarium

Ostatnio udało mi się nabyć wielkopłetwa wspaniałego odmiany czerwonej (Macropodus opercularis). Nie należy go mylić z wielkopłetwem czerwonym (Macropodus erythropterus), który mimo nazwy wcale taki czerwony nie jest. Ten ostatni pochodzi z wód środkowego Wietnamu i w przeciwieństwie do swego kuzyna jest dość łagodny. Jedynie w okresie tarła agresja (głównie samca) wzrasta na tyle, że inne ryby w zbiorniku mogą czuć się zagrożone.

 

Samiec na tle kokosu i jaspisu

Przez długi czas w jednym zbiorniku miałem dwa samce wielkopłetwa wspaniałego – odmiany czerwonej i standard.  Ryby żyły w relatywnym spokoju, choć to „czerwoniak” częściej przeganiał „klasycznego”. Jednak do ostrzejszych przejawów agresji nigdy między nimi nie dochodziło.

 

 

 

 

Dwa samce – czerwony i klasyczny – między obydwoma rybami nie dochodziło do większych awantur

Poza okresem tarła wielkopłetw wspaniały może być utrzymywany w akwarium zespołowym. U mnie ryby żyły w harmonii z daniami (perłowe, choprae, pręgowane), razborami (różne gatunki), uklejami nagimi i brzankami Titeya. U kolegi, w dużym, dobrze zarośniętym zbiorniku widziałem ponad 20 dorosłych samców i kilka samic. Między mleczakami dochodziło oczywiście do rozmaitych niesnasek, ale żadna ryba nie straciła przez nie życia.

 

 

Utarczki między samcami polegały głównie na stroszeniu płetw i przeganianiu się z określonych terytoriów

Piękno odmiany czerwonej (a także klasycznej, standardowej) przedstawiam na załączonych zdjęciach. Polecam ją każdemu, kto pragnie mieć w swoim akwarium coś oryginalnego, nieprzeciętnie ubarwionego, a jednocześnie łatwego w chowie i nietrudnego w rozmnażaniu, o jakże ciekawym behawiorze.

 

 

 

 

Ryba prezentuje się także pięknie na tle roślinności

Wielkopłetwy wspaniałe fascynują wielu akwarystów od dziesiątek lat. Mimo, że ten azjatycki gatunek jest prawdziwym weteranem akwarystyki – pierwsze osobniki sprowadzono do Europy w 1869 r. – to nigdy nie zaginął w akwariach, jak niestety miało to miejsce w przypadku wielu innych gatunków ryb akwariowych.

 

 

 

Umiarkowana ciepłota wody, odpowiednie światło i żywy pokarm wpływają na intensywność ubarwienia ryb najbardziej

Więcej o wielkopłetwach wspaniałych i czarnych pisałem wcześniej tu:

„Wielkopłetw. Chów i rozród”

„Wielkopłetw. Rozród”

„Wielkopłetw czarny”

Ptychochromis oligacanthus – rozród

Para tarlaków – samiec u dołu

Ciało ryb jest szaro-srebrzysto-niebieskie z czarnymi plamami (w czasie tarła stają się one szczególnie wyraźne i rozległe) i łuskami mieniącymi się w kolorze seledynowo-niebieskim. Tej samej barwy jest także górna warga, szczególnie dobrze widoczna u samca.

 

 

 

Samica u dołu – widać niewielkie pokładełko

Mleczak jest przede wszystkim dużo większy i masywniej zbudowany oraz jaskrawiej ubarwiony. Jego płetwy odbytowa i grzbietowa są dłuższe i bardziej ostro zakończone. Na nich oraz na pokrywie skrzelowej w okresie godowym może być widoczny buraczkowej (lub wiśniowej) barwy rysunek (z reguły jest mało wyraźny i nikły, o charakterze poświaty).

 

 

 

Po prawej samica – widać wynicowane pokładełko

Pierwsze udane tarła ryby zaczynają odbywać w wieku około roku. W czasie zalotów samiec szybko okrąża partnerkę i napina płetwy. Nie zauważyłem, aby był wobec niej agresywny. Niemniej zdarzają się samce nader zadziorne i agresywne, które potrafią zagonić samicę na śmierć, o ile ta nie ma gdzie się schować.

 

 

Tarło przebiega na twardej, litej powierzchni

Są to ryby bardzo płodne. Samica może złożyć kilkaset ziaren ikry. U mnie było ich grubo ponad 400. Lekko kremowej barwy jaja zostały złożone w typowym dla tego gatunku miejscu – na uprzednio oczyszczonej twardej powierzchni, w tym wypadku podłużnego, płaskiego kamienia. Niemal cały kamień za wyjątkiem brzegów był usiany równomiernie ikrą.

