Żwawik czerwieniak (Aphyocharax anisitsi)

Żwawik czerwieniak (Aphyocharax anisitsi) należy do rodziny kąsaczowatych (Characidae). W naturze zamieszkuje głównie dorzecze Parany w Ameryce Południowej. Dorasta do około 5 cm długości. Gatunek bardzo ruchliwy, zgodny oraz wytrzymały na niesprzyjające warunki środowiskowe, a przy tym stadny i wszystkożerny. Ryby te utrzymywane w nieodpowiednich warunkach stają się nieaktrakcyjne pod względem nie tylko ubarwienia (bledną, zwłaszcza płetwy), ale także zachowania – wykazują znaczną płochliwość. Żwawiki preferują średnie zbiorniki, dość długie i umiarkowanie zarośnięte roślinnością z pozostawieniem sporo wolnego miejsca do swobodnego pływania. Przy chowie tego gatunku należy zastosować dość silne oświetlenie (stonowane jednak przez roślinność pływającą) z dostępem promieni słonecznych, ciemne podłoże oraz szczelne przykrycie zbiornika. Woda powinna być zawsze kryształowo czysta (bez jakichkolwiek zawiesin). Jej parametry fizyko-chemiczne nie mają większego znaczenia. Zaleca się jednak, aby jej twardość nie przekraczała 15ºn, a odczyn był lekko kwaśmy lub obojętny. Optymalna temperatura wynosi 24-26ºC, chociaż gatunek ten znosi bez szkody dla zdrowia również niższą ciepłotę rzędu 18-19ºC. Tarło można przeprowadzić parami lub grupowo. Przy systemie grupowym zestawiamy komplety tarlaków z przewagą samców (2×1 lub 4×2). Gotowe do tarła mleczaki w przedniej części płetwy odbytowej mają rząd tzw. haczyków partnerskich. Trzeba pamiętać, że nie wolno do ich odłowu używać tradycyjnych siatek, lecz zawsze szklane fajki, miseczki itp. Haczyki owe są bowiem tworami bardzo delikatnymi i jeśli dojdzie do ich uszkodzenia, samce na pewien czas stają się całkowicie lub częściowo bezpłodne. Akwarium hodowlane dla pary tarlaków powinno mieć pojemność 20-30 l. Ustawiamy je w spokojnym, nie narażonym na wstrząsy i jasnym miejscu. Poziom wody nie powinien przekraczać15 cm. Zbiornik należy szczelne przykryć, gdyż tarlaki lubią skakać w czasie miłosnych gonitw. Ponieważ ryby zjadają złożoną ikrę zaleca się stosowanie odkażonego rusztu ikrowego. Zamiast niego można wykorzystać około2 cmwarstwę grubszego żwiru (można się jednak bez niego obejść) i drobnolistne rośliny wodne (wywłócznik, rogatek, kabomba, mech jawajski), które rozkładamy na dnie i przyciskamy kamykami. Roślinność w postaci gęstych, zwartych kęp można też umieszczać w rogach zbiornika.

Do rozrodu w zupełności wystarczy woda o twardości 7-8ºn, chociaż udane tarła notowano także w znacznie twardszej (15ºn i więcej). Woda, jak wspomniano, nie musi być bardzo miękka (wystarczy jej przegotowanie, a następnie dobre natlenienie), to jednak zawsze powinna być idealnie klarowna, wolna od zanieczyszczeń mechanicznych i chemicznych, odstała przez co najmniej kilka dni, dobrze napowietrzona i filtrowana, o odczynie obojętnym lub lekko kwaśnym i temperaturze 26-27ºC. Tarło następuje zwykle wcześnie rano i trwa kilka godzin; przebiega głównie w przypowierzchniowej warstwie wody. Szkliście przezroczysta ikra opada na dno. Żwawiki są dość płodne – dorosła samica może złożyć ponad 500 jaj. Zwykle jednak ich liczba waha się w granicach 300-400 szt. Po zakończonym tarle ryby wyławiamy, gdyż łapczywie zjadają ikrę. Zbiornik osłaniamy szarym papierem lub tekturą, gdyż zbyt jaskrawe światło szkodzi rozwijającym się zarodkom. Larwy wylęgają się średnio po około 36 godzinach (pierwsze już nawet po dobie). Początkowo wiszą uczepione roślin i szyb akwarium. Gdy tylko młode zaczną swobodnie pływać przyjmując pozycję typowo horyzontalną (zwykle następuje to po 5 dniach) zbiornik odsłaniamy i przystępujemy do ich karmienia. Narybek jest początkowo bardzo płochliwy i chowa się w najrozmaitszych zakamarkach zbiornika. Nie jest jednak wybredny pod względem przyjmowanego pokarmu. Chętnie zjada zarówno suchy, jak i żywy (najlepszy jest stawowy „pył” lub najdrobniejsze larwy solowca) oraz mrożony (moina, larwy solowca, wrotka). Po około 10 dniach młode można skarmiać najdrobniejszym zooplanktonem. W sytuacji awaryjnej i przy zachowaniu maksymalnej ostrożności narybkowi można również podawać ugotowane na twardo żółtko jaja kurzego lub sok z wyciśniętych przez płótno doniczkowców. Obfite żywienie żywym pokarmem, regularna podmiana wody, a także dobre jej natlenienie i wymuszony, lekki ruch oraz sukcesywne przenoszenie do obszerniejszych zbiorników sprzyjają szybkiemu wzrostowi narybku. W wieku 6 tygodni płetwy młodych rybek zaczynają wybarwiać się na czerwono.



Piękne wybarwienie
płetw na kolor
krwistoczerwony



Para ryb
- samiec u góry



Żwawiki to ryby
stadne i
wszystożerne



Do rozrody
najlepiej użyć
rusztu ikrowego



Krwistoczerwone
płetwy to piękna
ozdoba żwawików

Zeberka (Taeniopygia guttata). Ogólnie

Zeberka (Taeniopygia guttata), zwana również amadyną zebrowatą w naturze zamieszkuje niemal cały kontynent australijski z wyjątkiem północnych, południowo-zachodnich oraz południowo-wschodnich, przybrzeżnych jego krańców oraz terenów górzystych (podgatunek T. g. castanotis). Drugi podgatunek – nominatywny (T. g. guttata) zamieszkuje Małe Wyspy Sundajskie (Sumbawa, Flores, Timor, Sumba, Bali i Lombok). Są to jedne z najmniejszych (wielkość 10-11 cm i waga 11-13 g), najtańszych, najczęściej utrzymywanych i rozmnażanych w niewoli ptaków egzotycznych z rodziny astryldów (Estrildidae).

Dymorfizm płciowy jest dobrze zaznaczony. Samiec (odmiana standardowa) jest barwy szaro-brązowej z charakterystycznymi rdzawymi, owalnymi plamami na obydwu policzkach oraz czarnymi prążkami na podgardlu i górnej części piersi. Poniżej znajduje się większa lub mniejsza czarna plama. Po bokach ciała widoczne są kasztanowo-rdzawe piórka upstrzone w białe plamki. Dziób ma intensywną, rubinowo-czerwoną barwę. Ponadto samce zeberek śpiewają. Samica jest znacznie skromniej ubarwiona, nie posiada barwnych plam na policzkach (u niektórych odmian barwnych mogą one jednak występować, ale są znacznie słabiej zabarwione, niekiedy szczątkowe), ani prążkowanego podgardla. Jej dziób jest zwykle koloru blado czerwonego lub pomarańczowego, a bledsze upierzenie pozbawione jest typowych dla samca ozdób barwnych.

Najlepiej jeśli ptaki utrzymywane są w większej grupie młodych, niespokrewnionych ze sobą i zbliżonych wiekiem osobników danej odmiany barwnej, mając możliwość swobodnego wyboru partnera. Takie pary są niemal zawsze zgodne, doskonale też wysiadują jaja i wykarmiają swoje potomstwo. Do pierwszego lęgu zeberki powinny być dopuszczane po ukończeniu, co najmniej 9 miesięcy, a najlepiej jednego roku życia. Rozmnażanie ptaków zbyt młodych (często już 3-4 miesięcznych) daje mierne wyniki i źle wpływa na ich zdrowie. W profesjonalnej hodowli pary lęgowe określonych odmian barwnych utrzymywane są oddzielnie. Tutaj to hodowca zestawia pary. U zeberek nie ma zwykle większych problemów z akceptacją partnera płciowego, jednak ryzyko późniejszego wystąpienia niepowodzeń w lęgach u osobników złączonych „na siłę” (zwłaszcza w przypadku niektórych delikatniejszych odmian mutacyjnych) znacznie niekiedy wzrasta. W okresie 7-10 dni intensywnej budowy gniazda i parzenia się samica składa (codziennie po jednym) od 3 do 9 białych jajeczek. Zwykle po zniesieniu trzeciego rozpoczyna się ich wysiadywanie, w które zaangażowane są obydwa ptaki. Pisklęta wykluwają się po 11-13 dniach inkubacji; są ślepe i niedołężne, pokryte delikatnym puchem. Jeśli prowadzimy grupowy chów wolierowy to należy zadbać o większą liczbę budek niż par ptaków. Przestrzegam przed zadawaniem zbyt dużej ilości materiału do budowy gniazd, a także nieposiekanej świeżej zielonki po okresie składania jaj. Ptaki bowiem instynktownie zaczną wnosić materiał do gniazd, co spowoduje przykrycie zniesionych już jaj i zmarnowanie lęgu.

Dobra para potrafi jednorazowo odchować 4-6 młodych. Średnio jednak w warunkach domowych pomyślnie wyprowadzane są 3-4 sztuki. Nie należy zostawiać ptakom do wysiadywania więcej niż 5-6 jaj. Po około trzech tygodniach młode opuszczają budkę, jednak jeszcze przez dalsze dwa są dokarmiane przez rodziców poza gniazdem. Jak tylko zaczną same jeść należy oddzielić je od osobników dorosłych, którzy w tym czasie przygotowują się do rozpoczęcia kolejnego lęgu. Po około 5-6 tygodniach życia podloty rozpoczynają pierzenie, a po 9-12 tygodniach uzyskują upierzenie osobnika dorosłego. W tym czasie samczyki zaczynają śpiewać. Ukończenie pierzenia jest najlepszym momentem na przeprowadzenie pierwszej selekcji. Większość problemów, jakie mogą wystąpić podczas lęgów zeberek w klatkach pryska jak mydlana bańka w warunkach hodowli wolierowej. Wielokrotnie obserwowałem, jak dobrane pary, które w warunkach klatkowych wyprowadzały, co najwyżej 3 młode, w wolierze odchowywały średnio po 5-6 piskląt. Zbawienny wpływ słońca, wiatru, świeżego powietrza i tzw. efektu stada (w przypadku tego gatunku hodowla w większej grupie daje zdecydowanie lepsze efekty) jeszcze raz znajdują tu praktyczne potwierdzenie. W wolierze jednak grupowe utrzymywanie i rozmnażanie osobników niektórych odmian barwnych, często wydelikaconych, o mniejszej odporności na niekorzystne warunki środowiskowe, nie zawsze się udaje. Wiele bowiem zależy od samego hodowcy, jego staranności i dbałości o ptaki. Najczęściej zatem przedstawicieli cennych mutacji rozmnaża się w klatkach, gdzie znane jest pochodzenie młodych i nie dopuszcza się do przypadkowych kojarzeń i znane jest pochodzenie potomstwa. Nie należy też dopuszczać do więcej niż 3 lęgów w roku. Ptaki powinny mieć, co najmniej 2,5-3 miesiące na odpoczynek. W przypadku hodowli wolierowej jest to praktycznie okres późnej jesieni i zimy. Wtedy są one umieszczane grupowo (często po uprzednim rozdzieleniu wg płci) w obszernej klatce, wolierze wewnętrznej, witrynie, czy specjalnie przystosowanym pomieszczeniu, w którym temperatura powietrza nie spada poniżej 10-12ºC.



Trzy samce
i dwie samice
odm. standard



Para ptaków
samiec po prawej



Czarnolicy samiec



Rudopierśny samiec z przodu



Różne mutacje barwne



Stadko zeberek w wolierze



Gniazdo z jajami



Pisklęta w wieku 1-2 dni



Młode w wieku 7 dni



Młode w wieku 12 dni



Lęgi grupowe



Podloty po opuszczeniu
gniazda (pierwszy i trzeci)

Proporczykowiec z Kap Lopez (Aphyosemion australe)

Proporczykowiec z Kap Lopez (Aphyosemion australe) należy do rzędu karpieńcokształtnych (Cyprinodontiformes) i rodziny Nothobranchiidae. Pochodzi z równikowej Afryki Zachodniej. Jest gatunkiem, który wykształcił duże zdolności adaptacyjne wobec niekorzystnych warunków środowiskowych i może składać ikrę zarówno w podłożu, jak i na roślinności. Dlatego też jeżeli chcemy podejść do jego rozrodu w sposób kompleksowy należy w akwarium tarliskowym zastosować obydwa te substraty. Większość jednak akwarystów traktuje „kaplopezy” wyłącznie jako gatunek fitofilny i rozmnaża je z użyciem li tylko miękkolistnych roślin. Wystarcza zbiornik tarliskowy o pojemności 10–25 l. Jako substrat dla ikry stosujemy przede wszystkim kępy gatunków miękkolistnych (wywłócznik, mchy) i/lub 1–2 tzw. mopy z włóczki/przędzy syntetycznej, przymocowanej do kawałka korka, styropianu albo pustej plastikowej buteleczki po lekarstwach. Można także użyć kłębu splątanej, grubej (średnica ok. 0,4–0,6 mm), kolorowej żyłki wędkarskiej, bądź waty perlonowej. Włóczka powinna być odkażona; można wyprażyć ją na sucho lub na mokro w mikrofalówce albo lekko podgotować. Jej kolor nie ma znaczenia, choć ikra jest najlepiej widoczna na ciemnym tle. Istotny jest natomiast rodzaj farby użytej do jej barwienia. W żadnym wypadku nie może ona plamić, ani zawierać trujących substancji. Zwykle wystarcza 50–100 włókien/kosmków o długości 10–15 cm, na których zostanie złożona ikra. Zbiornik ustawiamy w ocienionym miejscu lub lepiej oklejamy szarym albo zielonym papierem, względnie tekturą. Dno tarliska najlepiej jest pokryć warstwą torfu włóknistego (lub włókna kokosowego), wygotowanego przez co najmniej kwadrans (co eliminuje szkodliwe mikroorganizmy i powoduje, że staje się on zatapialny), schłodzonego i dokładnie wielokrotnie przepłukanego (po usunięciu wszystkich niezatapialnych składników). Najlepszy jakościowo jest dostępny w handlu w postaci wkładów filtracyjnych i choć niektórzy hodowcy twierdzą, że wystarczy go jedynie obciążyć i przez 2–3 dni trzymać pod wodą, to moim zdaniem powinno się go wcześniej, co najmniej zalać wrzątkiem, a najlepiej przez kilka minut gotować. Do rozrodu wybieramy zawsze osobniki najlepsze pod względem fenotypowym – ikrzyce z najbardziej wypukłymi brzuszkami (dobre wypełnienie jajników komórkami jajowymi) i pełne wigoru, najintensywniej wybarwione mleczaki. Podstawą sukcesu hodowlanego jest użycie do rozrodu całkowicie wyrośniętych (ukończony rozwój somatyczny) i jednocześnie młodych tarlaków (co najmniej jednak 8–10-miesięcznych). Dobrze jest na mniej więcej 5–7 dni (nie dłużej) przed planowanym tarłem rozdzielić osobniki rodzicielskie według płci i obficiej karmić żywym pokarmem. Na jednego samca dajemy 2–3 samice. W swojej hodowli zaobserwowałem, że ikra rozwija się najlepiej w wodzie miękkiej (do 8°n), pH 6,5-7,0 i temperaturze około 24°C. Ikrzyca składa codziennie od kilku do ponad 20 jaj. Tarło może trwać nawet ponad 3 tygodnie. W sumie liczba jaj nie przekracza zwykle stu kilkudziesięciu.

