Paralabidochromis sp. „Rock Kribensis”. Chów i rozród

Samiec dominujący – widoczne intensywne barwy ciała i płetw

Ta piękna pielęgnica – gębacz pochodzi z południowego końca jeziora Wiktorii, położonego na Wyżynie Wschodnioafryk. w Afryce. Spotykana jest na głębokości 5-25 m. Synonim nazwy gatunkowej to: Haplochromis sauvagei. Nazwy zaś w jęz. angielskim: The Rock Krib, Chessboard. W zależności od miejsca występowania spotyka się wiele odmian barwnych – tu przedstawiam odmianę żółtą.

 

Samica jest mniejsza i skromniej ubarwiona

Gatunek wytrzymały i odporny. W akwarium dorasta do około 11 cm (samiec), choć zwykle mierzy mniej. Dla samca i 3-4 samic wymagany jest zbiornika ponad 150 l. Jego wyposażenie powinny stanowić rozmaite konstrukcje z kamieni i skał, które zapewniają mnóstwo kryjówek. Można także użyć ceramicznych rurek.

 

 

„Rokrinensy” nie niszczą zwykle roślin, zwłaszcza pływających lub swobodnie unoszących się w toni

 

 

Ryba nie niszczy twardolistnych roślin (nurzaniec, anubias, mikrozorium). W akwarium wskazane są także pływające (pistia, hiacynt, limnobium itp.).

 

W grupie ryb szybko ustala się hierarchia

 

 

Parametry fizyko-chemiczne wody to: twardość 15-30°n, temperatura 23-27°C i odczyn obojętny do zasadowego (pH 7,0-8,5). Dobrze znosi jednak niższą ciepłotę wody na poziomie 21-22°C, o ile wcześniej ryby odpowiednio się przyzwyczai. Konieczna jest wydajna filtracja i podmiany raz w tygodniu w objętości do 30%. Wskazany jest lekki ruch wody.

 

Ryby są żarłoczne i zjadają każdy rodzaj pokarmu

W grupie ryb szybko ustala się hierarchia. Agresja wewnątrzgatunkowa jest słaba i ogólnie gatunek ten ma dość łagodne usposobienie. Jedynie podczas tarła może dochodzić do większych niesnasek, zwłaszcza między samcami. Można łączyć je ze spokojniejszymi  pielęgnicami z jez. Malawi lub Wiktorii (tu jednak uwaga na możliwe krzyżówki).

 

 

Samica inkubuje jaja w worku gardłowym przez 3-4 tygodnie

„Rockkribensy” są żarłoczne i zjadają każdy rodzaj pokarmu: rozmaite larwy owadów, rureczniki, mrożonki dla pyszczaków (plankton, mysis, kryl, mixy) oraz różnorodne karmy suche, zarówno płatkowe, jak i granulowane, w tym z dodatkiem spiruliny. W naturze chętnie zeskrobują tzw. aufwuchs, czyli peryfiton [zespoły drobnych organizmów roślinnych (glony, w tym jednokomórkowe okrzemki) i zwierzęcych (wrotki, pierwotniaki, małe skorupiaki) zamieszkujących różnorakie podłoża znajdujące się w wodzie, ale niebędące dnem].

 

Narybek w wieku 2 tygodni

Samica jest mniejsza (dorasta do około 8 cm), skromniej ubarwiona (brązowo-zielonkawo-żółta) Samiec, w zależności od odmiany barwnej, może być czerwony, zielono-żółty, żółty oraz niebieski. Na jego płetwie odbytowej mogą być widoczne atrapy jaj. U obydwu płci występują czarne, podłużne i poprzeczne pasy tworzące tzw. kratkę lub szachownicę.

 

Młode rosną szybko, o ile zapewni im się właściwe żywienie i optymalne warunki środowiskowe

Samica inkubuje jaja w worku gardłowym. Ich rozwój trwa, w zależności od temperatury wody, niespełna 3 do 4 tyg. Liczba młodych może wynosić od kilku do ponad 20 sztuk, ale notowane są liczniejsze mioty, zwłaszcza u wyrośniętych samic, rzędu nawet ponad 40 osobników. Młode rosną bardzo szybko. Nie ma żadnego problemu z ich wykarmieniem i odchowem.

 

 

 

 

Ptychochromis oligacanthus – chów

Samiec – widać buraczkowego koloru odcienie na płetwie grzbietowej i pokrywie skrzelowej

Ptychochromis oligacanthus to gatunek endemicznej pielęgnicy zamieszkujący wody północnej części Madagaskaru (zachodnia część prowincji Antsiranana – od rzeki Sambirano do rzeki Andranomaloto wraz z jeziorami kraterowymi na wyspie Nosy Be). Dorasta do nawet ponad 20 cm, lecz w warunkach akwariowych jest to rzadkie – ryby mierzą zwykle kilkanaście cm.

 

 

Młody, wybarwiający się samiec

Ciało ryb jest barwy szaro-srebrzysto-niebieskiej z czarnymi plamami (w czasie tarła stają się one szczególnie wyraźne i rozległe) i łuskami mieniącymi się w kolorze seledynowo-niebieskim. Tej samej barwy jest także górna warga, szczególnie dobrze widoczna u samca. Mleczak jest przede wszystkim dużo większy i masywniej zbudowany oraz jaskrawiej ubarwiony.

 

Para dobranych osobników – samica po prawej

Jego płetwy odbytowa i grzbietowa są dłuższe i bardziej ostro zakończone. Na tej ostatniej oraz na pokrywie skrzelowej w okresie godowym może być widoczny buraczkowej (lub wiśniowej) barwy rysunek (z reguły jest mało wyraźny i nikły, o charakterze poświaty).

 

 

 

„Oligakantusy” w towarzystwie Ptychochromis grandidieri – agresja ryb ulega zmniejszeniu

„Oligakantusy” to ryby dość agresywne. Szczególnie duże nasilenie przybiera u nich agresja wewnątrzgatunkowa. jest znacznie tłumiona, gdy chowane są one w towarzystwie innych, zbliżonych wzrostem i zachowaniem pielęgnic. Obecność współmieszkańców zbiornika nie przeszkadza im bynajmniej w rozmnażaniu się. Jak gdyby nigdy nic, ryby przystępują do tarła i nawet o wiele chętniej chronią ikry i lepiej opiekują się potomstwem.

 

U omawianego gatunku agresja wewnątrzgatunkowa jest dość mocno nasilona

Ze względu na pokaźne rozmiary ciała omawianych ryb pojemność akwarium dla kilku osobników powinna wynosić, co najmniej 400-500 l (w mniejszym litrażu jedynie okresowo można utrzymywać osobniki młodociane). Na dno dajemy 4-5 cm warstwę grubego piachu lub drobnego żwirku. Ze względu zaś na wspomnianą agresję w zbiorniku konieczne są różnorodne kryjówki w postaci kamieni, korzeni, grot, rurek, kokosów, przewróconych na bok glinianych lub ceramicznych doniczek, kawałków drewna, gałęzi itp.

 

Wszelkie kryjówki są w zbiorniku z „oligakantusami” po prostu niezbędne

Rezygnujemy całkowicie z sadzenia roślin w podłożu, jako że zostaną szybko zniszczone. Niemniej swobodnie unoszące się po powierzchni wody kępy rogatka sztywnego, Najas sp. oraz pojedyncze, wyrośnięte egzemplarze pistii rozetkowej nie były w moim zbiorniku przedmiotem jakiegokolwiek zainteresowania ze strony ryb. Zauważyłem także, że dobrana para przebywając sama w zbiorniku z roślinami (anubias na korzeniu, kępa kryptokoryn), nie niszczy ich. Mając do dyspozycji przewrócone na bok doniczki, do nich przenosi larwy i nie podkopuje dna.

 

Regularne, obfite podmiany wody to podstawa zachowania optymalnego dobrostanu ryb

Moim zdaniem parametry fizyko-chemiczne wody mogą przedstawiać się następująco: twardość (5-20°n), odczyn lekko kwaśny do umiarkowanie zasadowego (pH 6,5-8) i temperatura 24-29°C. Do tego ostatniego parametru mam jednak pewne uwagi. Otóż ryby odpowiednio i stopniowo przyzwyczajone (zwłaszcza od małego) można z powodzeniem utrzymywać w niższej ciepłocie wody rzędu 23-25°C.

 

Bezsprzecznie natomiast wymagane są regularne, obfite podmiany wody (do 30% raz lub dwa razy w tygodniu, w zależności od obsady ryb i wielkości zbiornika oraz systemu filtracji) oraz bardzo wydajna jej filtracja. Na podwyższony poziom związków azotu w wodzie „oligakantusy” reagują pociemnieniem barw ciała, zwiększoną płochliwością i nerwowym zachowaniem. Idealny dla ich dobrego samopoczucia i dobrostanu jest dojrzały zewnętrzny filtr kanistrowy i wewnętrzny gąbkowy do głównie filtracji mechanicznej, np. typu „Power head”.

 

Żywienie Ptychochromis oligacanthus nie przedstawia żadnego problemu. Są to ryby wszystkożerne z przewagą w diecie pokarmu pochodzenia zwierzęcego, zarówno żywego, mrożonego, jak i suchego.

 

 

Skrzelopiór białopłetwy (Corynopoma riisei). Chów i rozród

Para ryb – samiec po prawej – widać białą końcówkę wyrostka skrzelowego – proporczyka

Nazwa tej osobliwej ryby z rodziny kąsaczowatych (Characidae) w jęz. angielskim brzmi Swordtail characin. Dawniej gatunek ten zwano też stewardią. W akwarium dorasta do około 6 cm (samiec). W naturze zamieszkuje Trynidad, Wenezuelę i Kolumbię (dorzecze Rio Meta). Ryba odporna, towarzyska, spokojna i wszystkożerna.

 

 

Skrzelopióry to ryby towarzyskie, spokojne, łagodne i stadne

Chów jest prosty. Woda miękka do twardej (do 15°n), pH 6-7 i temperatura 23-25°C, dobrze napowietrzona i filtrowana, a raz w tygodniu podmieniana na świeżą (około 20%), w lekkim ruchu.  Wskazany dodatek liści, szyszek olszy itp. Wymagany jest większy zbiornik z dużą ilością roślin (w tym pływających), ale także (koniecznie!) z przestrzeniami do swobodnego pływania – ryba bardzo ruchliwa i stadna.

 

Ikrzyca (po lewej) może przez kilka tygodni magazynować spermę w swoich drogach rodnych. Zwykle jednak po kilku dniach od przekazania jej spermatoforu przystępuje do składania pierwszej partii jaj

Samiec jest większy, ma dłuższe płetwy nieparzyste (zwłaszcza ogonową), gruczoł zapachowy (wydziela feromony) u nasady płetwy ogonowej (a także pomniejsze – w przedniej części wieczka skrzelowego i przy otworze moczopłciowym), osobliwe, długie, parzyste wyrostki skrzelowe – wabiki z włosowatego postronka zakończonego zgrubieniem (tzw. proporczyk, flaga lub flara), imitującym jakieś żyjątko, niekoniecznie wodne, np. mrówkę (co ciekawe, kształt zgrubienia w naturze może być różny, w zależności od tego, jaka potencjalna zdobycz przeważa w danym środowisku).

 

Przymiarka do zbliżenia – przekazanie samicy pakietu nasienia – spermatoforu

W czasie zalotów samiec macha wyrostkami przed wybranką, a gdy ta zwabiona wyglądem i ruchami rzekomej zdobyczy próbuje ją pochwycić (czasem tylko szturcha, ociera się o nią itp.), następuje przywarcie do boku ikrzycy – tarlaki zrównują się ze sobą otworami moczopłciowymi. Dodatkowo samiec przytrzymuje samicę za pomocą rzędów haczyków partnerskich umiejscowionych na płetwie odbytowej.

 

Akwarium powinno być dość zarośnięte roślinnością, ale z wolnymi miejscami do swobodnego pływania

Uwolniony szybko pakiet nasienia (spermatofor) zostaje przechwycony przez brodawkę moczopłciową samicy i zmagazynowany w jej jajowodach. Następnie ikrzyca już bez udziału samca składa zapładniane automatycznie jaja (w czasie przechodzenia ich w drogach rodnych), które przykleja do liści roślin wodnych, szyby itp. Po godach najlepiej jest 2-3 samice przenieść do oddzielnego zbiornika, dobrze zarośniętego i  napełnionego miękką wodą – do góra 6ºn.

 

Skrzelopióry nie barwne (przeważa kolor srebrzysto-szary), ale mają unikalną strategię rozrodczą

Liczba jaj może sięgać nawet ponad 300 szt., ale z reguły jest ich znacznie mniej. Jednorazowo zaś pobrana porcja spermy wystarcza samicy zwykle na więcej niż jedno złożenie. Wylęg larw następuje po około 36 godzinach. Maleńki narybek karmimy dość obficie, najpierw „pyłem”, czyli pierwotniakami, wrotkami i larwami oczlików, a po kilku dniach najdrobniejszymi larwami solowca i nicieniami „mikro”.

Smukleń pryskacz (Copella arnoldi). Rozród

Tarlaki – samiec poniżej

Smukleń pryskacz to gatunek aerofilny, mający unikalną strategię rozrodczą. Ikra składana jest bowiem ponad lustrem wody – w naturze zwykle pod dużym liściem rośliny błotnej. Jest to osobliwy i jedyny w swoim rodzaju sposób ochrony jaj przed podwodnymi drapieżnikami. Rozród najlepiej jest przeprowadzać parami, które dobierają się na krótko przed tarłem.

 

Samiec z grupą samic

Z grona dorosłych osobników należy wybrać najdorodniejszego samca i wyrośniętą samiczkę, której partia brzuszna jest wyraźnie zaokrąglona. Tarlaki umieszczamy w osobnym, możliwie szerokim, akwarium tarliskowym o wysokości około 20 cm i pojemności 25-30 l, w miejscu absolutnie spokojnym, nie narażonym na wstrząsy itp.

Grupa dojrzałych do tarła samic

Jako podłoże używamy starannie przemytego i wygotowanego, drobnego żwirku, w którym sadzimy kilka kępek miękkolistnych roślin. Woda w zbiorniku tarliskowym powinna mieć twardość ogólną poniżej 8ºn, a węglanową maksymalnie do 0,5ºn i pH rzędu 6-6,5. Można przefiltrować ją przez torf lub dodać preparatu torfowego, kilka szyszek olszy, względnie liści. Temperaturę wody podnosimy do 28ºC.

 

Zbiornik tarliskowy zbliżony do natury – tu wykorzystano pęd scindapsusa

Bywa, że tarlaki przez dłuższy czas nie przystępują do tarła i aklimatyzują się. Zbiornik przykrywamy czystą szybą (może być szkło surowe, co zwiększa przyczepność jaj), tak by odległość od lustra wody do powierzchni szyby wynosiła 5-6 cm. Podana odległość wydaje się być optymalną. Przy większej tarlaki skacząc szybko się męczą, skoki stają się mało precyzyjne, a wiele jaj obumiera potem z powodu przesuszenia, gdyż samiec nie jest w stanie równomiernie i dostatecznie spryskiwać ich wodą.

 

Atrapa liścia wycięta z kolorowego papieru

Na tarlisku ryby karmimy umiarkowanie żywym pokarmem (rozwielitki, oczliki, kawałkowane rureczniki). Gdy do tarła nie dochodzi, codziennie, obficie podmieniamy wodę na świeżą, miękką, np. z filtra RO. Na szybie pokrywowej należy umieścić atrapę (lub kilka atrap) wyciętego z kolorowego papieru liścia (w dowolnym, ale raczej ciemniejszym kolorze), o średnicy około 8-10 cm. Trzeba jednak przyznać, że smuklenie składają również ikrę na całkowicie bezbarwnej szybie i pokrycie z plastiku i przy wyskoku potrafią doskonale ocenić odległość.

 

Podczas wyskoku nad lustro wody zwiększoną przyczepność gwarantują samcowi wilgotne, długie płetwy

Samiec wyginając swe ciało w kształcie litery „S” błyskawicznie skacze, niczym sprężynka. Dzięki zwiększonej przyczepności, którą gwarantują mu wilgotne długie płetwy, na moment przykleja się do szyby i trwa tak 2-5 sekund, po czym opada do wody. Takie próbne skoki mleczak wykonuje wielokrotnie, zanim na dobre nie przekona się o słuszności swego wyboru.

 

Tuż po wyskoku – niekiedy tarlaki odpadają od substratu jednocześnie i nieco zdezorientowane powoli, na chwilę osiadają przy dnie

Próbne skoki mają również za zadanie zwilżenie przyszłego miejsca złożenia jaj oraz jego oczyszczenie poprzez spłukanie zanieczyszczeń. Oprócz wyskoków czasami samiec za pomocą uderzeń ogona dodatkowo spryskuje wodą wybrane miejsce. Silnie rozwinięta górna część płetwy ogonowej doskonale mu w tym pomaga. Gdy już wszystko jest gotowe zaczyna interesować się samicą.

 

Ikra złożona na pokrywie zbiornika

W czasie tarła ryby zwykle gonią się po całym zbiorniku do czasu, aż w pewnym momencie, znajdując się bezpośrednio pod wybranym przez samca miejscem, samica ustawia się nad grzbietem partnera, a następnie mocno przywiera do jego boku. Następuje wspólne, szybkie płynięcie do góry i zsynchronizowany, trwający kilka sekund wyskok tarlaków. Ryby przyklejają się na ułamek sekundy do zwilżonego uprzednio przez samca miejsca, a samica składa w tym czasie od 5-12 jaj, które samiec natychmiast oblewa mleczem.

 

Niektóre ziarna ikry nie przyklejają się i odpadają do wody

Ikrzyca jako pierwsza opada do wody (ma krótsze płetwy przez co jej przyczepność jest znacznie mniejsza), a samiec zapładnia złożone przez nią jaja. Początkowo nie wszystkie skoki kończą się złożeniem ikry, stanowiąc rodzaj treningu umożliwiającego nabranie wprawy przez tarlaki (zwłaszcza młode). Tarło pozorne może trwać niekiedy ponad godzinę,  do momentu wyczerpania się zapasu dojrzałych jaj w jajnikach samicy.

 

Tarlaki pod koniec tarła – ryby są wtedy wyraźnie zmęczone i do wyskoków nad wodę dochodzi coraz rzadziej

Pod koniec tarlaki są już na tyle zmęczone, że nie mogą skakać dostatecznie wysoko i nie dochodzi wtedy do udanego składania jaj. Ziarna ikry, które na skutek nieudanych skoków spadły do wody są zjadane głównie przez samicę. Większość jednak pozostaje przyklejona do spodniej strony rzekomego „liścia”. W czasie jednego tarła samica składa od kilkudziesięciu do nawet 200 jaj (przeciętnie 70-100) o średnicy około 1 mm.