 

 

Samica przy zaoczkowanej już ikrze

Sugerowane przez niektórych autorów przerywanie tarła u ryb wydaje się nierzadkie. Z tego właśnie powodu zrezygnowałem z robienia tarlakom zdjęć, gdyż samiec wyraźnie się tu rozpraszał (uciekał w głąb zbiornika, kryjąc się przez dłuższą chwilę).

 

 

 

 

Samica przy pierwszym złożu jaj – większość ikry spleśniała, najprawdopodobniej na skutek przeniesienia kamienia z nią do innego zbiornika

Rodzice są niezwykle troskliwi, zwłaszcza samica, która bezpośrednio opiekuje się jajami. Niemniej młode osobniki mogą nawet kilka razy z rzędu pożreć jaja lub narybek. Ten ostatni bywa wyjadany stopniowo. Samiec pilnuje rewiru lęgowego i według moich obserwacji jest bardziej płochliwy i wycofany. Jednak gdy tylko zanurzymy rękę lub jakiś przedmiot do wody obydwa tarlaki natychmiast przystępują z impetem do ataku.

 

 

Larwy zostały natychmiast przeniesione do ułożonej na boku doniczki

Także jakiekolwiek użycie czyścika magnetycznego powoduje irytację ryb i momentalnie inicjuje u nich zachowania agresywne. Opieka nad potomstwem jest tak zajadła, że możliwa nawet w akwarium z wieloma innymi rybami, np. współplemieńców lub gatunków pokrewnych. Nie ma zwykle szans, aby któryś z intruzów porwał jaja lub młode – zostaje natychmiast z impetem brutalnie przepędzony.

 

 

Młodziutki narybek

Larwy wylęgają się po trzech dobach i są od razu przenoszone przez rodziców w jakieś ustronne, osłonięte miejsce. Bywa, że kryjówki są często zmieniane. Po dalszych trzech, a najdalej na początku czwartej doby narybek zaczyna pływać i żerować. Narybek znakomicie znosi całkowite zaciemnienie zbiornika nocą (w przeciwieństwie do niektórych bardziej wymagających gatunków pielęgnic z Madagaskaru).

 

Para z młodymi – samiec z przodu

Pierwsze tarło mojej pary miało miejsce w towarzystwie innych współplemieńców oraz młodocianych osobników Ptychochromis grandidieri. Rodzice z sukcesem odganiali od ikry i trzymali w ryzach wszelkich intruzów. Postanowiłem odłowić tę dobraną parę, gdyż warunkach poza tarłowych miałbym z tym wiele trudności (dużo różnorodnych kryjówek w zbiorniku, znakomite zdolności pływackie ryb itp.). Ponadto pewne rozpoznanie tarlaków byłoby cokolwiek trudne.

 

Samica z chmarą młodych

Para została dość sprawnie przeze mnie złapana, gdyż nawet spłoszone ryby trzymały się blisko gniazda. Przeniosłem je do osobnego, około 100 l zbiornika, urządzonego podobnie i wypełnionego wodą o takich samych parametrach fizyko-chemicznych. Szkoda mi było ikry, więc przeniosłem też obficie usiany nią kamień. Co ciekawe, po chwilowym szoku wywołanym zmianą środowiska ryby podjęły opiekę nad jajami (!).

 

Tarlaki są bardzo opiekuńcze i zawzięcie odganiają intruzów

Były nieco zdziwione, początkowo z lekka płochliwe, ale w końcu zdecydowały się na kontynuowanie opieki nad złożem ikry. Jest to jeszcze jeden dowód na bardzo dobrze rozwinięty instynkt opieki nad ikrą i potomstwem u tego gatunku. Niestety przenosiny zaszkodziły większej części jaj, które szybko spleśniały.

 

 

 

Para tarlaków przy ikrze – samica po prawej

Mimo to pomyślnie wykluło się około 100 larw, które zostały przeniesione przez rodziców do przewróconej na bok glinianej doniczki. Tarlaki nie rozkopywały podłoża, ale zachowanie to jest nierzadko u nich obserwowane.

 

 

 

 

Instynkt opieki nad potomstwem jest u tego gatunku bardzo silnie rozwinięty

Decydując się na rozmnażanie mało znanych pielęgnicowatych należy zawczasu pomyśleć nad ich zbytem. Tak samo jak u innych pielęgnicowatych konflikty między tarlakami nie należą do rzadkości. Jeśli bardzo przybiorą one na sile należy odłowić samca (zwykle).