Polecam cztery techniki przeprowadzania tarła: 1. Substrat wymieniamy na świeży co 3–4 dni. Ten z ikrą przenosimy do oddzielnego lęgnika, wypełnionego wodą o identycznych parametrach fizykochemicznych do wysokości 8–10 cm. Stosujemy delikatne, drobnoperliste napowietrzanie. Do wody dodajemy środek przeciwko pleśnieniu ikry. 2. Po 3-4 dniach odławiamy tarlaki do innego zbiornika ze świeżym substratem, w którym pozostają przez 3 dni, a następnie przenosimy je do kolejnego na dalsze 3 dni itd. 3. Odławiamy tarlaki z tarliska po 1–2 tygodniach i odchowujemy narybek w zbiorniku hodowlanym (tzw. długie tarło). Poziom wody nieco obniżamy, a cały zbiornik zaciemniamy. Nieodzowny jest oczywiście delikatnie działający napowietrzacz lub gąbkowy filtr bez obudowy. 4. Przeprowadzamy tzw. krótkie tarło i łączymy tarlaki na 1–2 dni, po czym ponownie rozdzielamy je na 5–6 dni. W okresach międzytarłowych ryby intensywnie żywimy żywym pokarmem i rozdzielamy według płci. Po tarle torf, o ile go zastosowaliśmy, delikatnie wyjmujemy, odciskamy, podsuszamy i pakujemy do plastikowego woreczka lub pojemnika na okres 3–4 tygodni. Aby jaja nie zapleśniały, woreczek lub pojemnik codziennie wietrzymy przez co najmniej kwadrans. Dalsze postępowanie hodowcy opisano tu: http://www.multihobby.net/?p=199

Larwy wylęgają się po 2-2,5 tygodniach. Przez pierwsze 3–7 dni życia wylęgowi podajemy (wielokrotnie w ciągu dnia) pierwotniaki oraz wrotki. Można także skarmiać go najdrobniejszymi larwami solowca oraz larwami oczlików. Po 10-12 dniach do diety wprowadzamy nicienie „mikro” oraz markowe pokarmy gotowe (szczególnie roztarte płatkowe). Naprzemiennie z nimi można podawać karmę mrożoną, np. moinę, oczlika, ale ryby trzeba stopniowo do niej przyzwyczajać. Wzrost narybku jest nierówny, co częstokroć doprowadza do kanibalizmu. Dlatego też konieczne staje się sortowanie go pod względem wielkości i umieszczanie w osobnych zbiornikach – odchowalniach.



Zaloty u kaplopezów
- samiec poniżej


Samica dojrzała
do tarła


Samiec – piękno
barw


Tarlaki gotowe
do aktu płciowego


Tarło w mchu


Dorodne tarlaki


Młode ryby
są najlepsze
do rozrodu

Nowe ryby w oczku wodnym. Przerybienie

Nowe ryby w oczku wodnym. Wiosną wiele osób kupuje nowe ryby do oczek wodnych. Niestety sprzedawcy oferują zwierzęta w bardzo różnej kondycji fizycznej, która jest odzwierciedleniem warunków w jakich były zimowane. Aby zatem ustrzec się przed zawleczeniem do oczka ewentualnych chorób i pasożytów obowiązkowo poddajemy wszystkie nowo zakupione osobniki dwutygodniowej kwarantannie w założonym na 2-3 tygodnie wcześniej zimnowodnym akwarium, ustawionym w piwnicy lub garażu. Jego wyposażenie powinien stanowić jedynie wewnętrzny filtr z jednoczesnym napowietrzaniem wody oraz oświetleniem umożliwiającym dokładną obserwację zwierząt. Sztuki wykazujące jakiekolwiek objawy chorobowe (odstawanie łusek i pokryw skrzelowych, obrzęki ciała, wytrzeszcz oczu, postrzępienie płetw, jakiekolwiek zmiany skórne, łącznie z kaszkowatą, białą „wysypką”, ranami krwotocznymi itp.) powinny zostać oddzielone i poddane stosownemu leczeniu lub eutanazji, o ile choroba jest zaawansowana.

Ryby najlepiej transportować w szczelnie zamkniętym foliowym worku z wodą z ich macierzystego zbiornika i dodatkiem sprężonego tlenu. W czasie transportu zwierzęta nie mogą być wystawione na bezpośrednie działanie promieni słonecznych, stąd najlepiej przewozić je w kastrze lub styropianowym pudle w bagażniku samochodu. Po odbyciu kwarantanny ryby odławiamy ponownie do wspomnianego foliowego worka lub plastikowego kojberka, który wraz z zawartością kładziemy na 15-20 minut na wodę, aby swobodnie unosił się na powierzchni. Ma to na celu wyrównanie się temperatury wody transportowej z oczkową. Następnie odwiązujemy go/zdejmujemy przykrywkę i przez kolejne 10-15 minut dolewany do worka/kojberka wodę z oczka zaczerpniętą, np. słoikiem lub miseczką. Po tym czasie ostrożnie przechylamy go do pozycji poziomej i pozwalamy rybom na swobodne z niego wypłynięcie. Ryby zimowane w akwarium w pomieszczeniu wpuszczamy do oczka w momencie, gdy różnica temperatury wody pomiędzy zbiornikiem a oczkiem wynosi nie więcej niż 2°C.

Ile ryb w oczku? Zasadą jest, że na1000 litrów wody w oczku powinno przypadać najwyżej50 cm sumy całkowitej długości ryb (trzeba pamiętać o wzroście zwierząt). Inną metodą obliczania wielkości obsady ryb (zwykle mniejszych gatunków) w oczku jest pomnożenie długości w centymetrach wyrośniętej ryby danego gatunku przez 5, np. w przypadku kiełbia krótkowąsego będzie to 12cm x 5 = 60 litrów wody. Przerybienie oczka wodnego obok przekarmiania ryb jest jednym z najczęściej popełnianych błędów. Wówczas równowaga biologiczna ulega zachwianiu – woda staje się mętna i przesycona produktami przemiany materii, a dobrostan zwierząt wodnych ulega pogorszeniu. W krótkim czasie doprowadza to do inwazji glonów i/lub wybuchu chorób.

Przerybienie oczka4
to najcześciej
popełniany błąd


Ryby podczas
aklimatyzacji do
wody w oczku


Moment wpuszczania
ryb do oczka

Astryld trzcinowy (Bathilda ruficauda)

Astryd trzcinowy (Bathilda ruficauda), zwany krasnogonkiem oliwkowym, a potocznie trzciniakiem należy do rodziny astryldów (Estrildidae). W naturze zamieszkuje (w zależności od podgatunku) wschodnią oraz północno-zachodnią Australię. Te miłe, niewielkie (osiągają długość około 11-12 cm), bardzo żywe, towarzyskie i łagodne ptaszki znakomicie nadają się do utrzymywania w klatkach (najlepiej typu skrzynkowego o, co najmniej metrowej długości), jak i dobrze obsadzonych roślinnością ogrodowych wolierach (od maja do końca września). Doskonale znoszą towarzystwo innych spokojnych gatunków ptaków. Dorosłe samce śpiewają (także poza okresem godowym), a ponadto czerwony kolor dzioba i głowy (tzw. maska) obejmuje u nich niemal czubek głowy (u samicy kończy się na linii czoła) i biegnie dalej w dół rozlewając się na gardło i po bokach na policzki. Charakterystyczne plamki są u samicy mniejsze i bledsze, podobnie jak barwa upierzenia na spodniej stronie ciała. W żywieniu, oprócz markowej mieszanki ziaren, nie powinno zabraknąć prosa w kłosach, siekanej gwiazdnicy pospolitej, krwawnika czy mniszka lekarskiego oraz kiełków nasion. Ponadto trzciniaki bardzo chętnie zażywają kąpieli wodnych. Rozmnażanie trzciniaków nie jest trudne, ale powodzenie lęgu zależy od dobrania się pary rodzicielskiej. Najlepiej jeśli ptaki dobiorą się samoistnie spośród grupy, niespokrewnionych ze sobą, młodych (ale najlepiej rocznych) osobników. Pary zestawiane przez hodowców są niekiedy zadziwiająco zgodne i dobrze odchowują młode, innym razem marnują lęgi. Szczególnie często zdarza się, że jaja są nie zapłodnione. Trzciniaki z upodobaniem gniazdują w wiklinowych koszyczkach, wybierając je znacznie częściej niż półotwarte budki (12x12x15 cm). Utrudnia to oczywiście kontrolę lęgu, lecz z drugiej strony parom płochliwszym, które niepokojone mogłyby porzucić młode, zapewnia pożądany spokój. Ptaki chętnie też same wiją gniazdo, o ile pomieszczenie jest odpowiednio ku temu przystosowane (dużo skupisk sztucznych lub żywych roślin, nieckowatych platform, rusztowań z gałęzi, wiechci suchej trzciny itp.). Samiec znosi materiał do budowy gniazda, a samica zaplata i formuje je w kulę. Samiczka znosi zwykle 3–6 jaj, które wysiaduje wraz z partnerem przez 12-14 dni. Pisklęta mają żółtawą skórę i rzadki puch. Zwracają uwagę białe kąciki ich dziobów. Najlepsze przy wychowie młodych są gotowe, miękkie mieszanki jajeczne z dodatkiem suszonych owadów, a także kiełki z nasion. Dość wcześnie, bo zwykle w drugiej połowie trzeciego tygodnia życia młode opuszczają gniazdo, ale są jeszcze przez kolejne 2-3 tygodnie dokarmiane przez rodziców. W niewoli wyhodowano wiele mutacji barwnych, m.in. osobniki o pomarańczowej masce, pastelowe, szeki, cynamonowe, lutino.



Para ptaków
- samica z przodu



Para gniazdująca
w klatce



Para gniazdująca
w wolierze
- samiec z prawej



Para ptaków
- samiec z prawej



Młode w wieku
siedmiu dni



Podloty po
opuszczeniu
gniazda

Trawianka (Perccottus glenii). Odontobutidae

 

Trawianka (Perccottus glenii) należy do rodziny Odontobutidae. W naturze zamieszkuje obszar od południowego wybrzeża Morza Ochockiego do Półwyspu Koreańskiego i Morza Żółtego. Dorasta maksymalnie do25 cm długości i wyjątkowo osiąga masę ciała do350 g. W wodach Polski po raz pierwszy trawianka została stwierdzona w 1993 r. w starorzeczach Wisły pod Dęblinem. Wraz z biegiem rzeki rozprzestrzeniła się na liczne jej dopływy, a także przedostała do stawów, starorzeczy i jezior. Źródłem inwazji trawianki był prawdopodobnie materiał zarybieniowy amura, tołpygi i innych ryb pochodzących z Azji. Od tej pory ryba ta uchodzi za obcy gatunek inwazyjny w naszym kraju. Według Regulaminu Amatorskiego Połowu Ryb PZW trawianki (podobnie jak sumika karłowatego i czebaczka amurskiego) po złowieniu nie należy wypuszczać do łowiska, w którym ją złowiono, ani do innych wód! Trawianka jest niezwykle żarłocznym i bezwzględnym drapieżcą – atakuje gwałtownie i z zasadzki. Praktycznie zjada wszelkie żywe organizmy (w tym przedstawicieli własnego gatunku), które przepływają jej przed pyskiem i mogą się w nim zmieścić. Jest śmiertelnym zagrożeniem i silnym konkurentem pokarmowym dla wielu naszych rodzimych gatunków ryb i płazów, na które poluje i wypiera z ich naturalnych siedlisk. Potrafi żyć w wodzie bardzo ubogiej w tlen i znosi nawet skrajne wahania jej odczynu oraz temperatury (od 1 do 37ºC). Nie straszne są jej także zanieczyszczenia wody. Jest wybitnie odporna na miejscowe choroby i pasożyty, a przy okazji rozprzestrzenia w naszych wodach swoje własne, które przywlokła z ojczystych stron. Wyjątkowo niekorzystne zmiany w środowisku (susza, zamarznięcie zbiornika do dna) potrafi przeczekać zagrzebana głęboko w mule dennym (ryba otoczona jest wtedy gęstym, ochronnym śluzem), gdzie zapada w letarg. Znajdowano osobniki wmarznięte w lód, które po odmrożeniu normalnie pływały nie wykazując żadnego uszczerbku na zdrowiu. Co do tego ostatniego stwierdzenia, to potwierdzam je w 100%. Otóż od dwóch lat utrzymuje kilka trawianek w małym, jednogatunkowym oczku wodnym o głębokości zaledwie 35 cm. Tegoroczny luty był bardzo mroźny i woda w oczku oczywiście zamarzła do dna. Wiosną okazało się, że wszystkie trawianki przeżyły, w przeciwieństwie do kilku żab zielonych, które niestety padły. Do oczek zespołowych ryba ta absolutnie się nie nadaje z powodu swojej agresywności. W oczkach jednogatunkowych chętnie się rozmnaża, ale z powodu płochliwości i chowania w kryjówkach jest mało widoczna – praktycznie trawianki można obserwować jedynie w czasie karmienia dżdżownicami, kiedy łapczywie rzucają się na pokarm. Trawianka jest bardzo ciekawym obiektem obserwacji w zimnowodnym akwarium słodkowodnym. Nie niszczy roślin, które jednak należy sadzić w zwartych kępach. Jako podłoża używamy żwirku o dowolnej granulacji. Kilka kamieni tworzących kryjówki, korzenie, łupiny orzecha kokosowego itp. doskonale polepszają dobrostan zwierząt. Wskazane jest filtrowanie wody wewnętrznym filtrem gąbkowym oraz częściowa jej podmiana (10-15%) raz na dwa tygodnie. Najlepiej utrzymywać harem złożony z samca i 3-4 samic w jednogatunkowym zbiorniku o pojemności około 200 l. Dopuszcza się jednakże towarzystwo przedstawicieli innych gatunków ryb, o ile są one większe od trawianek. Żywienie musi być oparte na karmie żywej: mniejsze ryby, dżdżownice, larwy ochotek, doniczkowce, larwy chruścików itp. Im młodszymi osobnikami dysponujemy, tym łatwiej jest je przyzwyczaić do pobierania karmy mrożonej.

W warunkach akwariowych substratem do złożenia ikry może być szklana lub ceramiczna płytka, dachówka, wysoki płaski kamień, ustawione pod kątem 40-50°. Dzięki temu substrat i ikrą możemy przenieść do lęgnika z wodą o takich samych parametrach fizyko-chemicznych. Często jednak jaja składane są na szybie akwarium. Można również odłowić parę tarlaków lub triplet (samca i 2 samice) do oddzielnego zbiornika hodowlanego i po tarle pozwolić mleczakowi (ikrzyce wyławiamy) na opiekowanie się jajami. Odławiamy go w momencie wylęgania się larw. W warunkach akwariowych narybek od samego początku żywimy stawowym „pyłem” (larwy oczlików, wrotki), najdrobniejszym zooplanktonem, nicieniami „mikro”. Po kilku dniach możemy zacząć skarmiać go miażdżonymi między dwoma szklanymi płytkami rurecznikami i doniczkowcami. Młode trawianki rosną szybko, ale nierównomiernie. Co jakiś czas trzeba więc segregować je według wzrostu w celu zapobieżenia kanibalizmowi. Na koniec jeszcze raz przestrzegam przed wypuszczaniem trawianek do jakichkolwiek cieków i zbiorników naturalnych. Takie postępowanie jest kategorycznie prawnie zabronione!



Szczegóły głowy



Para ryb
samica po lewej



Samiec w całej
okazałości



Podrośnięty narybek

Pielęgniczka Ramireza (Mikrogeophagus ramirezi). Chów

Pielęgniczka Ramireza, zwana również wenezuelską lub motylową należy do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae). Niewielkie rozmiary ciała (do 6-7 cm), spokojne usposobienie, żywy temperament, interesujący behawioryzm i przepiękne ubarwienie sprawiły, że wśród miłośników akwarystyki ryby te cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Żyją jednak stosunkowo krótko (do 3 lat). W naturze występuje zarówno w wodach krystalicznie czystych (leniwie płynące strumienie), jak i silnie nagrzanych, mętnych (niewielkie oczka wodne, a nawet wodopoje dla bydła lub przydrożne rowy), otoczonych palmami i położonych na sawannach w dorzeczu Orinoko. Odznaczają się spokojnym usposobieniem, choć między współplemieńcami częste są niegroźne utarczki i mniej lub bardziej nasilone zachowania terytorialne. Ramirezki wykazują niekiedy znacznego stopnia płochliwość. Nadają się do zbiornika zespołowego, a najlepszym dla nich towarzystwem są ryby kąsaczowate (bystrzyki i zwinniki), spokojne pielęgnice (skalary, paletki) oraz łagodne ryby labiryntowe (np. gurami mozaikowe, prętniki). W jednym zbiorniku można utrzymywać jedną, bądź kilka par razem. Dla pary ryb przeznaczamy 40-50 l. Bardzo wskazanym elementem wyposażenia akwarium są korzenie, łupiny kokosu, zatopione gałęzie, dębowe liście, szyszki olszy itp.. To głównie dzięki nim woda nabiera charakterystycznych właściwości, tak preferowanych przez omawiane ryby. Piękno barw „ramirezek” staje się najlepiej widoczne na tle soczystej zieleni. Polecam gatunki zarówno miękko- jak i twardolistne. Trzeba pamiętać o pozostawieniu wolnej przestrzeni do swobodnego pływania. Pływające paprocie są jak najbardziej pożądane, gdyż zapewniają lubiany przez ryby półcień. Można pokusić się o stworzenie zbiornika biotopowego z przytłumionym oświetleniem, mnóstwem korzeni i zatopionych gałęzi oraz dnie wysłanym grubą warstwą dębowych liści.