 

Samiec co jakiś czas spryskuje jaja wodą uderzając płetwą ogonową o jej powierzchnię

Złożoną ikrę trzeba chronić przed zbyt intensywnym światłem, zarówno sztucznym (z dala od emitującej ciepło żarówki), jak i słonecznym, stosując częściowe zacienienie lęgnika (np. papierem). Po zakończonym tarle samicę odławiamy,  a samiec przejmuje opiekę nad nimi. Uderzając co jakiś czas (co kilka, kilkanaście minut) silnie płetwą ogonową o powierzchnię wody spryskuje je wodą, celem ochrony przed wyschnięciem.

 

Niektóre samce w wyniku hodowli w niewoli zatraciły swój instynkt opieki nad ikrą

Do tego celu służy mu wydłużona płetwa ogonowa, którą intensywnie uderza o powierzchnię wody. Niekiedy robi to tak intensywnie, że niezbyt mocno przyklejone do podłoża ziarna ikry zostają wymyte i wpadają do wody. Opieka samca kończy się z chwilą, gdy młode po wylęgu zaczną wraz z kroplami wody spadać do wody. Samiec zjada je wtedy łapczywie, więc wcześniej należy go odłowić.

 

Po tarle samicę należy odłowić

Niektóre samce na skutek utrzymywania od pokoleń w niewoli po części zatraciły swój charakterystyczny behawior rozrodczy. Często nie nawilżają dostatecznie ikry, przez co doprowadzają do jej przesuszenia i w efekcie obumarcia. Do tarła nie należy dopuszczać ryb zbyt młodych (najlepiej około roku), nie w pełni wyrośniętych, gdyż rozród z ich udziałem często się nie udaje (składane są małe ilości ikry, często niezapłodnione, która odpada od substratu).

 

 

Inkubacja jaj możliwa jest także bez udziału samca

Pomyślną inkubację ikry można również łatwo uzyskać stosując kamień do napowietrzania wody. Umieszczając go bezpośrednio pod gniazdem i na odpowiedniej do siły wydmuchu głębokości sprawiamy, że ulatujące bąbelki powietrza pękają przy powierzchni wody powodując powstawanie drobnej mgiełki, która osiadając na jajach doskonale je nawilża. Jaja można także spryskiwać za pomocą np. gęsiego pióra, ale jest to pracochłonne

 

Tu jeszcze zbliżenie na przygotowany zbiornik tarliskowy

Bardziej wydajnym sposobem jest odcięcie żyletką całej złożonej ikry (lub całego liścia, który następnie obciążamy np. kamykiem) i przeniesienie jej do oddzielnego, całkowicie szklanego zbiornika o pojemności około 10 l. Powinien on być wypełniony wodą z akwarium tarliskowego do wysokości 1-2 cm. Wodę należy odkazić kilkoma kroplami trypaflawiny i przez cały czas delikatnie napowietrzać, a ciepłotę utrzymywać na poziomie 27-28ºC.

 

Atrap liścia może być więcej niż jedna, a ich kolor nie ma znaczenia

Larwy wykluwają się po około 24-48 godzinach. Początkowo gromadzą się w kroplach wody, a następnie są spłukiwane do akwarium tarliskowego. Zdarza się, że niektóre z nich nie mogą się odkleić od szyby i wtedy można im pomóc, np. używając pióra lub miękkiego pędzelka. Po dostaniu się do wody, w której nic im nie grozi zwisają zwykle nieruchomo na szybach w pobliżu powierzchni.

 

Narybek, który wpadnie do wody jest chętnie zjadany przez dorosłe osobniki, stąd lepiej, aby ich nie było …

Trwa to około 3-4 dni, po czym narybek rozpływa się w poszukiwaniu pokarmu. Młode są bardzo drobne i początkowo jedzą tylko najdrobniejszy żywy pokarm, którym powinny być wyhodowane odpowiednio wcześniej na pożywkach organicznych lub z preparatów handlowych (np. Protogen) pierwotniaki oraz wrotki. Jest to najbardziej krytyczny okres w wychowie narybku.

 

Najlepsze do rozrodu tarlaki to ryby w wieku około roku

Zbyt skąpe żywienie prowadzi do masowych upadków, a nadto obfite do psucia się wody. Stąd narybek należy karmić często, ale mniejszymi porcjami (pierwotniaki równomiernie dozujemy zakraplaczem po powierzchni wody). Po 8-10 dniach narybek można zacząć karmić najdrobniejszymi larwami solowca. Po miesiącu chętnie przyjmowany jest rozmiękczony pokarm suchy (płatkowy) oraz najdrobniejsze rozwielitki i oczliki (te ostatnie muszą być zjedzone od razu).

 

Rozród smukleni nie jest trudny, ale wychów drobnego narybku już tak

Wraz ze wzrostem młodych w akwarium lęgowym należy stopniowo podnosić poziom wody i przez cały czas obficie ją napowietrzać. Narybek rośnie szybko i dlatego po 4-5 tygodniach należy przenieść go do większego, napełnionego świeżą, odstaną, dobrze natlenioną i filtrowaną wodą zbiornika.

 

 

Smuklenie pryskacze można również hodować w paludarium, które jest dla niego miejscem wprost znakomitym

O chowie smuklenia pryskacza pisałem tu:

 

Pielęgnica Meeka. Historia jednej pary

Zgodna para w pozach odstraszających intruzów

O chowie i rozrodzie pielęgnicy Meeka (Thorichthys meeki) w akwarium pisałem wcześniej tu:
„Pielęgnica Meeka. Chów”

„Pielęgnica Meeka. Rozród”

 

 

 

 

Samiec jest jaskrawiej ubarwiony, ale piękno obydwu płci jest niezaprzeczalne

Teraz chciałbym przedstawić historię pewnej pary, którą zakupiłem przypadkiem w jednym z renomowanych warszawskim sklepów akwarystycznych. Ryby od razu mi się spodobały – były dość młode, choć już dojrzałe płciowo i widać było, że tworzyły zgraną parę, która chce odbyć tarło (charakterystycznie szukały ustronnego miejsca i stroniły od pozostałych ryb).

 

 

Niestety przepychanki między rodzicami nie są rzadkie, ale rzadko przybierają skrajnie ostre formy

Tak, jak przewidywałem ryby przeniesione do zbiornika tarliskowego po kilku dniach złożyły ikrę na płaskim kamieniu, przy niedużej doniczce z kępą kryptokoryny. Początkowo myślałem, że jaj jest niewiele, ale myliłem się. Były bowiem skrzętnie upchane tu i tam, a sam kamień znajdował się przy tylnej szybie, stąd moje obserwacje były  utrudnione.

 

 

Samiec rządzi i atakuje wszystko co w jego mniemaniu zagraża potomstwu

Rodzice bardzo dobrze opiekowali się ikrą, a samiec ostentacyjnie odchylał pokrywy skrzelowe, „ział” wręcz czerwienią swego okazałego podgardla. To samo, choć rzadziej i słabiej, robiła także jego partnerka. Wyglądało to bardzo imponująco, co żywo zainteresowało nawet odporniejszych na piękno ryb domowników 🙂

 

 

My tu rządzimy! Wrogu odejdź, albo zaatakujemy z całym impetem …

Po kilku dniach ikra zniknęła. Początkowo myślałem, że ryby ją zjadły, lecz zauważyłem, że samica jest nader aktywna we wnętrzu kokosu – co jakiś czas to doń wpływała, to zeń wypływała. Zaraz też okazało się, że zostały tam przeniesione larwy. Samiec krążył po całym zbiorniku i stroszył się natychmiast, gdy tylko ktoś zbliżał się do przedniej jego szyby.

 

 

Samica z młodziutkim wylęgiem

Narybek rozpoczął swobodne pływanie i żerowanie po 4-5 dniach. Początkowo karmiłem go wrotką (kupna, w torebkach), nicieniami mikro, roztartą karmą suchą, a po kilku dniach miażdżonymi rurecznikami. Trzeba przyznać, że schematów żywieniowych jest co najmniej kilka, a „meeki” są łatwe w wychowie.

 

 

Narybek „meek” jest żywotny i żarłoczny

Młode dobrze rosły, a rodzice opiekowali się nimi z tym samym zapałem, co wcześniej. Samiec atakował nawet moją rękę zanurzoną do zbiornika celem wyjęcia gąbki filtra wewnętrznego do umycia. Z ostrożnością podmieniałem także wodę na świeżą, ale odstaną przez dobę.

 

 

 

Poturbowana samica coraz rzadziej broni młodych, a coraz częściej kryje się gdzie może

I nagle cała sielanka się skończyła – wręcz prysnęła jak mydlana bańka. Po powrocie z pracy zastałem poturbowaną samicę, która kryła się w pływającej po powierzchni wody kępie rogatka. Gdyby nie rośliny ryba prawdopodobnie by zginęła wskutek nasilonej agresji partnera, narastającego stresu i odniesionych ran.

 

 

 

Samicę szybko odłowiłem, a samiec dalej troskliwie wychowywał młode. W takim zachowaniu pięlęgnicowatych nie ma nic dziwnego – nierzadko bowiem na pozór zgrana para zaczyna między sobą walki o opiekę nad potomstwem.

 

 

Drogi rodziców rozdzielają się – słabsze musi ustąpić lub zginie

Niemniej hodowcy trudno jest niekiedy wprost pojąć, że para, która tak była świetnie złożona, tak dobrze dobrana, troskliwa i wobec siebie łagodna, nagle za sprawą jednego z rodziców (zwykle samca) staje się nie do poznania. Ryby zaczynają ze sobą walczyć, a słabszy musi ustąpić, inaczej zginie lub odniesie poważne rany. To niestety częsty scenariusz …

 

 

 

Kirysek karłowaty (pigmej) (Corydoras pygmaeus). Chów i rozród

Kiryski karłowate to ryby stadne, stąd w akwarium nie powinno być ich mniej niż 6 osobników

Ta iście niewielka (dorasta do 2,5-3 cm) ryba o krótkiej i zwartej budowie ciała pochodzi w wód Ameryki Południowej (poł.-zach. Brazylia – dorzecze Rio Madeira). Ubarwienie ciała jest szare (od spodu i u dołu białawe) z czarną poprzeczna pręgą, biegnącą od pyska do nasady płetwy ogonowej. Widoczna lub nie jest także druga pręga, znacznie słabiej zabarwiona, biegnąca wzdłuż dolnej krawędzi tułowia, od płetw brzusznych do odbytowej.

 

„Pigmeje” znakomicie nadają się do zbiorników małych, np. typu nano

U gatunku tego występuje mała płetwa tłuszczowa oraz dwie pary wąsików wokół otworu gębowego. Jest to ryba żyjąca w grupach, więc im więcej osobników w akwarium, tym lepiej. Można łączyć je z innymi spokojnymi rybami, np. tęczankami Wernera, małymi kąsaczowatymi, spokojnymi pielęgniczkami z AP, małymi karpiowatymi (razbory, mini-dania), mini-żyworódkami: drobniczka, drobnotka, itp.

 

Pokarm musi być dostosowany wielkością do niewielkiego otworu gębowego

Pojemność zbiornika dla 6-8 „pigmejków” może wynosić jedynie 30-40 l. W akwarium bardzo wskazane są zatopione gałęzie i liście (bukowe, dębowe, migdałecznika), kawałki drewna, niewielkie korzenie. Jako podłoże najlepiej sprawdza się drobny piasek.

 

 

 

Bogata roślinność w zbiorniku z miejscami do swobodnego pływania to podstawa dobrostanu ryb

Roślinność w zasadzie dowolna, ale doskonale sprawdzają się tu wszelkie mchy, przymocowane do korzeni. Wskazane rośliny pływające, które tonowałyby oświetlenie, co polepsza dobrostan ryb. Kiryski są wszystkożerne, ale pokarm musi być dostosowany wielkością do niewielkich otworów gębowych. Larwy ochotek lub rureczniki trzeba zatem dobrze posiekać żyletką.

 

Para kirysków – samica po lewej – samica jest zwykle bardziej wypukła w partii brzusznej i nieco większa

Woda najlepiej miękka do średnio twardej (do 13°n), o odczynie obojętnym do lekko kwaśnego (pH 6,5-6,8), o temperaturze 22-27°C (moim zdaniem nie należy utrzymywać ryb w zbyt ciepłej wodzie – u mnie kiryski doskonale radzą sobie w zbiorniku nieogrzewanym), w lekkim ruchu, co tydzień podmieniana w objętości około 20%, filtrowana i dobrze natleniona.

 

 

Samica jest większa (o około 0,5 cm), ma dłuższe płetwy brzuszne i jest bardziej wypukła w części brzusznej. W jednogatunkowym zbiorniku wielokrotnie dochodzi do tarła. Można także wychować niewielką ilość młodych. Wydajniejszy rozród przeprowadzamy w zbiorniku tarliskowym. Ryby pobudza duża podmiana wody (do 50%), wysokie jej natlenienie i obniżenie temperatury o 3-4°C. Samica może złożyć kilkadziesiąt jaj.

 

Ikra często składana jest na elementach martwych, np. obudowie filtra, szybie, jak i żywych, np. na szerokim liściu rośliny itp.

Więcej o rozrodzie kirysków można przeczytać tu:
„Kirysek pstry. Rozród”

„Pigmejki”, zwłaszcza narybek nie lubią zbyt dużego zasolenia wody (należy starannie płukać larwy solowca przed ich podaniem!). Są także wrażliwe na związki miedzi i inne substancje chemiczne stosowane, np. przy leczeniu wielu chorób ryb. Akwarysta musi zatem zachować tu daleko idącą ostrożność.

 

Pielęgnica miodowa (Archocentrus multispinosus)

Para tarlaków – samiec poniżej

Pielęgnica miodowa była wcześniej znana jako Heros multispinosus lub Herotilapia multispinosa. Jest nazwa w jęz. angielskim to Rainbow Cichlid. W naturze zasiedla wody Ameryki Środkowej – od Hondurasu i Nikaragui po Kostarykę. W akwarium dorasta zwykle do 10-12 cm (bywa, że więcej). Należy oczywiście do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae)

 

Pokarm żywy wpływa na lepsze wybarwienie ryb i gotowość ich do rozrodu

Nie będę w niniejszym wpisie opisywał wymagań środowiskowych dla tego skądinąd odpornego i łatwego w chowie gatunku. Mniej więcej to samo bowiem napisałem już przy okazji omawiania innych gatunków pielęgnic z AP i AŚ. Gorąco zachęcam więc do skorzystania z wyszukiwarki na blogu.

 

 

Samiec w pięknej, godowej barwie

Tu także samiec – gotowy do tarła mleczak

Teraz skupię się na historii pewnej pary, gdyż jej zmienny behawior w zależności od warunków środowiskowych wydał mi się bardzo ciekawy i warty opisania. Parę tę dostrzegłem w dobrze znanym mi zoologu. Ryby  pilnowały akurat młodziutkiego narybku, który zgromadziły w niewielkim dołku w podłożu, nieopodal niedużego kamienia.

 

Podczas opieki nad potomstwem  tarlaki wykazywały niezwykłą wprost troskliwość. Kosztowało ich to sporo wysiłku bowiem w akwarium pływało jeszcze kilkanaście innych pielęgnic, w tym średniej wielkości meeki, jakieś ziemiojady, kilka akar z Maroni oraz kilka osobników młodocianych pielęgnicy miodowej.

 

Samica strzegąca jaj i trzymająca samca na dystans

 

Para była bardzo zgodna, wielce zapalczywa i aktywna w odganianiu potencjalnych intruzów (w praktyce wszystkich współmieszkańców zbiornika). Ci ostatni bowiem tylko czekali na najmniejszą nieuwagę rodziców, aby pochwycić smakowity kąsek w postaci młodego narybku.

 

 

Walczące ze sobą tarlaki o przywództwo w opiece nad potomstwem

Zgodność i troskliwość ryb wynikała z pewnością w dużej części z obecności tzw. target fish, czyli właśnie osobników innych gatunków. Hodowcy czasami celowo wpuszczają tych ostatnich do zbiornika tarliskowego, aby zachęcić parę do tarła (niektóre tarlaki muszą bowiem stale „coś” odganiać, aby wejść w nastrój do godów) i/lub niwelować kłótnie między rodzicami o przywództwo w opiece nad potomstwem.

 

Jaj nie było dużo (około stu), ale samica strzegła ich bardzo troskliwie

Po wpuszczeniu pary ryb do akwarium hodowlanego ich zachowanie było już zgoła inne. Wcześniej przez 2 tyg. tarlaki były intensywnie żywione żywym pokarmem, aby samica szybko „nabrała” ikry. Często bowiem w nowych warunkach samiec od razu ponownie chce się trzeć, co dla wymęczonej i niegotowej do tarła samicy może skończyć się poturbowaniem lub nawet śmiercią.

 

Po tarle samiec musiał salwować się ucieczką w przeciwległy obszar akwarium

Tarło odbyło się nad górną, zewnętrzną powierzchnią przewróconej na bok glinianej doniczki. Samica od początku trzymała partnera na dystans, nie pozwalając mu zbliżyć się do jaj na więcej niż 8-10 cm. Z impetem go odganiała i straszyła pokazując swym zachowaniem, że jest gotowa na konfrontację. Co i raz ryby zwierały się pyskami, przepychając wzajemnie.

 

Po pojawieniu się larw samica została poturbowana, a larwy pożarte przez samca

Po wylęgnięciu się larw samiec nagle przejął inicjatywę. Brutalnie odgonił i z lekka poturbował samicę, a następnie pożarł wszystkie larwy. I tak oto bardzo zgodne w zdawałoby się niekorzystnych warunkach tarlaki (obecność innych ryb w akwarium), po stworzeniu im optymalnego środowiska zaczęły walczyć między sobą, co niechybnie doprowadziło do utraty całego miotu.

 

 

Zdesperowany samiec wreszcie zaatakował, poturbował samicę i pożarł larwy

Odsyłam Państwa także do wpisu o rozrodzie pielęgnicy Meeka – warto się z nim bowiem zapoznać ze względu na wiele podobieństw w zachowaniach ryb:

„Pielęgnica Meeka. Rozród”

Podaję tu także link do filmiku na moim kanale YT, dotyczący opieki nad ikrą u pielęgnicy miodowej:

Badis bengalski (Dario dario) – przypomnienie

Para badisów bengalskich – samica z przodu

W niniejszym wpisie chciałbym ponownie zwrócić uwagę szanownych akwarystów na arcyciekawy gatunek, jaki bez wątpienia jest badis bengalski (Dario dario). Ta niewielka ryba o nietuzinkowym behawiorze i niezbyt łatwym rozrodzie znakomicie nadaje się do niedużych zbiorników, zwłaszcza z bogatą szatą roślinną.