 

 

 

 

 

W akwarium towarzyskim ze zbliżonymi wielkością pielęgnicowatymi

O chowie Ptychochromis oligacanthus pisałem wcześniej tu:

„Ptychochromis oligacanthus. Chów”

Paralabidochromis sp. „Rock Kribensis”. Chów i rozród

Samiec dominujący – widoczne intensywne barwy ciała i płetw

Ta piękna pielęgnica – gębacz pochodzi z południowego końca jeziora Wiktorii, położonego na Wyżynie Wschodnioafryk. w Afryce. Spotykana jest na głębokości 5-25 m. Synonim nazwy gatunkowej to: Haplochromis sauvagei. Nazwy zaś w jęz. angielskim: The Rock Krib, Chessboard. W zależności od miejsca występowania spotyka się wiele odmian barwnych – tu przedstawiam odmianę żółtą.

Samica jest mniejsza i skromniej ubarwiona

Gatunek wytrzymały i odporny. W akwarium dorasta do około 11 cm (samiec), choć zwykle mierzy mniej. Dla samca i 3-4 samic wymagany jest zbiornika ponad 150 l. Jego wyposażenie powinny stanowić rozmaite konstrukcje z kamieni i skał, które zapewniają mnóstwo kryjówek. Można także użyć ceramicznych rurek.

„Rokrinensy” nie niszczą zwykle roślin, zwłaszcza pływających lub swobodnie unoszących się w toni

Ryba nie niszczy twardolistnych roślin (nurzaniec, anubias, mikrozorium). W akwarium wskazane są także pływające (pistia, hiacynt, limnobium itp.).

W grupie ryb szybko ustala się hierarchia

Parametry fizyko-chemiczne wody to: twardość 15-30°n, temperatura 23-27°C i odczyn obojętny do zasadowego (pH 7,0-8,5). Dobrze znosi jednak niższą ciepłotę wody na poziomie 21-22°C, o ile wcześniej ryby odpowiednio się przyzwyczai. Konieczna jest wydajna filtracja i podmiany raz w tygodniu w objętości do 30%. Wskazany jest lekki ruch wody.

Ryby są żarłoczne i zjadają każdy rodzaj pokarmu

W grupie ryb szybko ustala się hierarchia. Agresja wewnątrzgatunkowa jest słaba i ogólnie gatunek ten ma dość łagodne usposobienie. Jedynie podczas tarła może dochodzić do większych niesnasek, zwłaszcza między samcami. Można łączyć je ze spokojniejszymi  pielęgnicami z jez. Malawi lub Wiktorii (tu jednak uwaga na możliwe krzyżówki).

Samica inkubuje jaja w worku gardłowym przez 3-4 tygodnie

„Rockkribensy” są żarłoczne i zjadają każdy rodzaj pokarmu: rozmaite larwy owadów, rureczniki, mrożonki dla pyszczaków (plankton, mysis, kryl, mixy) oraz różnorodne karmy suche, zarówno płatkowe, jak i granulowane, w tym z dodatkiem spiruliny. W naturze chętnie zeskrobują tzw. aufwuchs, czyli peryfiton [zespoły drobnych organizmów roślinnych (glony, w tym jednokomórkowe okrzemki) i zwierzęcych (wrotki, pierwotniaki, małe skorupiaki) zamieszkujących różnorakie podłoża znajdujące się w wodzie, ale niebędące dnem].

Narybek w wieku 2 tygodni

Samica jest mniejsza (dorasta do około 8 cm), skromniej ubarwiona (brązowo-zielonkawo-żółta) Samiec, w zależności od odmiany barwnej, może być czerwony, zielono-żółty, żółty oraz niebieski. Na jego płetwie odbytowej mogą być widoczne atrapy jaj. U obydwu płci występują czarne, podłużne i poprzeczne pasy tworzące tzw. kratkę lub szachownicę.

Młode rosną szybko, o ile zapewni im się właściwe żywienie i optymalne warunki środowiskowe

Samica inkubuje jaja w worku gardłowym. Ich rozwój trwa, w zależności od temperatury wody, niespełna 3 do 4 tyg. Liczba młodych może wynosić od kilku do ponad 20 sztuk, ale notowane są liczniejsze mioty, zwłaszcza u wyrośniętych samic, rzędu nawet ponad 40 osobników. Młode rosną bardzo szybko. Nie ma żadnego problemu z ich wykarmieniem i odchowem.

Więcej o omawianym gatunku można przeczytać w moim artykule pt. Paralabidochromis sp. „Rock Kribensis” – gębacz z Jeziora Wiktorii, opublikowanym w Magazynie Akwarium: 2020, 4 (182), s. 60-70.

 

 

Ptychochromis oligacanthus – chów

Samiec – widać buraczkowego koloru odcienie na płetwie grzbietowej i pokrywie skrzelowej

Ptychochromis oligacanthus to gatunek endemicznej pielęgnicy zamieszkujący wody północnej części Madagaskaru (zachodnia część prowincji Antsiranana – od rzeki Sambirano do rzeki Andranomaloto wraz z jeziorami kraterowymi na wyspie Nosy Be). Dorasta do nawet ponad 20 cm, lecz w warunkach akwariowych jest to rzadkie – ryby mierzą zwykle kilkanaście cm.