Dla pomyślnego chowu ramirezek, od pokoleń urodzonych i odchowanych w niewoli, twardość wody nie ma większego znaczenia i bez szkody dla zdrowia znoszą one wodę średnio twardą oraz obojętny, a nawet lekko zasadowy jej odczyn (pH 7,5). Zdarzają się jednak partie ryb nader wrażliwe na jakość wody. Generalnie jednak jest to gatunek bardzo plastyczny. Ryby są jednak wrażliwe na gwałtowne wahania temperatury – optymalna dla nich ciepłota wody wynosi 25-26ºC. Nieodzownym urządzeniem technicznym w zbiorniku jest wydajny filtr (ale o niezbyt silnym strumieniu), który z jednej strony doskonale natleniałby wodę, a z drugiej zapewniał jej krystaliczną przejrzystość. W wodzie nie może bowiem znajdować się jakakolwiek zawiesina (np. z pierwotniaków), gdyż pielęgniczki bardzo źle się wtedy czują – są płochliwe, mają złożone płetwy i przyśpieszony oddech oraz niechętnie pływają. Wkład filtra trzeba często czyścić i nigdy nie wolno dopuścić do jego zapchania. Bardzo przydatne są wkłady torfowe. Podmiany wody muszą być dokonywane regularnie, najlepiej raz w tygodniu i dotyczyć około 20% jej objętości. Pielęgniczki bardzo źle bowiem znoszą nagromadzenie w wodzie produktów przemiany materii i wyjątkowo łatwo ulegają zatruciu związkami azotu. Bezwzględnie woda chlorowana przed wlaniem jej do akwarium musi się odstać przez co najmniej dobę. Podmiany należy zawsze łączyć ze starannym czyszczeniem dna zbiornika. Wszelkie zalegające w nim resztki pokarmu, obumarłe kawałki roślin czy odchody wpływają na podwyższenie zawartości związków azotu w wodzie, co w krótkim czasie negatywnie odbija się na zdrowiu ryb.

Żywienie nie sprawia specjalnych kłopotów. Ważny jest duży udział w diecie pokarmów żywych, w tym mrożonych oraz niewielki dodatek karmy roślinnej (np. zielonego groszku). Chętnie zjadane są larwy komarów, wioślarki, oczliki, szklarki. Larwy ochotek i rureczników mogą być skarmiane, ale pod warunkiem, że dobrze znamy miejsce ich pochodzenia (ramirezki są wyjątkowo wrażliwe na zatrucia). Karmienie najlepiej jest przeprowadzać 2-3 razy dziennie, zawsze małymi porcjami. Przekarmianie, jak również monodieta łatwo prowadzą do szeregu niebezpiecznych chorób oraz niezdolności zwierząt do rozrodu. Pielęgniczki Ramireza są podatne na wiele chorób. Szczególnie łatwo dochodzi u nich do inwazji kulorzęska (ichtioftirioza) i infekcji bakteryjnych. Ryby te leczy się trudno. Są bowiem bardzo wrażliwe na chemikalia i często padają w czasie kuracji. Nowo zakupione osobniki należy każdorazowo poddawać 2-3 tygodniowej kwarantannie.



Para ryb – samiec u góry



Utarczka między samcami



Ryb nie wolno przekarmiać



Para ryb – samica z lewej



Samica



Zieleń roślin dodaje uroki



Samiec



Postawa grożąca samców



Dębowe liście podnoszą
dobrostan ryb



Dla pary wystarcza 40-50 l



Samiec odmiany
niebieskiej

Wachlarek brazylijski (Nematolebias whitei). Diapauza

W akwarium wachlarki brazylijskie (Nematolebias whitei) żyją dłużej niż w naturze, bo nawet 1,5-2 lat. Warunkiem jest jednak utrzymywanie ich w chłodnej wodzie (20–22°C), umiarkowane karmienie i rozdzielenie według płci. Ciekawym zjawiskiem w ich rozrodzie jest tzw. diapauza, czyli przerwa (zawieszenie) w rozwoju zarodka (anabioza). Omawiany gatunek odznacza się osobliwą strategią rozrodczą umożliwiającą mu przystosowanie się i przetrwanie w niekorzystnych warunkach środowiskowych. Dzieje się tak dzięki bardzo ciekawemu zjawisku występującemu w rozrodzie wachlarków (i innych gatunków sezonowych), zwanemu diapauzą. Jest to przerwa (zawieszenie) w rozwoju zarodka (anabioza), czyli stan okresowego wstrzymania jego funkcji życiowych (przemiany materii) do niezbędnego minimum. W porze deszczowej tarlaki odbywają intensywne tarło niemal codziennie, do ostatnich chwil swego krótkiego życia. Jaja są zagrzebywane w mule dennym. Wraz z nadejściem pory suchej woda stopniowo wysycha, giną wszystkie osobniki dorosłe, a jaja zdeponowane w podłożu rozwijają się bez przeszkód.

Gdy jednak woda wyparuje, a podłoże ma postać mulistego, pozbawionego tlenu błota, rozwój zarodków zostaje po raz pierwszy zahamowany (na etapie gastrulacji), zwykle na kilka miesięcy. Jest to tzw. pierwsza diapauza, będąca formą obrony wobec niesprzyjających warunków środowiskowych. Dalszy rozwój zarodka następuje po wyschnięciu podłoża i powstaniu w nim rozstępów, dzięki którym do głębszych warstw zaczyna docierać powietrze atmosferyczne z życiodajnym tlenem. Druga diapauza rozpoczyna się, gdy faza rozwoju embrionalnego jest już zakończona, i może trwać w naturze grubo ponad pół roku. Przerywają ją dopiero pierwsze opady deszczu (miękka, pozbawiona zanieczyszczeń i chłodniejsza woda). W podłożu zwiększa się nagromadzenie dwutlenku węgla. Wkrótce ze złożonych jaj zaczynają masowo wylęgać się larwy, a wraz z nimi – cała masa najróżniejszych mikroorganizmów, służących narybkowi za pierwszy pokarm. Zwykle nie ze wszystkich jaj od razu wylęgają się larwy – część z nich wydostaje się z osłonek jajowych dopiero podczas drugiego lub kolejnego opadu deszczu. To przystosowanie zabezpiecza z kolei nowe pokolenie (i gatunek jako taki) przed całkowitą zagładą w przypadku powrotu suszy lub niewystarczających opadów, które uniemożliwiłyby normalny rozwój i zdobycie pokarmu. Gdy jednak wszystko ułoży się pomyślnie (brak anomalii pogodowych), następuje swoisty wyścig z czasem. Narybek wyjątkowo szybko podejmuje żerowanie i dobrze karmiony, rośnie niemal „w oczach” (przemiana materii u gatunków sezonowych przebiega bardzo szybko). Praktycznie już po kilku tygodniach życia młode rybki są zdolne do rozrodu. Dobrze odżywiane, wycierają się w akwariach niemal codziennie (tzw. ciągły cykl rozrodczy).



Para ryb -
samiec u góry


Wachlarki trą się
w sposób ciągły


Najlepszym substratem dla
ikry jest wygotowany torf
włóknisty


Podstawę żywienia wachlarków
stanowi pokarm żywy

Bojownik wspaniały (Betta splendens)

Bojownik wspaniały (Betta splendens), zwany też syjamskim należy do rodziny guramiowatych (Osphronemidae). W naturze zasiedla wody Półwyspu Indochińskiego (zlewnia rzeki Mekong). Na drodze ewolucji gatunek wykształcił, oprócz osobliwego narządu oddechowego, jakim jest labirynt (błędnik), także ciekawą strategię rozrodczą, polegającą na budowaniu przez samca pienistego gniazda przy powierzchni wody. W naturze pływające gniazdo zapewnia ikrze dobrą wentylację poprzez bezpośrednią styczność z powietrzem atmosferycznym, z którego tlen dyfunduje do wnętrza jaj, a także ochronę (a raczej maskowanie) przed drapieżnikami dybiącymi z powietrza oraz zbyt intensywnym promieniowaniem słonecznym. Bez wątpienia „piana” ma również silne właściwości bakteriostatyczne. Zaobserwowano bowiem, że jaja, które w trakcie inkubacji z jakichś powodów znalazły się poza obrębem gniazda, obumierają zwykle w większym procencie. Ponadto w warunkach naturalnych pieniste gniazdo jest tym większe i grubsze, im bardziej zanieczyszczona jest woda. Do rozrodu bojowników w akwarium najlepiej używać osobniki młodsze niż rok, zawsze dobrze wyrośnięte i w pełni dojrzałe rozpłodowo. Wówczas, nawet w przypadku dużej agresji ze strony samca, dojrzała i gotowa do odbycia tarła samica (można to poznać po m.in. pionowych pręgach na jej ciele) nie ucieka przed nim w panice, lecz co najwyżej odpływa niedaleko i po chwili wraca. W wyniku gonitwy i na pozór groźnie wyglądających starć może nawet dojść do poszarpania jej płetw i straty kilku łusek, nie ma to jednak negatywnego wpływu ani na jej zdrowie, ani na wyniki w rozrodzie. Nie należy tylko łączyć ze sobą tarlaków bardzo młodych z o wiele starszymi.

Do zbiornika tarliskowego obie ryby przekładamy jednocześnie, przy czym ikrzycę można umieścić na około pół dnia w unoszącym się na powierzchni wody, niewielkim plastikowym lub szklanym naczyniu (np. słoiku). Samica jest z niego uwalniana wieczorem, tuż przed zgaszeniem światła. Można również przedzielić tarlaki na 1–2 dni szybą i połączyć je po zaznajomieniu się ryb i rozpoczęciu zalotów przez samca. Niekiedy jednak mleczak jest tak podniecony, że ulega zranieniu, próbując sforsować szybę, dlatego nie zawsze jest to metoda godna polecenia. Osobiście uważam, że u dobrze przygotowanych tarlaków nie ma większego znaczenia, czy na tarlisku pierwszy znajdzie się samiec, czy samica.

Zbiornik tarliskowy powinien mieć pojemność od 20–25 l. Wystarczy, jeśli napełnimy go do wysokości 10-15 cm świeżą, odstaną, bardzo dobrze natlenioną i klarowną wodą wodociągową, której twardość ogólna nie przekracza 15ºn. Jej umiarkowane zmiękczenie poprzez dodatek wody z filtra RO lub przegotowanie wpływa korzystnie na rozwój jaj. Temperaturę wody podnosimy do 28–30°C. Stres jest najskuteczniej tłumiony przez bogatą szatę roślinności pływającej. W rogu zbiornika tarliskowego możemy umieścić mały gąbkowy filtr bez obudowy, którego wylot musi być tak skierowany (np. na przeciwległą szybę), aby nie powodował nadmiernego ruchu wody w warstwie powierzchniowej, co uniemożliwiałoby samcowi budowę gniazda. Napowietrzanie jest zbędne. Można także przygotować samcowi platformę pod gniazdo, umieszczając na powierzchni wody styropianowy lub plastikowy nietonący talerzyk. Z uwagi na fakt, że mleczak może pod koniec tarła lub po jego zakończeniu przejawiać agresję w stosunku do samicy, powinno się zapewnić jej jakieś kryjówki (np. korzeń, kępę mchu jawajskiego itp.). Bojowniki dobierają się w pary na krótko przed tarłem. U omawianego gatunku jaja są cięższe od wody i opadają na dno. Samiec (nierzadko w asyście samicy) pieczołowicie zbiera je do pyska (tam zostają otoczone wspomnianą wydzieliną, przez co utrzymują się pod powierzchnią wody) i wypluwa (utyka) do gniazda.

Po zakończonym tarle samicę należy odłowić, gdyż samiec przejmuje opiekę nad gniazdem i często staje się wobec niej agresywny. Dobrze wyrośnięta ikrzyca przy zapewnieniu jej odpowiedniej bazy pokarmowej może złożyć kilkaset jaj (zwykle 150-300 szt.). Obniżamy poziomu wody do 10–12 cm, co przy zmniejszonym ciśnieniu wody ma dobry wpływ na prawidłowe wykształcenie się labiryntu. Uruchamiamy natomiast drobnoperliste, słabe napowietrzanie (pęcherzyki powietrza powinny działać w sposób niezagrażający konstrukcji gniazda). Możliwe jest również przeniesienie gniazda z jajami do oddzielnego lęgnika wypełnionego wodą o identycznych parametrach fizykochemicznych. Wylęg larw następuje średnio po 36 godzinach. Przez 3-4 dni zwisają one z gniazda lub poza nim, wchłaniając zawartość woreczka żółtkowego. Po tym czasie samca odławiamy i przystępujemy do karmienia wylęgu (oczywiście mleczaka można odłowić wcześniej, tj. zaraz po zakończonym tarle). Na tym etapie hodowli najczęściej dochodzi do niepowodzeń, ponieważ narybek jest bardzo drobny (ok.2 mm). Przez pierwsze 4–5 dni po rozpoczęciu swobodnego pływania zalecam karmić go wyhodowanymi wcześniej pierwotniakami (w tym także klejnotką zieloną) oraz wrotkami i larwami oczlika, czyli tzw. pyłem. Pokarm musi być zadawany często (początkowo co 1–2 godziny, potem rzadziej – co 3 godziny, a po kilku dniach co najmniej 3 razy dziennie) i w dość dużych ilościach. Od 5. dnia można skarmiać najdrobniejszymi larwami solowca oraz węgorkami octowymi i/lub nicieniami „mikro”. Wielu hodowców w żywieniu narybku z powodzeniem stosuje od samego początku zawiesinę z ugotowanego na twardo żółtka jaja kurzego, drożdży lub mleka w proszku, często wymiennie ze wspomnianymi nicieniami oraz pierwotniakami. Wtedy jednak konieczne jest stałe monitorowanie jakości wody, dobre jej napowietrzanie (drobiny pokarmu muszą unosić się w toni), codzienne czyszczenie dna z resztek i podmiany wody na świeżą. Dobrej jakości pokarmy sztuczne dla narybku ryb jajorodnych są także godne polecenia, ale moim zdaniem jedynie jako uzupełnienie diety. Innym pokarmem awaryjnym jest tzw. przecier – doniczkowce i rureczniki bardzo drobno posiekane żyletką, starannie przepłukane, a następnie zmiażdżone w moździerzu ceramicznym (przed podaniem zalewamy papkę wodą i w zależności od wieku narybku dłużej lub krócej czekamy, aż grubsze cząstki opadną na dno. Zawiesinę zbieramy strzykawką albo szklanym zakraplaczem i rozprowadzamy równomiernie po powierzchni akwarium). Przez pierwszy tydzień odchowu narybku zaleca się całodobowe oświetlanie zbiornika i utrzymywanie głębokości wody na poziomie 6–8 cm (lepszy dostęp do powietrza atmosferycznego i większa koncentracja podanego pokarmu) oraz drobnobąbelkowe jej napowietrzanie. Tak niski poziom wody wiąże się jednak z niebezpieczeństwem jej zepsucia się w przypadku przekarmienia ryb. Wraz ze wzrostem młodych poziom wody należy stopniowo podwyższać.

Do końca drugiego tygodnia życia młode nie mają jeszcze wykształconego labiryntu i oddychają tlenem rozpuszczonym w wodzie (stałe napowietrzanie, ale strumień powietrza nie może jednak być za silny, aby zbytnio nie męczył rybek, co może doprowadzić nawet do ich śmierci) i filtrowanie wody (filtr gąbkowy bez obudowy). Niezbędne jest także czyszczenie dna zbiornika (rezygnujemy z jakiegokolwiek podłoża) z wszelkich resztek organicznych i nieczystości, początkowo codzienne, a po mniej więcej miesiącu co drugi-trzeci dzień, oraz obfite (30–50%) podmiany wody na świeżą, odstaną, o takiej samej temperaturze. Rygorystyczne przestrzeganie powyższych zaleceń pozwala na utrzymanie dobrej jakości wody, co przy obfitym żywieniu jest bardzo ważne. Do zbiornika z podrośniętym narybkiem dobrze jest wpuścić kilkanaście sztuk małych (1–1,5 cm) zbrojników niebieskich lub ampularii, które znakomicie wyjedzą wszelkie niedojedzone resztki karmy. W drugim-trzecim tygodniu życia u narybku zaczyna się wykształcać błędnik. Przechodzenie na oddychanie powietrzem atmosferycznym jest krytycznym okresem w jego życiu. Należy dążyć do tego, aby różnica między temperaturą wody i powietrza bezpośrednio nad nią była zawsze jak najmniejsza. Jeśli wyniesie ona powyżej3°C, bardzo łatwo może dojść do przeziębienia błędnika (nie ma wówczas żadnych szans na odratowanie młodych ryb). Akwarium musi być zatem dobrze przykryte. Także dostęp do powietrza atmosferycznego nie może być niczym blokowany, np. nadmiarem roślin lub „kożuchem” (bakterie, kurz, substancje organiczne). W miarę wzrostu, który jest nierównomierny, narybek należy segregować pod względem wielkości (niekiedy dochodzi bowiem do aktów kanibalizmu) i przekładać do większych zbiorników wypełnionych ciepłą, dobrze filtrowaną i regularnie podmienianą wodą, której poziom jest stopniowo podnoszony. Dalszy jego wychów nie sprawia już większych trudności.