 

 

Samiec w ubarwieniu godowym

Więcej o badisach bengalskich pisałem kiedyś tu:

„Badis bengalski. Chów”

„Badis bengalski. Rozród”

 

 

 

 

Nieduży zbiornik z badisami bengalskimi

Dorodna samica

Wśród roślinności badisy prezentują się najokazalej

Samiec z dwoma samicami

Samiec – niezaprzeczalne filigranowe piękno w akwarium

Dwie samiczki – ich ubarwienie jest więcej niż skromne …

Para przy anubiasie – samica z prawej

Samiec gotowy do godów

Kolejny samiec szukający partnerki

Tarło w gąszczu miękkolistnych roślin

Tarło c.d.

Tarło c.d. 2

Amatitlania myrnae. Chów

Para ryb – samiec z prawej

Ostatnimi czasy ta średniej wielkości pielęgnica jest coraz częściej spotykana w akwariach polskich hobbystów. W naturze zasiedla wody Ameryki Środkowej – Kostarykę i Panamę – rzeki Rio Cocolis, Rio Sixaola, Rio Estrella, Rio Cuarumo. Samiec jest większy i dorasta w akwarium do około 9 cm.

 

 

Samica w okresie godowym

Wymagania odnośnie chowu są podobne, jak u innych gatunków pielęgnic środkowo- lub południowoamerykańskich. Przede wszystkim zbiornik dla pary powinien mieć pojemność około 100 l. Woda musi być dobrze filtrowana, napowietrzana i znajdować się w lekkim ruchu. Nieodzowne są jej cotygodniowe podmiany w objętości około 20%. Woda średnio twarda, pH 7-8,5 i temperatura 23-26°C.

 

Samica wśród roślinności

Gatunek ten jest generalnie spokojny, a co najwyżej umiarkowanie agresywny. Wszystko jednak może radykalnie zmienić się w okresie tarła i wychowu potomstwa. Młode osobniki można utrzymywać wespół z wieloma innymi gatunkami, w tym kąsaczowatymi. Raczej nie niszczy roślin, chyba że przeszkadzają one jakoś przy wyborze gniazda.

 

 

Para tarlaków – samica po prawej

Akwarium należy odpowiednio urządzić. Nieodzownymi elementami wystroju są korzenie i kamienie, kawałki lignitów, gałęzie, liście, łupiny kokosu itp. Jako podłoża należy użyć grubszego piasku lub drobnego żwirku o ciemnym odcieniu. Wskazana chociaż jedna jaskinia, np. w postaci leżącej na boku doniczki lub ułożonej z kamieni.

 

 

Dorosły samiec

Mam jeszcze uwagi odnośnie dymorfizmu płciowego. Otóż w normalnych warunkach samica oprócz tego, że jest o 1-2 cm mniejsza, ma także krótsze płetwy grzbietową i ogonową oraz czarną plamkę na tej pierwszej. Złoto-żółty obszar w okolicach nadbrzusza jest u niej znacznie rozleglejszy, a w okresie godowym  jej oko staje się czarne, podobnie jak dolna część pyska i brzucha.

 

Z przodu samiec

Plama na płetwie grzbietowej u samicy nie musi być jednak cała czarna. Bywa, że wokół szczątkowego, czarnego znaczenia układają się inne – złote i/lub niebieskawe – osobiście przypomina mi to nieco pawie pióra. W okresie godowym plama ta często jest słabo widoczna. Z kolei czarna plama na boku ciała jest zwykle dobrze widoczna i niekiedy przyjmuje postać bardziej rozlanego kleksa. Kolejna ciemna plama występuje na nasadzie płetwy ogonowej.

 

Z przodu samica

Odnośnie żywienia, to sprawa jest prosta – gatunek ten zjada wszelki pokarm, ale wyraźnie preferuje żywy (u mnie ryby zajadały się dobrze przepłukanymi rurecznikami i larwami ochotek). Także karmy suche, granulowane i płatkowe, w tym wyprodukowane na bazie spiruliny są chętnie przez nie zjadane.

Akara „Electric Blue” (Andinoacara pulcher). Rozród

Para tarlaków – samica u dołu

Samiec jest większy i ma większe oraz bardziej wydłużone płetwy nieparzyste, zwłaszcza grzbietową i odbytową. Te ostatnie są jednak ostro zakończone u obydwu płci. Rozród najlepiej jest przeprowadzić w zbiorniku tarliskowym o pojemności około 100 l.

 

 

Karmienie żywym pokarmem wzmaga chęci ryb do rozrodu

Wypełniamy go odstaną wodą o twardości jak najniższej, choć akary „Electric Blue” odbywają udane tarła i w twardszej wodzie – nawet około 20°n. Jej odczyn powinien być lekko kwaśny (pH 6,5), a temperatura wynosić 27-28°C. Niemniej ryby te rozmnażają się także w wodzie chłodniejszej i o odczynie zasadowym.

 

 

Odłowione do tarła tarlaki oczekują na aklimatyzację w zbiorniku hodowlanym

Substratem dla ikry może być stojąca pod niedużym skosem płytka glazury, płaski kamień, przewrócona na bok gliniana doniczka lub stożek itp. W akwarium ogólnym ikra składana jest czasem na obudowie filtra, a nawet na szerokim liściu rośliny podwodnej. Zwykle rodzice pieczołowicie czyszczą wybrane na gniazdo miejsce, ale obserwowałem pary, które nie przejawiały takiego zachowania. To samo dotyczy rosnących w pobliżu roślin – jedne osobniki zażarcie je wyrywają (ale raczej nie z korzeniami, lecz niszczą pojedyncze liście), inne zupełnie się nimi nie interesują.

 

Tarło na przewróconym, ceramicznym stożku

Podniecony samiec adoruje partnerkę potrząsając przed nią ciałem i napinając płetwy. Tarło ma charakter otwarty i rzadko ma miejsce wewnątrz jakiejś kryjówki. Tarlaki wykonują szereg aktów płciowych (tzw. kółka) polegających na złożeniu partii żółtawych jaj przez samicę i polaniu jej mleczem przez samca. Ryby co i raz robią krótkie przerwy w czasie których patrolują okolicę, zwłaszcza samiec. W czasie wydalania gamet pokładełko samicy jest większe, grubsze i tępo zakończone (u samca przeciwnie – małe, cienkie i szpiczaste).

 

Samica składa jaja – widać krótsze, tępo zakończone i grubsze pokładełko

Samica może złożyć do około 300 ziaren ikry. U mnie w nieogrzewanym zbiorniku, w którym temperatura wody latem wynosiła 23-25°C larwy wylęgały się w czwartej dobie. Po dalszych 5-6 zaczęły pływać i żerować. Z początku narybek przemieszczał się wokół kryjówki, a dopiero po 2-3 dniach rozpłynął się na dobre. Rodzice jak na pielęgnice południowoamerykańskie przystało powinni opiekować się potomstwem. I tak w wielu przypadkach jest, lecz czasami sprawy przyjmują zgoła inny, wielce niekorzystny dla hodowcy obrót.

 

Samica strzeże złożonej na kamieniu ikry

Miałem parę, która przez pierwsze kilka tareł zjadała złożoną ikrę. Za którymś kolejnym podejściem rodzice zjedli niewiele ponad 80% jaj. Z reszty wykluły się larwy, których samica strzegła dość mizernie. Nie przejawiała agresji, gdy zbliżałem się do przedniej szyby, ani nie atakowała zanurzonej w wodzie ręki. Po kilku dniach młode rozpłynęły się a rodzice przestali zwracać na nie uwagę. Szybko zajęli się bowiem przygotowaniami do kolejnego tarła. Gdy tylko pojawiła się nowa ikra młode zniknęły, zjedzone oczywiście przez tarlaki.

 

Obydwa tarlaki przy gnieździe z ikrą – samiec po prawej

Powyższe opisy behawioru ryb wskazują, że nawet u pielęgnic z AP nie ma jakiegoś szablonowego schematu zachowań. W zależności bowiem od warunków środowiskowych, dobrania się pary lęgowej lub indywidualnych cech osobniczych mamy całą gamę możliwych zdarzeń. Ich obserwacja w domowym zbiorniku to jedno z najciekawszych korzyści płynących z akwarystyki.

 

Młodziutki narybek ma barwy ochronne

O chowie i pochodzeniu akary „Electric Blue” pisałem tu:

„Akara „Electric Blue”. Chów i pochodzenie”

Smukleń pryskacz (Copella arnoldi). Chów

Samiec – osobnik pięknie wybarwiony

Ryba ta, zwana w jęz. angielskim Splash tetra należy do rodziny smukleniowatych (Lebiasinidae). W naturze zamieszkuje wody dorzecza Amazonki, Orinoko i Rio Paraguay w Ameryce Południowej. Smuklenie są mało wymagające, bardzo zgodne i towarzyskie, ale nierzadko także płochliwe.

 

 

Dorodna samica

Najlepiej czują się w zbiorniku jednogatunkowym, ale bez problemu znoszą towarzystwo innych, niedużych i spokojnych gatunków, np. z rodziny kąsaczowatych (Characidae) i/lub smukleniowatych. Czasami pomiędzy dorosłymi samcami dochodzi do drobnych utarczek, ale są one zupełnie nieszkodliwe dla ich zdrowia.

 

 

Para dorosłych osobników

Dymorfizm płciowy jest dobrze zaznaczony. Samce są większe (do 8 cm), smuklejsze i barwniejsze – ich płetwy są znacznie bardziej wydłużone i szpiczasto zakończone (u samic są krótkie i zaokrąglone), o mniej lub bardziej czerwono-różowym lub pomarańczowym zabarwieniu. U obydwu płci na płetwie grzbietowej widnieje zwykle biała i czarna plamka.

 

 

Jasne podłoże znacznie wygasza piękne barwy smukleni

Ciało smukleni jest wydłużone i smukłe, doskonale przystosowane do pływania i skakania. Są dość ruchliwe i bardzo zwinne. Najchętniej przebywają w przypowierzchniowej warstwie wody. Mają silną tendencję do wyskakiwania z akwarium, nawet przez na niewielkie przestrzenie. Zbiornik musi być zatem zawsze szczelnie przykryty.

 

 

Samiec z dwoma samicami – chów grupowy smukleni jest jak najbardziej możliwy

Ryba ta preferuje akwaria dość gęsto zarośnięte głównie miękką roślinnością, ale z wolnymi przestrzeniami tu i ówdzie do swobodnego pływania. Można z powodzeniem hodować ją także w paludariach, gdzie możliwa jest uprawa roślin bagiennych o liściach wyrastających ponad lustro wody lub rosnących bezpośrednio na brzegu i płożących się tuż nad powierzchnią.

 

 

Starsza (po lewej) i młodsza samica

Jako podłoże należy wybrać drobny żwirek o zdecydowanie ciemnym zabarwieniu. Z powodu różnorodności szaty roślinnej oświetlenie akwarium, siłą rzeczy, musi być dość intensywne, ale rośliny pływające powinny je znacznie tonować. W przeciwnym razie barwy ryb nie będą w pełni wyeksponowane, a one same będą czuły się źle i wykazywały zwiększoną płochliwość.

 

 

Samiec ujmuje swym pięknym ubarwieniem

Woda powinna być możliwie miękka (5-12ºn), o odczynie najlepiej lekko kwaśnym do lekko zasadowego (pH 6-6,8) i temperaturze 24-27ºC, regularnie raz w tygodniu odświeżana w objętości 15-20%. Wskazanym dodatkiem są garbniki w postaci szyszek olszy, liści dębu, migdałecznika itp. Z elementów wystroju warto użyć korzeni, kawałków drewna i/lub zatopionych gałęzi.

 

 

W chowie grupowym powinny przeważać samice

Ryba mało wybredna, zjada zarówno żywy, jak i suchy pokarm. Ze względu na niewielki otwór gębowy smukleni musi być on jednak odpowiednich rozmiarów. Najlepsze są pokarmy żywe, w tym rozwielitki i oczliki, larwy komarów, muszki owocowe, kawałkowane rureczniki i doniczkowce itp.

Ukleja naga (Sawbwa resplendens). Chów i rozród

Samiec – czerwone elementy ciała są bardzo wyraźne

Nazwy w języku angielskim są liczne: Sawbwa barb, Rummynose rasbora, Naked microrasbora, Burmese Rummynose, Asian rummy nose tetra. Skóra ryba jest pozbawiona łusek, a wydłużone ciało, szczególnie u samca rzeczywiście przypomina naszą rodzimą ukleję (Alburnus alburnus), co znalazło odzwierciedlenie w nazwie gatunku w języku polskim. Należy do rodziny karpiowatych (Cyprinidae).

 

Samica jest znacznie skromniej i zupełnie inaczej ubarwiona

Gatunek endemiczny. W naturze zasiedla jezioro Inle oraz okoliczne rozlewiska i tereny bagniste we wschodniej części Mjanmy (Birma). Jezioro położone jest na wysokości ponad 850 m n.p.m., dość płytkie (głębokość zwykle 2-3 m, ale zwiększa się o nawet 1-1,5 m w porze deszczowej)  i ma żyzne, gliniaste podłoże. Niestety środowisko to ulega stopniowej degradacji.

 

 

Samiec jest szczuplejszy i większy

Podstawową barwą ciała ryb jest kolor srebrzysty z odcieniem stalowo-mlecznobiałym u samca i żółto-złoto-oliwkowym u samicy. U tej ostatniej w okolicach otworu moczopłciowego występuje niewielka czarna plamka, a płetwy są przezroczyste. Z kolei u bardziej szczupłego i większego samca (dorasta do około 3 cm) górna i przednia część głowy oraz końce rozwidlonej płetwy ogonowej są jaskrawo czerwone lub czerwono-pomarańczowe.

 

Ryba ta najlepiej czuje się w akwarium jednogatunkowym

Ryba spokojna i towarzyska, umiarkowanie ruchliwa, często nieśmiała i okresowo płochliwa. Samce mogą być wobec siebie zadziorne (zwłaszcza podczas tarła), ale nie robią sobie krzywdy. Najlepiej chowa się w grupie złożonej z 6-10 osobników, z przewagą samic. Dla takiej obsady wystarcza 60-80 l zbiornik. Dopuszczalne jest towarzystwo spokojnych gatunków, tj.: kardynałki, dania, małe razbory itp.

 

Samica ze znacznym zapasem dojrzałej w jajnikach ikry

Ukleja naga najlepiej jednak czuje się w zbiorniku jednogatunkowym. Musi być on dobrze przykryty i obsadzony różnorodną roślinnością, w tym także pływającą. Konieczne są jednak wolne przestrzenie do swobodnego pływania. Podłoże stosujemy o ciemnym odcieniu. Z elementów dekoracyjnych najlepiej użyć kamieni (np. wapieni), ale 1-2 niewielkie korzenie także rybom nie zaszkodzą.

 

 

Optymalny dobrostan omawianych ryb to przede wszystkim twarda i zasadowa woda

Parametry fizyko-chemiczne wody są dość ważne i zawsze muszą być stabilne. Ryby te nie powinny być trzymane w wodzie zbyt miękkiej i kwaśnej (jednak lekki spadek pH do 6,5 zbytnio im nie szkodzi). Najlepiej zatem, gdy woda jest średnio twarda do  twardej (10-20°n), o odczynie obojętnym do zasadowego (pH 7-8,5) oraz temperaturze 19-24°C.

 

 

 

Gatunek jest spokojny i towarzyski

Wolno pracujący filtr oraz cotygodniowe podmiany wody w objętości 20-30% w zupełności wystarczają. Jeśli parametry wody są stabilne to ukleje nagie rzadko chorują. Leczy się je niełatwo, gdyż są wrażliwe na chemikalia, np. związki miedzi. Generalnie jednak są to ryby odporne i dość wytrzymałe, o ile nie narażamy ich na długotrwałe stresy. Zjadają każdy rodzaj pokarmu.

 

Ukleja naga to gatunek fitofilny

Obecnie omawiany gatunek ma w naturze status zagrożonego. Wynika to z przełowienia do celów handlowych, kurczeniem się naturalnego środowiska, jego postępującą degradacją i eutrofizacją oraz panoszeniem się w nim obcych gatunków inwazyjnych, np. tilapii, amurów białych. Ta ostatnia plaga to zmora naszych czasów, z którą niestety bardzo trudno jest walczyć.

 

 

Para tarlaków – samica w przodu

Gatunek fitofilny. Tarło ma miejsce wśród liści i korzeni roślin zarówno miękko- (w tym pływających o rozbudowanych systemach korzeniowych, np. pistia rozetkowa), jak i twardolistnych – jaja deponowane są zwykle na spodniej stronie szerokich liści (żabienice, zwartki, anubiasy itp.). Liście tych  ostatnich powinny sięgać lub rozkładać się pod lustrem wody.

 

 

Samiec w zbiorniku tarliskowym

Roślinnym substratem dla ikry może to być pływająca kępa anubiasa, mikrozorium lub epipremnum (scindapsusa), opleciona „warkoczami” rogatka lub wywłócznika. Można wykorzystać także tzw. mopy, czyli pompony z włóczki/przędzy syntetycznej (wypranej, dokładnie wypłukanej i odkażonej) i przymocowanej do kawałka korka lub styropianu, a także nitkowate glony.

 

Dorodna ikrzyca z żółto-złoto-oliwkowym ubarwieniem ciała

Temperatura wody nie powinna być wyższa niż 22ºC, a jej twardość grubo powyżej 17ºn. Po wpuszczeniu dorodnych tarlaków, np. samca i 2-3 samic, wodę codziennie obficie podmieniamy na chłodniejszą o 2-3ºC. Ryby karmimy, ale tylko żywym pokarmem i tak, aby zjadały go w całości niemal natychmiast. Dno pokrywamy warstwą grubego żwirku lub szklanych kulek, co chroni odklejone od substratu jaja przed pożarciem przez tarlaki.

 

Tarło następuje zwykle po kilku dniach

Do tarła może dojść dopiero po kilku dniach. Najlepiej jednak przystępują do niego ryby, które wcześniej przez około 2 miesiące przebywały w chłodnej wodzie lub na 2 tyg. były rozdzielone według płci. Tarło rozkłada się w czasie i może trwać 3-4 dni. Po tym czasie tarlaki usuwamy (chętnie wyżerają ikrę), a zbiornik lekko zacieniamy. Larwy wylęgają się po kilku dobach i niemal od razu (względnie po dobie) zaczynają pływać i żerować.

 

Okresowe przetrzymywanie ryb w chłodniejszej wodzie polepsza ich chęć do odbycia tarła

Osobniki z odłowu zwykle cechuje sezonowość rozrodu i pomimo stworzenia im dogodnych warunków gody często nie następują. Można także w akwarium jednogatunkowym sprawdzać co 2-3 dni substrat i jeśli jest na nim ikra – przenosić całość do lęgnika z wodą o identycznych parametrach i zainstalowanym napowietrzaniem.