 

 

Młody, wybarwiający się samiec

Ciało ryb jest barwy szaro-srebrzysto-niebieskiej z czarnymi plamami (w czasie tarła stają się one szczególnie wyraźne i rozległe) i łuskami mieniącymi się w kolorze seledynowo-niebieskim. Tej samej barwy jest także górna warga, szczególnie dobrze widoczna u samca. Mleczak jest przede wszystkim dużo większy i masywniej zbudowany oraz jaskrawiej ubarwiony.

 

Para dobranych osobników – samica po prawej

Jego płetwy odbytowa i grzbietowa są dłuższe i bardziej ostro zakończone. Na tej ostatniej oraz na pokrywie skrzelowej w okresie godowym może być widoczny buraczkowej (lub wiśniowej) barwy rysunek (z reguły jest mało wyraźny i nikły, o charakterze poświaty).

 

 

 

„Oligakantusy” w towarzystwie Ptychochromis grandidieri – agresja ryb ulega zmniejszeniu

„Oligakantusy” to ryby dość agresywne. Szczególnie duże nasilenie przybiera u nich agresja wewnątrzgatunkowa. jest znacznie tłumiona, gdy chowane są one w towarzystwie innych, zbliżonych wzrostem i zachowaniem pielęgnic. Obecność współmieszkańców zbiornika nie przeszkadza im bynajmniej w rozmnażaniu się. Jak gdyby nigdy nic, ryby przystępują do tarła i nawet o wiele chętniej chronią ikry i lepiej opiekują się potomstwem.

 

U omawianego gatunku agresja wewnątrzgatunkowa jest dość mocno nasilona

Ze względu na pokaźne rozmiary ciała omawianych ryb pojemność akwarium dla kilku osobników powinna wynosić, co najmniej 400-500 l (w mniejszym litrażu jedynie okresowo można utrzymywać osobniki młodociane). Na dno dajemy 4-5 cm warstwę grubego piachu lub drobnego żwirku. Ze względu zaś na wspomnianą agresję w zbiorniku konieczne są różnorodne kryjówki w postaci kamieni, korzeni, grot, rurek, kokosów, przewróconych na bok glinianych lub ceramicznych doniczek, kawałków drewna, gałęzi itp.

 

Wszelkie kryjówki są w zbiorniku z „oligakantusami” po prostu niezbędne

Rezygnujemy całkowicie z sadzenia roślin w podłożu, jako że zostaną szybko zniszczone. Niemniej swobodnie unoszące się po powierzchni wody kępy rogatka sztywnego, Najas sp. oraz pojedyncze, wyrośnięte egzemplarze pistii rozetkowej nie były w moim zbiorniku przedmiotem jakiegokolwiek zainteresowania ze strony ryb. Zauważyłem także, że dobrana para przebywając sama w zbiorniku z roślinami (anubias na korzeniu, kępa kryptokoryn), nie niszczy ich. Mając do dyspozycji przewrócone na bok doniczki, do nich przenosi larwy i nie podkopuje dna.

 

Regularne, obfite podmiany wody to podstawa zachowania optymalnego dobrostanu ryb

Moim zdaniem parametry fizyko-chemiczne wody mogą przedstawiać się następująco: twardość (5-20°n), odczyn lekko kwaśny do umiarkowanie zasadowego (pH 6,5-8) i temperatura 24-29°C. Do tego ostatniego parametru mam jednak pewne uwagi. Otóż ryby odpowiednio i stopniowo przyzwyczajone (zwłaszcza od małego) można z powodzeniem utrzymywać w niższej ciepłocie wody rzędu 23-25°C.

 

Bezsprzecznie natomiast wymagane są regularne, obfite podmiany wody (do 30% raz lub dwa razy w tygodniu, w zależności od obsady ryb i wielkości zbiornika oraz systemu filtracji) oraz bardzo wydajna jej filtracja. Na podwyższony poziom związków azotu w wodzie „oligakantusy” reagują pociemnieniem barw ciała, zwiększoną płochliwością i nerwowym zachowaniem. Idealny dla ich dobrego samopoczucia i dobrostanu jest dojrzały zewnętrzny filtr kanistrowy i wewnętrzny gąbkowy do głównie filtracji mechanicznej, np. typu „Power head”.

 

Żywienie Ptychochromis oligacanthus nie przedstawia żadnego problemu. Są to ryby wszystkożerne z przewagą w diecie pokarmu pochodzenia zwierzęcego, zarówno żywego, mrożonego, jak i suchego.