Samiec w pełnej
krasie



Samica gotowa
do tarła -
widac poprzeczne
pasy na ciele



Para tarlaków -
samiec z przodu



Zaloty w
pełni



Samiec podczas
budowy gniazda



Pieniste gniazdo



W poszukiwaniu
opadłych na
dno jaj



Jaja w gnieździe



Samiec strzegący
gniazda z ikrą



Nie każdy
samiec opiekuje
się ikrą
i larwami

Wiosna w oczku wodnym, cz. I

Styczeń ostatniej zimy był nadzwyczaj ciepły, ale za to luty – bardzo mroźny. W wielu oczkach moich znajomych padła większość lub nawet wszystkie ryby. Trzeba tutaj zaznaczyć, że stało się tak głównie tam, gdzie nie zastosowano w ogóle napowietrzacza lub przestał on pracować, np. z powodu zamarznięcia wężyka w czasie największych mrozów (czytaj tu: http://www.multihobby.net/?p=85).

Wykonanie na wiosnę wielu ważnych prac będzie miało bezpośredni wpływ na późniejsze funkcjonowanie wodnego mini-ekosystemu jako całości. Jest to także bezlitosny sprawdzian dla opiekuna, czy jesienią prawidłowo przygotował oczko do zimowania. Gdy tylko lód stopnieje pierwszą czynnością po zimie jest sprawdzenie jak przezimowały ryby i w jakiej znajdują się kondycji. Jeśli nie czujemy obrzydliwego smrodu siarkowodoru wydobywającego się z martwych ciał zwierząt i widzimy klarowną wodę możemy być prawie pewni, że ryby i żaby przezimowały pomyślnie. Nieprzyjemny zaś odór dowodzi, że w czasie zimy pod wodą rozegrała się tragedia, której przyczyna tkwi najprawdopodobniej w niedobrze tlenu. Niepowodzenia w zimowaniu ryb i płazów w oczku wodnym wynikać mogą z wadliwej jego budowy (głębokość poniżej80 cm), niezastosowania zimą napowietrzacza lub nieprawidłowego użytkowania go (skraplanie się i zamarzanie pary wodnej w przewodzie powietrznym), bądź też wybijania otworów w lodzie z użyciem łomu lub siekiery. O tych wszystkich aspektach można przeczytać tu: http://www.multihobby.net/?p=73 i tu:http://www.multihobby.net/?p=39

W razie stwierdzenia jakichkolwiek martwych zwierząt w oczku, natychmiast je z niego usuwamy, aby rozkładając się nie zanieczyściły jeszcze bardziej wody i nie wywołały chorób u osobników, które ewentualnie przeżyły. Pierwszą czynnością po stwierdzeniu w oczku tragedii należy natychmiast usunąć rozkładające się, martwe ciała zwierząt. Dobrze jest wymienić w oczku całą lub większą część wody na świeżą i uruchomić intensywne jej napowietrzanie i/lub filtrowanie. Czekając na samooczyszczenie się wody absolutnie nie wpuszczamy do oczka żadnych nowych zwierząt poza wioślarkami (ich pozyskanie w naturze może być o tej porze trudne, stąd trzeba szukać w sztucznych hodowlach). Skorupiaki te znakomicie oczyszczają wodę z mikroskopijnych glonów i substancji organicznych oraz stanowią potem wartościową karmę dla ryb. Gdy wszystko po zimie jest w porządku przystępujemy do prac pielęgnacyjnych. Jednakże z wszelkimi pracami pielęgnacyjnymi (np. użyciem odkurzacza do oczka wodnego) czekamy do czasu aż temperatura wody wzrośnie powyżej 10°C (polecam zakup termometru do oczka wodnego, który bardzo ułatwi nam podjęcie wielu ważnych decyzji w kwestii koniecznych do przeprowadzenia zabiegów pielęgnacyjnych). Ryby są bowiem znacznie osłabione po okresie zimowym i każdy stres dodatkowo zmniejsza ich odporność. Wtedy też przystępujemy do ich karmienia. Początkowo podajemy niewielkie ilości karmy, gdyż ze względu na osłabiony jeszcze metabolizm i niedostateczne wydzielanie enzymów trawiennych nie mogą one dobrze trawić pokarmu. Najlepsza po zimie jest karma żywa lub mrożona, która sama w sobie zawiera już enzymy trawienne (oczliki, larwy ochotek i wodzienia, rureczniki, wazonkowce, dżdżownice, kiełże itp.). Po zimie należy dokładnie wyciąć (tuż nad ziemią) pozostałości uschłych części roślin (dotyczy to zwłaszcza pałek, trzcin, turzyc, czyli gatunków nabrzeżnych) oraz usunąć wszelkie zniszczone ich tkanki, które nie przezimowały (np. kosaćców żółtych). Stanowią one bowiem wątpliwą wartość dekoracyjną, stwarzają niebezpieczeństwo zanieczyszczania wody oraz zajmują miejsce młodym pędom. Wczesna wiosna (marzec-kwiecień) jest najlepszym okresem na sadzenie, dzielenie kęp i przesadzanie roślin. Zdążą się one dobrze ukorzenić i rozrosnąć (sprzyja to zimowaniu), a nawet zakwitnąć jeszcze w tym samym sezonie (np. lilie wodne czyli grzybienie, grzybieńczyk wodny). U pozyskanych w okresie wiosenno-letnim z naturalnych siedlisk gatunków niechronionych (knieć błotna, pałki, strzałka wodna i inne) po posadzeniu często marnieją liście i dopiero w następnym sezonie (po przezimowaniu bulw/kłączy) odbywa się ich normalny wzrost. Dlatego też najlepiej pozyskiwać je wczesną wiosną zanim jeszcze rozpoczną wegetację. Gatunki zaś tropikalne, wrażliwe na mróz (np. pistia rozetkowa, hiacynt wodny, cibora zmienna, limnobium gąbczaste) wprowadzamy do oczka wodnego po ustaniu wiosennych przymrozków, czyli zwykle po 15 maja.



Zima ustępuje – trzeba podjąć
konieczne prace pielęgnacyjne


Martwe ryby to częsta
pozimowa tragedia


Martwe zwierzęta natychmiast
usuwamy z oczka


„Zaszczepienie” w oczku
wioślarek bardzo się opłaca


Wiosna to najlepszy okres
na sadzenie, dzielenie kęp
i przesadzanie roślin

Amadyna diamentowa (Emblema guttata). Chów

Amadyna diamentowa (Emblema guttata, ang. Diamond firetail finch lub diamond sparrow), zwana również kraśniczkiem diamentowym należy do rodziny astryldów (Estrildidae). W naturze występuje endemicznie w południowo-wschodniej Australii. Niestety liczebność dziko żyjącej populacji z roku na rok zmniejsza się. W niewoli wyhodowano liczne mutacje, m.in.: pomarańczową, białą, beżową, srebrną oraz szekowatą. Zasady chowu są podobne jak innych, bardziej wymagających amadyn. Ptaki te są ciepłolubne, ale dość odporne na choroby i pasożyty. Zwraca uwagę ich zadziorność w stosunku do zarówno przedstawicieli własnego gatunku (zwłaszcza samce w okresie godowym), jak i do innych, szczególnie mniejszych gatunków australijskich ziarnojadów. Bywają jednak pary nadzwyczaj łagodne i akceptujące każdego mieszkańca woliery. Często w zbyt małej klatce dochodzi do szybkiego otłuszczenia ptaka, głównie z powodu jego małej aktywności. Dlatego też do chowu „diamentów” najlepsze są woliery lub wewnętrzne witryny. Ptaki te sporą część czasu przebywają na podłożu, co niesie za sobą ryzyko zarażenia pasożytami (kokcydia). Stałe zatem utrzymywanie należytej czystości jest koniecznością. W ich urozmaiconej diecie nie powinno zabraknąć zielonych warzyw (szpinak, brokuły, jarmuż itp.) i ziół (gwiazdnica pospolita, mniszek lekarski, krwawnik pospolity) oraz, szczególnie w okresie lęgowym, skiełkowanego ziarna oraz ewentualnie karmy żywej (larwy mącznika młynarka, małe świerszcze, muszki owocowe itp.). Ta ostatnia nie jest jednak konieczna do pomyślnego odchowu piskląt – wystarczy bowiem markowy pokarm jajeczny z dodatkiem suszonych owadów oraz skiełkowane ziarno. Więcej o chowie i hodowli bardziej wymagających gatunków australijskich amadyn można przeczytać tu:

http://www.multihobby.net/?p=93

Rozmnażanie amadyn diamentowych w niewoli nie należy do łatwych. Wszystko bowiem zależy od właściwego dobrania się pary lęgowej. Ptaki zestawiane „na siłę” często nie chcą przystępować do lęgu lub go marnują. Bywa, że dopiero po którejś z rzędu wymianie jednego z partnerów tworzy się zgrana para, która niemal natychmiast przystępuje do lęgu. Najlepiej jednak jeśli pary mogą się dobrać same pośród grupy młodych, dojrzałych do rozrodu osobników, będących w wieku 10-12 miesięcy. W jednej klatce/wolierze powinna przebywać tylko jedna para amadyn diamentowych. Klatka hodowlana (70x40x50 cm) powinna być zaopatrzona w źródło sztucznego światła oraz osłonięta tu i ówdzie sztucznymi roślinami lub gałązkami świerku/sosny, co zwiększa dobrostan ptaków. Innym sposobem jest hodowla amadyn diamentowych w dużej wolierze w kolonii liczącej, co najmniej kilkanaście par. Samica składa zwykle 4-6 białych jaj. Obydwa ptaki na zmianę je wysiadują (jednak znacznie dłużej robi to samica) i karmią młode. Pisklęta wykluwają się po około 14 dniach inkubacji. Po trzech tygodniach młode opuszczają gniazdo i po kolejnych 3 stają się samodzielne. Jeśli młode ptaki pomyślnie odbywają swój pierwszy lęg, lepiej go nie kontrolować i nie obrączkować piskląt. Nigdy bowiem nie wiadomo jak zareagują na naszą ingerencję. Pary zaś sprawdzone bez problemu akceptują choćby i codzienne przeglądy budki, dotykanie piskląt itp. Najlepiej jeśli do zniesienia jaj dojdzie w typowej budce dla amadyn. W wolierze ptaki mogą jednak zbudować duże, kuliste gniazdo z tunelem wlotowym. Czasami jednak „diamenty” są wybredne pod względem wyboru miejsca na gniazdo i w klatce dobrze jest zawiesić w różnych miejscach, co najmniej 2 budki. Gniazdo wije samica, podczas gdy partner dostarcza jej materiału do jego budowy. Jednak już samo rozpoznanie płci jest niekiedy wyzwaniem, ze względu na występującą u tego gatunku monomorficzność. Samica ma ogólnie bledsze ubarwienie, włączając w to krótki, czarny pasek biegnący od nasady dzioba do oka oraz cieńsze i mniej intensywnie zabarwione obwódki wokół oczu (często jednak są to cechy zawodne, zwłaszcza u osobników będących w różnym wieku). Samiec poza tym, że śpiewa (jednak nie każdy) ma bardziej kwadratową, masywniejszą głowę, szerszy czarny pas na piersi i czarny ogon (u samicy bywa z brązowawymi przebarwieniami). Niektórzy hodowcy celem rozpoznania płci umieszczają (na kilkadziesiąt minut) ptaki w oddzielnych klatkach tak, aby się nie widziały, lecz słyszały. Jeśli nawet nie znamy charakterystycznych głosów nawoływania poszczególnych płci, to przynajmniej możemy stwierdzić, czy brzmią one tak samo czy odmiennie, co daje odpowiedź na pytanie, czy mamy do czynienia z parą czy dwoma osobnikami tej samej płci.



Para lęgowa
- samica po prawej


Samica w pełnej krasie


Po lewej samiec,
w środku młode,
po prawej samica


Pisklęta w wieku 11-12 dni


Pisklęta mają brodawki
świetle barwy żółto-czarnej
z białym obramowaniem


Podloty po opuszczeniu
gniazda


Amadyny diamentowe są dość
ciepłolubne i zadziorne


Odmiana srebrna

Pielęgnica Eliota (Thorichthys ellioti)

Pielęgnica Eliota (Thorichthys ellioti) to mój nowy nabytek. Należy do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae). Pochodzi z wód Meksyku (głównie rzeka Papaloapan wraz z jej dopływami) i jest bliskim krewniakiem pielęgnicy Meeka (T.meeki). Dorasta do 15-17 cmdługości. Piękne ubarwienie ryby najlepiej oddają zdjęcia. Samica jest mniejsza, ma ciemną plamę pośrodku płetwy grzbietowej, przy jej nasadzie (nie zawsze jednak widoczną z powodu turkusowych zygzaków). Samiec jest intensywniej ubarwiony i ma dłuższe płetwy nieparzyste. W okresie spoczynku płciowego „eliotki” nie są agresywne i szczególnie młode osobniki można utrzymywać w zbiorniku ogólnym. Powinien być on jednak znacznych rozmiarów (co najmniej 250 l), gęsto zarośnięty roślinnością (także pływającą, która tłumi światło), wyposażony w rozmaite kryjówki w postaci kamieni i korzeni oraz dobrą filtrację mechaniczno-biologiczną. Jako podłoża używamy najlepiej wyparzonego, drobnego żwirku lub grubszego piasku (ułatwi to samcowi kopanie dołków). Podstawę sukcesu hodowlanego stanowi dobrana para tarlaków. Ryby łączone „na siłę” mogą co prawda odbywać tarło, ale często zjadają ikrę (zwłaszcza samiec) lub larwy. Gatunek litofilny składający jaja najczęściej na twardych powierzchniach (płaskie kamienie, korzenie itp.). W okresie okołotarłowym ryby stają się agresywne. Najlepiej jest więc przenieść dobraną parę do zbiornika tarliskowego o pojemności około 100 l. Napełniamy go odstaną wodą wodociągową, której odczyn powinien być obojętny. Instalujemy wewnętrzny filtr gąbkowy, np. napędzany brzęczykiem i ustalamy temperaturę wody na około 27°C. Konieczne są płaskie kamienie, połówki orzecha kokosowego, dachówka, położona na bok gliniana doniczka itp. Dobrostan ryb znakomicie polepsza rozłożysty korzeń lub pojemnik z kępą roślinności twardolistnej (dobrze zabezpieczonej kamykami, co zapobiegnie wykopaniu i zniszczeniu ich przez ryby).

Tarło prowokuje większa (20-25%) podmiana wody (niekoniecznie na miękką, ale ja stosuję wodę z filtra RO, która dobrze imituje naturalny opad deszczu) i chłodniejszą o około 3°C. Samica może złożyć ponad 400 ziaren ikry. Tarlaki są troskliwymi rodzicami. Wylęg larw (we wspomnianej temperaturze wody) następuje po 3 dobach. Jaja narażone są więc na inwazje grzybów pleśniowych, stąd czystość zbiornika i dobra jakość mikrobiologiczna wody odgrywają duże znaczenie dla pomyślnego rozwoju zarodków. Larwy przenoszone są do wykopanych wcześniej (głównie przez samca) dołków w piasku (wykopywane i niszczone są przy tym ewentualne rośliny) i pilnie strzeżone. Resorpcja zawartości woreczków żółtkowych zabiera wylęgowi dość długo, bo niemal 6 dni. Jego wykarmienie nie stanowi problemu – młode najchętniej jednak jedzą żywy (węgorki „mikro”, siekane rureczniki, zooplankton) i mrożony pokarm (oczliki, moina, larwy komara itp.). Bardzo ważne jest utrzymywanie zbiornika w czystości, regularne podmiany wody oraz wydajna jej filtracja z jednoczesnym napowietrzaniem.



Samiec – piękno barw



Zaloty – samiec ręży się i
odchyla pokrywy
skrzelowe (z prawej)



Samica w pełnej okazałości



Czyszczenie kamienia,
na którym będzie złożona ikra



Samica przymierza się do
złożenia ikry – widoczne
pokładełko



Ikra złożona na płaskim
kamieniu



Samica wachluje płetwami
nad ikrą



Larwy w wykopanym przez
samca dołku



Narybek tuż po rozpoczęciu
pływania i żerowania

Naskalnik Dickfelda (Julidochromis dickfeldi)

Naskalnik Dickfelda (Julidochromis dickfeldi) to speleofilny, monogamiczny gatunek z rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae), pochodzący z jeziora Tanganika. Do rozrodu najodpowiedniejsza jest woda twarda do bardzo twardej (15–25°n), o odczynie zasadowym (pH 8-9) i temperaturze 24-25°C. Do wody można dodać soli kuchennej niejodowanej w ilości łyżeczka od herbaty na 20 l. W zbiorniku z omawianymi rybami nie należy umieszczać korzeni, które wydzielają do wody substancje zakwaszające. Należy również unikać wszelkich zmian w jego wystroju, a nawet bardzo obfitych, jednorazowych podmian wody (>50%), które mogą wywołać u naskalników silną agresję wewnątrzgatunkową (nawet pomiędzy osobnikami tworzącymi dotąd zgodną parę hodowlaną). Są wrażliwe na niedostatek tlenu w wodzie, dlatego też, mimo działania filtra i/lub napowietrzacza, należy co jakiś czas zmniejszać stale rozmnażającą się obsadę ryb w akwarium. Generalnie rozróżnienie płci u wielu gatunków naskalników jest dość trudne. U naskalnika Dickfelda samice są mniejsze od samców. Płeć można jednak najpewniej rozróżnić w okresie tarła, kiedy to pokładełko ikrzycy jest tępo, a mleczaka szpiczasto zakończone. Starsze samce mogą mieć także bardziej wysklepione czoła oraz zaostrzone płetwy brzuszne, grzbietową i odbytową.