 

 

 

Tarło – w gąszczu roślin widać samicę

Pierwszym zwiastunem, że coś jest na rzeczy jest niespokojne zachowanie samców. Pływają one nerwowo po akwarium, często charakterystycznymi zrywami, żywiołowo przeganiają się i kąsają (skubią) pyskami, próbując jednocześnie zbliżyć się do ikrzycy. Bywa, że tarlaki robią tzw. świecę w przód, czyli krótki, gwałtowny zryw w czasie którego wydalone zostają gamety.

 

Rozród najlepiej przeprowadzać grupowo z przewagą samic

Przez pierwsze 5-6 dni narybek karmimy tzw. pyłem, czyli larwami oczlików i wrotkami oraz kulturami pierwotniaków, wyhodowanych na pożywkach organicznych lub z preparatów handlowych, np. typu Protogen. Następnie przyjmuje on drobne larwy solowca i markowe pokarmy suche. Także dolewanie mocno zielonej wody (zielenice i eugleniny) ma sens.

Okończyk moczarowy (Elassoma evergladei). Wychów narybku

Samiec w szacie godowej

Okończyki moczarowe, jako przedstawiciele ichtiofauny północnoamerykańskiej to ryby zimnolubne, zadowalające się skromnymi warunkami środowiskowymi i nie sprawiające większych problemów w chowie. Chętnie przystępują do rozrodu w niewoli, jednakże wychów bardzo drobnego narybku nie jest łatwy.

 

 

Samica gotowa do tarła

Okończyk moczarowy należy do rodziny bassowatych (Centrarchidae). W języku angielskim zwany jest The Everglades Pygmy Sunfish. W naturze występuje w wodach USA i dorastają do 2,5-3,5 cm długości. Ubarwienie samców jest bardziej ciemne (w okresie godowym stają się one niemal czarne) z połyskującymi, niebieskawymi cętkami. Samice są nieco większe, bledsze – żółto-brązowo-szare.

 

Tarlaki w zbiorniku hodowlanym

Tarło przebiega dość skrycie, w gęstwinie miękkolistnej roślinności, zwykle bardzo wcześnie rano. Jaja składane są partiami (po kilka sztuk), a dorosłe osobniki zupełnie się nimi nie interesują. Podczas jednego, rozłożonego w czasie, tarła samica może złożyć ich kilkadziesiąt, zwykle 30-60 sztuk.

 

 

 

Gąszcz roślin i korzeni to ulubione miejsca rozrodu okończyków

W akwarium jednogatunkowym, obsadzonym obficie roślinnością ryby wielokrotnie odbywają spontaniczne tarła. Narybek, który ma tendencję do gromadzenia się przy powierzchni wody oraz dnie akwarium można także wyłapywać (np. pipetą, łyżką, miseczką) i przenosić celem odchowania do oddzielnego zbiornika – odchowalni.

 

 

Młodziutki narybek

W temperaturze 22°C larwy wylęgają się po około 60-72 godzinach. W poszukiwaniu pokarmu narybek rozpływa się po dalszych 3 dniach. Jest on bardzo drobny, a jego pierwsze pożywienie powinny stanowić pierwotniaki oraz wrotki. Nawet świeżo wyklute larwy solowca są na początku zbyt duże, żeby mogły być zjedzone, choć te najmniejsze można spróbować im podać.

 

 

Nieco starszy narybek

Dobrym pokarmem dla potomstwa są pierwotniaki, wyhodowane na pożywkach organicznych (łodyżka siana lub wywar z niego, kawałeczek skórki banana itp.) lub z preparatów handlowych (np. Protogen). Można także wpuścić do zbiornika kilka ślimaków i karmić je sparzoną sałatą. Odchody mięczaków są doskonałą pożywką dla pierwotniaków, które w takich warunkach mnożą się na potęgę.

 

Narybek rośnie dość wolno

Narybek w wieku 7–10 dni można zacząć skarmiać najdrobniejszymi larwami solowca. Po ukończeniu dwóch tygodni do diety włączamy najdrobniejsze rozwielitki i oczliki, a także węgorki „mikro” i miażdżone, uprzednio doskonale przepłukane i posiekane starannie żyletką rureczniki. Młode rosną dość wolno. W naturze okończyki żyją około  1,5 roku, podczas gdy w dobrych warunkach akwariowych potrafią dożyć 3-4 lat.

 

Narybek najlepiej rośnie na pokarmie żywym

Czyszcząc okresowo dno zbiornika należy zwracać baczną uwagę na wylęg, który lubi ma tendencję do chowania się w nieczystościach i resztkach organicznych zalegających na dnie. Należy także dbać o dobrą kondycję ikrzycy – zapewniać jej odpoczynek, dobre żywienie i kryjówki (zwłaszcza niegotowa do tarła może być przez samce tak napastowana, że zginie).

 

 

O okończykach moczarowych pisałem wcześniej tu:

„Okończyk moczarowy. Chów”

i tu:

„Okończyk moczarowy. Rozród”

Akara Akara „Electric Blue” (Andinoacara pulcher). Pochodzenie i chów

Para pięknie wybarwionych akar – samica z przodu

Akara „Electric Blue” to najprawdopodobniej krzyżówka pomiędzy akarą błękitną (Andinoacara pulcher) i pielęgniczką Ramireza (Microgeophagus ramirezi), odmiany właśnie „Electric Blue”. Nie jest to jednak hybryda samoistna, lecz sztuczna, wymuszona przez człowieka. Pobrano bowiem ikrę od pierwszego gatunku i zapłodniono ją nasieniem drugiego.

 

 

Samiec jest większy i ma dłuższe płetwy nieparzyste

Jaja zapewne inkubowano sztucznie, a potomstwo hodowano na tzw. linię, co utrwaliło pożądaną cechę jaskrawej niebieskości. Dlatego też osobniki „Electric Blue” kojarzone między sobą dają potomstwo, które w 100% wiernie dziedziczy po nich wspomnianą cechę. Pod względem genetycznym nastąpił tu, choć krytykowany przez wielu, to jednak pewien sukces hodowlany.

 

 

Niebieskie ubarwienie ciała doskonale komponuje się w akwarium z soczystą zielenią roślin

Niemniej nie brakuje głosów twierdzących, że akara „Electric Blue” to tylko forma barwna popularnej w akwariach, zwłaszcza w ubiegłym stuleciu, akary błękitnej (Andinoacara pulcher), stąd i nazwa łacińska pozostała taka sama. Powstała zapewne jako mutacja (wymuszona sztucznie?), którą następnie utrwalono szeregiem zabiegów hodowlanych.

 

 

Akary „Electric Blue” mają zwykle spokojne usposobienia – tu samica

Oprócz atrakcyjnej barwy akara „Electric Blue” zyskała także pożądaną w akwarystyce cechę, jaką jest relatywnie mniejsza agresywność. Zdecydowanie bowiem jej temperament jest znacznie łagodniejszy od akary błękitnej i nieco bardziej zadziorny niż u pielęgniczki Ramireza. Można je zatem utrzymywać w zbiorniku towarzyskim (zwłaszcza osobniki młodociane) z wieloma innymi rybami za wyjątkiem gatunków najmniejszych, choć w obszernym, dobrze urządzonym i zarośniętym zbiorniku także ławicowe, małe taksony nie są zwykle przez nie niepokojone.

 

Dobrane pary zaleca się utrzymywać oddzielnie

Należy jednak, uważać na dobrane pary, które w okresie okołotarłowym mogą sprawiać na tym polu mniejsze lub większe problemy. One, moim zdaniem, nie nadają się do akwarium zespołowego, chyba że pełnego innych gatunków pielęgnic/akar o zbliżonej wielkości (pielęgnice: Meeka, miodowa, zebra, akara pomarańczowopłetwa itp.).

 

 

 

Ciemne podłoże i inne elementy wystroju podkreślają piękne barwy ryb – tu samiec

Pielęgnacja omawianego gatunku nie należy do trudnych. Ryby te poleca się nawet początkującym akwarystom. W akwarium o pojemności około 120 l możemy utrzymywać dorosłą parę lub kilka osobników młodocianych. Jako podłoża używamy drobnego żwirku o ciemnym odcieniu, co jeszcze bardziej podkreśla piękne barwy akar.

 

 

 

 

Rośliny są wyrywane i uszkadzane głównie przez dobrane pary szukające sobie miejsca na gniazdo

Poza okresem tarła rośliny posadzone w dnie zwykle nie są specjalnie uszkadzane, ani wyrywane (co najwyżej urywane są pojedyncze liście), ale zdarzają się osobniki nader intensywnie przekopujące dno. Na wszelki jednak wypadek należy sadzić je w zwartych kępach obłożonych kamieniami lub w pojemnikach. Bardzo wskazana jest roślinność pływająca, która tonując silne oświetlenie jeszcze bardziej poprawia wybarwienie ryb.

 

 

Akary „Electric Blue” są rybami dość odpornymi, ale wyraźnie mniej od akary błękitnej – tu para – samiec z lewej

Akara „Electric Blue” to ryba dość odporna, ale moim zdaniem, wyraźnie mniej od akary błękitnej. Najlepiej czują się w wodzie o twardości ogólnej do około 17°n, pH 5,5-7,5 i temperaturze wody 23-26°C. W zbiorniku konieczne są różnorodne elementy jego wystroju: korzenie, płaskie kamienie, groty, kawałki drewna, zatopione gałęzie, przewrócone na bok gliniane doniczki lub stożki, łupiny orzecha kokosowego, rurki z PCV lub drenarskie z gliny itp.

 

Dobra jakość wody to podstawa zdrowia akar – pięknie wybarwiony samiec po prawej

Akary bez szkody dla zdrowia okresowo znoszą zarówno niższą (około 15°C), jak i wyższą (około 30°C) ciepłotę wody. Regularne jej podmiany przeprowadzamy raz w tygodniu w objętości 15-20%, najlepiej w połączeniu ze starannym czyszczeniem (odmulaniem) dna z wszelkich resztek organicznych. Należy zaopatrzyć się w wydajny filtr kubełkowy, gdyż omawiany gatunek preferuje dobrej jakości wodę z co najwyżej minimalnym stężeniem związków azotu.

 

Piękne barwy ryb świadczą o ich znakomitym dobrostanie

Widywałem akary żyjące w zaniedbanych akwariach, często przerybionych, ze słabą filtracją i skąpym wystrojem. O ile w takich warunkach akara błękitna zwykle radzi sobie całkiem nieźle, to forma „Electric Blue” już niekoniecznie. Ryby przede wszystkim stają się apatyczne i płochliwe. Nie podchodzą do tarła, mają przyblakłe barwy i nierzadko zapadają na choroby. A te nie leczy się wcale łatwo.

 

Wszystkożerność akar sprawia, że ich wyżywienie nie stanowi żadnego problemu

Gatunek wszystkożerny, ale najlepiej chowa się i rozmnaża na karmie żywej lub mrożonej pochodzenia zwierzęcego. Zjada także wszelkie dedykowane pokarmy suche, tak granulowane, jak i płatkowe. Wskazany jest dodatek do diety karmy roślinnej, np. wyprodukowanej na bazie spiruliny.

 

Guianacara stergiosi. Rozród

Samica pokazuje samcowi (z prawej) gdzie jest jego miejsce przy opiece nad potomstwem

Samica jest mniejsza o 1/3 i ma drobniejszą budowę ciała. Samiec dorasta w akwarium do około 15 cm. Ma on też bardziej ściętą i potężniejszą część czołową głowy oraz nieco dłuższe płetwy. W okresie składania jaj brodawka ikrzycy jest nieco wysunięta dogłowowo i tępo zakończona (u samca – wysunięta doogonowo i ostro zakończona).

 

 

Para tarlaków – samica u dołu

O zbliżającym się tarle świadczy niespokojne zachowanie ryb. Przede wszystkim wzrasta nieco ich terytorializm i chronienie wybranej kryjówki. Samica w pewnym momencie po prostu w niej znika (np. wpływa do wnętrza kokosu, rury z PCW, groty, przewróconej na bok doniczki itp.) . Tarło ma miejsce w osłoniętej kryjówce i niełatwo je zauważyć.

 

 

Para z świeżo wyklutymi z jaj larwami (samiec po prawej)

To samica adoruje i zaprasza do kryjówki samca. Po tarle nie jest on do niej wpuszczany, a częstokroć jest wręcz odganiany przez partnerkę. Dlatego też, aby uspokoić samicę i dać jej poczucie bezpieczeństwa niektórzy hodowcy stosują kryjówki z regulowaną wielkością otworu wlotowego (wylot jest zaślepiony lub przylega do litej powierzchni).

 

 

Opieka samicy nad larwami

Po tarle jest on zmniejszany tak, aby ikrzyca mogła swobodnie przezeń się przeciskać, a samiec nie. Samica składa ikrę na pionowej powierzchni lub suficie kryjówki (także na korzeniu zrobiwszy uprzednio pod nim stosowny wykop). Przeciętnie liczba składanych jaj wynosi 100-300 sztuk, najczęściej około stu kilkudziesięciu.

 

 

Samica charakterystycznie wciera się w podłoże, aby cząstki pokarmu poderwały się do góry

Dość często u ryb z rodzaju Guianacara dochodzi do kłótni między rodzicami o opiekę nad potomstwem. Raz są to jedynie niegroźne niesnaski i łagodne przepychanki, a innym razem bezpardonowe przejawy agresji. U mnie samica jedynie z rzadka starała się odgonić samca od młodych. Robiła to jednak bardzo subtelnie.

 

 

 

Samiec (po lewej) patroluje rewir wokół gniazda

Gdy młode podrosły i ukończyły trzeci tydzień życia tarlaki G. stergiosi stały się na powrót lękliwe. Rodzice chowali się w kryjówkach, gdy tylko wchodziłem do pomieszczenia, w którym stało akwarium. Nie wypływały nawet do karmienia, co najwyżej na krótką chwilę. Narybek zaś nie był aż tak płochliwy i przede wszystkim intensywnie żerował, co przekładało się na jego szybki wzrost.

 

Narybek pokrewnego gatunku S. geayi

Ubarwienie młodych jest maskujące – szarawe w ciemniejsze wzorki. Żywienie narybku można rozpocząć od podawania mu najdrobniejszych larw solowca, choć niektórzy hodowcy wolą przez pierwsze 3-4 dni karmić  larwami oczlików i wrotkami. To karma idealna.

 

 

 

„Gujanki” to bardzo troskliwi rodzice – tu samica

Jednakże w praktyce młode wykarmiane są na rozdrobnionej, markowej karmie suchej i mrożonkach (moina, oczlik, bosmina, wrotka). Kilkudniowe jedzą chętnie węgorki octowe, nicienie „mikro” oraz drobniutko siekane rureczniki. Starszym można co i raz podać zooplankton, siekane larwy ochotki i wodzienia na zmianę z mrożonkami i tonącą karmą suchą.

 

Narybek G. stergiosi w wieku około miesiąca

U G. stergiosi w opiece nad potomstwem zdecydowanie większą aktywność przejawia samica. Co i raz charakterystycznie osiada na podłożu, po czym wykonując szybkie, gwałtowne ruchy płetwami i ciałem wciera się w nie i sprawia, że tumany osadów dennych unoszą się w toni. To osobliwe przystosowanie w naturze umożliwia młodym wyłapywanie ukrytych w mule drobinek pokarmu i bezkręgowców.

 

Samica przejawia zdecydowanie większą aktywność w opiece nad potomstwem

Samiec zwykle także przejawia troskę o potomstwo, ale najchętniej patroluje rewir i pobliskie kryjówki. Oboje rodzice nie są jednak specjalnie odważni i nie atakują z impetem, np. zanurzonej do wody ręki hodowcy, bądź skrobaka do szyb. Raczej pływają wówczas przez chwilę nerwowo, po czym starają się wraz z potomstwem schować w kryjówkach.

 

 

 

Samiec przy kamieniu z młodziutkim wylęgiem

Nic bardziej nie cieszy akwarysty jak pływający w gromadzie liczny i zdrowy narybek. Nie zauważyłem, aby występował wśród niego kanibalizm. Osobniki młodociane są łagodne i mało płochliwe. W czasie zadawania pokarmu kłębią się intensywnie, starając się pochwycić jakiś kęs dla siebie. Doskonale zdobią zbiornik i są wdzięcznym obiektem obserwacji.

 

 

Para lęgowa z kryjącym się na podłoży narybkiem

O chowie Guianacara stergiosi pisałem wcześniej tu:

„Guianacara stergiosi. Chów”

Wielkopłetw wspaniały (Macropodus opercularis). O chowie i rozrodzie c.d.

Para wielkopłetwów przy gnieździe – samica u dołu

O wielkopłetwie wspaniałym (Macropodus opercularis) pisałem wcześniej tu:

„Wielkopłetw wspaniały”

O wielkopłetwie czarnym (Macropodus spechti) zaś tu:
„Wielkopłetw czarny”

 

 

 

Samica jest mniejsza, mniej jaskrawo ubarwiona i ma mniejsze płetwy

Obydwa gatunki należą do rodziny guramiowatych (Osphronemidae) i pochodzą z wód Azji Południowo-Wschodniej. Wielkopłetw wspaniały to prawdziwy weteran wśród ryb akwariowych. Do Europy sprowadzono go bowiem w 1869 r., czyli na 100 lat przed moim narodzeniem 🙂 W przyszłym roku będziemy zatem obchodzili 150 rocznicę jego chowu i rozmnażania w akwarium.

 

 

Widoczne odchylanie pokryw skrzelowych przez samca

Gody u tego gatunku są bardzo widowiskowe. Samiec goni samicę, pręży ciało, napina płetwy, odchyla pokrywy skrzelowe i jest ogólnie pobudzony. Jeśli samica jest niedojrzała do tarła, a samiec bardzo natarczywy, wówczas zaloty mogą przerodzić się w tragedię – samica zostaje dotkliwie poturbowana lub nawet zabita.Samica musi mieć zatem zapewnione kryjówki w zbiorniku.

 

 

Odporność i żywotność wielkopłetwów jest wręcz przysłowiowa

Wielkopłetwy to ryby bardzo żywotne i odporne tak na choroby, jak i na mniej korzystne warunki środowiskowe (są bardzo tolerancyjne wobec parametrów fizyko-chemicznych wody). Wytrzymują spadki temperatury wody do około 12°C. Między innymi dlatego dobrze chowają się (ale nie rozmnażają) w oczku wodnym w okresie od maja do połowy września.

 

 

Samiec eksponujący barwy i napinający płetwy

Żywienie ich nie przedstawia żadnego problemu – jedzą każdy rodzaj pokarmu, choć najbardziej gustują w żywym i mrożonym. W okresie tarła mogą być agresywne dla współmieszkańców. Poza tarłem, zwłaszcza młode osobniki bez problemu można trzymać z większością ryb z wyjątkiem najmniejszych gatunków.