Najlepsze do utworzenia pary hodowlanej są osobniki młode. Skojarzenie ze sobą sztuk dorosłych jest często zawodne. Najłatwiej wyłonić dobraną parę, wpuszczając kilka osobników do nowo założonego akwarium – wtedy para ryb wspólnie broni obranego rewiru lęgowego (bardzo silnie rozwinięty terytorializm). Przeznaczamy dla niej zbiornik tarliskowy o pojemności około 60-80 l, wyposażony w kryjówki (gliniane rurki drenarskie, doniczki, sklejone i stabilne konstrukcje z kamieni – piaskowce, łupki, wapienie). Ikra składana jest w szczelinach skalnych w płaszczyznach pionowych w wąskich szczelinach lub na sklepieniach różnorakich kryjówek Bezpośrednią opiekę nad jajami, larwami i narybkiem sprawuje samica, podczas gdy samiec jest zajęty patrolowaniem rewiru lęgowego. Ustawiczne przebywanie ikrzycy w kryjówce (często nie wychodzi nawet do karmienia) i wzmożona aktywność mleczaka zazwyczaj nieomylnie świadczą o pilnowaniu ikry lub larw. Samica może złożyć do kilkudziesięciu jaj.

Larwy lęgną się po 2–3 dniach. Po dalszych kilku dniach zaczynają pływać i żerować. Wówczas opieka rodziców polega głównie na strzeżeniu rewiru lęgowego, na którym przebywa narybek. Pierwszym pokarmem dla przychówku może być najdrobniejszy zooplankton (oczliki i ich larwy, wioślarki), larwy solowca oraz nicienie „mikro”. Starszym podajemy drobno siekane i dokładnie przepłukane rureczniki lub wazonkowce, larwy wodzienia, czarne larwy komarów, artemię, mysis, rozdrobniony kryl oraz markowe pokarmy gotowe (granulowane i płatkowe, w tym roślinne). Naskalniki pływają w charakterystyczny sposób, dotykając brzuchem do litej powierzchni (również brzuchem do góry w chwili odpłynięcia od niej!), co jest ich normalnym zachowaniem. Po 2–3 tygodniach tarlaki podchodzą do kolejnego tarła, często w obecności podrośniętego narybku z poprzednich lęgów (wielopokoleniowe rodziny). Najstarsze sztuki, ustawicznie odpędzane przez rodziców (mierzą wtedy zwykle 3–4 cm), dobrze jest sukcesywnie odławiać. Zbiornik utrzymujemy zawsze w czystości.



Samiec w całej okazałości



Para ryb -samiec z przodu



Samiec przy kryjówkach



Rodzice z młodymi



Podrośnięte młode



Para ryb – samiec u góry

Amadyna wspaniała (Chloebia gouldiae)

Amadyna wspaniała (Chloebia gouldiae), zwana także amadyńcem (ta nazwa obecnie obowiązuje, ale ja nijak nie mogę się do niej przekonać :)) lub amadyną Goulda należy do rodziny astryldów (Estrildidae). W naturze zamieszkuje północną Australię, gdzie jest gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Występuje tam odmiana czarnogłowa (najczęstsza), czerwonogłowa (praktycznie co trzeci, czwarty osobnik) oraz najrzadziej – żółtogłowa (pomarańczowogłowa). Niepowtarzalna, żywa i efektowna kolorystyka tych ptaków sprawia, że są one dla wielu ludzi symbolem ptasiego piękna i atrakcyjności. Niestety amadyny wspaniałe to ptaki dość wrażliwe na złe warunki środowiskowe. Są ciepłolubne, nie znoszą wilgoci i przeciągów oraz braku należytej higieny. Lubią spokój, ciszę i kąpiele wodne. Niemniej jednak przez dziesięciolecia hodowli w niewoli ptaki te dobrze się do niej przystosowały i bywa, że odpowiednio zaaklimatyzowane z powodzeniem utrzymywane są (od maja do września) w ogrodowych wolierach (bardzo dobrze jednak osłoniętych), a zimowane w pomieszczeniach, w których temperatura powietrza wynosi niewiele ponad 10°C. W klatce, której optymalne wymiary dla pary wynoszą: 70x40x60 cm należy zamontować niskiej mocy świetlówkę, która powinna świecić przez 12-15 godzin na dobę. Wskazane są także sztuczne imitacje roślin, które polepszają dobrostan ptaków. Bardzo ważne jest prawidłowe i urozmaicone żywienie (markowa mieszanka ziaren, skiełkowane i moczone ziarno, warzywa i zioła liściaste, mieszanka jajeczna, grit z węglem drzewnym, wapno z mątwy, owady). Ubarwienie samicy jest bledsze, mniej intensywne, ale kolorystyka poszczególnych części ciała różni się w zależności od odmiany. Samiec odznacza się też śpiewem.

Aby móc cieszyć się przychówkiem należy każdą parę hodowlaną utrzymywać oddzielnie. Jeszcze do niedawna młode odchowywano głównie przy pomocy mewek japońskich, ale obecnie metoda ta stosowana jest na szczęście coraz rzadziej. Tak bowiem odchowane ptaki praktycznie nie nadają się potem do lęgów z powodu procesu zwanego wdrukowaniem (imprinting) – napiszę o tym szerzej przy innej okazji. W każdym razie zawsze należy dążyć do przeprowadzania naturalnych lęgów! Gniazdo zakładane jest najczęściej w budce (półotwartej lub z otworem) o wymiarach, np. 15x15x15 cm. Jako materiału do jego budowy ptakom należy dostarczyć włókiem orzecha kokosowego (najlepsze), delikatnego, miękkiego siana, suchego mchu itp. Samiec znosi materiał i zaleca się do samicy wykonując charakterystyczne podskoki. Samica składa 3-8 białych jaj (codziennie jedno), które wysiaduje przez około 14 dni (inkubacja w skrajnych przypadkach może trwać nawet 18-19 dni), w dzień na zmianę z samcem, a w nocy przeważnie sama. Wysiadywanie rozpoczyna się różnie – po zniesieniu drugiego, trzeciego, a czasem wszystkich jaj. Pisklęta po wylęgu są jasnoróżowe i pozbawione puchu; zaczynają widzieć po 7 dniach. Mają charakterystyczne brodawki świetlne w kącikach dzioba (po 3 z każdej strony, przy czym 2 są niebieskie, a jedna, środkowa biało-żółta), które świecą odbijając skąpe światło docierające do wnętrza budki. Po 8-12 dniach samica zaprzestaje ogrzewania młodych i zaczyna nocować na zewnątrz budki razem z samcem. Obrączkowanie przeprowadzamy 10-12 dnia. Podloty opuszczają gniazdo po 3 tygodniach i jeszcze przez kolejne 2 są dokarmiane przez rodziców. Między 4 a 6 miesiącem życia pierzenie powinno się u nich całkowicie zakończyć, ale czasem trwa nawet do roku.

Nierzadkim niepowodzeniem w lęgu jest wyrzucanie piskląt z gniazda przez rodziców. Dzieje się tak zazwyczaj u par młodych, nie w pełni dojrzałych rozpłodowo, w przypadku silnej inwazji pasożytów zewnętrznych lub z powodu nadmiaru białka zwierzęcego w diecie ptaków. Budka z tzw. przedsionkiem i głębszą częścią właściwą nieco temu zjawisku zapobiega. Określona barwa dzioba może być wskaźnikiem ich stanu dojrzałości rozpłodowej – u samca lśniąco perłowo-biała z czerwonym koniuszkiem, u samicy – niemal zupełnie czarna, czerwona lub żółta (zależnie od mutacji barwnej). Amadyny wspaniałe są podatne na zarażenie roztoczami, wywołującymi sternostomatozę. Pasożyty te bytują w układzie oddechowym ptaków. Dobrym lekiem przeciwko nim jest iwermektyna, którą należy podawać pod ścisłą kontrolą lekarza weterynarii.



Para ptaków – samica z przodu



Dobrane pary najlepiej trzymać
w oddzielnych klatkach



Sztuczne rośliny poprawiają
dobrostan ptaków



Amadyny wspaniałe nie znoszą
zimna, wilgoci i przeciągów



Świeżo wyklute pisklęta są
różowe, nagie i ślepe



Pisklęta w wieku ok. 10 dni
- widoczne brodawki świetlne
w kątach dziobów



Pisklęta w wieku ponad
dwa tygodni



Podloty w wieku około 2,5 mies.

Razbora klinowa (Trigonostigma heteromorpha). Rozród

Razbora klinowa (Trigonostigma heteromorpha) należy do rodziny karpiowatych (Cyprinidae). Chcąc rozmnożyć ten gatunek trzeba dysponować dorodnymi tarlakami i odpowiednio urządzonym akwarium tarliskowym. Przez lata hodowli w niewoli razbory dobrze przystosowały się zarówno do twardszej wody, jak i mniej kwaśnego jej odczunu oraz niższej temperatury, co ułatwia obecnie osiągnięcie sukcesu hodowlanego. Chcąc rozmnożyć razbory klinowe trzeba dysponować dorodnymi tarlakami i odpowiednio urządzonym akwarium tarliskowym. Pewien kłopot początkującym akwarystom sprawia także rozróżnienie płci. Samce są smuklejsze, mniejsze i bardziej wybarwione aniżeli samice. U dorosłych mleczaków początek charakterystycznego, czarnoniebieskiego klina jest niekiedy łukowato wklęsły, a przedni dolny róg ostro zakończony. U samic klin jest bardziej symetryczny i wyraźniejszy, a jego dolny koniec – zaokrąglony. Ryby należy uważnie obserwować w akwarium ogólnym i starać się zapamiętać te, które przystępują w nim do spontanicznego tarła. Właśnie takie pary są najwartościowsze. Zbiornik tarliskowy napełniamy bardzo miękką (twardość ogólna 3–4°n, a zasadowość poniżej 0,5°n), lekko kwaśną (pH 6,0–6,5), klarowną i całkowicie wolną od jakichkolwiek zanieczyszczeń wodą, o temperaturze 27–28°C. Najlepiej jest użyć wody z filtra RO. Nieodzowny jest dodatek garbników (np. filtrowanie wody przez torf, szyszki olchowe, liście dębowe lub bukowe, preparat komercyjny do sporządzania tzw. czarnej wody, itp.). Powyższe zalecenia należy rozumieć jako idealne, ale przez lata hodowli w niewoli razbory dobrze przystosowały się zarówno do twardszej wody, jak i mniej kwaśnego jej odczunu oraz niższej temperatury, co ułatwia obecnie osiągnięcie sukcesu hodowlanego.

Dla jednej pary wystarcza akwarium o pojemności 20–25 l i wysokość do 20 cm. Powinno ono stać w miejscu zacienionym, z dala od bezpośredniego działania promieni słonecznych. Zaleca się oklejenie całego zbiornika tarliskowego szarym papierem, z wyjątkiem 1/3–1/4 części przedniej ściany (u góry) lub wstawienie w odpowiednio większy tekturowy karton i wycięcie w przedniej ścianie kwadratowego otworu o średnicy około 100 cm2 (ikra jest bardzo wrażliwa na światło, zanieczyszczenie wody mikroosadami oraz zakażenie bakteriami i grzybami). W płytkich i najlepiej szklanych pojemnikach sadzimy 1–2 silnie rozkrzewione egzemplarze roślin z rodzaju Echinodorus, Cryptocoryne, Aponogeton, Microsorum, Anubias lub Hygrophila (ostatecznie możemy przycisnąć korzenie wyparzonymi kamykami). Do tego celu można również użyć plastikowych imitacji twardolistnych roślin. Wcześniej zarówno żywe rośliny, jak i ich atrapy należy bezwzględnie odkazić. W czasie zalotów samiec zaczyna okrążać partnerkę, uderzając ją delikatnie pyszczkiem w boki ciała. Płynąc tuż nad nią, mleczak próbuje jak gdyby jej „dosiąść”, jednocześnie starając się dotknąć brzuchem grzbietu ikrzycy. Gdy mu się to uda, samica podpływa pod wybrany liść i odwraca się brzuszkiem do jego spodniej powierzchni. Mleczak podąża za nią i przybiera obok podobną pozycję, starając się jednocześnie zarzucić swój ogon na płetwę grzbietową partnerki. W momencie objęcia ikrzycy następuje krótkie trzepotanie się tarlaków, zakończone wyraźnym drgnięciem samca, podczas którego następuje złożenie partii jaj oraz ich zapłodnienie. W czasie pojedynczego aktu tarła samica składa zwykle 2–5 brązowawych jajeczek, które w większości przyklejają się do liścia. Pozostała ich część opada jednak na dno (ikra razbor klinowych nie ma bowiem zbyt dobrych właściwości kleistych, stąd ich procent jest niekiedy znaczny, zwłaszcza w przypadku młodych i niedoświadczonych par).

Maksymalna liczba jaj składanych przez samicę podczas tarła może wynieść nawet 200 szt. Przeciętnie jednak jest ich kilkadziesiąt. Po zakończeniu tarła (trwa 2–3 godziny) osobniki rodzicielskie należy odłowić (najlepiej przy użyciu odkażonej, szklanej fajki). Wodę odkażamy środkiem grzybobójczym, ale nie jest to bezwzględnie konieczne, jeśli użyliśmy wody bardzo miękkiej, kwaśnej i rzetelnie zastosowaliśmy się do zasad aseptyki. Zbiornik można zaciemnić dopiero po wyłowieniu tarlaków. Instalujemy bardzo delikatnie pracujący napowietrzacz. Larwy wykluwają się po około 36 godzinach, mierzą około 6 mm, mają mały woreczek żółtkowy i początkowo wiszą na szybach. Po mniej więcej 4–5 dniach wylęg zaczyna pływać, grupując się głównie w miejscach ocienionych. Już na tak wczesnym etapie rozwoju dobrze widać zaczątek charakterystycznego klina, który ma postać czarnej plamki. Narybkowi należy podawać wyhodowane odpowiednio wcześniej pierwotniaki oraz najdrobniejszy „pył” (larwy oczlika, wrotki). Po kilku dniach włączamy larwy solowca. Zbiornik stopniowo odsłaniamy.

O chowie razbory klinowej można przeczytać tu: http://www.multihobby.net/?p=211



Tarło pod liściem anubiasu


Para tarlaków
- samiec u góry


Urządzony zbiornik tarliskowy


Zaloty – samica z przodu


Tarło – piękno natury


Samiec zarzuca ogon na
grzbiet partnerki


Ikra złożona na anubiasie


Larwa na drugi dzień
po wylęgu

Zbrojnik niebieski (Ancistrus sp.)

Zbrojnik niebieski (Ancistrus sp.) to pospolity w naszych akwariach speleofilny gatunek z rodziny zbrojnikowatych (Loricariidae). W naturze nie występuje w takiej formie, jak spotykana w akwariach. Jego powstanie owiane jest nutą tajemnicy, bowiem przypuszcza się, iż do utworzenia formy akwariowej użyto kilku gatunków, które ze sobą przekrzyżowano. Jeśli podczas pilnowania ikry niektóre jaja zostaną wymyte na zewnątrz kryjówki, to należy je delikatnie przenieść do lęgnika, szalki lub inkubatorka zrobionego z plastikowej konstrukcji obciągniętej nylonową siateczką o bardzo drobnych otworach, firanką lub tiulem (podobny kotnik stosuje się do wykotu samic ryb jajożyworodnych). Taki inkubatorek zawieszamy od wewnętrznej strony na krawędzi akwarium ogólnego, możliwie blisko ruchu wody spowodowanego np. pracą filtra. Zbiornik tarliskowy dla pary tarlaków powinien mieć pojemność od 60–80 l. Konieczne są w nim kryjówki, w których ma miejsce złożenie ikry i opieka samca nad nią. Najlepiej do tego celu nadają się kilkunastocentymetrowe kawałki rur (o średnicy 3–6 cm) z PCW, gliny (drenarskie), szkła, winiduru lub drewna. Warto zawczasu zadbać o odpowiednią konstrukcję rury. Przede wszystkim musi być ona dobrze unieruchomiona, gdyż w czasie tarła ryby często wykonują gwałtowne ruchy. Rura do obserwacji powinna mieć założoną zaślepkę na jednym końcu (np. poprzez przyklejenie silikonem kawałka szybki lub pleksi), ściśle przylegającym do szyby zbiornika, i dodatkowy otwór od góry, który jednak w czasie tarła powinien być zasłonięty (np. nasuwanym pierścieniem o minimalnie większej średnicy, choć prościej jest zatkać go dobrze dopasowanym kamieniem, który jednocześnie dociskałby rurę do podłoża i unieruchamiał ją). Po złożeniu przez samicę ikry otwór górny czym prędzej odblokowujemy, w przeciwnym bowiem razie cyrkulacja wody wokół jaj będzie zaburzona. Tak skonstruowana kryjówka ułatwia również przenoszenie złoża jaj z akwarium ogólnego do oddzielnego lęgnika (niejednokrotnie wraz z samcem). Wtedy wystarczy bowiem założyć na drugi jej koniec szczelną, wciskaną zaślepkę, przez co woda przez cały czas będzie w środku i nie dojdzie do zaburzenia stabilności środowiska. Doświadczeni hodowcy posługują się przy tym manewrze jedynie dłońmi.



Samica z młodymi


Samiec pilnujący larw
w gnieździe – rurze


Jaja w inkubatorze z
nylonowej siateczki


Młode osobniki lubią wodę
czystą, natlenioną i regularnie
podmienianą

Modrolotka czerwonoczelna (Cyanoramphus novaezelandiae)

 

Modrolotka czerwonoczelna (Cyanoramphus novaezelandiae), zwana także papugą kozią, papugą nowozelandzką lub papugą czerwonoczelną, a przez ludność tubylczą w swojej ojczyźnie – kakariki. W naturze zasiedla Nową Zelandię oraz pobliskie wyspy. Dorasta wraz z ogonem do 27 cm. Wydaje charakterystyczny głos przypominający meczenie koźlęcia. Ptak bardzo ruchliwy, ciekawski i żywiołowy. Z upodobaniem kąpie się i przebywa na dnie klatki/woliery, gdzie poszukuje pokarmu, charakterystycznie przy tym skacząc. Niestety papugi te to wielcy bałaganiarze – potrafią w jednej chwili wysypać całe ziarno i zanieczyścić je odchodami. Stąd pojemnik na nie powinien być mocny i stabilny, z kilkucentymetrowej wysokości bocznymi ściankami. Także pojemnik z wodą musi być odpowiednio zabezpieczony. Żerowanie na dnie niesie też za sobą większe ryzyko zarażenia się pasożytami układu pokarmowego.

Rozmnażanie tego gatunku jest dość łatwe, ale najlepiej przeprowadzać je w wolierze. Zalecam utrzymywanie dorosłych osobników parami. Parę lęgową nietrudno jest zestawić. Zazwyczaj wystarcza bowiem dopuścić do siebie dorosłe (minimum roczne) osobniki. Rzadko kiedy para jest niezgodna, choć wiadomo, że idealny sposób dobierania się ptaków, to pozwolenie im na swobodny wybór partnera pośród grupy niespokrewnionych ze sobą osobników. Samca można poznać po masywniejszej (tzw. „byczej”) głowie i wielkości – jest większy. Gatunek bardzo płodny. Rodzice rewelacyjnie wręcz karmią młode. Z uwagi na liczbę piskląt do gniazdowania w niewoli zalecam większe budki lęgowe o wymiarach 40x25x25 cm i otworem wejściowym o średnicy około8 cm. Dno wysypujemy około5 cm warstwą drewnianych wiórków z niewielkim dodatkiem torfu. W jednym zniesieniu samica może złożyć nawet do 9 białych jaj, które składa co drugi dzień. Ich inkubacja trwa około 20-21 dni. Samica jest bardzo troskliwa i sama karmi młode przez pierwszy tydzień. Samiec dostarcza jej pokarm, a potem również karmi potomstwo. Młode opuszczają budkę około 5 tygodnia życia, ale jeszcze przez kolejne 2-3 tygodnie są dokarmiane przez dorosłe (głównie samca). Po tym czasie należy oddzielić je od rodziców.

Papuga ta zjada dosłownie wszystko. Jeden z kolegów w okresie lęgowym podaje oprócz gotowanego na twardo kurzego jaja, warzyw i owoców, także makaron, ryż, ziemniaki, resztki z zupy itp. Ptak odporny na zimno, ale w okresie zimowym zalecam trzymać go w pomieszczeniu, w którym temperatura powietrza wynosi przynajmniej 7-8°C. W swojej ojczyźnie jeszcze do niedawna papugi kozie były bezlitośnie tępione przez farmerów z powodu plądrowania upraw (głównie owoców). Gatunek podlega obowiązkowi rejestracji CITES w Starostwach Powiatowych w Polsce.



Młode są znakomicie
karmione przez rodziców



Para przy budce
- samiec poniżej



Młody samczyk



Jaja są białe, składane
co drugi dzień



Początkowo pisklęta są ślepe
i pokryte puchem

Cryptoheros sp. „Honduran Red Point”

 

Cryptoheros sp. „Honduran Red Point” to atrakcyjnie ubarwiona i pochodzącej z wód Hondurasu, średniej wielkości pielęgnica, znana także pod nazwami: Blue convict, Honduran blue, Honduran red fins lub Honduran red point blue. Wyglądem przypomina popularną pielęgnicę zebrę (Amatitlania nigrofasciata). Niektórzy twierdzą nawet, że „hondurany” są jej odmianą barwną, lecz nie ma na to jednoznacznych dowodów, a wręcz istnieje wiele zaprzeczeń tej tezy. Samiec jest większy, ma dłuższe i bardziej ostro zakończone płetwy grzbietową i odbytową, które oprócz metalicznej, błękitnej barwy (czasami przechodzącej lekko w złotawą lub zielonkawą) zawierają dodatkowo także pomarańczową. Stare samce mogą mieć nieduże wzgórki tłuszczowe na głowie. Czarne, poprzeczne pasy są mniej lub bardziej widoczne, w zależności od aktualnego nastroju ryby. Z moich obserwacji wynika, że „hondurany” są mniej agresywne od „zeber”, choć w okresie opieki nad ikrą i potomstwem nie ustępują im troskliwością, zaangażowaniem i determinacją. Omawiane ryby odznaczają się zdecydowanie mniejszą płodnością od swych kuzynów. W mojej hodowli z jednego tarła uzyskiwałem nie więcej niż 50 młodych. Wielokrotnie narybku jest znacznie mniej, nawet niewiele ponad 20 sztuk. Temperatura wody przy tarle powinna wynosić 26-27°C. Moim zdaniem twardość wody nie odgrywa tu większej roli, tak samo jak jej odczyn, choć wskazany jest obojętny (wielu autorów wskazuje na odczyn lekko zasadowy jako najbardziej optymalny). To co ujęło mnie w zachowaniu rozrodczym „honduranów”, to ich niezwykła wprost troskliwość względem ikry oraz potomstwa. Po złożeniu jaj samica niemal przez 7-10 dni nie opuszcza kryjówki. Dopiero gdy wyklują się larwy zaczyna na krótko z niej wypływać, praktycznie tylko przy karmieniu. Po 3-4 dniach na dobre wyprowadza z niej młode. Rodzice wspólnie i zaciekle bronią potomstwo przed niebezpieczeństwem, jakie może im grozić ze strony intruzów (nawet tych domniemanych – za szybą :)). Mleczak strzeże rewiru wokół gniazda i często kopie dołki w podłożu, gdzie następnie przenoszone są młode. W okresie spoczynku płciowego samiec może być dość agresywny w stosunku do samicy nawet wówczas, gdy tworzy z nim ona zgraną parę w okresie tarłowym. Jednakże dużo różnorodnych kryjówek w zbiorniku łagodzi tę niekorzystną sytuację. Czasami w handlu dostępne są krzyżówki pomiędzy pielęgnicą zebrą a Cryptoheros sp. „Honduran Red Point”.



„Hondurany” to bardzo
troskliwi rodzice



Samiec w okresie
spoczynku płciowego.



Samica w okresie
spoczynku płciowego



Samiec wchodzący
w gody



Para ryb w
okresie godowym

5. paraOpieka

Troskliwa opieka obojga
rodziców nad potomstwem



Samica w pozie odstraszającej



Samica przejawia większą
inicjatywę w opiece nad
potomstwem

Napowietrzacz w oczku wodnym i zamarzanie wężyka

Ze względu na niskie koszty eksploatacji i łatwość obsługi do natleniania wody w oczku najlepiej nadaje się napowietrzacz, czyli brzęczyk. Jednym z najuciążliwszych problemów dotyczących jego eksploatacji w czasie zimy jest zamarzanie wężyka, którym tłoczone jest powietrze do kamienia (kostki) rozpylającego je na drobne pęcherzyki. Niestety nie ma jednej, cudownej recepty, jak temu zapobiec, gdyż prawidłowa praca napowietrzacza zależy od wielu czynników zarówno atmosferycznych, jak i technicznych. Napowietrzacz do natleniania wody w oczku wodnym powinien: – być przystosowany do pracy na zewnątrz. – mieć dużą moc (zwykle 5-6 tys. l/godz.), aby mógł pokonać wszystkie opory związane z wtłoczeniem powietrza na znaczną głębokość. – być przeznaczony do natleniania wody w oczkach wodnych – kupowanie tanich, łatwo psujących się modeli, o niskiej mocy (zwłaszcza pompek typowo akwariowych) zupełnie mija się z celem. Druga kwestia to rodzaj użytego wężyka, którym tłoczone jest powietrze – powinien być on silikonowy, a nie winylowy – ten ostatni szybko sztywnieje. Napowietrzacz nie może tłoczyć powietrza o temperaturze dodatniej (stojąc np. w ciepłej piwnicy czy garażu), podczas gdy na zewnątrz jest mróz. Wówczas para wodna przy kontakcie ze środowiskiem zewnętrznym natychmiast skrapla się wewnątrz wężyka, a następnie szybko zamarza. Dlatego też pompka powinna stać albo w pomieszczeniu, w którym temperatura powietrza jest zbliżona do tej na zewnątrz, albo nieopodal oczka, zabezpieczona przed opadami, np. w zadaszonej skrzyneczce z blachy, nakryta budowlaną kastrą itp. Czasem też lód i śnieg tak dociskają wężyk w miejscu jego wejścia do wody, że następuje jego zatkanie. Aby się od tego uchronić można go wkopać w ziemię na kilkanaście centymetrów. Wężyk można również izolować termicznie, np. peszelem (rura osłonowa na kable elektryczne) lub rurką igielitową, albo też wpuścić w zwykły wąż ogrodowy o odpowiedniej średnicy, który na końcu uszczelniony jest silikonem, aby woda nie dostawała się do jego wnętrza. Można także zamontować na wężyku zaworu przeciwzwrotnego, który uniemożliwia zalanie urządzenia w razie przerwy w dopływie prądu oraz zapobiega zapchaniu kamienia. Wężyk z kostką na końcu można położyć luzem na śniegu lub podwiesić na styropianowym pływaku bądź listwie (tzw. „wędka”). Pompkę należy dobrze zabezpieczyć przed opadem atmosferycznym (zwarcia) oraz bezpośrednim działaniem promieni słonecznych (odkształcenie obudowy). Najbardziej awaryjną jej częścią są membrany, które powinno się wymieniać co 6-12 miesięcy. Warto mieć w zapasie co najmniej jeden ich komplet, aby w razie awarii nie tracić czasu na ich poszukiwania w sklepach. Napowietrzacz nigdy nie powinien działać bez obciążenia, czyli „na sucho” (np. w sytuacji, gdy wężyk zsunął się z wylotu), gdyż wówczas psują się membrany (odklejają lub pękają). Wszelkie zatem przerwy w pracy urządzenia wpływają niekorzystnie na jego trwałość – powinno ono pracować przez cały czas (stąd w moich oczkach stosuję całoroczne natlenianie wody), przy czym zwłaszcza zimą – na maksymalnej mocy. Od czasu do czasu należy sprawdzać i w razie zabrudzenia wymieniać filtr powietrza znajdujący się na spodzie napowietrzacza i mający postać filcowego krążka. Co jakiś czas kostka (kamień) napowietrzająca ulega zaszlamieniu i zaglonieniu, stąd podobnie jak wiosną trzeba ją oczyścić (np. szczoteczką o twardym włosiu) i zalać wrzątkiem na kilka minut.

Więcej o przydusze zimowej i napowietrzaniu zimą wody w oczku można przeczytać tu: http://www.multihobby.net/?p=73 i tu:http://www.multihobby.net/?p=39



Wężyk od napowietrzacza
wpuszczony przez rurkę
z PCW w styropianowy
przerębel


Wężyk z kostką rozpylającą
podwieszony na listwie
- tzw. wędka


Dobrze pracujący przerębel
z napowietrzaczem


„Wędka” w małym oczku

Barwniaki szmaragdowe (Pelvicachromis taeniatus)

 

Barwniaki szmaragdowe (Pelvicachromis taeniatus) odmiany Nigeria Red to mój nowy nabytek. Pochodzą z Zachodniej Afryki (Nigeria, Kamerun) i należą do rodziny pielęgnicowatych (Cichlidae). Są to ryby bardzo pięknie ubarwione, a przez to niezwykle dekoracyjne. Nie niszczą roślin, które najlepiej sadzić w podłożu z drobnego żwirku. W nowym środowisku często wykazują mniejszą lub większą płochliwość. Generalnie są spokojne, ale także nieco skryte, lubiące przebywać w kryjówkach. Dorosłe osobniki najlepiej jest utrzymywać w dobranych parach. Samce są większe (do 9 cm) i mają bardziej wydłużone, ostro zakończone płetwy grzbietowe i odbytowe. Paradoksalnie jak na ryby samice tego gatunku są barwniejsze – zwraca uwagę ich kolorowa, bardziej uwypuklona partia brzuszna, która w zależności od odmiany, może przybierać barwę od ciemnogranatowej, poprzez różową, czerwoną, wiśniową do żółto-zielonej. W porównaniu z pospolitym barwniakiem czerwonobrzuchym (Pelvicachromis pulcher) omawiane ryby rozmnażają się nieco trudniej. Przede wszystkim wymagają wody miękkiej (do 10°n), lekko kwaśnej (pH 6,5) i ciepłej (27-28°C). Najlepiej wodę z filtra RO zmieszać w odpowiednich proporcjach z odstaną kranówką. Można dodać do wody soli kuchennej niejodowanej w proporcji łyżka stołowa na 20 l. W zbiorniku tarliskowym (około60 l) niezbędne są liczne kryjówki w postaci korzeni, łupin orzecha kokosowego, przewróconej na bok glinianej doniczki, kamiennych grot itp. Woda powinna być filtrowana i dobrze natleniona. Kluczem do sukcesu hodowlanego jest jednak dobrana para tarlaków. To co szczególnie zachwyca mnie u barwniaków, oprócz wspomnianych pięknych barw, to ich niezwykła wprost troskliwość w stosunku do potomstwa. Obserwacje zachowań rozrodczych tych niewielkich pielęgnic są bardzo pasjonujące i polecam je każdemu akwaryście.



Samiec (poniżej) zalecający
się do samicy



Samica dojrzała do tarła



Para ryb- samica z przodu



Samiec w okresie
okołotarłowym

Kirysek pstry (Corydoras paleatus)

 

Kirysek pstry (Corydoras paleatus) należy do rodziny kiryskowatych (Callichthyidae). Rozmnażanie kirysków w warunkach akwariowych dostarcza wielu wrażeń i zadowolenia. Wycieramy je w grupach z przewagą samców, np. 2×3-4 lub 3×5-6. Nie ma tu praktycznie żadnego znaczenia jak dobierzemy skład tarlaków – jedynym kryterium wyboru jest zdrowie i dojrzałość hodowlana ryb (pełne wyrośnięcie somatyczne, dobra kondycja itp.).