 

 

Samiec (u dołu) zaganiający samicę pod gniazdo

W wyniku długotrwałej hodowli w niewoli agresja wielkopłetwów wobec innych współmieszkańców akwarium uległa, moim zdaniem, znacznej redukcji Hamuje ją m.in. prawidłowe żywienie pokarmami pochodzenia zwierzęcego, obfite obsadzenie zbiornika roślinami i udekorowanie go w korzenie, kamienie, suche liście, zatopione gałęzie itp.

 

 

Samiec zaganiający samicę pod gniazdo

Gody u tego gatunku są bardzo widowiskowe. Samiec goni samicę, pręży ciało, napina płetwy, odchyla pokrywy skrzelowe i jest ogólnie pobudzony. Jeśli samica jest niedojrzała do tarła, a samiec bardzo natarczywy, wówczas zaloty mogą przerodzić się w tragedię – samica zostaje dotkliwie poturbowana lub nawet zabita.Samica musi mieć zatem zapewnione kryjówki w zbiorniku.

 

Samiec strzegący pienistego gniazda z jajami

Wielkopłetwy to ryby, które są dziś niedoceniane przez większość akwarystów. Ma się wrażenie, że ich czas przeminął bezpowrotnie. Osobiście uważam, że nie jest to do końca prawdą, bo ryby te mają swoich gorących zwolenników, a starsi akwaryści często wracają do ich chowu i rozmnażania (sentymenty z dzieciństwa?). Pomimo, że pojawiło się kilka odmian barwnych, to jednak gatunek nominatywny jest najbardziej poszukiwany.

 

Akty tarła powtarzają się wielokrotnie

Agresja wewnątrzgatunkowa jest jednak silna, zwłaszcza między samcami, dlatego w jednym akwarium należy chować raczej jednego plus 2-3 samice. Zbiornik musi być ponadto dobrze przykryty, bo ryby te potrafią dobrze skakać.Choć wielkopłetwy dorastają do 9-10 cm (samce), to jednak zbiornik dla nich nie musi być zbyt duży – dla kilku osobników wystarcza 60 l.

 

Ulepszanie konstrukcji gniazda to rutynowa czynność ze strony dobrego samca

Bliskim krewniakiem wielkopłetwa wspaniałego (zwanego kiedyś makropodem) są ostrogony: z Kupang (Pseudosphromenus cupanus), zwany także pseudowielkopłetwem z Kupang lub czarnym, a dawniej pseudogurami oraz Daya (P. dayi), zwany czerwonym. Usposobienie tego gatunku jest łagodne. Gniazdo budują wśród gęstej roślinności pływającej, ale w pewnej odległości od lustra wody, czyli w toni wodnej. Ikra jest cięższa od wody i opada na dno, skąd jest następnie zbierana przez tarlaki i umieszczana w gnieździe.

 

Samiec może być bardzo brutalny wobec samicy, która nie chce z nim odbyć tarła

U ostrogonów narybek po 5-6 dniach jest na tyle duży, że można karmić go najdrobniejszymi larwami solowca, w przeciwieństwie do wylęgu wielkopłetwa – tu wymagany jest najdrobniejszy tzw. pył, czyli pierwotniaki, wrotki i larwy oczlików lub oczywiście pyliste pokarmy zastępcze. Generalnie u guramiowatych, u których ikra jest cięższa od wody narybek jest większy.

 

W czasie godów wylot z filtra musi być skierowany w przeciwną stronę niż gniazdo i nie powodować zbyt dużego ruchu wody

Wielkopłetwy budują swe pieniste gniazda na powierzchni wody, często w rogu akwarium, przy liściu rozłożonych przy powierzchni itp. Ich ikra jest lżejsza od wody i sama wypływa na powierzchnię (czyli wylęg jest tu bardzo drobny, a liczba jaj znacznie większa – w przeciwieństwie do ostrogonów). Samiec strzeże jaj i często także larw, ale większość hodowców odławia go po tarle, tak samo, jak i samicę.

 

 

Guianacara stergiosi. Chów

Dorosły samiec

W naturze ojczyzną tej pięknej, bardzo spokojnej i często nader płochliwej ryby są wody Wenezueli. Należy do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae). W odpowiednio urządzonym akwarium przejawia wiele ciekawych zachowań. Przedstawiciele rodzaju Guianacara (po angielsku zwani: Bandit Cichlids) są do siebie bardzo podobni, co czyni je trudnymi do identyfikacji.

 

Para ryb – samica u dołu. Ubarwienie omawianych ryb jest szaro-beżowo-brązowe z elementami żółci, zwłaszcza na płetwach

U G. stergiosi nie ma jednak z tym problemu. Ma on bowiem charakterystyczną, czarną, czworokątną lub owalną plamę zlokalizowaną w środkowej części ciała, pod linią naboczną. Może ona wszakże przybrać formę dość cienkiego pasa, ale rysunek plamy na nim będzie wtedy i tak mniej lub bardziej widoczny. Kolejnym elementem wyglądu u dorosłych osobników jest czarny pas przechodzący pionowo przez głowę, w tym przez oko.

 

G. stergiosi to gatunek spokojny, ale płochliwy

G. stergiosi to gatunek płochliwy. Moja para została przeze mnie kupiona od hodowcy, który utrzymywał ją w bardzo dużym zbiorniku ze stadem kilkudziesięciu dorosłych płaskoboków tępogłowych (Metynnis hypsauchen). Po aklimatyzacji i wpuszczeniu do 240 l akwarium, urządzonego z pietyzmem i dedykowanego tylko ziemiojadom, stały się one skrajnie lękliwe. Przez cały czas kryły się w korzeniach i/lub kryjówkach utworzonych przez kamienie i rury z PCW.

 

W chwilach stresu ubarwienie ryb blednie

Ubarwienie ryb znacznie zbladło. Dopiero po przeszło miesiącu zaczęły one nieśmiało wypływać z kryjówek i aktywniej żerować. Co ciekawe, stało się to zupełnie niespodziewanie, bez nijakiej uchwytnej przyczyny. Ot, pewnego dnia, jak gdyby nigdy nic, ziemiojady wypłynęły na wolną przestrzeń z przodu zbiornika. Była ona pokryta 3-4 cm warstwą drobnego piasku, który zaczęły z lekka przekopywać w poszukiwaniu pokarmu.

 

Tu widać charakterystyczne, ciemne elementy ubarwienia

Niektórzy hodowcy twierdzą, że na zmniejszenie lękliwości u omawianego gatunku najlepszy wpływ ma obecność innych, zbliżonych wielkością spokojnych pielęgnicowatych. Dlatego też „gujanki” te dobrze nadają się do odpowiednio urządzonego akwarium zespołowego, przy czym osobniki młodociane powinno się chować w grupach po kilka, kilkanaście osobników.

 

Para w akwarium jednogatunkowym

Cechą znamienną G. stergiosi jest także ich łagodne i spokojne usposobienie. Raz nieopatrznie przeniosłem wraz z kępą rogatka trzy młodociane osobniki wieloplamki (Phalloceros caudimaculatus) o długości około 1 cm. Byłem pewny, że zostaną szybko zjedzone. Tymczasem nic takiego się nie stało. Ryby absolutnie się nimi nie interesowały, co więcej nawet w okresie opieki nad ikrą i młodymi nigdy ich nie atakowały. W końcu sam je odłowiłem, bo pięknie wyrosły na karmie dla pielęgnic i zaczęły zagrażać kolejnemu pokoleniu larw.

 

G. stergiosi to generalnie ryby odporne

Przedstawiciele rodzaju Guianacara preferują większe zbiorniki, choć dobraną parę ryb można utrzymywać w 130-150 l. Woda powinna być miękka do średnio twardej (do 17°n), lekko kwaśna (pH 6-6,7), o temperaturze 24-27°C. Ryby te należą jednak do dość odpornych i hodowane od pokoleń w domowych akwariach dobrze przystosowały się do wody zarówno twardszej, jak i o wyższym pH (nawet lekko zasadowym).

 

Dobra filtracja wody i regularne jej podmiany są nieodzowne

Odpowiednio przyzwyczajone długotrwale znoszą ciepłotę wody w okolicach 20°C, choć ich zachowanie jest wówczas mało ciekawe, zdecydowanie bardziej wycofane i raczej nie ma co liczyć na rozród. Bardzo ważny jest system filtracji, który powinien zapewniać klarowną i doskonale natlenioną wodę. Nieodzowne są regularne (zwykle raz w tygodniu) jej podmiany na świeżą w objętości do 20%.

 

Lekki ruch wody zapewnia rybom prawidłowy dobrostan

Woda powinna przez cały czas być w lekkim ruchu, przy czym miejscami jej prąd może być silniejszy, np. przy wylocie z filtra. Wcześniej, przy okazji omawiania innych gatunków ziemiojadów pisałem, że trwające przewlekle zbyt wysokie stężenie związków azotu w wodzie może u osobników młodocianych skutkować zahamowaniem wzrostu, a u dorosłych wywołać groźną chorobę jaką jest dziurawica.

 

Piasek jest lepszy niż żwirek, ale …

Podłoże powinna stanowić warstwa piasku o grubości 4-5 cm, który może być przez ryby mniej lub bardziej przekopywany (spotyka się osobniki, które prawie wcale nie kopią). Miejscami wskazane jest ułożenie większych kamieni i korzeni. Także łupiny kokosu, zatopione gałęzie, bukowe lub dębowe liście (ale nie za dużo – wystarczy kilka), lignity są bardzo wskazane.

 

Żywienie ryb nie sprawia kłopotów, ale niekiedy nie chcą one jeść określonego rodzaju pokarmu

Żywienie nie przedstawia większych problemów. Należy jednak zwracać uwagę, aby pokarm był zawsze najwyższej jakości. Oprócz suchych granulatów i karm płatkowych (z dużą zawartością białka) ryby chętnie jedzą mrożonego kryla, krewetki, ochotkę, wodzienia, solowca, doniczkowce, a nawet kawałkowane dżdżownice lub bardzo dobrze przepłukanego rurecznika (odpowiednio przechowywanego!).

 

Z roślin najlepiej jest użyć gatunki swobodnie unoszące się po powierzchni wody

W zbiorniku z ziemiojadami bardzo dobrze sprawdza się roślinność pływająca (najas, rogatek, pistia, limnobium), którą ryby te zupełnie się nie interesują. Jej warstwa tonuje także zbyt silne oświetlenie, co polepsza ich dobrostan i wybarwienie. Inne gatunki roślin mogą być częściowo niszczone (zaleca się sadzić je w pojemnikach) lub zrywane z korzeni, ale dotyczy to głównie par odchowujących potomstwo.

 

 

Prętnik karłowaty. Rozród c.d.

Pięknie wybarwiony samiec

O chowie i rozmnażaniu prętnika karłowatego (Trichogaster lalius) – pięknego gatunku, należącego do rodziny guramiowatych (Osphronemidae) pisałem już kiedyś tu:

„Prętnik karłowaty. Chów i rozród”

 

 

Para podczas zalotów – samica u dołu

Ostatnio trafiła mi się wyjątkowo urodziwa para tych ryb. Od razu je zakupiłem i postanowiłem rozmnożyć. Do tarła doszło w niewielkim, gęsto zarośniętym (ludwigia, bucefalandry, najas, rzęsa) akwarium o pojemności 5 l. Było ono wypełnione w 80% wodą z filtra RO (jej twardość wynosiła tylko 2-3ºn).

 

 

Gniazdo z unoszącymi się na powierzchni wody ziarnami ikry

Samiec szybko zbudował gniazdo na powierzchni wody, wplatając w nie części roślin pływających – tu rzęsy drobnej. Jak wiadomo z literatury, ikra prętników zawiera sporo tłuszczu, co sprawia że jest lżejsza od wody i sama wypływa na jej powierzchnię.

 

 

 

 

Para tarlaków – dymorfizm płciowy jest u prętników bardzo wyraźny

Samica złożyła w sumie około 70 jaj, co jest zadowalającym wynikiem. Po tarle została odłowiona wraz z samcem, który w tym przypadku niezbyt chętnie podejmował się opieki nad jajami. Larwy wylęgły się po około 36 godzinach. Z wykarmieniem narybku hodowcy mają zwykle spory problem. Jest on bowiem bardzo drobny.

 

 

 

Podrośnięty nieco narybek prętnika karłowatego

Pierwszych pokarmem mogą być pierwotniaki, które możemy wyhodować na pożywkach organicznych (skórka banana, kawałki marchwi, suche rośliny wodne itp.) lub z preparatów gotowych (np. Protogen) oraz wrotki. Dopiero po około tygodniu można skarmiać najdrobniejszymi larwami oczlika. To żywienie idealne, ale hodowcy często stosują karmy suche lub tzw. zieloną wodę z zielenicami i euglenimami.

 

Samiec bywa natarczywy i agresywny wobec samicy

U młodych rybek błędnik (labirynt) wykształca się dopiero po około dwóch tygodniach od wylęgu. Stąd należy zapewnić im delikatne napowietrzanie wody. W ogóle okres przechodzenia na oddychanie powietrzem atmosferycznym jest dla narybku dość krytyczny – tu trzeba zapewnić dobrą temperaturę powietrza nad wodą, inaczej może dojść do przeziębienia błędnika i upadków.

 

Samiec przejmuje opiekę nad potomstwem, ale po tarle można go odłowić wraz z samicą

A zatem dbajmy, aby różnica pomiędzy ciepłotą wody i powietrza atmosferycznego nad nią była jak najmniejsza – zabezpiecza to błędnik przed chorobą, która niestety prawie zawsze kończy się śmiercią. Młode należy też segregować według wzrostu, gdyż rosną bardzo nierównomiernie i możliwy jest wśród nich kanibalizm.

Pielęgniczka Ramireza (Mikrogeophagus ramirezi). Tarło

Para w akwarium tarliskowym – samica z lewej

W niniejszym wpisie postanowiłem pokazać na zdjęciach tarło u pielęgniczki Ramireza (Mikrogeophagus ramirezi). Więcej o tym gatunku pisałem wcześniej tu:

„Pielęgniczka Ramireza. Chów”

„Pielęgniczka Ramireza. Rozród”

 

Z tyłu samica – widać wynicowane pokładełko

Samica czyści miejsce na gniazdo

Samiec (u góry) adoruje partnerkę

Samica składa ikrę na połówce glinianej mufki

Widoczne pokładełko u samicy

Samiec (z przodu) przygotowuje się do zapłodnienia ikry

Chwila przerwy w tarle – samiec u góry

Samica znowu składa jaja

Tu samica składa jaja, a samiec polewa je mleczem

Samica przybiera różne pozycje podczas składania jaj

Przymiarka tarlaków do kolejnej tury aktu płciowego

Tarło – piękny widok w akwarium

Trącym się rybom należy zapewnić absolutny spokój

Tarło trwa w najlepsze

Składanie jaj i jednoczesne ich zapładnianie

Tarlaki w ogóle nie bały się fotografa i błysków lampy aparatu

Tarlaki nie zjadały jaj, co czasem czynią inne „ramirezki”

Tu samiec jakby asystował samicy podczas składania jaj

Samica w ferworze deponowania komórek jajowych

To jeden z ostatnich aktów tarła

W zbiorniku tarliskowym

W akwarium hodowlanym ujmuje bujna i różnorodna roślinność

Teraz samica przejmuje opiekę nad ikrą, a samiec strzeże gniazda w ramach rewiru legowego

Buszowiec senegalski (Ctenopoma kingsleyae) – chów i rozród

Para buszowców – samiec u góry

Ta należąca do rodziny łaźcowatych, błędnikowatych (Anabantidae) okazała afrykańska  ryba dorasta w akwarium do około 20 cm. W naturze zamieszkuje wody od Mauretanii po Demokratyczną Republike Kongo. Nazwa w jęz. angielskim to: Tailspot Ctenopoma lub Kingsley’s climbing perch (Mary Henrietta Kingsley, 1862-1900 była angielską pisarką i badaczką Afryki).

 

 

Możliwość schowania się wśród roślinności znacznie podnosi dobrostan buszowców

Po przyniesieniu w nowe miejsce ryby są płochliwe i chowają się w kryjówkach. Do wypłynięcia z nich zmusza je konieczność zaczerpnięcia, co jakiś czas powietrza atmosferycznego (błędnik, czyli labirynt). Osobiście nie zauważyłem, by kiedykolwiek atakowały mniejszych współmieszkańców, ale wielu autorów zwraca uwagę, że mogą zjadać małe ryby. Inni przestrzegają wprost, że to ryba agresywna.

 

 

Buszowce dorastają w akwarium do około 20 cm

W wieku dorosłym wymaga dużego akwarium (300 l i powyżej). Powinno być ono niezbyt wysokie (do 30 cm) i wyposażone w rozmaite kryjówki: korzenie, gałęzie, lignity, kamienne groty itp. Bardzo pożądana jest roślinność pływająca (dająca lubiany przez ryby półcień, ale absolutnie nie blokująca im całkowicie dostępu do powierzchni wody) oraz podwodna, sadzona w zwartych kępach z pozostawieniem tu i ówdzie wolnej przestrzeni do pływania.

 

Parę dorosłych osobników najlepiej jest chować w zbiorniku gatunkowym

Zasadniczo dorosłe pary należy utrzymywać oddzielnie. Młode osobniki (chów w grupie) nadają się do zbiornika towarzyskiego ze spokojnymi, łagodnymi gatunkami, choć najlepiej jest przeznaczyć dla nich akwarium jednogatunkowe. Czasami trafiają się osobniki nader zadziorne, zwłaszcza wobec współplemieńców i małych, nieruchliwych ryb.

 

 

 

Zwłaszcza początkowo, po przeniesieniu do nowego zbiornika ryby mogą wykazywać zwiększoną płochliwość

Dymorfizm płciowy jest dość słabo zaznaczony. Płeć najpewniej można ustalić u osobników dorosłych. Samiec ma dwie ciemne plamy – jedną u nasady płetwy ogonowej, a drugą za oczami. Ponadto mleczak może mieć kolczyste wyrostki na pokrywach skrzelowych i pod oczami (stąd łapanie ryb siatką może być problematyczne).

 

 

 

Choć wygląd buszowców może wydać się groźny, to jednak nie są to ryby specjalnie agresywne

Buszowce łatwo wyskakują ze zbiornika, stąd powinien być on szczelnie przykryty. Woda może być zarówno miękka, jak i twarda (5-22°n), o temperaturze 23-26°C i odczynie od lekko kwaśnego po lekko zasadowy (pH 6-7,5). Wystarcza jej podmiana w objętości 15-20% raz w tygodniu. Nieodzowna jest wydajna filtracja wody.

 

 

 

Buszowce są generalnie wszystkożerne, ale najchętniej jedzą pokarm żywy

Żywienie powinno być oparte na pokarmach żywym i mrożonych zwierzęcego pochodzenia. Zjadana jest także karma sucha, ale niektóre osobniki mają wyraźną ku niej awersję. Raz na jakiś czas można zapodać także sparzony liść sałaty, szpinaku lub mniszka lekarskiego.

 

 

 

 

Buszowce mają labirynt (błędnik), stąd ważne jest, aby nie uległ on przeziębieniu

Do tarła konieczna wyższa temperatura wody – 28-29°C, pH około 6 i duży zbiornik z roślinnością pływającą. Gniazdo nie jest budowane na powierzchni wody. Nie występuje tu także żadna forma opieki nad potomstwem. Ikra zawiera dużo tłuszczu i unosi się na powierzchni. Samica może złożyć zwykle do około 1000 jaj. Larwy wylęgają się po 1-2 dobach.

 

 

Ryby muszą mieć nieskrępowany niczym dostęp do powierzchni wody

Po kolejnych 2-4 dobach zaczynają swobodnie pływać i żerować. Narybek karmimy początkowo larwami oczlików, wrotkami i drobnymi larwami solowca. Po około 10 dniach można zacząć podawać mu węgorki „mikro”, najdrobniejszy zooplankton i drobno siekane rureczniki. W odchowie młodych bardzo ważna jest higiena zbiornika i częste, duże podmiany partii wody.

 

Crenicichla proteus. Rozród

Umizgi tarlaków – z przodu samica z pękatym, srebrzysto-różowym brzuchem

Tarło i odchów potomstwa są najbardziej udane, jeśli osobniki rodzicielskie są dobrze dobrane. Najlepsze pary uzyskuje się z zestawiania młodych, ale całkowicie już dojrzałych nie tyle płciowo, co rozpłodowo (pełnia rozwoju somatycznego, kondycja hodowlana), niespokrewnionych ze sobą ryb, którym umożliwiono spontaniczny dobór partnera płciowego.

 

Oboje rodzice troskliwie opiekują się narybkiem

Tak złączone pary są najtrwalsze, a tworzące je tarlaki najlepiej odchowują potomstwo. Pary zestawiane przez hodowcę, czyli „na siłę” często wcale nie są zainteresowane tarłem, a bywa że okazują sobie wrogość lub nagminnie marnują ikrę lub larwy.

 

 

 

Samica zdaje się przejawiać większą nerwowość

Zbiornik tarliskowy musi obfitować w zakryte kryjówki (groty, kawałki rur, łupiny kokosu itp.). Z roślin podwodnych raczej rezygnujemy. Można natomiast przysłonić lustro wody gatunkami pływającym. Optymalna temperatura wody to 27-28°C, a odczyn lekko kwaśny (pH 6,5), a twardość – około 10-14°n.

 

 

 

Samiec ze starszym potomstwem

Niemniej udane tarło może przebiegać już przy 23-24°C i odczynie zasadowym oraz przy twardości rzędu 20°n (tu jednak woda musi być dobrej jakości (minimalna zawartość w niej związków azotu).

 

 

 

 

 

Samiec odgania wszelkich intruzów, w tym zanurzoną w wodzie rękę hodowcy lub siatkę

O nadchodzącym tarle może świadczyć barwa brzucha ikrzycy – od wyraziście biało-srebrzystej po różową. Ponadto tarlaki zachowują się niespokojnie – pływają to tu, to tam, sprawdzając różnorodne kryjówki. W pewnym momencie samica znika w jednej z nich i pojawia się czasami tylko w okresie karmienia, bądź spłoszona (np. puknięciami w szybę itp.). Tarło ma miejsce w zamkniętej kryjówce, a lepka ikra zostaje złożona na jej stropie.

 

Obserwacja zgranej, opiekującej się potomstwem pary „krenicichli” to fascynujące przeżycie dla hodowcy

Ikrzyca składa z reguły między 150 a 250 ziaren ikry. Od tej chwili samica prawie nie opuszcza kryjówki i pieczołowicie opiekuje się jajami. Dla opiekuna ryb jest to zwykle nieomylny znak, że ryby odbyły tarło (często bowiem trudno je zauważyć, a co dopiero sfotografować). Samiec zaś nerwowo patroluje zbiornik i jest w tym czasie bardzo nerwowy. Gdy już wylęgną się larwy samica co i raz, błyskawicznie niczym strzała, pojawia się na zewnątrz, chwyta kęs pokarmu i zaraz wraca z powrotem do kryjówki.

 

Niekiedy ikra jest zjadana, nawet kilka razy z rzędu

Zdarza się, że pierwsza ikra jest zjadana, niekiedy kilka razy z rzędu, zwłaszcza gdy para jest młoda i/lub często niepokojona. Czasem, odbywszy pierwsze tarło w nowym zbiorniku bywa, że nawet dobra para marnuje jaja (zwykle tylko raz). Wylęg larw następuje po 2,5-3 dobach. Po kolejnych 1-2 mogą one zostać przeniesione przez samicę w mniej lub bardziej osłonięte miejsce, np. do wnętrza kokosu (u mnie), między korzenie, do wnętrza rury, w zagłębienie dna, ale pod osłoną jakiegoś elementu wystroju, np. doniczki, kamienia itp. Od tej chwili mija jeszcze około 5 dni zanim narybek zacznie swobodnie pływać po zbiorniku i łapczywie żerować.

 

„Krenicichle” uchodzą za doskonałych rodziców

Rodzice są bardzo troskliwi, a początkowy schemat ich behawioru w okresie opieki nad potomstwem jest typowy dla sporej części południowoamerykańskich pielęgnicowatych – samica opiekuje się ikrą i larwami, podczas gdy samiec strzeże terytorium lęgowego. Po rozpłynięciu się narybku ryby zajadle strzegą go razem. Z impetem atakują każdego intruza, w tym zanurzoną do wody rękę hodowcy lub siatkę. Mogą wszakże spłoszyć się na tyle, że w panice chronią się w kryjówkach, co może skończyć się urazem.

 

Kłótnie pomiędzy tarlakami zdarzają się u „krenicichli” dość rzadko

Pomiędzy rodzicami zdarzają się także kłótnie, które w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić do poturbowania, a nawet śmierci samicy. Ich nasilenie występuje nie tylko w sytuacji, gdy miot zostanie utracony i samiec chce czym prędzej ponownie odbyć tarło (ikrzyca nie ma jeszcze wtedy zapasu dojrzałych komórek jajowych w jajnikach i nie odpowiada na jego zaloty, co wywołuje u mleczaka mniejszą lub większą agresję). Do ataków ze strony samca może dochodzić także w czasie odchowu potomstwa.

 

Samica ze starszym potomstwem

Jedni hodowcy odławiają wtedy jednego z tarlaków (zwykle samca), a inni wpuszczają do zbiornika tzw. target fish (zbrojnik, kiryśnik, itp.), która ma za zadanie skupiać agresję rodziców na niej, zamiast na partnerze lęgowym (target fish musi mieć oczywiście zapewnione bezpieczne kryjówki).

 

 

 

Para wśród potomstwa

Jeszcze inni dostawiają do akwarium z „krenicichlami” drugie, mniejsze (oba zbiorniki muszą stykać się szybami a ryby widzieć nawzajem) ze współplemieńcami lub jakimikolwiek innymi rybami, co daje taki sam efekt jak wpuszczenie target fish (tu jednak żadna ryba nie cierpi wskutek ewentualnego fizycznego nękania).

 

 

W okresie tarłowym ubarwienie ryb staje się bardziej wyraziste

W przeciwieństwie do wielu innych gatunków pielęgnic południowoamerykańskich, których potomstwo we wczesnych etapach swego wzrostu i rozwoju jest częstokroć mało atrakcyjne, szare, bez wyrazu, młode „krenicichle” są prawdziwą ozdobą zbiornika, szczególnie w dużej grupie. Mają charakterystyczną czarną pręgę wzdłuż ciała i pływają w mniej lub bardziej zbitej gromadzie.

 

 

Młode „krenicichle” rosną szybko i są bardzo żywotne

Szybko rosną i są bardzo żarłoczne. Zjadają właściwie każdy pokarm pochodzenia zwierzęcego (w tym markowy granulat), który mogą połknąć, ale najlepsze na początek są dla nich larwy solowca, nicienie „mikro”, moina, oczlik oraz wszelkie karmy suche dla pielęgnic południowoamerykańskich.

 

 

 

Młode są żywotne, odporne i łatwe w odchowie

Starsze jedzą drobno siekane rureczniki i doniczkowce, zooplankton, mrożonki mięsne itp. Kluczowe jest segregowanie narybku według wzrostu, gdyż w przeciwnym razie nieuchronnie wystąpi kanibalizm. Generalnie osobniki młodociane są żywotne, odporne i łatwe w odchowie. Ich dobremu wzrostowi sprzyjają częste podmiany wody, dobre natlenienie i stała jej temperatura, a także obfite karmienie i przestronny zbiornik.

 

Młode rosną, a opieka rodziców wcale nie słabnie

Od rodziców można ich oddzielić (lub tarlaki od nich) już w wieku 3 tygodni, ale osobiście wolę dłużej napawać wzrok troskliwością pielęgnic. Choć ich opieka polega głównie na żywiołowej obronie młodych to wrażenia z obserwacji są niezapomniane.

 

 

 

„Krenicichle” opiekujące się potomstwem to niezapomniany widok

O chowie Crenicichla proteus pisałem tu:

„Crenicichla proteus.Chów”

O paletkach nieco nostalgicznie, cz. II

Tarło na glinianym stożku

Larwy wylęgły się w terminie. Ku mojej radości procent zbielałej ikry był znikomy. Z chwilą wchłonięcia zawartości woreczków żółtkowych młode podjęły intensywne żerowanie na skórze obojga rodziców. Teraz stopniowo rozpocząłem umiarkowane karmienie tarlaków skrobanym sercem wołowym. Miały wilczy wprost apetyt. Para wzorowo opiekowała się potomstwem, nigdy też nie dochodziło pomiędzy rodzicami do jakichkolwiek nieporozumień. Moja euforia sięgała zenitu.

 

Moment składania ikry

Szybko jednak musiałem „wrócić na ziemię”, bo oto pojawiły się pierwsze problemy. Przeglądając literaturę fachową stwierdziłem, że dzień, w którym należy po raz pierwszy zacząć dokarmiać narybek nie jest jednoznacznie określony. Pytałem wielu hodowców handlujących na warszawskiej giełdzie akwarystycznej i ku mojemu zaskoczeniu udzielane mi porady były również zgoła różne. Jeden starszy jegomość, handlujący ochotką i żyworódkami podpowiedział mi, żeby już od 5-go dnia podawać larwy solowca, drugi – że dopiero po dwóch tygodniach.

 

Opieka nad ikrą

Inny znowu gaduła, który sprzedawał piękne żabienice i kryptokoryny twierdził, iż solowca w ogóle nie należy podawać, lecz tylko nicienie „mikro” i to dopiero od 3-4-go tygodnia życia narybku. Hm, co robić? Nie chcę przecież stracić przychówka, a pomyślne odchowanie go stało się teraz moim najważniejszym celem. W końcu pewien  właściciel sklepu zoologicznego w Warszawie przekonał mnie, aby przy wyborze momentu dokarmiania narybku najlepiej kierować się własną intuicją i swoistym wyczuciem, aniżeli książkowymi radami. Była to znakomita porada.

 

Młode żerujące na skórze rodziców

Postanowiłem rozpocząć podawanie młodziutkim paletkom larw słonaczków po tygodniu od rozpoczęcia przez nie żerowania na skórze rodziców. Wylęganie pokarmu rozpocząłem w dwóch plastikowych miskach na sałatki. I nagle, falstart – z zakupionych po okazyjnej cenie na giełdzie akwarystycznej jaj solowca nic się nie wylęgało. Nauczony przykrym doświadczeniem, czym prędzej nabyłem tym razem pewne jaja skorupiaka markowej firmy. Ku swojej radości pierwsze naupliusy miałem już po 24, ale gros z nich wylęgało się po 36 godzinach.

 

Samica z młodziutkim potomstwem

I wtedy o mały włos byłem bliski utraty całego paletkowego przychówka. Otóż nie wiedziałem, że solowce należy odsączać i podawać po przepłukaniu. Ja wlewałem je do akwarium z młodymi wraz z solanką. Na szczęście w porę zauważył to jeden ze starszych stażem kolegów, który solowcami wykarmiał narybek skalara. Zbesztawszy mnie nakazał każdorazowo do ich odcedzania używać filtrów do kawy, albo czystego, gęstego materiału. Wkrótce jednak okazyjnie kupiłem zestaw specjalnych sitek do przesiewania larw słonaczków, z którymi do tej pory się nie rozstaję.

 

Prawidłowo rozwijające się młode

Dopóki młode jadły jeszcze wydzielinę skóry rodziców oraz naupliusy solowca, z ich wykarmieniem nie było problemu. Rybki miały zaokrąglone brzuszki i widać było, że są zdrowe i czują się dobrze. Problem powstał w momencie, gdy w wieku około miesiąca postanowiłem oddzielić parę rodzicielską. Przeglądając literaturę fachową ponownie stwierdziłem, że w zasadzie młode paletki należy karmić tymi samymi pokarmami, co dorosłe tyle, że odpowiednio rozdrobnionymi.

 

Cierpliwość w hodowli bardzo popłaca

Zacząłem, więc od drobno siekanego mrożonego serca wołowego i indyczego. Ryby zupełnie nie chciały go jeść. Po kilku dniach padło mi kilka sztuk i to nie tych cherlawych, lecz najbardziej wyrośniętych. Łzy stanęły mi w oczach. Gorączkowo zastanawiałem się, co robić. W owym czasie mój pierwszy miot paletek uratował zaprzyjaźniony starszy hodowca ze wspomnianej stołecznej giełdy akwarystycznej. Kazał czym prędzej podmienić 50% wody na świeżą, a potem codziennie dokonywać 20% podmian i gruntownie czyścić przy tym dno zbiornika ze wszelkich resztek i nieczystości oraz starannie płukać gąbkę filtra wewnętrznego.

 

Troskliwość rodziców to cecha osobnicza

Ów akwarysta poradził mi też, aby młodym paletkom podawać mrożonego oczlika, którego po rozpuszczeniu w małym naczynku należy następnie przelać zimną bieżącą wodą i odcedzić na gęstym siteczku. Trzeba jednak zrobić coś jeszcze. Otóż do zbiornika z podrośniętym narybkiem dobrze jest wpuścić około 20 sztuk małych (1,5-2 cm) zbrojników niebieskich lub średniej wielkości ampularii, które znakomicie wyjedzą wszelkie niedojedzone resztki karmy.

 

Odchowanie potomstwa to ukoronowanie hodowli

Oprócz oczlika i moiny podawałem też siekany grindal i rureczniki. Ten ostatni pokarm, w owym czasie nie tak kontrowersyjny jak dziś, musi jednak pochodzić ze sprawdzonego źródła, bo w przeciwnym razie może dojść do zarażenia narybku pasożytami lub zatrucia. Mój wybawca od lat pozyskiwał rureczniki w naturalnych stawach i ciekach i nigdy nie słyszał zażaleń ze strony swoich klientów. Jego „robaki” były po prostu czyste.

 

Skóra prawidłowo wydzielająca odżywczą wydzielinę oraz dobry pokarm dodatkowy, to podstawa odchowu młodych

Taki schemat żywienia stosowałem do wieku około 2,5 miesięcy, kiedy to rybki przestały być aż tak wybredne i zaczęły wreszcie pobierać mrożone rozwielitki i mysis oraz siekane: serce wołowe i indycze, dorosłe solowce, szklarki, doniczkowce, a także lane kluski. Ryby rosły jak na drożdżach i część z nich trzeba było przenieść do innych zbiorników. Odchowałem wtedy ponad 150 sztuk dorodnych, pięknych paletek.

 

W czasie tarła rybom należy zapewnić absolutny spokój

Ciągle bowiem odkrywam w tych cudownych rybach coś nowego. Przez lata hodowli nauczyłem się je skutecznie leczyć i rozmnażać. Jednakże w czasie, gdy stawiałem swe pierwsze kroki na paletkowym gruncie moja droga do sukcesu hodowlanego nie była łatwa. To głównie dzięki życzliwości starszych i doświadczonych hodowców udało mi się przezwyciężyć barierę i zdobyć cenne doświadczenie.

 

Dróg do sukcesu hodowlanego jest wiele. Ja opisałem tylko jedną z nich, którą poszedłem przed wielu laty …

Gdyby nie przyszli mi w porę z pomocą pewnie zrezygnowałbym z hodowli paletek i zajął się innymi gatunkami. A tak, na zawsze złożyłem wierność królowej Amazonki 🙂 Pod poniższym linkiem można przeczytać cz. I niniejszego wpisu:

„O paletkach nieco nostalgicznie, cz. I”

Crenicichla proteus. Chów

Samica z czerwono-czarnym rysunkiem na płetwie grzbietowej

W rodzaju Crenicichla wydzielono wiele grup, a omawiany gatunek należy do grupy Saxatilis. Jej przedstawiciele mają po bokach ciała mniejsze lub większe ilości błyszczących złociście punktów przypominających cekiny (stąd angielska nazwa grupy: Spangled Pike Cichlids). U C. proteus (nazwa w jęz. angielskim to: Proteus Pike Cichlid) owych porozrzucanych po bokach ciała świecących cekinów jest niewiele.

 

Samiec ze słabo widocznym podłużnym, ciemnym pasem

Różnice między gatunkami są tu niekiedy tak subtelne, że w praktyce bardzo trudno jest z całą pewnością stwierdzić z jakim tak naprawdę mamy do czynienia. Sprawę dodatkowo komplikują liczne odmiany geograficzne, a także przeróżne i wszechobecne dziś krzyżówki, do których światły akwarysta nie powinien nigdy dopuszczać w swoich akwariach.

 

Para ryb – samica u dołu

Charakterystyczne dla ryb wspomnianej grupy są dwie jednolicie czarne plamy (większa tuż za pokrywą skrzelową i mniejsza u nasady płetwy ogonowej). Mogą być one mniej (czasami zlewają się z opisanym niżej ciemnym pasem) lub bardziej widoczne. Znamienny jest także ciemny, dość gruby pas (pręga) biegnący wzdłuż ciała (od pyska po nasadę ogona, a bywa że rozmyty sięga po same krańce płetwy ogonowej), który może składać się z ciemnych (zwykle czarnych) plam, które w mniejszym lub większym stopniu łączą się ze sobą lub pozostają rozerwane.

 

Para ryb – samiec u góry

Crenicichla proteus należy do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae). W naturze występuje w dorzeczu Amazonki (Ekwador, Peru). Ryba ma wydłużone, torpedowate ciało, jest zwinna, ruchliwa i silna. Zasadniczo nie nadaje się do chowu w typowym zbiorniku towarzyskim (chyba, że przejściowo i właśnie jako osobniki młodociane).