Do rozmnażania kilku osobników używamy zbiornika o pojemności 30-40 l, najlepiej pozbawionego podłoża. Tarło można sprowokować poprzez równoczesne, nagłe odświeżenie, ochłodzenie i natlenienie wody. Zbiornik napełniamy zatem wodą o odczynie obojętnym (pH 7), świeżą (po 24 godzinnym odstaniu) i chłodniejszą (temperatura około 23°C), o twardości między10 a 15°n. Najlepsza jest czysta deszczówka lub woda z filtra RO, zmieszana w odpowiednich proporcjach z wodociągową. Dobrze jest obficie ją przy tym napowietrzać. Jeśli ryby nie chcą od razu przystąpić do tarła należy robić częściowe podmiany wody przez 2-4 dni, a następnie stopniowo podnieść jej temperaturę do 26ºC. Na dnie umieszczamy kilka średniej wielkości kamieni o łagodnych krawędziach oraz korzeń, np. z rosnącymi na nim krzakami mikrozorium, małą doniczkę z kępą szerokolistnych kryptokoryn lub sztuczne rośliny, które będą stanowić substrat do przyklejania ikry. Wprowadzamy roślinność pływającą, np. pistię rozetkowatą lub moczarkę argentyńską. Tarło poprzedza gonitwa po całym zbiorniku gromady samców za gotową do odbycia tarła samicą. Mleczaki ze wszystkich stron bezustannie ją opływają, starając się zmusić partnerkę do uległości. Jeden przez drugiego ustawiają się przed jej głową wzajemnie sobie przy tym przeszkadzając. W pewnym momencie najwytrwalszemu i najsilniejszemu samcowi udaje się promieniem jednej ze swoich płetw piersiowych zahaczyć o wąsiki partnerki. Stara się on w ten sposób, jak gdyby przytrzymać ją i przycisnąć do siebie. Jest to bezpośredni moment kiedy dochodzi do aktu tarła. Samica nieruchomieje i składa wtedy partię jaj (jednorazowo po 4-6 ziaren) do osobliwej kieszonki utworzonej z płetw brzusznych. Samiec w tym czasie będąc lekko wygięty wypuszcza mlecz, a ruchy płetw piersiowych i wieczek skrzelowych tarlaków ułatwiają plemnikom dostanie się do zgromadzonych w kieszonce jaj i ich zapłodnienie. Przez chwilę obie ryby zastygają w bezruchu, oddychając intensywnie. Następnie samica odpływa i w spokoju pieczołowicie przykleja ikrę (najczęściej w niewielkich pakiecikach) do twardych miejsc, którymi są zwykle ścianki akwarium, rośliny, kamienie. Niektóre gatunki kirysów przed tarłem czyszczą miejsce wybrane do przylepiania jaj, inne czynią to dopiero w trakcie tarła. W zależności od gatunku kiryski mogą złożyć od 30 do ponad 200 jaj.

Wielu akwarystów wskazuje na charakterystyczne ułożenie tarlaków w czasie tarła, przypominające kształtem literę „ T”. Po zakończonej gonitwie samica ustawia się prostopadle do boku samca tak, że jej otwór gębowy znajduje się naprzeciwko otworu płciowego partnera. Po krótkim czasie samica składa partię jaj do kieszonki, a samiec wypuszcza mleczko, które ona natychmiast połyka („pije”). Następnie nasienie przechodzi przez przewód pokarmowy i otworem analnym ikrzycy wychodzi po kilku sekundach na zewnątrz, gdzie zapładnia znajdujące się w kieszonce jaja. Zaraz potem samica odpływa, aby w odosobnieniu poprzyklejać jaja. O ile często można zaobserwować przybieranie przez tarlaki pozycji w kształcie litery „T”, o tyle połykanie przez samicę spermy jest trudne do stwierdzenia. Były co prawda robione pewne doświadczenia z błękitem metylenowym, które potwierdzałyby taki właśnie obrót rzeczy, ale niewątpliwie konieczne są dalsze, wnikliwe obserwacje nad rozrodem tych ryb. Po skończonym tarle kirysków odławiamy osobniki rodzicielskie, chociaż nie zjadają one złożonej ikry. Wodę odkażamy środkiem grzybobójczym i przez cały czas obficie ją napowietrzamy. Larwy kiryska pstrego wylęgają się średnio po około 6-7 dobach. Początkowo stronią od światłą i leżą na dnie. Po 2–3 dniach wylęg zaczyna intensywnie żerować. Wtedy wyjmujemy ze zbiornika tarliskowego wszelkie substraty, na których była złożona ikra i obniżamy poziom wody do15 cm(w przypadku odchowu sztucznego w lęgniku poziom wody zwiększamy do podanej wartości). Dość duży wylęg karmimy od razu larwami solowców, nicieniami „mikro” lub węgorkami octowymi. Można podawać również larwy oczlików i wrotki, a także roztarty grindal oraz suche, opadające na dno pokarmy gotowe dla narybku ryb jajorodnych (szczyptę karmy bierzemy w palce i dokładnie rozbełtujemy w wodzie). Po 3 dniach można skarmiać rurecznikami roztartymi na dwóch szklanych płytkach (starannie przepłukanymi!). Po 7–10 dniach wystarczy, gdy drobno posiekamy rureczniki żyletką. Dodatkowo podajemy zooplankton. Przez cały czas odchowu młodych w akwarium hodowlanym należy skrupulatnie dbać o zachowanie czystości (najlepiej codziennie oczyszczać dno z wszelkich resztek), stałe natlenienie (najlepszy jest filtr gąbkowy bez obudowy z jednoczesnym napowietrzaniem wody) i regularne podmiany wody na świeżą, odstaną. Młode osobniki po przejściu na oddychanie jelitowe muszą mieć zapewniony nieskrępowany dostęp do powierzchni wody.



Triplet tarlaków – samica
u dołu po lewej



Chwytanie się wąsikami -
samica z lewej



Po lewej samica z jajami
w torebce z płetw brzusznych



Tarlaki w pozycji, która
przypomina literę „T”



Ikra na moczarce
argentyńskiej



Narybek kiryska strego



Młode osobniki lubią czystą,
natlenioną i regularnie
podmienianą wodę



Samica szukająca miejsca
na złożenie jaj

Pyrrhulina brevis. Pyrrhulininae

 

Pyrrhulina brevis to przedstawiciel rodziny Pyrrhulininae. W naturze zamieszkuje rozległe wody dorzecza Amazonki. Dorasta do około 6 cm. Preferuje wodę średnio miękką (do 15°n), kwaśną (pH 5,8-6,2), o temperaturze około 25°C. Samiec jest atrakcyjniej ubarwiony – ma pomarańczowe płetwy piersiowe, brzuszne i odbytową, przy czym dwie ostatnie mają dodatkowo czarne krawędzie. W górnej części płetwy grzbietowej widnieje czarna plama, a na górnej i dolnej krawędzi płetwy ogonowej – subtelne niebieskie obramowanie. Od początku pyska poprzez głowę do niewiele poza pokrywę skrzelową biegnie czarna, wąska pręga. Zwłaszcza w tylnej (nasada płetwy ogonowej) i brzusznej części ciała widoczne są rządy pięknych różowych cętek. U podnieconej ryby wzdłuż ciała można zauważyć szeroki, zygzakowaty, ciemnoszary pas. Grzbiet mieni się metalicznie. Samica jest o wiele skromniej ubarwiona, brak jej typowych samczych ozdób, jest nieco mniejsza, z bardziej wypukłą partią brzuszną. Wielokrotnie identyfikacja ryb z rodzaju Pyrrulina jest dość trudna. Przede wszystkim aktualny stan emocjonalny ryby potrafi całkowicie zmylić obserwatora, a tym bardziej fotografującego. Niektóre gatunki przestraszone lub podniecone mogą tak zmieniać kolorystykę, że ma się wrażenie obserwowania dwóch różnych taksonów. Do 30 l zbiornika tarliskowego wypełnionego wodą z miękką wodą (około 3°n) wpuściłem parę dorosłych tarlaków. Ryby te nie lubią ostrego oświetlenia, stąd powierzchnię przysłoniły kępki mchu oraz wgłębka wodna. Prawidłowy dobrostan zapewniają im korzenie oraz 1-2 większe kamienie. Tarło odbywa się nad twardą powierzchnią, jednak najczęściej ryby wybierają do tego celu szeroki liść rośliny żywej lub sztucznej. Samego tarła niestety nie udało mi się zaobserwować. Po tarle samica jest przeganiana, ale spokojnie może pozostać z samcem w zbiorniku. Jego opieka sprowadza się głównie do obrony miejsca wokół gniazda, a z rzadka tylko samiec bezpośrednio podpływa do jaj. Nie zauważyłem, aby wachlował on płetwami nad ikrą lub wybierał zapleśniałe ziarna. Ikra jest bardzo drobna, kleista. Narybek udaje się podchować tylko na pierwotniakach i wrotkach.



Para tarlaków
- samiec po lewej



Samiec w okresie
spoczynku płciowego



Samiec imponujący
samicy



Samiec w okresie
okołotarłowym



Ryby zajadające
larwy ochotek



Samiec – subtelne
piękno barw



Samiec silnie
podniecony – widoczny
ciemny pas



Samiec przy ikrze
złożonej na liściu
sztucznej rośliny

Gurami mozaikowy (Trichogaster leeri). Behawior okołotarłowy

 

Gurami mozaikowy (Trichogaster leeri) należy do rodziny guramiowatych (Osphronemidae). W naturze zamieszkuje Półwysep Malajski, Tajlandię i niektóre z wysp Indonezji (Sumatra, Borneo). Dorasta do 12 cm. Preferuje zbiorniki jasno oświetlone i zarośnięte roślinnością, w tym także pływającą, zawsze szczelnie przykryte. Nie znosi przeciągów i zimnego powietrza, które wychładzają powietrze nad powierzchnią wody i doprowadzają do zapalenia błędnika. Samiec jest większy i atrakcyjniej ubarwiony z pomarańczową (czasami z domieszką żółtego lub czerwonego) dolną częścią głowy, podgardlem, brzuchem oraz wąsami. Ma także dłuższe płetwy grzbietową i odbytową, które dodatkowo są przy końcach postrzępione lub ostro zakończone. Generalnie guramiowate dobierają się w pary na krótko przed samym tarłem. U gurami mozaikowego najważniejsze znaczenie ma to, aby obydwa tarlaki były dobrze wyrośnięte (następuje to z reguły w wieku 8–10 miesięcy) i w pełni dojrzałe rozpłodowo. Takie tarlaki zwykle bez problemu przystępują do tarła. Najczęściej już samo odosobnienie pary od reszty współmieszkańców wpływa stymulująco na podjęcie przez nie godów. Mimo to, hodowca jest niekiedy zmuszony do wymienienia jednego z tarlaków na innego. Z dalszej hodowli eliminujemy mleczaki budujące gniazda w sposób niechlujny (niemal natychmiast się rozpadające) lub szczątkowy (bardzo mało pienistego substratu). Bywa, że samiec wcale nie podejmujące budowy gniazda lub zjada jaja zaraz po ich każdorazowym złożeniu przez samicę.

Także agresja samca wobec partnerki u guramiowatych w czasie rozrodu powszechnie uważana jest za regułę. Tymczasem jej skrajna forma doprowadzająca do śmierci ikrzycy występuje rzadko. W większości bowiem wypadków ma ona charakter umiarkowany i jeśli tylko samica ma do dyspozycji jakieś kryjówki nie trzeba obawiać się o jej zdrowie. Po połączeniu bowiem między tarlakami często dochodzi do utarczek o rozmaitym stopniu nasilenia. W ich wyniku samica wprawdzie może stracić kilka łusek, a jej płetwy ulec poszarpaniu, jednak nie zagraża to jej zdrowiu i życiu. Względną nieszkodliwość zachowań agresywnych widać dokładnie na przykładzie behawioru dojrzałej do odbycia tarła ikrzycy. Początkowo ucieka ona przed natarczywością mleczaka, ale zwykle nie oddala się zbytnio od gniazda, wkrótce powraca lub przewija się w jego pobliżu gotowa na podjęcie godów. Niekiedy jednak samiec jest bardzo pobudzony i agresywny, a samica nie przejawia zainteresowania tarłem, lecz podejmuje paniczne ucieczki i chowa się gdzie tylko zdoła (czasami wyskakuje ze zbiornika, jeśli ten nie jest odpowiednio nakryty). Może to świadczyć o jej niegotowości do rozrodu i niedojrzałości jaj w jajnikach. W takim wypadku należy czym prędzej odłowić ją ze zbiornika tarliskowego. Innym znowu razem w przypadku przedtarłowego rozdzielenia tarlaków (ale tak, że ryby mogą widzieć się nawzajem) u samicy może dojść do silnego podniecenia i składania („zrzucania”) jaj bez udziału samca. Jedynym wyjściem jest wtedy jak najszybsze połączenie tarlaków.



Para ryb -
samiec z przodu



Ukończone gniazdo



Larwy w gnieździe

Okończyk moczarowy (Elassoma evergladei). Chów

 

Okończyk moczarowy (Elassoma evergladei) dorasta do 3-3,5 cm długości i należy do rodziny Elassomatidae. W naturze zamieszkuje wody USA – od rzeki Cape Fear River w Północnej Karolinie, poprzez Florydę do zatoki Mobile Bay w Alabamie. Data: 2012.01.15 Mimo, że okończyki należą do ryb spokojnych, to jednak nie nadają się do chowu w typowych akwariach towarzyskich. Wykazują w nich dużą płochliwość i stale chowają się w kryjówkach, co utrudnia ich obserwację. Pełnię ich zachowań można podziwiać dopiero w zbiorniku jednogatunkowym, gdzie dorosłe samce praktycznie przez cały czas odstawiają przed samicami osobliwe tańce godowe, zachęcając je do tarła. Choć w warunkach naturalnych ryby te żyją przeciętnie 1,5 roku, to w akwariach przy zapewnieniu im optymalnych warunków dożywają 3-4 lat. Gatunek mało wymagający i potrafiący przystosować się do zmiennych warunków środowiskowych. Do chowu wystarcza zwykła woda wodociągowa o pH 6,5-7,5, twardości ogólnej rzędu 15-23°n i temperaturze rzędu 16-23°C(grzałka jest więc zbędna). Wskazana delikatna filtracja wody z jednoczesnym jej napowietrzaniem. Należy utrzymywać okończyki w grupach z przewagą samic lub niewielkich haremach. Dla 5-6 osobników, które chcemy rozmnażać należy przeznaczyć 50-60 lzbiornik. Obsadzamy go różnorodną miękkolistną roślinnością, zarówno podwodną, jak i pływającą i wyposażamy w liczne kryjówki z korzeni, liści dębowych lub bukowych oraz kamieni. Raz w tygodniu należy podmieniać 10-15% wody na świeżą, odstaną. Jako drapieżniki ryby te zjadają drobny żywy pokarm, który musi być dostosowany wielkością do ich małych otworów gębowych: rozwielitki, oczliki, larwy komarów, muszki owocowe, a także kawałkowane rureczniki i larwy ochotek. Zdecydowanie mniej chętnie zjadane są pokarmy mrożone. Podawanie zaś karmy sztucznej z reguły mija się z celem. Odporność okończyków na niekorzystne warunki środowiskowe występuje głównie w naturze. W akwarium często padają, gdy przez dłuższy czas ich dobrostan ulegnie pogorszeniu. Ryba wrażliwa na stres spowodowany, np. towarzystwem gatunków bardzo ruchliwych lub drapieżnych, przerybieniem zbiornika, brakiem kryjówek itp.) i szczególnie wrażliwa na wtórne zakażenia ran po zranieniach, otarciach, np. wskutek wyskoczenia z akwarium. Okresowo ryby znoszą znaczny spadek ciepłoty wody do 10°C, jak i jej wzrost do 30°C, lecz w takich niekorzystnych warunkach czują się źle i nierzadkie są ich upadki.



Samiec w pełni barw



Dojrzała samica



Młody, wybarwiający się
samczyk

Amadyna maskowa (Poephila personata)

Amadyna maskowa, zwana też stepową (Poephila personata) to niewielki ptak z rodziny astryldów (Estrildidae). W warunkach naturalnych zamieszkuje północno-zachodnie stepy Australii (dwa podgatunki). Brązowo-szaro-kremowe ubarwienie ciała nie jest może zbyt atrakcyjne, ale jaskrawy, żółty dziób przydaje im majestatu i piękna. W przeciwieństwie do np. amadyn wspaniałych, ptaki te są bardziej żywotne, ruchliwe i zgodne. Rzadziej też zapadają na choroby. Są jednak dość płochliwe. Pewnym problemem może być rozpoznawanie u nich płci. Samce oprócz tego, że śpiewają mają też nieco czerwieńsze nogi. Przede wszystkim jednak część ich maski tworząca niby-śliniak w okolicy podgardłowej (poniżej podstawy dzioba) jest większa i zwieńczona w mniej lub bardziej ostry koniec (zaokrąglona u samicy). Intensywniej zabarwiony dziób to cecha, moim zdaniem, zawodna. Właśnie udało mi się sfotografować pisklęta w hodowli kolegi. Są cztery młode, przy czym najmłodszy wyraźnie słabszy. Amadyna maskowa gniazduje zarówno w budkach, jak i wiklinowych koszyczkach. Dobrze znosi kontrole gniazda, choć zdarzają się pary nader płochliwe. Zniesienie składa się z 3-7 białych jaj, które wysiadywane są przez oboje rodziców przez około 14 dni. Młode opuszczają gniazdo po 3 tygodniach i początkowo wykazują znaczną płochliwość – konieczne jest zapewnienie im właściwego dobrostanu (maksymalny spokój i cisza, urozmaicone żywienie, sztuczne rośliny maskujące oraz oświetlenie, itp.). Dobrze, aby przebywały z rodzicami jak najdłużej, nawet do 2. miesiąca życia.