 

Po wpuszczeniu do nowego zbiornika ryby są dość blado ubarwione

Zupełnie młode osobniki wykazują raczej umiarkowaną agresję, choć wszystko zależy od cech osobniczych, rozkładu płci w zbiorniku, jego urządzenia itp. Wraz z nimi można natomiast chować inne, podobnej wielkości, spokojne gatunki pielęgnic południowoamerykańskich, a także wiele sumowatych i zbrojników. Szczególnie jest to możliwe w dużym akwarium z mnóstwem różnorodnych kryjówek.

 

U „krenicichli” najbardziej rozwinięta jest agresja wewnątrzgatunkowa

U omawianych ryb najsilniej rozwinięta jest agresja wewnątrzgatunkowa. Wykazują ją najbardziej wobec siebie młode samce, które dojrzały płciowo i zaczynają dobierać się w pary. Złączone spontanicznie tarlaki lepiej jest trzymać oddzielnie od wszystkich innych ryb, gdyż w okresie tarłowym stają się szczególnie agresywne.

 

Samiec jest większy – u góry

Samiec jest większy – dorasta do około 20 cm (w akwarium mierzy zwykle 15-18 cm). Jednak mniejsza samica jest barwniejsza – na płetwie grzbietowej widnieje u niej podłużny czerwony rysunek ze zwykle 2-3 czarnymi plamkami. W okresie bezpośrednio poprzedzającym składanie ikry partie brzuszne przybierają u ikrzycy jeszcze bardziej biało-srebrzysty, a czasami wręcz różowy odcień.

 

Dużo kryjówek w zbiorniki i żywy pokarm to podstawa dobrego dobrostanu „krenicichli”

Omawiane ryby są dość odporne i tolerancyjne odnośnie parametrów fizyko-chemicznych wody, ale najlepiej jeśli jej twardość zawiera się w przedziale 7-20°n. Temperatura wody może zaś oscylować w przedziale 23-27°C, a odczyn – pH 6,3-7,5. Cotygodniowe podmiany 10-20% objętości wody na świeżą są w zupełności wystarczające. W akwarium musi działać wydajny filtr, aby zapewnić dobrą jakość (sprawna eliminacja związków azotu) i natlenienie wody. Dla dobranej pary zbiornik powinien mieć pojemność, co najmniej 250 l (dobrze przykryty).

 

Najlepsze dla „krenicichli” są rośliny pływające

Do wystroju zbiornika używamy tu zatem wszelkich korzeni (w tym obrośniętych roślinami, np. mikrozorium, anubiasem, mchami itp.), kawałków rur z PCW, drewna, lignitów, zatopionych gałęzi, łupin kokosu, kamiennych grot, bukowych lub dębowych liści, itp. W sytuacji optymalnej woda powinna obfitować w garbniki i mieć lekko herbaciany kolor, niemniej gatunek ten jest bardzo plastyczny i potrafi przystosować się do każdych niemal warunków poza oczywiście skrajnymi.

 

Korzenie są w zbiorniku bardzo pożądane

Z ewentualnych roślin podwodnych najlepiej jest wykorzystać gatunki twardolistne, jak anubiasy, kryptokoryna aponogentowa itp. Należy sadzić je w pojemnikach, w zwartych kępach, obłożonych starannie kamieniami. Nie zapominajmy także o przykryciu części lustra wody taksonami pływającymi. Tłumią one zbyt silne oświetlenie, co polepsza dobrostan ryb i uwydatnia ich barwy. Te ostatnie polepsza także zastosowanie podłoża w postaci drobnego żwirku lub grubszego piasku o ciemnym odcieniu.

 

Na pierwszym planie dorodna samica

Żywienie „krenincichli” nie jest problematyczne, ale powinno być oparte przede wszystkim na pokarmach pochodzenia zwierzęcego (żywych i/lub mrożonych). Jednakże, aby cieszyć się widokiem zdrowych podopiecznych należy od czasu do czasu wzbogacać ich dietę także w karmę roślinną, np. na bazie spiruliny. Problemem wszakże jest to, że ryby często nie chcą jej jeść i trzeba im ją w rozmaity sposób przemycać, np. poprzez mieszanie z karmą żywą lub mrożoną.

 

Młoda para – samica po prawej

Sens ma także karmienie „krenicichli” żywymi rybami, a zwłaszcza takimi, które uprzednio nakarmiono pokarmem roślinnym. Przyzwyczajone od małego jedzą także (z umiarkowanym niekiedy apetytem) pokarmy gotowe, tak granulowane, jak i płatkowe (jednak wiele dorosłych osobników je ignoruje). Moje ryby szczególnie lubiły kawałkowane robaki kompostowe, na które zawsze rzucały się z wilczym wprost apetytem.

 

.

Różanka (Rhodeus amarus) – A.D. 2018

O różankach pisałem wcześniej tu: „Biologia różanki”

a także tu: „Różanka – miniony sen”

 

Grupa różanek przy małżach

Również i w tym roku  chciałbym napisać coś o tym fascynującym i pięknym, naszym krajowym gatunku ryby z rodziny karpiowatych (Cyprinidae). Powodem tego była pewna obserwacja poczyniona nad stawem w jednej z podwarszawskich wsi powiatu pruszkowskiego. A jak to było, przeczytajcie proszę Państwo poniżej 🙂

 

 

Samica

Był koniec maja 2018 r. W upalny dzień wybrałem się nad staw leżący w polu, którego jeszcze nie zdążono zasypać (wiele mniejszych zbiorników w okolicy zostało już zniszczonych głównie przez nowych właścicieli gruntów). Prowadzi do niego polna droga, a wokół roztaczają się pola uprawne.

 

 

„Obłaskawianie” małża

Staw ów jest dość spory (w sąsiedztwie są też inne, ale znacznie mniejsze zbiorniki), mocno rozciągnięty w swym kształcie, a woda w nim bardzo czysta. Brzegi porasta trawa, tu i tam rosną rozmaite zarośla i drzewa (głównie dzikie śliwy mirabelki). W jednym z końców zbiornika jest dość szerokie „oczko”. Chodzi tu o wyciętą przez wędkarzy przestrzeń w szuwarze wysokim – pasie trzcin (to tutaj wiodący gatunek rośliny przybrzeżnej), używaną jako miejsce do połowu ryb.

 

Para różanek – samiec u góry

Przykucnąwszy ujrzałem niecodzienną sytuację, która mnie urzekła. Otóż na łagodnie spadzistym stoku, o gliniasto-mulistym dnie, usianym tu i ówdzie różnymi kamieniami i kawałkami cegieł (tak, staw ten także chciano kiedyś zasypać, ale proceder wstrzymano), miejscami po bokach z miękkolistną roślinnością (głównie rozrastał się tu wywłócznik kłosowy) dostrzegłem małża wystającego jednym końcem z podłoża.

 

Samica – dobrze widoczne pokładełko

Obydwa syfony oddechowe mięczaka były dobrze widoczne. Wokół niego nerwowo pływały podniecone różanki. Samce w pięknej szacie godowej adorowały swe wybranki, przeganiały siebie nawzajem, co i raz podpływając do małża i ocierając się o niego (to typowy sposób na  obłaskawienie mięczaka, aby po którymś razie przestał reagować na dotyk ryb i umożliwił im tarło).

 

Tu także samica z pokładełkiem

Samic było równie wiele co samców. Jedne z dłuższymi, inne z krótkimi, a jeszcze inne zupełnie bez wynicowanych pokładełek. Zauważyłem, że jakaś dojrzała ikrzyca z podładełkiem na kilka cm podpływała co chwila do mięczaka  i w ułamku sekundy wkładała je do jego syfonu wypustowego, składając w ten sposób partię jaj. Samce były bardzo podekscytowane, ale tylko chyba jeden z nich zdołał wypuścić mlecz, który w momencie wdechu małża dostał się przez jego syfon wpustowy do jamy okołoskrzelowej, zapładniając znajdujące się w niej jaja.

 

Samiec w szacie godowej u dołu

To przepiękne widowisko obserwowałem dobre pół godziny, aż ogorzały od palącego słońca dałem za wygraną. Różanka to jeden z naszych najpiękniejszych i najciekawszych przedstawicieli małej ichtiofauny. Gatunek ostrakofilny. Jest pod częściową ochroną, ale to niewiele daje.

 

 

 

W centrum uwagi godujących różanek jest zawsze małż

Stawy bowiem nadal są zasypywane i żadnych konsekwencji za to nikt nie ponosi, no chyba że namierzą go „zieloni” lub gdy teren nie należy do sprawcy, lecz np. do jakiegoś parku czy rezerwatu. Niemniej gros stawów znika z powierzchni na gruntach prywatnych, po cichu, bez nijakich pozwoleń i zbytnich ceregieli …

 

 

Samica „obłaskawia” małża dotykając jego syfonów oddechowych

Tak stało się np. z pobliskim, niewielkim stawem zwanym „Okoniowym” i przylegającym do niego jeszcze mniejszym. W pierwszym mimo licznej populacji okoni i szczupaków żyły piękne liny, leszcze, a także mnóstwo różanek. W drugim królowały zaś karasie i liny, zdarzało mi się na podrywkę złapać także różanki. Obydwa są już tylko wspomnieniem z mojego dzieciństwa 🙁

 

O paletkach nieco nostalgicznie, cz. I

Zgodna para lęgowa to podstawa sukcesu w rozmnażaniu paletek, a także wielu innych pielęgnicowatych

Swym pięknem i osobliwym behawiorem ryby pielęgnicowate z Ameryki Południowej urzekły mnie jeszcze w czasach, gdy byłem kilkuletnim chłopcem. Pamiętam jak ojciec hodował dorodne, marmurkowe skalary, które były wtedy prawdziwym hitem przywiezionym z byłej NRD. Fascynowały mnie również stada neonów i wielu innych niewielkich gatunków z rodziny kąsaczowatych, które na tle soczyście zielonej roślinności wyglądały iście bajecznie i kolorowo.

 

Niektórzy akwaryści nie lubią paletek uważając je za ryby statyczne, płochliwe i problematyczne

Prawdziwą jednak królową amazońskich wód poznałem w maju 1994 r., kiedy za zarobione pierwsze pieniądze kupiłem sobie sześć młodych paletek odmian Pigeon Blood i Royal Blue, wielkości nakrętki od ćwiartkowego słoika. Gdy brałem ryby od hodowcy z małej, podwarszawskiej miejscowości były w doskonałej formie. Karmiłem je według zaleceń sprzedającego, tj. skrobanym sercem wołowym i specjalnym granulatem z czynnikiem wspomagającym wybarwienie. Początkowo wszystko było w porządku, jednakże po około tygodniu zaobserwowałem, jak jedna z paletek wyraźnie odstaje od stada, chowa się w roślinach i nie interesuje ją zadany pokarm.

 

Paletkowa młodzież to dla wielu hobbystów podstawowy materiał do dalszej pracy hodowlanej

Byłem przekonany, że osobnik ten został naznaczony przez stado, jako tzw. chłopiec do bicia, lecz wkrótce okazało się, że podobne objawy wykazują kolejne dwa osobniki. Nie minęło kilka dni, a choroba zaatakowała pozostałe paletki. Pomimo zapewnienia im optymalnych warunków środowiskowych ryby wyraźnie źle się czuły, stopniowo zatracały barwy, ciemniały i wreszcie z wychudzonym jak żyletka grzbietem i zapadniętym brzuchem padały.

 

Dobór w zgraną parę lęgową dorosłych osobników jest nieco trudniejszy

Leczenie rozpoczęte dostępnymi w handlu zoologicznym preparatami nie dało rezultatu. Straciłem wszystkie ryby i sporo pieniędzy. Przyczyną moich niepowodzeń były nicienie z rodzaju Capillaria, a prawdopodobnie także pierwotniaki – wiciowce z rodzaju Hexamita lub Spironucleus. Pasożyty te jeszcze nie raz dawały się we znaki moim paletkom, zanim nauczyłem się skutecznie je zwalczać.

 

Moc odmian barwnych paletek sprawia, że każdy może znaleźć coś dla siebie

Zniechęcony niepowodzeniami z paletkową młodzieżą postanowiłem spróbować szczęścia kupując od razu dorosłe tarlaki. Para, którą nabyłem z ogłoszenia była bardzo piękna i dorodna. Ryby były intensywnie wybarwione, odmiany Pigeon Blood. Bez zastanowienia zapłaciłem za nie prawie 500 zł. Wpuszczone do specjalnie przygotowanego dla nich zbiornika od razu zaczęły swobodnie pływać i żerować. Widać było, że ich samopoczucie jest znakomite.

 

Paletki to ryby majestatyczne i dostojne

Jednakże po przeniesieniu do akwarium tarliskowego z miękką i kwaśną wodą okazało się, że co prawda para jest dobrana, ale najwyraźniej źle. Już w czasie tarła samiec zaczął podejrzanie często szturchać samicę, która z trudem zdołała złożyć ikrę na glinianym stożku. Zaraz potem mleczak na dobre zaczął manifestować swą siłę i mocno uderzać partnerkę pyskiem w bok. Robił to tak natarczywie, że uciekając przed nim bidulka wcisnęła się za gąbkowy filtr, tracąc całe rzędy łusek zanim ją wyłowiłem.

 

Z grupy młodych, niespokrewnionych ze sobą osobników najłatwiej jest wyłonić parę lęgową

Uspokoiwszy się nieco samiec rozpoczął opiekę nad jajami, która jednak nie trwała zbyt długo, gdyż już po kilku godzinach po ikrze nie było śladu, rodzic po prostu ją zjadł. Taka sytuacja pojawiała się jeszcze kilkakrotnie zanim pozbyłem się tej niby dobranej pary na dobre. Od tej pory wiedziałem już, że posiadanie pary paletek niczego jeszcze nie gwarantuje. Dopiero dysponowanie dobrze dobraną parą tych ryb może stać się zalążkiem przyszłego sukcesu hodowlanego.

 

W hodowli jakichkolwiek ryb akwariowych trzeba być bardzo cierpliwym i uczyć się na własnych błędach

Powoli zacząłem rozglądać się za kolejnymi tarlakami. Nie pomagały głosy kolegów-akwarystów nawołujące mnie do ponownego kupienia sobie 6-8 młodych, dorastających, niespokrewnionych ze sobą osobników i dochowania się pary samemu. Byłem nadto niecierpliwy i czym prędzej pragnąłem mieć swój własny przychówek. Okazja nadarzyła się już wkrótce. Oto pewnemu warszawskiemu akwaryście miało właśnie narodzić się dziecko, a że mieszkanie miał małe, za namową żony postanowił sprzedać swój 400 l, wypielęgnowany do przesady baniak z paletkami.

 

Pogłębianie wiedzy na temat biologii paletek, także tych żyjących w naturze oraz wspomaganie się wiedzą doświadczonych hodowców, to podstawowe działania początkującego miłośnika dyskowców

Odkupiłem od niego parę niebieskich Cobalt Blue o, co prawda średniej tonacji koloru niebieskiego, ale za to o znakomicie rozwiniętym instynkcie opieki nad  młodymi. Zapłaciłem słono, ale co tam, żyje się tylko raz J Podświadomie zresztą ufałem temu gościowi, którego pełne pychy i uznania słowa skierowane pod adresem własnych ryb wziąłem za dobrą monetę. Zresztą jego ciężarna żona najwyraźniej myślała podobnie, ale w sensie negatywnym, bo wyjrzawszy z kuchni wrzasnęła na męża: – Żebyś choć raz o mnie powiedział tyle dobrego!

 

Tarlakom należy zapewnić właściwe warunki środowiskowe, w tym odpowiednie żywienie

I rzeczywiście para ta okazała się nadzwyczaj dobrą. Tarlaki były znakomicie dobrane. Pływały majestatycznie obok siebie po całym zbiorniku, nie wykazywały żadnych objawów chorobowych, nie były płochliwe i jadły pokarm prawie z ręki. Po trzy tygodniowej aklimatyzacji postanowiłem doprowadzić je do tarła. Zbiornik hodowlany o pojemności 120 l urządziłem wg. książkowych zaleceń.

 

Odchowana zdrowa i dorodna młodzież to najlepsza laurka dla hodowcy paletek

Było to właściwie akwarium higieniczne, pozbawione roślin i podłoża (zalegała jedynie cienka warstwa wyparzonego, drobnego piasku), a wyposażone jedynie w wewnętrzny filtr gąbkowy, napowietrzacz oraz grzałkę z termostatem. Oświetlenie stanowiły dwie, słabej mocy żarówki po 15 W każda. Jako substratu do składania ikry użyłem tradycyjnie glinianego stożka. Parametry fizyko-chemiczne wody dopracowałem z najwyższą skrupulatnością. Użyłem głównie wody z filtra RO zakwaszonej preparatem Tetry. Jej temperatura wynosiła 30°C, pH 6,2, twardość ogólna 4°n, a węglanowa oscylowała wokół zera.

 

Odpowiedni dobrostan w akwarium ma dla paletek priorytetowe znaczenie, jednak przy pewnym doświadczeniu nie jest to wcale gatunek trudny do chowu

Ryby odbyły udane tarło już na drugi dzień po przeniesieniu do akwarium tarliskowego. Na powierzchni stożka doliczyłem się ponad 250 ziaren ikry. Tarlaki nie wykazywały płochliwości, ale ze swej strony zapewniłem im absolutny spokój, a nawet przysłoniłem przednią szybę szarą tekturą. Oświetlenie było włączone przez całą dobę. Przesunąłem jednak obudowę oświetlenia tak, aby światło nie padało bezpośrednio na ikrę, lecz z boku zbiornika.

Ciąg dalszy nastąpi …

O cierniku po raz kolejny

Inne nazwy ciernika to koluch, kat, kolka

O cierniku (Gasterosteus aculeatus) pisałem już kiedyś tu:

„Ciernik”

oraz tu:

„Ciernik.2”

Ta drapieżna, niewielka ryba należy do rodziny ciernikowatych (Gasterosteidae).

 

 

Zbiornik zimnowodny z ciernikami

W Polsce cierniki nie objęte ochroną i można je poławiać (zwykłą siatką do łapania ryb w oczku wodnym) bez żadnych ograniczeń. Niemniej, złowienie ich w naturalnym zbiorniku lub cieku wodnym może być problematyczne, gdyż nie wszędzie występują. W zeszłym sezonie szukałem ryb na terenie południowo-zachodniego Mazowsza i nie natrafiłem na nie.

 

 

Cierniki lubią akwaria średnio zarośnięte roślinnością

Dopiero przy pewnym uroczysku (obok pięknych łąk i porośniętych bogatą, bagienną roślinnością rowów melioracyjnych), dostrzegłem mały, wąski na 30-40 cm kanałek biegnący pod autostradą A2. Gdy się nad nim nachyliłem ujrzałem stada cierników. Ryby były niezbyt wyrośnięte, a niektóre wręcz wychudzone. Mimo to postanowiłem odłowić kilkanaście osobników do akwarium zimnowodnego w domku na działce.

 

 

Żywy pokarm (tu rurecznik) to podstawa żywienia cierników w akwarium

Cierniki dobrze i szybko się zaaklimatyzowały. Padły tylko dwa. Ryby już na drugi dzień podjęły żerowanie. Najlepiej smakowały im kawałkowane rureczniki. Nie były zupełnie płochliwe, co zauważyłem już w momencie ich odłowu. Ryby zachowywały się zupełnie inaczej od tych, które kiedyś łapałem w pewnej rzeczce pod Brwinowem. Tamte reagowały nadzwyczaj żywiołowo.

 

Temperatura wody w akwarium z ciernikami nie powinna przekraczać 24C

Obserwując zachowania cierników w akwarium doszedłem po raz kolejny do wniosku, że nasza rodzima, drobna ichtiofauna niczym nie ustępuje w behawioryzmie tej kolorowej, sub- i tropikalnej, znanej nam ze sklepów zoologicznych. Urządzony ze smakiem zbiornik zimnowodny sprawia, że cierniki czują się w nim bardzo dobrze, mając zapewniony odpowiedni dobrostan.

 

 

Cierniki to ryby spokojne i towarzyskie. Jedynie samce w okresie tarła są agresywne

Prawdziwą gratką dla oczu jest możliwość obserwacji niezwykle ciekawych zachowań rozrodczych omawianych ryb. U gatunku tego, ze strony samca, występuje bowiem mniej lub bardziej troskliwa opieka nad ikrą i potomstwem. Dodatkowym atutem gatunku jest to, że jego rozród w warunkach akwariowych nie należy do trudnych, choć wykarmienie młodych może być kłopotliwe.

 

Woda powinna być regularnie podmieniana, filtrowana i napowietrzana

Oczywiście problemem w chowie cierników w akwarium jest zbyt ciepła woda w czasie letnich upałów. W takich wypadkach posiłkujemy się filtrem i napowietrzaczem. Ja dodatkowo w domku na działce uruchamiam jeszcze wiatrak. Mimo to najsłabsze osobniki mogą paść. Kluczowe są także regularne (np. raz w tygodniu) podmiany wody. Ryb w żadnym razie nie można przekarmiać. Należy zadawać im tyle karmy, ile zdążą zjeść w ciągu 2-3 min.

 

Wśród roślin, kamieni i korzeni cierniki znajdują najlepsze dla siebie warunki do życia i zachowania dobrostanu

Więcej informacji o akwarystyce zimnowodnej znajdziecie Państwo w mojej ostatniej książce pt. „Ryby i rośliny w akwarium zimnowodnym i oczku wodnym – poradnik hodowcy”, wydanej nakładem Wydawnictwa SGGW w 2016 r. (s. 260). Ponadto proszę także przeczytać poniższy wpis poświęcony akwarystyce zimnowodnej:
„Akwarystyka zimnowodna”

 

 

 

 

 

Pseudomugil paskai Red Neon – chów i rozród

Samiec – głównym kolorem ubarwienia jest pomarańczowy

Ta piękna, mała ryba należy do rodziny modrookowatych (Pseudomugilidae) i w naturze zamieszkuje leśne, muliste i obfitujące w roślinność strumienie o powolnym nurcie w pobliżu miasta Kiunga w górnym biegu rzeki Fly i jej dorzecza w zachodniej części Papui Nowej Gwinei. W jęz. angielskim nazwa gatunku brzmi:  Paska’s blue-eye lub P. sp. „(red) orange neon”. Dorasta do 3,5 cm i dożywa około 2 lat.

 

Samiec – widać podwójną płetwę grzbietową i niebieskawe oczy

Moim zdaniem gatunek ten nie nadaje się do typowego zbiornika towarzyskiego, lecz do gatunkowego. Niemniej dobrze znosi towarzystwo małych, spokojnych taksonów jajorodnych  (razbory, drobnoustki, kardynałki, kąsaczowate, dania itp.) oraz krewetek karłowatych. Samiec jest przepięknie, dość jaskrawo ubarwiony i ma dłuższe płetwy. W wyglądzie zewnętrznym zwracają uwagę dwie, blisko siebie położone płetwy grzbietowe (druga jest znacznie większa) oraz niebieskawe oczy.

 

Samica jest niepozorna i w porównaniu z samcem – mało kolorowa

Ryby te najlepiej jest utrzymywać w większych grupach z przewagą samców. Dla 8-10 osobników wystarcza 40-50 l zbiornik. Stosujemy podłoże o ciemnym zabarwieniu. Akwarium dobrze obsadzamy, zwłaszcza miękkolistną roślinnością (w tym gatunkami pływającymi, które tonują oświetlenie). Z elementów wystroju wskazane są korzenie, kawałki drewna, lignity, zatopione gałęzie i liście.

 

 

Para ryb – samiec u góry

Do chowu wystarcza zwykła woda wodociągowa, choć im jest ona miększa, tym lepiej. Jej optymalna temperatura to 23-25°C, odczyn lekko kwaśny do obojętnego (pH 6-7). Wodę regularnie, raz w tygodniu podmieniamy (około 15%) i przez cały czas filtrujemy (wystarcza tu mały gąbkowy filtr wewnętrzny lub napędzany brzęczykiem). Wskazany jest jej lekki, subtelny ruch.

 

 

Akwarium powinno być gęsto zarośnięte

P. paskai zjada wszelki pokarm, byle był tylko dostosowany do niewielkiego otworu gębowego. Jak miałem okazję zauważyć, ryba ta doskonale radzi sobie i w niższej ciepłocie wody – rzędu 18-19°C. Jest odporna, ruchliwa i bardzo wdzięczna do obserwowania, a przy tym towarzyska, łagodna i stadna (należy chować co najmniej 6 osobników). Początkowo może być nieco płochliwa.

 

 

Samica P. paskai (po lewej) i dorosła samica drobniczki

Celem rozrodu urządzamy mały zbiornik tarliskowy o pojemności 10 (gdy samiec x 2 samice) lub 30 l (gdy grupa tarlaków z przewagą samic), dobrze przykryty. Wystarcza lekko pracujący napowietrzacz lub mały filtr wewnętrzny napędzany „brzęczykiem”. Nie używamy podłoża (pod spód dajemy czarny papier). Woda powinna być miękka (5-7°n) o temperaturze 26°C.

 

 

Tarło u Pseudomugil paskai jest rozciągnięte w czasie

Jako substratu dla ikry używamy gęstych kęp miękkolistnych roślin wodnych (szybko rosnące mchy, wywłócznik, różdżyca rutewkowa, a z pływających – szczególnie pistia rozetkowa, wgłębka wodna itp.), włóczki/przędzy syntetycznej (dobrze wymytej!) przymocowanej do kawałka korka, styropianu albo pustej plastikowej buteleczki po lekarstwach („mop”).

 

 

 

Para w zbiorniku tarliskowym

Tarło jest rozciągnięte w czasie i trwa 7-10 dni – samica codziennie składa po kilka jaj, które przywierają do substratu. Przed tarłem można ryby rozdzielić wg. płci na około tydzień i karmić obficiej, najlepiej żywą karmą. Trójkę lub grupkę tarlaków pozostawiamy na tarlisku przez zwykle 7-8 dni, po czym je wyławiamy. Można także wymieniać substrat co 2-3 dni na nowy lub pipetą odławiać jaja do małych naczyń inkubacyjnych (szalki, szklanki, płytki itp.).

 

Tarlaki dobrze jest rozdzielić na kilka dni przed tarłem

Larwy pojawiają się po około 10 dniach. Wykarmienie narybku jest nie lada wyzwaniem. Jest on bowiem bardzo drobny. Na pierwszy tydzień hodowca powinien zapewnić im tzw. pył, czyli pierwotniaki (wyhodowane na pożywkach organicznych lub z preparatu handlowego) oraz wrotki, względnie larwy oczlików. Można także próbować podawać suche pokarmy pyłowe, „zieloną wodę”, drożdże itp.

 

 

 

Samica w towarzystwie pary żyworódek Endlera odmiany Scarlet

Od 7-8 dnia można zacząć skarmiać najdrobniejszymi larwami solowca i nicieniami „mikro”, ale pokarm pyłowy powinien być nadal podawany. Konieczne są częste (początkowo codziennie, a od 3 tyg. życia młodych co 2-3 dzień) podmiany części wody, połączone ze starannym czyszczeniem dna z resztek organicznych.

 

 

 

W gęsto zarośniętym zbiorniku możliwy jest spontaniczny rozród ryb

W większych (100 l i powyżej), gęsto zarośniętych zbiornikach gatunkowych możliwy jest spontaniczny rozród niewielkiej liczby tarlaków. Przy urozmaiconym karmieniu żywym pokarmem dorosłe osobniki pożerają zwykle mniej potomstwa. Sukcesywnie pojawiający się pośród roślinności pływającej wylęg należy wyławiać i przenosić do oddzielnego zbiornika odchowalni.

Lamprologus kungweensis – zdjęcia dorosłych i młodych

O Lamprologus kungweensis pisałem już kiedyś tu:

„Lamprologus kungweensis. Chów i rozród”

Para lęgowa – samiec po prawej

Teraz chciałbym zamieścić kilkanaście zdjęć zarówno osobników dorosłych, jak i młodych. Te ostatnie są ujęte w trzy fazy wzrostu i rozwoju. Dopiero od około drugiego tygodnia życia młode były na tyle duże, że mój aparat zaczął je rozpoznawać jako obiekt – wcześniej obraz był zamazany, bo ostrości nie można było nijak złapać. Wylęg tego gatunku to prawdziwe maleństwa 🙂

Samica

Samica

Samica

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Samiec

Samiec

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Samiec

 

 

 

 

 

 

Młode w wieku około 2 tygodni

 

 

Młode w wieku około 2 tygodni

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Młode w wieku około miesiąca

 

 

 

 

 

 

 

 

Młode w wieku około miesiąca

 

 

 

Młode w wieku około 1,5 miesiąca

 

Młode w wieku około 1,5 miesiąca

Młode w wieku 2,5 miesiąca

Młode po ukończeniu 3 mies. życia

Młode po ukończeniu 3 mies. życia

Młode po ukończeniu 3 mies. życia

 

Akara Electric Blue (Andinoacara pulcher). Chów

Pięknie wybarwiony dorosły samiec

Akara „Electric Blue” to najprawdopodobniej krzyżówka pomiędzy akarą błękitną (Andinoacara pulcher) a pielęgniczką Ramireza (Microgeophagus ramirezi), odmiany właśnie „Electric Blue”. Nie jest to jednak hybryda samoistna, lecz sztuczna, wymuszona przez człowieka. Ktoś bowiem wpadł na pomysł (oczywiście na fermach azjatyckich), aby pobrać ikrę od pierwszego gatunku i zapłodnić ją nasieniem drugiego.

 

Para akar na tle roślinności prezentuje się iście pięknie

Inni zaś twierdzą, że akara jest ona formą barwną popularnej w akwariach, zwłaszcza w ubiegłym stuleciu akary błękitnej (Andinoacara pulcher), stąd nazwa łacińska jest taka sama. Była to zapewne mutacja spontaniczna lub wymuszona sztucznie, którą sprytnie utrwalono.

 

 

 

Samica jest mniejsza, ma krótsze płetwy i skromniejsze ubarwienie

Bardziej przekonuje mnie teoria krzyżówki. Nie chcę chyba wiedzieć jakim sposobem to robiono … W każdym razie jaja inkubowane były sztucznie, a potomstwo hodowane na tzw. linię, co utrwaliło pożądaną cechę jaskrawej niebieskości. Takie osobniki kojarzone między sobą dają potomstwo, które w 100% wiernie dziedziczy po nich wspomnianą cechę.

 

 

 

Dorosła para – samica u góry

Pielęgnacja tej pięknej pielęgnicy jest łatwa. Dla dorosłej pary wystarcza akwarium o pojemności około 100 l. Dno wysypujemy drobnym żwirkiem o ciemnym odcieniu. Rośliny zwykle nie są uszkadzane, ani wyrywane z podłoża, choć w okresie rozrodu różnie może być. Dlatego też rośliny najlepiej jest sadzić w zwartych kępach obłożonych kamieniami lub w pojemnikach. Bardzo wskazana jest roślinność pływająca, która tonowałaby oświetlenie.

 

Akary Electric Blue zwykle nie niszczą roślin i są dość spokojne i wykazują dużą tolerancję na warunki środowiskowe

Akara Electric Blue ma dużą tolerancję wobec warunków środowiskowych. Najlepiej jednak czuje się w wodzie o twardości ogólnej do około 17°n, odczynie kwaśnym do lekko zasadowego (pH 5,5-7,8) i temperaturze wody 23-26°n. Konieczne są elementy wystroju tworzące kryjówki: korzenie, kamienie, groty, kawałki drewna, zatopione gałęzie, przewrócone na bok gliniane doniczki, łupiny orzecha kokosowego, rurki z PCV lub drenarskie.  itp.

 

Piękne, błękitno-seledynowe ubarwienie płetw samca

Bez szkody dla zdrowia omawiane ryby okresowo znoszą zarówno niższą (około 15°C), jak i wyższą (około 30°C) ciepłotę wody. Regularne jej podmiany przeprowadzamy raz w tygodniu w objętości 15-20%. Czynność tę najlepiej jest połączyć ze starannym czyszczeniem (odmulaniem) dna z wszelkich resztek organicznych. Gatunek wszystkożerny, ale najlepiej chowa się i rozmnaża na karmie żywej lub mrożonej pochodzenia zwierzęcego.

 

W zbiorniku z akarami nie może zabraknąć wszelkich kryjówek tak naturalnych, jak i sztucznych

Zdecydowanie omawiana akara ma znacznie łagodniejszy temperament od akary błękitnej i nieco bardziej zadziorny niż pielęgniczka Ramireza. Można je zatem utrzymywać w zbiorniku towarzyskim (zwłaszcza młode osobniki, ale raczej nie pary lęgowe) z wieloma innymi rybami za wyjątkiem gatunków najmniejszych, które mogłyby zostać pożarte (neony, endlerki itp.).

 

 

Czerwieniaki z rodzaju Hemichromis. Agresja

Na pierwszym planie H. lifalili a na drugim H. bimaculatus

O czerwieniakach z rodzaju Hemichromis pisałem już kiedyś tu:

„Czerwieniaki. Chów”

Teraz chciałbym podzielić się z czytelnikami mojego bloga niektórymi swoimi i kolegów obserwacjami związanymi z zachowaniami agresywnymi u omawianych ryb. Dodatkowo przedstawię kilka nowych zdjęć pewnej pary.

 

 

Terytorialność i agresja to cechy powszechnie znane u czerwieniaków

Omawiane ryby powszechnie uchodzą za wysoce terytorialne i agresywne (szczególnie w okresie rozrodczym) i przez to absolutnie nie nadające się do chowu w akwarium zespołowym (szczególnie w wieku dojrzałym). To oczywiście niezaprzeczalny fakt, ale czasami zdarzają się wyjątki od powyższej reguły. O nich właśnie postanowiłem napisać poniżej …

 

 

Obecnie na rynku jest wiele mieszańców H. bimaculatus x H. lifalili

Kiedyś miałem kilkuletnią parę czerwieniaków dwuplamych, która  nie przejawiała wobec współmieszkańców zbiornika (gurami dwuplame, dania pręgowane, kiryśniki, brzanki różowe) żadnej agresji. Ryby te nie podchodziły do tarła w zbiorniku ogólnym (tak po prostu miały i nie były na pewno jednej płci) i zupełnie też nie niszczyły miękkolistnej roślinności (wywłócznik, rogatek). Ogólnie jednak są to dość rzadkie widoki.

 

Czerwieniaki utrzymujmy lepiej zawsze oddzielnie i dobranymi parami

U znajomego hodowcy widziałem raz dorosłe osobniki H. bimaculatus (prawdopodobnie były tej samej płci – nigdy nie podchodziły do tarła) w jednym akwarium z gupikami, małymi karpiowatymi (m.in. z welonowatymi kardynałkami i daniami) oraz pospolitymi kąsaczowatymi (neony, rodostomusy, żałobniczki).

 

 

 

Czerwieniaki potrafią wykopać i zniszczyć rośliny w akwarium

Akwarysta ów twierdził, że mimo sporego wzrostu czerwieniaki nigdy nie zaatakowały mu żadnej ryby. Zaczęliśmy się zastanawiać co może być powodem tak łagodnego, wręcz nienaturalnego ich zachowania? Odkryliśmy, że od małego czerwieniaki wychowały się w tym samym zbiorniku i przy niezmienionej obsadzie gatunkowej. Innego wytłumaczenia nie mieliśmy.

 

 

Pięknie ubarwiona samica H. lifalili

U innego z kolei hodowcy młode 3-4 cm czerwieniaki, które dorastały wspólnie w akwarium zaczęły w pewnym momencie życia zachowywać się wobec siebie wysoce agresywnie – przy każdej okazji ryby napadały na siebie i biły. W rezultacie, po kilku miesiącach przy życiu pozostał tylko jeden, najsilniejszy osobnik. W innym przypadku może dobrać się para, która wspólnie prześladuje pozostałe, co jest sytuacją w akwariach najczęstszą.

 

Wydaje się, że niemały wpływ na agresję czerwieniaków mają panujące w akwarium warunki środowiskowe

Wydaje się, że niemały wpływ na agresję czerwieniaków mają panujące warunki środowiskowe, np. chłodniejsza woda dość skutecznie studzi ich porywczy temperament, a zwiększona obsada ryb  (oczywiście w granicach rozsądku i przy zapewnieniu technicznego wsparcia) rozkłada ewentualną agresję na tak małe składowe, że praktycznie ulega ona rozmyciu.

 

 

Zaloty u pary czerwieniaków kongijskich

Co innego w zbiorniku ogrzewanym – tu często dobrana para toczy ciężkie boje o rewir lęgowy (gatunek terytorialny). Niemniej obserwowałem raz tarlaki wodzące narybek w zbiorniku pełnym brzanek i tęczanek. Ryby co prawda były atakowane przez dorosłe czerwieniaki, ale dzięki swojej zwinności i szybkości uchodziły z takich utarczek prawie bez szwanku.

 

 

Pamiętajmy, aby rybom zawsze zapewniać optymalny dobrostan

Po co o tym wszystkim piszę? Chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę szanownych Czytelników na fakt, iż nie zawsze przypisane gatunkom utarte opinie mają stuprocentowe przełożenie w praktyce – tu czasami bywa zaskakująco odmiennie. Na koniec wpisu radzę jednak trzymać czerwieniaki zawsze oddzielnie, najlepiej dobranymi parami. Rybom bowiem trzeba zawsze zapewniać optymalny dobrostan, w tym m.in. nigdy nie należy łączyć gatunków agresywnych z łagodnymi.