Para lęgowa -
samiec po lewej



Samica – bledszy
dziób, ale to
cecha zawodna



Amadyny maskowe
są ruchliwe i zgodne,
lecz dość płochliwe



Pisklęta w wieku
14 (najmłodsze)
-17 (najstarsze) dni



Najmłodsze pisklę
w gnieździe jest
zarazem najsłabszym

Paletka (Symphysodon aequifasciatus)

Posiadanie pary paletek (Symphysodon aequifasciatus) nie gwarantuje jeszcze sukcesu hodowlanego. Dopiero dysponowanie dobrze dobranymi tarlakami stanowi praktycznie jego połowę. Akwaryści, którzy zdecydowali się na hodowlę paletek stają często przed dylematem w jakim wieku ryby nabyć na początek? Chodzi głównie o to, czy korzystniej jest samemu wychować sobie przyszły materiał hodowlany poprzez zakup większej liczby młodych, 2-4 miesięcznych, niespookrewnionych ze sobą osobników, czy też może spróbować zestawiać w pary egzemplarze dorosłe, względnie nabyć już dobrane tarlaki? Odpowiedź na to pytanie nie jest bynajmniej prosta. Każdy bowiem wariant ma swoje wady i zalety. Przeważająca jednak większość hodowców-amatorów wybiera pierwszy wariant, czyli zakup młodych ryb, najlepiej tej samej odmiany barwnej. Po osiągnięciu przez nie dojrzałości płciowej następuje okres spontanicznego dobierania się paletek w pary. Tak złączone tarlaki przedstawiają najwyższą wartość hodowlaną i dają największą gwarancję sukcesu. Jednakże metoda ta wymaga długiego okresu przetrzymywania ryb (zasadniczo paletki dojrzewają płciowo w wieku 10-12 miesięcy, ale dojrzałość rozpłodową, czyli hodowlaną osiągają w 15-18-tym miesiącu życia), a tym samym uzyskanie od nich zdrowego potomstwa jest znacząco odłożone w czasie.

Mimo to zestawiając pary z materiału przez siebie wychowanego mamy pewność, że ryby są zdrowe i przyzwyczajone do stworzonych im warunków środowiskowych. Wielu jednak niecierpliwych hodowców rozpoczyna swoją przygodę z rozrodem paletek od łączenia w pary dorosłych, niejednokrotnie kilkuletnich osobników. Jakkolwiek nie jest to łatwe (starsze egzemplarze bywają kapryśne, często nieprzewidywalne w zachowaniu), to przy pewnym doświadczeniu sposób ten daje względnie zadowalające wyniki. W przypadku jednak osobników dorosłych, pozyskiwanych z różnych źródeł istnieje potencjalnie większe prawdopodobieństwo natrafienia na sztuki chore. Jednocześnie mogą one wykazywać objawy kliniczne, jak i być bezobjawowymi nosicielami, np. nicieni z rodzaju Capillaria, a częstokroć także pierwotniaków – wiciowców z rodzaju Hexamita lub Spironucleus. U paletek nierzadkie są także monogenetyczne przywry skrzelowe (z rodzaju Dactylogyrus) oraz skórne (z rodzaju Gyrodactylus). Niejednokrotnie u ryb przebywających w dużych grupach manifestacja objawów chorobowych występuje dopiero po przeniesieniu ich do innego środowiska (akwarium). Ma wtedy miejsce osłabienie systemu odpornościowego organizmu (na skutek stresu związanego z transportem, nowymi warunkami itp.), co doprowadza do wystąpienia objawów klinicznych u wcześniej bezobjawowych nosicieli chorobotwórczych zarazków lub pasożytów. Ponadto zakup kilku dorosłych osobników pochodzących z różnych linii genetycznych jest dla większości akwarystów, bądź co bądź sporym wydatkiem. Od uczciwego hodowcy można, co prawda nabyć już sprawdzoną parę, lecz i tu nie ma 100% gwarancji sukcesu. Dobrze bowiem dobrane tarlaki, odbywające regularne tarła i odchowujące bez problemu młode po przeniesieniu do nowych warunków środowiskowych mogą marnować ikrę i larwy przez szereg razy z rzędu. W każdym wypadku wszystkie nowo zakupione sztuki (nawet od najlepszych hodowców) powinny obowiązkowo zostać poddane co najmniej 3-4 tygodniowej kwarantannie w oddzielnym zbiorniku higienicznym przy zapewnieniu im optymalnych warunków środowiskowych. Każdy kto tego zaniecha z reguły potem gorzko żałuje swej lekkomyślności. Leczenie paletek jest bowiem pracochłonne, żmudne, niejednokrotnie trudne i zawodne. Ponadto od akwarysty wymagana jest żelazna konsekwencja i staranność, jako że nie wystarczy po prostu podać chorym zwierzętom właściwego leku – trzeba wiedzieć w jakiej formie go zaaplikować, w jakiej dawce, w jakich odstępach czasu itp. Wszystko to sprawia, że zdecydowanie mniej kłopotów unikniemy stosując kwarantannę i profilaktykę.



W każdej sytuacji warantanna
jest nieodzowna



Młode paletki to najlepszy
materiał na przyszłe pary



Spontanicznie dobrane tarlaki
są najlepszym gwarantem
sukcesu



Dojrzewające płciowo
osobniki to dopiero
początek drogi
do sukcesu



Sprawdzone pary w nowych
warunkach nierzadko
rozczarowują



Najlepszy materiał hodowlany
przedstawiają ryby przez
siebie wyhodowane



Podstawą sukcesu są zdrowe
ryby



Pasożyty są najczęstszą
przyczyną chorób



Bezobjawowi nosiciele to
bomba z opóźnionym zapłonem

Wielkopłetw czarny (Macropodus spechti)

Ostatnio nabyłem dorosłą parę wielkopłetwów czarnych (Macropodus spechti). Ryby należą do rodziny guramiowatych (Osphronemidae). W naturze spotykane są głównie w Wietnamie. Pielęgnacja i rozmnażanie praktycznie nie różnią się od tych w przypadku wielkopłetwa wspaniałego (Macropodus opercularis), o którym wkrótce napiszę więcej. Z moim obserwacji wynika jednak, że samce wielkopłetwa czarnego są bardziej agresywne w czasie tarła. Zestawienie ich z niedojrzałą do rozrodu samicą kończy się zwykle mocnym jej poturbowaniem. Prawdziwie ciemne ubarwienie występuje dopiero w odpowiednich warunkach środowiskowych (dużo roślin, stonowane oświetlenie, ciemne podłoże oraz urozmaicone żywienie). Gdy pierwszy raz zobaczyłem omawiane ryby w sklepie zoologicznym byłem zdumiony, jak niekorzystnie się prezentują. Były bowiem blade, z poskładanymi płetwami i niemal przez cały czas walczyły z silnym strumieniem wody wydobywającym się z wewnętrznego filtra. Dobre samopoczucie i kondycję ryb można rozpoznać, m.in. po intensywnej, pomarańczowo-czerwonej barwie wydłużonych promieni płetw brzusznych (zwłaszcza u samca). Więcej o wielkopłetwach można przeczytać tu: http://www.multihobby.net/?p=72



Samiec w pełnej krasie


U samca uwagę zwracają
wydłużone płetwy oraz
elementy czerwieni i błękitu


Para ryb – samiec u góry


Samica – mniej jaskrawe barwy i
krótsze płetwy


Czarne ubarwienie występuje
u ryb utrzymywanych w
optymalnych warunkach


Zbliżenie na pięknie zabarwione
promienie płetw piersiowych
u samca

Przyducha zimowa

Przyducha zimowa, czyli niedobór (zwykle gwałtowny) tlenu w wodzie na szczęście przy obecnym, anormalnym stanie pogody raczej naszym rybom nie grozi. Niemniej zimą w oczku wodnym może dojść do sytuacji nader niekorzystnej dla zdrowia zwierząt. Gdy przez długi czas utrzymują się silne mrozy, pokrywa lodowa jest gruba, a oczko przerybione i niewystarczająco głębokie, z dużą ilością zalegającej na dnie materii organicznej (np. nieusuniętych jesienią opadłych iści) i dodatkowo pozbawione dopływu powietrza z zewnątrz (brak zainstalowanego napowietrzacza) do katastrofy dochodzi bardzo często. Dodatkowo gazy (głównie trujący siarkowodór) powstałe w wyniku rozkładu materii organicznej (w tym z ewentualnie padłych ryb i/lub płazów) nie mogąc ujść do atmosfery zatruwają wodę. Ryby giną z uduszenia i zatrucia przez toksyczne związki.

Przydusze zimowej można jednak zawczasu zapobiegać. Przede wszystkim należy usuwać jesienią obumarłą materię organiczną, która rozkładając się zużywa ogromne ilości tlenu. Ponadto późną jesienią koniecznie należy zainstalować napowietrzacz, który jest znakomitym i tanim urządzeniem wspomagającym. Najbezpieczniej i najkorzystniej jest montować go z wykorzystaniem styropianowego przerębla – pływaka, który dodatkowo może być wyposażony w grzałkę. Kostka rozpylająca powietrze nie powinna być opuszczona zbyt głęboko, a już kategorycznie nie może leżeć na dnie. Wówczas doszłoby bowiem do oziębienia wody poprzez wymieszanie jej warstwy najcieplejszej (około 4°C) zalegającej przy dnie z partiami najchłodniejszymi, położonymi bezpośrednio pod warstwą lodu. Ponadto zalegające na dnie zanieczyszczenia organiczne uległyby poderwaniu, co dodatkowo zmąciłoby wodę i zaburzyło dobrostan rybom. Przy prawidłowej głębokości oczka wynoszącej 120 cm kostka napowietrzająca powinna być zawieszona w toni na głębokości około 50 cm. Wężyk z kostką na końcu można położyć luzem na śniegu lub podwiesić na styropianowym pływaku bądź listwie (tzw. „wędka”).

Nagminnie popełnianym błędem przez właścicieli oczek wodnych jest wybijanie przerębli w tafli lodowej za pomocą siekiery lub łomu. Powstała wówczas fala uderzeniowa rozchodzących się w wodzie dźwięków bardzo stresuje ryby i wybudza żaby z zimowego odrętwienia (hibernacji). W konsekwencji u tych pierwszych może dojść do poważnych uszkodzeń pęcherza pławnego i ogólnego spadku odporności prowadzącego do rozwinięcia się chorób, a u tych drugich – do niechybnej śmierci. Jeśli już chcemy zrobić otwory w lodzie (np. po to, aby wypompować trochę wody celem stworzenia osobliwej poduszki powietrznej pod lodem), to najlepiej z użyciem wędkarskiego wiertła.



Napowietrzacz w
styropianowym
przeręblu


Sprawdzanie wężyka
i kotki napowietrzającej


Prawidłowo działający
napowietrzacz


Zima to ciężki
okres dla ryb


Napowietrzacz zamontowany
jeszcze jesienią

Wielkopłetw wspaniały (Macropodus opercularis)

Wielkopłetw wspaniały (Macropodus opercularis) należy do rodziny guramiowatych (Osphronemidae) i w naturze zamieszkuje wody Azji Południowo-Wschodniej. Posiada labirynt, czyli błędnik – osobliwy narząd oddechowy, położony w specjalnej komorze nad skrzelami. Tworzą go drobne kosteczki (blaszki kostne), które pokrywa cienki, ale silnie unaczyniony, śluzowaty nabłonek. Labirynt umożliwia pobieranie tlenu z powietrza atmosferycznego, co w wystarczającym stopniu rekompensuje zbyt małą jego ilość rozpuszczoną w wodzie (ryba zasiedla bowiem zbiorniki i cieki ubogie w tlen – ciepłe, płytkie, często zamulone lub wręcz błotniste oraz mętne i bogate w materię organiczną). Choć to gatunek dobrze znany od zarania akwarystyki, lubię go czasem rozmnażać dla czystej przyjemności. Do tarła używam zbiornika o pojemności około 30 l. Wystarczy napełnić go odstaną (względnie przegotowaną) wodą wodociągową do wysokości 15-20 cm. Na przystąpienie tarlaków do rozrodu stymulująco działa już samo ich odosobnienie oraz świeża woda, nawet bez podwyższania jej temperatury. W przypadku wielkopłetwów nie ma potrzeby przygotowywania samcowi platformy pod gniazdo – wystarczy trochę roślin pływających. Po zakończonym tarle samicę należy odłowić, gdyż samiec przejmuje opiekę nad gniazdem i z reguły (zdarza się, że pozwala samicy na opiekę) staje się wobec niej agresywny. Dobrze wyrośnięta ikrzyca przy zapewnieniu jej odpowiedniej bazy pokarmowej może złożyć do 500 jaj (zwykle jest ich 150-250 szt.). I

Ikra rozwija się szybko i po około 36 godzinach pojawiają się larwy, które zwisają z gniazda przez 1-2 dni, a następnie zaczynają pływać. Jest to najwłaściwszy moment na wyłowienie samca i przystąpienie do karmienia potomstwa. Wylęg jest bardzo mały (ok. 3 mm). Przez ok. 6-7 dni po rozpoczęciu swobodnego pływania narybkowi podajemy tzw. pył, czyli wyhodowane na pożywkach organicznych pierwotniaki oraz wrotki i larwy oczlika. Bardzo dobrym dodatkiem jest też tzw. zakwitła woda charakteryzująca się intensywnie zielonym kolorem (bujny rozwój zielenic pod wpływem silnego oświetlenia). Od 7-8 dnia można skarmiać najdrobniejszymi larwami solowca oraz węgorkami „mikro”. W przypadku jednak wielkopłetwów młode można wykarmić podając im od samego początku zawiesinę z ugotowanego na twardo żółtka jaja kurzego lub drożdży oraz dobrej jakości pokarmy sztuczne dla narybku ryb jajorodnych (w formie wodnej zawiesiny lub zmielonej). Do końca drugiego tygodnia życia młode nie mają jeszcze wykształconego labiryntu i oddychają tlenem rozpuszczonym w wodzie. Dlatego też tak ważne przy ich wychowie jest stałe napowietrzanie (strumień powietrza nie może jednak być za silny, aby zbytnio nie męczył rybek, co może doprowadzić nawet do ich śmierci) i filtrowanie wody oraz codzienne czyszczenie dna zbiornika i usuwanie wszelkich resztek organicznych i nieczystości.



Para wielopłetwów -
samica u dołu



Zaloty u wielkopłetwów



Pieniste gniazdo



Samiec pilnujący ikry
w gnieździe



Larwy tuż po wylęgu



Wylęg wielkopłetwa

Przepiórka chińska (Coturnix chinenisis)

Przepiórka chińska (Coturnix chinenisis) to jeden z najmniejszych (dorastają do 13-14 cm długości) kuraków, zwanych też grzebiącymi (Galliformes). Wybierając gatunki ptaków do hodowli w wolierze pokojowej lub ogrodowej często nie mamy pomysłu, które z nich mogłyby najlepiej zapełnić jej część naziemną. Tymczasem właśnie przepiórki znakomicie się do tego nadają. Są łatwe w hodowli, łagodne, towarzyskie, odporne na choroby i bardzo dekoracyjne. W naturze zasiedlają bardzo rozległy obszar geograficzny. Obejmuje on Indie, Cejlon, Południowo-wschodnie Chiny, Indonezję, Nową Gwineę oraz północno-wschodnie i południowe wybrzeże Australii. Ptaki te żyją w parach (monogamia). Zachęcam wszystkich do przeprowadzania naturalnych lęgów. Latem tego roku jedna z moich samic zniosła w ogrodowej wolierze 6 jaj, które zaczęła wysiadywać. Kogutek zupełnie nie interesował się lęgiem. Po 17 dniach wysiadywania wykluły się pisklęta. Niestety dwa z nich zostały śmiertelnie podziobane przez samca, którego czym prędzej oddzieliłem. Pisklęta przepiórek to typowe zagniazdowniki, które w kilka godzin po wylęgu stają się aktywne i podejmują żerowanie. W tym czasie są wodzone przez kurę, która wynajduje dla nich pokarm, chroni i ogrzewa. Jest to niezapomniany i piękny widok. Moja kurka zdała egzamin na medal i przy jej boku odchowały się cztery młode. Pierwsze ich pożywienie powinien stanowić drobno posiekany pokarm jajeczny zmieszany z paszą dla kilkudniowych indycząt lub kurcząt. Wskazany jest dodatek maku, biszkopta oraz larw ochotek i wodzienia (szklarek), kawałkowanych dżdżownic, mączniaków, muszek owocowych itp. Warto również stosować dobrą mieszankę mineralno-witaminową oraz niewielki dodatek bardzo drobno posiekanej gwiazdnicy (niektórzy hodowcy zalecają zieleninę uprzednio ususzoną i pokruszoną). Po dwóch tygodniach przepiórczęta fruwają, a po kolejnych dwóch, trzech uzyskują upierzenie ptaka dorosłego.



Para przepiórek
chińskich – samica
po prawej



Samica wysiadująca
jaja



Gniazdo z jajami



Jednodniowe pisklę



Samica z młodymi